10 sekund… i po wszystkim

6

Czy w Twoim związku zdarzają się kłótnie? Albo prawdziwie krwawe awantury, w których nikt nie panuje nad sobą ani nad słowami? Albo pozornie nieistotne dialogi, emocjami przypominające wielkie pole minowe? Cóż, w moim się zdarzają, choć z satysfakcją przyznam, że ostatnio – coraz rzadziej. Jak jednak zapewne wiesz mamy z Drwalem wybuchowe charaktery, jesteśmy zazdrośni, zaborczy, gwałtowni i niebezpiecznie namiętni, więc wystarcza nam iskra, by rozpalić całe osiedle. Wystarczy, że ja mam akurat gorszy dzień, On nie zadzwoni tylko napisze trzy zdania w messengerze, potem wracamy do swoich zajęć bo przecież pracujemy – rozdrażnieni, zabiegani i gniewni – a wieczorem, zamiast zwyczajnie się do siebie przytulić, przez co najmniej trzy kwadranse szukamy przysłowiowej dziury w całym. Ja jestem jednym wielkim fochem, On rzuci złośliwą uwagę i tak od słowa do słowa docieramy do tłuczenia talerzy.

To wszystko zmienia się jednak na lepsze odkąd mamy zasadę 10 sekund.

10 sekund i po wszystkim

Dobrze wiem, że po przeczytaniu tytułu miałeś wielką nadzieję na tekst o szybkim kończeniu – lub wstydliwe wyznanie, że Drwal choć raz nie dał rady ;) Mam jednak coś tysiąc razy lepszego, dzięki czemu wieczory stają się bardziej namiętne, poranki bardziej spokojne, a seks nie jest poprzedzony ostrą walką (nawet gdy trwa mniej niż minutę):

Zasadę 10 sekund

W wielkim skrócie polega ona na tym, by w sytuacjach, które nas irytują, denerwują lub wyzwalają chęć walki odczekać 10 sekund i dopiero zareagować. 10 sekund to oczywiście okres zupełnie umowny, choć szczerze przyznam, że liczenie w myślach do dziesięciu zdecydowanie sprzyja rozładowaniu atmosfery. Pierwszy gniew wówczas mija, najgorsze riposty się ulotnią, a my oszczędzamy sobie wielu niepotrzebnych nerwów.

Jeśli choć raz Twój partner doprowadził Cię do białej gorączki, to pewnie wiesz, że na krzyk najlepiej odpowiada się krzykiem. Nawet gdy tłumisz emocje i twardo starasz się milczeć, to po którymś oskarżeniu czy wyzwisku zwyczajnie pękasz – i zaczyna się karuzela. On obraża Ciebie, Ty jego, potem znów on Ciebie – i na końcu nawet nie wiadomo kto zaczął i czego dotyczyła taka kłótnia. Obie strony czują się zranione, obie wiedzą też, że przegięły, żadna nie chce wziąć winy wyłącznie na siebie, a wypowiedziane w gniewie słowa wbijają się gdzieś głęboko, między skórę a najwrażliwsze unerwienia, by powracać już zawsze, gdy tylko sięgniemy w tamten obszar. I napiszę coś, czego do tej pory nigdy nie pisałam: po każdej przesadzonej, bezsensownej i ostrej kłótni najbardziej bolą mnie nie te słowa, którymi cisnął we mnie Drwal, tylko te, które ja wykrzyczałam do niego. Bo wiem, że nie były ani mądre, ani sprawiedliwe, ani przede wszystkim prawdziwe. Że przyszły mi na myśl tylko po to, żeby jego też zabolało. I że nawet jeśli przeproszę, jeśli przyznam że mi przykro i żałuję, to nie będę umiała sprawić, że o tym po prostu zapomnimy.

Od dawna wiedzieliśmy oboje, że trzeba słuchać zanim się coś powie i myśleć zanim się podniesie głos, jednak dopiero nazwanie tego zasadą przyniosło nam trwałe rozwiązanie. Zresztą: spróbuj po 10 sekundach zareagować równie ostro co w pierwszym odruchu. Przecież wtedy nawet głos wybrzmiewa zupełnie inaczej. I nie chodzi tylko o to, że ja sobie liczę, gdy Drwal akurat prowokuje, bo to przecież mogłoby rozwścieczyć go jeszcze bardziej. Chodzi także o to, że on wie, że ja liczę – i że robię to przecież po to, by ochronić jego chwilowo upośledzony tyłek przed moim ostrym kopniakiem. Bo bardziej niż na satysfakcji zależy mi po prostu na nas.

A jeśli mimo liczenia kłótnia wcale się nie skończy? Cóż, wtedy oczywiście pozostaje dobry seks. Na zgodę ;)

 

Komentarze6 komentarzy

  1. Dziękuję za ten tekst. Odnoszę wrażenie, że coś się zmieniło w Waszym stylu pisania… Czy wszystko u Was w porządku? Pytam po prostu z troski. :)
    Wróćcie do nas na nowo, bo już chyba wszyscy się stęsknili!

  2. Nareszcie jesteście ❤️ idealnie trafiliście z tym tekstem bo ostatnio w moim związku są kłótnie, na pewno spróbujemy, dziękuje bardzo ☺️

  3. Moja dziewczyna ma tak wielki spokój, że naprawdę muszę jej na przysłowiowy odcisk nadepnąć żeby zaczęła się na mnie drzeć bo uwaga ‚krzyczą i obrażają ludzie słabi’ co ma wbite do głowy że zmusić ją do wyzwisk jest nie lada wyzwaniem. Zawsze pozostaje wersja 2 policz do 10 a przy 8 daj w pysk wtedy nikt się tego nie będzie spodziewać.

  4. U nas panuje zasada, że jeśli coś powoli zaczyna nas denerwować i jeśli czujemy że druga osoba przegina (a czasem ta osoba o tym nie wie) to wtedy wypowiadamy nasze „hasło” które sygnalizuje powolny brak cierpliwości oraz dodatkowo rozładowuje atmosferę, bo to „hasło” do poważnych słów nie należy ;)
    Ale zasada 10 sekund też wydaje się pomocna :)
    Pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter