3 wrogów seksapilu, czyli wiosenne porządki w szafie

70

Im bliżej Dnia Kobiet, tym więcej pytań o kobiecość zadajecie, tym częściej namawiacie mnie na kolejną edycję naszego wyzwania i tym więcej piszecie o tym, co w kobietach – jako kobiety – lubicie najbardziej. Plotkujemy więc sobie niezobowiązująco o ubraniach, dzielimy się sposobami na wieczne zachowanie młodości i oczywiście hojnie sypiemy komplementy – bo przecież nic tak nie poprawia nastroju, jak miłe słowo od innej niewiasty. Zdradzę wam więc w sekrecie, że dziś miałam opublikować zupełnie inny tekst – o seksownym masażu prostaty – jednak tak się zaangażowałam w dyskusję z koleżankami, że prostaty i jąderka będą musiały poczekać ;)

Zapewne jednak chcecie wiedzieć z czym przegrała ta prostata i o czym gadałyśmy w uniesieniu przez dobre trzy kwadranse. Otóż już odpowiadam: o ubraniowych wrogach kobiecości, które z pewnością każda z nas posiada w swojej szafie. Kupujemy je bo są wygodne i praktyczne – i nawet do głowy nam nie przychodzi, jak podstępnie się z nami obchodzą, a one leżą, kuszą i… psują nam samoocenę. Wybrałam dla was moje 3 typy – i z przyjemnością poczytam o waszych ;)

3 wrogów seksapilu
w

1. Sukienki z dzianiny

Kto nie ma w szafie miękkiej, dzianinowej sukienki, niech pierwszy zostawi komentarz! Sama kupuję takie sukienki i spódnice, bo są wygodne jak dresy, można w nich chodzić cały dzień bez żadnego dyskomfortu i nie wyglądają ani zbyt formalnie, ani zbyt wieczorowo. Ich podstępność polega jednak na tym, że z tego komfortu i rozleniwienia kompletnie przestajemy panować nad swoim ciałem – i na nasze nieszczęście potwierdzi to większość zawodowych stylistek. Otóż wkładając taką sukienkę nie musimy się przejmować tym, że coś nam się nie zmieści lub nie damy rady oddychać – dzianina zawsze się podda, zawsze dopasuje, zawsze przygarnie każdy nadprogramowy tłuszczyk. Możemy się garbić, wcinać pączka za pączkiem, mieć dziesięć linii szwów pod sukienką niczym pyszne wędzone szyneczki – to wszystko, a nawet jeszcze więcej, zmieści się bez trudu pod każdą „wygodną” kiecką.

Prawdziwy szok przychodzi jednak wtedy, gdy po dwóch sezonach w dzianinie wypada założyć elegancką małą czarną z porządnego materiału, który na nasze nieszczęście w ogóle nie chce się ponaciągać ;) Szok jest tym większy, im bliżej mamy do lusterka – bo oto okazuje się, że dobrze skrojona sukienka wydobywa z nas piękną sylwetkę, zmusza do stawiania ultrakobiecych kroków, zmienia sposób poruszania i dodaje pewności siebie. Więc Drogie Panie – może warto po nią czasem sięgnąć? A skoro jesteśmy przy sukienkach, to przejdę do zmory nr dwa, jaką są:

2. Czarne rajstopy

Czarne rajstopy same w sobie nie są złe. Zimą i późną jesienią są nawet wskazane, bo bieganie w cieniutkich pończoszkach, gdy nawet Rosjanie zaczynają otulać się wełną, może skończyć się problemem z całym rejonem około cipkowym. Byliśmy jednak z Drwalem ostatnio na spacerze, słońce świeciło tak mocno, że dziewczyny biegały w niemal letnich sukienkach i wtedy zobaczyłam ją – śliczną młodą dziewczynę w pudrowej, szyfonowej sukience, jasnych balerinach i… czarnych grubych rajstopach. Na oko z 60 den. I zapytałam w myślach samą siebie: dlaczego. I schizofreniczny głos w mojej głowie odpowiedział: Bo pewnie myślała, że wygląda w tych rajstopach szczuplej.

My często tak właśnie myślimy. Chowamy nogi w tych czarnych, elastycznych workach, bo wydaje nam się, że nogi są wtedy zgrabniejsze. Otóż nie są. W ogóle nie są, bo czarne błyszczące rajstopy deformują kształt nóg niemiłosiernie, a ich matowe odpowiedniki po prostu wycinają nogi z pola widzenia. Nie widać ich w ogóle, majaczy nam tylko czarna plama. A coś, czego nie widać, nie może być przecież zgrabne.

I na koniec mój absolutny hit:

3. Staniki z grubą gąbką

Każda z nas ma je w szafie, bo są czasami niezbędne – na przykład w pracy. W końcu lepiej założyć gładki, cielisty stanik niż świecić sutkami falującymi wraz z piękną koronką ;) Choć jednak noszę tego typu bieliznę w sytuacjach absolutnie formalnych, to gdy tylko mogę, zmieniam gąbczaki na delikatne, koronkowe braletki albo miękkie, seksowne półgorsety (tu mała uwaga praktyczna: koronkowe staniki nie odznaczają się pod porządnymi materiałami, co idealnie łączy się z moją awersją do dzianin ;)

White Rvbbit Bardotki

Moja niechęć do push-upów nie wynika jednak z tego, że nienaturalnie wypuchają to, czego nawet nie mam ochoty powiększać, tylko… z waszych wiadomości. Piszecie do mnie o tym, jak bardzo nie akceptujecie swojego biustu, a jak niby macie go zaakceptować, gdy wiecznie chowa się w czeluściach gąbki? Push-upy robią z ciałem to samo, co czarne rajstopy – kamuflują. Twój biust znika, a na pierwszy plan wychodzi gąbczasto-druciany stelaż, tak jakby Twoje ciało samo w sobie nie było wystarczająco seksowne.

Nie da się pokochać samej siebie, gdy wiecznie nosi się te grubaśne gąbczaste twory. W nich wszystkie wyglądamy tak samo – i tak samo cieszymy się, gdy możemy je wreszcie wieczorem zdjąć.

Gdy rozmawiałyśmy tak o podstępnych ubraniach z naszej szafy, to doszłyśmy do wniosku, że każdy kurs samoakceptacji powinien zaczynać się od przebrania w miękki stanik, koronkowe majtki i delikatne pończochy. Wtedy widać kształty, wtedy widać całe piękno kobiety. Wtedy warto popatrzeć na siebie z miłością, docenić każdy fragment niekoniecznie doskonałego ciała, odpuścić sobie wieczne niezadowolenie z jakiejś fałdki czy pieprzyka. Jesteśmy wszystkie różne, każda z nas chciałaby coś ukryć, coś zmienić – ale czy to powód, by chować się pod gąbkami, czarnymi rajstopami i dzianiną? ;)

I na koniec mała prośba – specjalnie na ten Dzień Kobiet. Popatrzmy na siebie z miłością – w koronkach lub najlepiej nago. Załóżmy coś, co podkreśli naszą pewność siebie. Uśmiechnijmy się i powiedzmy sobie szczery komplement.
Niech to będzie naprawdę piękny dzień!

Komentarze70 komentarzy

  1. Ostatnio pierwszy raz kupilam sobie koronkowy biustonosz. Okazalo się, ze zamiast 75c (pushup) powinnam nosic 70e!! O ile piękniej wygląda biust.. i o ile szybciej można doprowadzić kobietę na skraj lekkim dotykiem gdy ma taką bieliznę…

  2. Alicjo popieram w 100% <3
    Dodałabym do tego dresy i wyciągnięte duże swetry-choć samej zdarza mi się w czymś takim wystąpić za względu na wygodę i ciepełko-to jest to najbardziej aseksualny ubiór na świecie.
    Co do dnia kobiet i patrzenia na siebie z miłością,drogie Kobietki-wszystkie jesteśmy piękne!
    Nauczmy się jak w sobie to piękno dostrzegać,jak je pokazać światu-z własnego doświadczenia wiem,że wystarczy ćwiczyć pewność siebie,uśmiechać się od ucha do ucha by być piękną i promienną kobietą każdego dnia,nawet w tym aseksualnym wdzianku ;)

  3. Co do dzianiny się zgadzam, każda z nas ma ( ponieważ wygodne).
    Rajstopy noszę dwa razy do roku ( wolę spodnie). Co do staników z gąbką,nie mam ani jednego ( gdybym takie nosiła, wyglądałabym jak Pamela Anderson
    w wersji XXL) . Czyli masakra.🙂
    Ps. Podczas zakupów znalazłam coś dla Drwali.😀

  4. Delikatny stanik z cieniutkiej koronki na co dzień? Ooooj bardzo chętnie… ale nie przy miseczce F… :(
    Ta niestety wymaga solidnego wsparcia.

  5. Ja dodaje polar do kolekcji koszmarnych ubiorow kobiecych. Tu gdzie obecnie mieszkam panuje moda aby kobieta byla ubrana podobnie do faceta wiec czesto widac pary w takim samym kolorze dzinsow, polarze i kurtce sportowej. Czasami to nawet nie wiadomo po ktorej stronie idzie kobieta zwlaszcza, ze czesto ma takze krotko sciete wlosy. Polar ubieram tylko jak jezdze na nartach i do tego jest dopasowany. Nie wiem jak mozna sie w czyms takim pokazac na ulicy.

  6. Co do staników to każdy może być mądry, dopóki nie ma dużego biustu – noszę 70F i najgorszemu wrogowi nie życzę zwykłego szybszego zbiegnięcia ze schodów w delikatnych koronkach… Zwłaszcza przed okresem, bo to BOLI.

    • Alicja

      Wiem, że nie taki był cel, ale rozbawiłaś mnie tym komentarzem :)))
      Ja mam mniejszy biust niż Ty, ale też przy bieganiu boli :D

  7. Łatwo mówić o nie noszeniu gąbek jeśli ma się biust chociaż rozmiaru średniego B… Moje piersi są niewielkie gdzieś pomiędzy A i B, za to całkiem zadziornie sterczą, za co jestem im wdzięczna :P Chociaż zainwestowałam ostatnio w kilka koronkowych staników to z przykrością muszę stwierdzić że poza prezentowaniem się w nich w sypialni, na codzień nie zdają egzaminu :( Jeśli założę taką bieliznę pod bluzkę czy sukienkę która jest przylegająca, wyglądam jak chodząca deska z sutkami co przynajmniej w moim mniemaniu nie wygląda atrakcyjnie. Niestety nie każdego obdarowano kobiecymi atutami po równo :(

    • Hej. Myślę, ze nasza wielkość biustów jest zbliżona i też nie wyobrażam sobie wyjść w takim staniku i cienkiej bluzce poza drzwi mieszkania. Jednak bardzo bym chciała ubrać taką bieliznę w sypialni i nie wyglądać kuriozalnie. Gdzie udało Ci się znaleźć coś seksownego dla małego rozmiaru?

      • Alicja

        Oj Dziewczyny, Dziewczyny. Tylko pogłębiacie tymi tekstami kompleksy innych. A przecież są miliony osób na świecie wzdychających do bieliźnianych sesji chudych top modelek albo rockowych „płaskich” dziewczyn, dumnie prezentujących sterczące sutki ;) To wszystko siedzi w głowie. Po co się przejmować tym, co myślą o nas nieznajomi? Ważne jest to, jak my się czujemy – same ze sobą :)

        • Dokładnie tak jak mówisz Alicjo! :)
          Każdy biust może być powodem do dumy dla jego właścicielki a ten niewielki ma niesamowita zaletę….. nie wymaga mocnego podtrzymania, więc dziewczyny możecie sobie pozwolić na każdą najcieńszą najfikuśniejszą ultracienką koronkę na cieniutkich koronkowych, biżuteryjnych ramiączkach lub bez ;) a sutki prześwitujące przez takie cacka wygladają meeegaseksownie ;) albo w ogóle zrobić sobie święto i założyć bluzeczkę na gołe ciało.
          Ja mam niestety 70E i takie cudeńka mogę założyć jedynie na 5 minut w wyjątkowe okazje we dwoje :(. Inaczej szlag trafiłby mnie, biustonosz a w końcu i biust….
          Druga sprawa – przy małym biuście można pozwolić sobie na każdy, nawet najgłębszy dekolt i nie wygląda to wulgarnie. Można inspirować się Gwen Stefani, Oliwią Wilde, Keirą Knightley czy Carą Delevingne. Wszystkie mają drobniutkie biusty, a emanują seksapilem ;).

  8. Ja do tej listy dodałabym jeszcze ciepłe papcie. Gdy takie kupiłam i włożyłam, mój mąż patrząc na nie stwierdził ( cytuję!) „Kochanie, jeśli chcesz żebym więcej Cię nie dotknął, to noś dalej te papcie, tylko nie pytaj potem czemu tak jest” Widać dla faceta takie papcie są anty- seksowne. I wiecie co? Już takich nie wkładam.😉

  9. No to zacznę od początku.
    1. Dzianinowej kiecki nie mam w swojej szafie. W ogóle żadnej kiecki w mojej szafie nie uświadczysz. Może dlatego, że moje nogi nie przypominają kobiecych nóżek i wolę je chować pod spodniami.Na codzień są to jeansy a na okazje mam spodnie w kancik, z porządnego czarnego materiału, są naprawdę dobre gatunkowo i eleganckie.
    2. Czarnych rajstop nie posiadam , beżowych również. Nie mam żadnych rajstop w mojej komodzie. Nie noszę kiecki więc po cholerę mi rajstopy. Pończochy owszem i pas do nich ubieram kiedy trzeba, ale wtedy nie potrzeba mi ani kiecki, ani spodni.
    3. Nie nawidzę staników z grubą gąbką z trzech powodów. Po pierwsze są sztywne, grube i jest w nich za gorąco. Po drugie mam wrażenie, że deformują biust. Potrzecie powiększają mój i tak już duży biust. Noszę idealnie dopasowane, lekkie, koronkowe biustonosze. Moje sutki nie są sterczące, więc nie mam problemu z ich kamuflowaniem. Push-up w ogóle nie wchodzi w grę przy rozmiarze E.
    Podsumowując patrzę na siebie z miłością, każdego dnia, mimo zwiększonej powierzchni erotycznej mojego ciała, czego życzę wszystkim czytelniczkom tego bloga (autorce nie muszę, bo wie co dobre, patrząc w lusto). Pozdrawiam, Ewa

  10. Z rajstop nie zrezygnuje nigdy. Sądzę, że mogą to zrobić kobiety, które mają co pokazać. Ja swoje wolę zakryć. W sumie to raczej muszę dla dobra otoczenia ;-)
    Ale sukienek z dzianiny nigdy nie lubiłam…
    Za to do biustonoszy niegąbkowych myślę, że trzeba dojrzeć ;-)

    Dla mnie z kolei nie ma nic bardziej aseksualnego niż podkolanówki…Te takie rajstopowe. Ło ludzie.

    • A zauważył ktoś, że żadne inne rajstopy tak nie podkreślają niedoskonałego kształtu nóg jak właśnie grube czarne matowe??? Przecież wtedy właśnie nie widać nic poza konturem nóg!

      • Alicja

        Zauważył – dlatego właśnie o nich pisałam, bo to ukrywanie mankamentów tak właśnie często wygląda ;)

  11. A ja mam takie nietypowe pytanie. Jak najbardziej szanuję to że cenicie swoją prywatność (i popieram!), ale kiedy piszesz Alicjo że rozmawiałaś o czymś z przyjaciółkami/koleżankami, to czy koleżanki wiedzą że to Ty i Twój Drwal prowadzicie tego bloga? Domyślają się? Bo nie wierzę że mogły jeszcze nie słyszeć o jego istnieniu i nie przeczytać choćby jednego wpisu 😁 Pytanie z czystej ciekawości 😘

    • Alicja

      Kasiu, na początku bardzo uważaliśmy na to, by nikt z naszych znajomych nie nabrał podejrzeń, a teraz po prostu się nad tym nie zastanawiamy –
      choć mamy czasem śmieszne sytuacje, gdy znajomi podrzucają nam nasze własne teksty :)

  12. Nie noszę kiecek praktycznie w ogóle, więc nie noszę również prawie w ogóle rajstop. Push-upów też nie, bo to paranoja (no i mam biust w sam raz). Ale ciut za duży na satysfakcjonujące mnie koronki.
    W szafie mam jedną małą czarną, którą dostałam kiedyś od matki. Mam kilka zbędnych kilogramów, których za bardzo nie widać – jednak genetyka obdarzyła mnie szerokim tyłkiem i raczej dużymi udami, które w tej kiecce wyglądają źle. Naprawiłyby to obcasy, ale mam chory kręgosłup i 5 minut na głupich 5ciu centymetrach powoduje u mnie ryk (lekarze też kategorycznie zabronili i z bólem serca patrzę na moje piękne 10tki :c). Z tego samego powodu biustu u mnie nie widać za dobrze, bo się garbię (skoro wtedy nie boli). Samoocena trochę legła w gruzach, bo straciłam dużo motywacji, by o siebie dbać. Pierwsze, co robię po powrocie do domu to ściągam stanik i przebieram się w dresy. I jakoś się żyje.
    A po co w sumie to piszę?
    Chodzi mi o to, że nie łatwo się koronkować, nosić piękne sukienki i szpilki, jak się po prostu nie może. A tutaj to brzmi tak prosto, tak pozytywnie, że czasem zazdrość mnie zżera, że ktoś umie być kobietą. Ja wcześniej nie umiałam, ale się starałam. Teraz nie umiem i nie mogę się już nawet starać, bo i tak wyglądam wiecznie na chorą i zmęczoną, a makijaż jeszcze wszystko psuje :)
    Ale pozdrawiam Was wszystkich i życzę powodzenia w byciu pięknymi kobietami ;) (kompletnie szczerze! :D)

    • Berael polecam Ci przede wszystkim wizytę u dobrego fizjoterapeuty. Dopóki nie zlikwidujesz problemów w swojej postawie, prawdopodobnie nie poczujesz się atrakcyjniej. Fizjoterapeuci czynią cuda, a postawa wpływa na nasze samopoczucie i odwrotnie: samopoczucie odzwierciedla się w naszej postawie.

  13. Poruszyłaś Alicjo kwestię strojów dziennych. Ja do tego dorzuce te nocne, przysłowiowe piżamki w misie, luźne spodnie wyciągnięte bluzy…. Może niekoniecznie wszystkie wyrzucac,ale zostawic je tylko na chorowanie czy sygnalizwanie braku ochoty na sex ;) Wiem z wielu rozmów z panami jak bardzo chcą nas oglądać choćby satynowych koszulkach. Zimno? Przecież Drwal przytuli….

  14. Musimy jednak pamiętać. Drogie Panie, że pewność siebie u większości z nas to jednak możliwość skrycia się za dzianiną lub właśnie kryjącymi rajstopami. Trudno oczekiwać od kobiety pełnej kompleksów, że będzie czuła się pewnie w odsłaniających wszystko koronkach kiedy akurat ma duże zastrzeżenia do wałeczków i innych mankamentów.
    I ja to rozumiem. Sama czasem noszę takie rzeczy. Przyzwyczajenie się do nowej mody wymaga czasu, cierpliwości i miłości. Życzę Wam, żeby Wam tego wszystkiego w życiu nigdy nie zabrakło… :)

  15. Alicjo, jest jakiś „zamiennik” tego ciepłego dresowego wdzianka w którym chodzi się po domu i wygląda jak sto nieszczęść? Żeby przy swoim Drwalu wygadać nadal kobieco, ale czuc wygodnie i przytulnie…?

    • Alicja

      Nie mam pojęcia :) ja chodzę w domu w różnych rzeczach – od dzianinowych sukienek, które są właśnie „domowe”, po dresy, które mogą być całkiem seksowne. Nie ma co się spinać, byle nie było tak, że ukochany widzi nas wyłącznie w tych dresach ;) My mamy taki tryb dnia, że wychodzimy do pracy razem, wracamy też często razem, często wychodzimy do kina, na kolację czy po prostu na spacer, więc Drwal widzi mnie w różnych wydaniach, nie tylko w wydaniu „domowym” :)

  16. Zwykle zgadzam się z Alicją, ale niestety nie tym razem. Mam bardzo mały biust i nawet najmniejszego koronkowego czy miękkiego stanika nie mam czym wypełnić… A push up potrafi zebrać to co zostało do przodu i ładnie wyeksponować nawet małe piersi. I nie wiem skąd pomysł, że jest w nim niewygodnie. Także okej, panie, które mają czym oddychać niech rezygnują z „gąbeczek”, ale uwierzcie mi, że to nie jest uniwersalna rada dla każdej kobiety :(

    • Alicja

      Kasiu, Kasiu, Kasiu :) to nie są uniwersalne rady, tylko przykłady – i nie po to, by punktować kogokolwiek, tylko po to, by pozbyć się kompleksów! Ja na przykład nie wiem skąd przekonanie, że piersi muszą być wyeksponowane. Przecież to co napisałaś, to właśnie taki kompleks. Spróbowałaś choć raz założyć miękki stanik bez gąbek i drutów? Na przykład pod lekko prześwitującą sukienkę? Tak dla samej siebie nawet. Jedna z moich przyjaciółek jest w zasadzie zupełnie płaska i jest przy tym tak seksowna, że oczu nie można od niej oderwać. I chyba zawsze, poza oczywiście formalnymi sytuacjami, chodzi w tak delikatnych tkaninach, że widać jej zarys sutków. To kwestia tego, jak siebie postrzegamy i czy dobrze czujemy się w swoim ciele. Na tyle dobrze, by kochać je także nago.
      Ps. Paniom z małymi biustami łatwiej zrezygnować z gąbek, bo grawitacja jest dla nich łaskawsza – wiem po sobie ;)

  17. Droga Alicjo
    zabrakło abc aseksualności w postaci baletek
    nic nie psuje tak kobiecej sylwetki jak baletki

  18. Ja tam od jesieni do późnej wiosny noszę czarne rajstopy i obcisłe dzianinowe sukienki, zawsze czulam się kobieco w porównaniu do dziewczyn w spodniach i luźnych swetrach :)

  19. Niedokońca się z tym zgadzam…myślę że duzonw tym prawdy, natomiast wszystko zależy od reszty ubioru, np czarne rajtki mogą genialnie wyglądać ubrane do niektórych sukienek, stanik push up niejednej z nas dodaje więcej pewności siebie bo powoduje że mamy ‚scisniete piersi’ i ‚rowek’ w wydekoltowanej bluzce, który skutecznie przyciąga niejedno spojrzenie męskie 😁 każda z nas jest inna i każdej lepiej w czymś innym. Niektóre kobiety mają piękne długie nogi i nie muszą wypełniać biustów żeby czuć się seksowne i zauwazane, inne mają fajne piersi, ale żeby było efektownie to potrzebują właśnie usztywniaczy i push up. Inne mają brzuszek wystający i noszą luzniejsze koszulki, sukienki, żeby nie opinaly im się na brzuszku :-) więc nie ma co kategoryzowac co jest seksi a co nie, bo każda z nas jest inna. Najważniejsze żebyśmy się same z sobą czuły seksi, wtedy i świat to zauważy. Bo sensowność rodzi się w głowie !:-) pozdrawiam :-)

  20. Przy moim małym biuście zwyczajnie wstyd mi ubrać koronkowy stanik.. po karmieniu dziecka „oklapł”, zrobił się sporo mniejszy.. czuję się nie komfortowo bez push-up’a . Fakt czarne rajstopy to zmora szczególnie te grube.. jestem zwolenniczką czarnych ale cienkich matowych pończoch ;) a co do dzianinowych sukienek itp posiadam owe ale tylko te mega obcisłe, ołowkowe i kobieca, asymetryczne. Dużo prościej takich pozbyć się w aucie, ciasnej przebieralni. Pozdrawiam :)

    • Alicja

      Magdaleno, ja kiedyś też czułam się niekomfortowo bez gąbek, bo żyłam w przekonaniu, że mam bardzo mały biust. Tak naprawdę to zmienił to dopiero Drwal, bo z taką czułością się nim zajmował, że polubiłam chodzenie zupełnie bez stanika – czego i Tobie życzę ;)

      • Mój K, twierdzi ,że są idealne bo mieszczą się w dłoni. W domu, sypialni chodzę albo bez albo w koronkowym. Natomiast gdy wychodzę, muszę ubrać z gąbką bo inaczej czuję się jak dopiero dojrzewająca nastolatka. To wszystko siedzi w głowie to wiem, ale trudno o dobrą samoocenę gdy jest się matką i kobietą a wygląda się jak nastolatka wychodząca z gimnazjum. Może masz Alicjo jakieś rady aby poczuć się pewnie, dojrzało i kobieco?

  21. Wymieniajac te antyseksowne czesci garderoby powinnysmy jednak pamietac, ze o tym czy jestesmy seksowne czy nie tak naprawde wcale nie decyduje co mamy na sobie. Stroj czy makijaz to tylko jakas moda czy umowa, ze cos jest ladne lub nie. Powinnysmy pamietac, ze za jakis czas moze sie wlasnie okazac iz przyslowiowe koronki beda wlasnie wrogiem bycia seksownym a nie np. czarne grube rajstopy. Znam wiele kobiet noszacych dzianinowe sukienki i czarne, grube rajtki, ktore sa niesamowicie seksowne. Mimo niedoskonalosci maja swietnych i seksownych facetow. Znam tez wiele tzw. ,,koronkowych,, dziewczyn o figurze modelki, ktore ciagle sa same i jakos nic w zyciu uczuciowym nie gra. To czy cos jest wrogiem seksapilu to tylko umowa bo o nim tak naprawde decyduje to kim jestesmy, co soba reprezentujemy i czy lubimy tak po prostu same siebie. Ot wedlug mnie cala prawda a to co mamy w szafie nie ma tak naprawde kompletnie zadnego znaczenia.

    • Alicja

      Angel, ale mi przecież nigdy nie chodziło o sprowadzenie seksapilu do rekwizytów. Wydawało mi się, że dość jasno napisałam, że nie lubię tych rzeczy nie dlatego, że są modne czy niemodne, tylko dlatego, że na przestrzeni lat stały się oazą kompleksów i jakimś substytutem doskonałości (bo niby po co nosimy te push-upy). Zerknij jednak na komentarze. Jedna z dziewczyn napisała, że koronki są spoko, ale nie dla kobiet po ciąży.
      I nie rozumiem za bardzo związku między porządkami w szafie a tym, jakim ktoś jest człowiekiem. Przecież ten tekst jest zupełnie o czymś innym.
      Zresztą definiowanie ludzi przez to, co noszą wydaje mi się dużym nieporozumieniem.

  22. W domu czesto ubieram ponczochy.ale na spacer ze swoim facetem gdy ubieram krotkie spodniczki niestety nie da rady.wiec jaki kolor wybierac by przyciagal wzrok ja zawsze myslalam wlasnie ze czarny

    • Alicja

      To nie chodzi o to, że czarne są zawsze złe ;) Chodzi o to, że wiele dziewczyn zakłada czarne rajstopy wyłącznie dlatego, że wstydzą się swoich nóg – nawet, gdy noszą letnie sukienki. Właściwa kolejność to:
      1. Pokochać swoje nogi, oswoić się z nimi, popatrzeć jak wyglądają i ogólnie się z nimi zaprzyjaźnić
      2. Kombinować z ubraniami.
      Dziś widziałam kobietkę ubraną w czarną sukienkę, czarne rajstopy, w zasadzie powinnam napisać: spowitą w czerń. Wyglądała jak taka czarna kuleczka. I jestem pewna, że gdyby te nieszczęsne rajstopy nie były czarne, to przynajmniej jej figura miałaby jakieś proporcje, a nie zmieniła się w rozgotowany makaron. Nie bójmy się pokazywać siebie, nawet gdy nie jesteśmy ideałami :)

  23. Świetne rady. Ale nie wszystkie kobiety są idealnie piękne i mają idealne sylwetki. Piękność może podkreślać swój seksapil ubiorem. A to dlatego, że go posiada. Zwykła kobieta powinna się raczej koncentrować na tzw „tuszowaniu mankamentow” , bo tu ma pole do popisu. A wszystkie te delikatne, zwiewne koronki, cienkie tasiemki itd są boskie…dla młodego, jędrnego, zgrabnego ciała. W połączeniu ze zniszczonym ciążami brzuchem efekt jest żałosny.

    • Alicja

      Moim zdaniem nie powinnyśmy się wiecznie skupiać na tuszowaniu czegokolwiek, tylko na samoakceptacji i kochaniu siebie. No na litość boską – wiadomo, że skóra pięćdziesięciolatki będzie mniej jędrna niż osiemnastolatki – ale czy to jest powód, by odmawiać sobie koronek? Są sytuacje, w których powinnyśmy wyglądać po prostu schludnie, ale dlaczego mamy się zakrywać i cokolwiek tuszować w swoich domach, przy swoich facetach czy na spotkaniu z przyjaciółką.
      I bardzo nie podoba mi się pisanie o tym, że brzuch po ciąży w koronkach jest żałosny – to mega krzywdzące i bardzo stereotypowe podejście. Niektóre panie po ciąży mają lepsze brzuchy niż nastolatki, a te, które mają jakieś mankamenty mogą zawsze założyć koronkowe body, które przytrzyma co trzeba ;)
      Przecież bycie sexy zaczyna się w głowie!

      • Droga Alicjo, ja będę obstawała przy swoim: tuszować, tuszować i jeszcze raz tuszować ;) Oczywiście częściowo żartuję. Piękne młode dziewczyny, albo te trochę starsze, ale nadal piękne mogą dowolnie eksponować. Natomiast zwykłe, nijakie, defektywne, z ciałami zniszczonymi ciążą (nie te, którym ciąża NIE wpłynęła ujemnie na wygląd), z ciałami, które i przed ciążą były porażką, te, które nigdy nie były i nie będą sexy pięknościami, te które serio nie mają czym się chwalić (sama jestem takim egzemplarzem) powinny chyba sobie darować wbijanie się na siłę w sexy fatałaszki. Własny facet też ma oczy i jako wzrokowca lepiej go na takie doznania nie narażać. Może lubi „za fajny charakter” i nie ma co go pozbawiać brutalnie złudzeń. Poza tym, niestety, ciężko wymagać, aby taka kobieta kiedykolwiek choćby poczuła się sexy. I sądzę, że jest wiele takich, które z zachwytem spoglądają na piękne komplety bielizny na pięknych modelkach, na cudowne kiecki dla „prawdziwych lasek”, ale są boleśnie świadome, że to nie dla nich i co z tego, że by chciały… Jedynie w zabudowanej bieliźnie korygującej, czarnych rajstopach i jakimś dzianinowym woreczku nie są zagrożeniem dla zmysłu estetycznego otaczających je osób. Bardzo istotne jest też to, że tuszowanie własnych mankamentów jakoś ratuje przed popadnięciem w otchłań najgorszej rozpaczy ich posiadaczkę. Alicjo kochana, uwierz mi nie każda może być i czuć się sexy. Ale każda może sobie czasem poczytać BezFartuszka… pozazdrościć i pomarzyć ;) Pozdrawiam

        • A ja bym chciała dodać od siebie, droga Toniu, że bardzo Ci dziękuję za takie pisanie o kobietach z mankamentami po ciąży. Po pierwszym porodzie długo nie radziłam sobie z depresją poporodową, a w lustrze nie byłam w stanie się przejrzeć, bez grubej bluzy – właśnie przez takie krzywdzące stwierdzenia. Przez ciągłe komentarze czytane w internecie, że jeżeli kobieta po ciąży nie ma idealnego brzucha, to już jest skazana na niego i na to tuszowanie, tuszowanie i jeszcze raz tuszowanie. Męża zaniedbałam, choć ciągle powtarzał mi że pomimo rozstępów i trochę odstającej bułeczki, której niestety nie udawało mi się w wolnym czasie jakimkolwiek wysiłkiem fizycznym pozbyć, pociągam go ciągle tak samo, że w koronkach nie może oderwać ode mnie oczu. Właśnie przez takie opinie. Ja rozumiem Ciebie i to co chcesz przekazać. Ale wyobraź sobie, że ja jako ta szara myszka z mankamentami urody wbijam się w te seksowne fatałaszki, właśnie dlatego, że chcę, bo nie muszę być idealna, katalogowa, by móc. Czytam BezFartuszka, zazdroszczę i marzę. Ale również spełniam te marzenia, bo już nigdy nie pozwolę sobie wmówić, że to że mój wygląd nie jest idealny oznacza, że mogę tylko stać z boku i patrzeć.

          • Alicja

            Chyba sobie ten komentarz w ramkę oprawię, Basiu! Bardzo dziękuję, że napisałaś :)

          • Basiu, nie chciałam nikogo urazić… Jak wiadomo, każdy widzi świat ze swojej perspektywy i ja pisząc zasadniczo miałam na myśli SIEBIE. Cieszę się, że są kobiety, które siebie potrafią lubić, pomimo, że nie są idealne. Kurde, dziewczyny, jak Wy to robicie??? To chyba jest straszne, ale ja nigdy siebie nie zaakceptuję (a próbowałam jakieś 10 lat… a nawet dłużej). Dziś wiem, że te próby są skazane na porażkę. Nawet żal tych kilku zł na wydatek w postaci jakichś pięknych fatałaszków, które są może i piękne same w sobie, ale już naciągnięte na mnie tworzą obraz żałosnej groteski. Wiem, że tylko moja tuszująca zbroja chroni mnie przed zgonem z rozpaczy. Dlatego wydawało mi się, że i innym kobietkom ukrywanie mankamentów pozwala jakoś istnieć w świecie pełnym pięknych, seksownych i pewnych siebie dziewczyn. Ja względem siebie jestem bezlitośnie krytyczna. Nie pomoże mi kochający facet, czy stu facetów. Ja się sobie nigdy nie spodobam, nigdy nie uznam, że ktoś wyglądający tak tragicznie jak ja może być sexy. Nigdy szczerze nie dam wiary słowom, że mój wiszący jak worek brzuch w niczym nie przeszkadza. A skoro czuję się zawsze odrażająca, to tuszuję, tuszuję i jeszcze raz tuszuję.

        • Nie zgodzę sie. nie problemem jest wygląd problemem jest sposób w jaki na siebie patrzymy. Nie znam kobiety ktora jest nijaka nie znam żadnej ktorej ciało kiedykolwiek byłoby porażka, nigdy nie spotkałam takiej ktora nie miałaby sie czym pochwalić.
          A znam ich tysiące, znam 80 letnia babcie z najpiękniejszymi oczami na świecie , znam dziewczynę na wózku z cyckami w ktore chciałabym włożyć twarz, znam dziewczynę ważąca 115 kg z twarzą tak cudownie dziewczęca w jakiej można sie zakochać. I mogą sie skupiać na tym czego nie maja ale po co? One wiedza co posiadają i sa z tego dumne! Tego tez chce sama sie uczyć. kazda z nas ma piękno w swoim ciele. Często wypływa ono z duszy. Nie wspomnę juz o tym ze kazdy ma inny gust wiec nie ma czegos takiego jak najladniesze buzia, najseksowniejszt tyłek i najbardziej wabiące cycki. Kazdy inaczej je definiuje.

  24. Oo tak, staniki z gąbką nie są fajne, mimo, że biust w nich większy :) Wiadomo, wychodzę to ubieram te gąbkowe, ale w domu tylko koronowy, dobrze dobrany biustonosz, Mężuś uwielbia, mówi że można chwycić i wie, za co chwyta, a nie że gąbke łapie :D:D No i dużo mocniej czuje się wszystko, głaskanie czy pieszczoty przez taki koronkowy, miękki biustonosz :)

    • Alicja

      Kasiu, z tym czuciem to święta prawda – dotyku nie czujesz, ale każdy paproch już tak. Kiedyś kupiłam taki „na pierwszy rzut oka fajny” stanik z gąbką i dopiero, gdy coś mnie zaczęło w nim drapać zauważyłam, jak gruba jest to gąbka :D Otóż w gąbkę wbiła się moja rzęsa i tak mnie irytowała, drapała, łaskotała, że nie byłam w stanie myśleć o niczym innym – ale o ile w delikatnym staniku jeden sprawny ruch pod bluzką wystarczy, by poprawić, co trzeba, o tyle z tą gąbką walczyłam dobre pół godziny – a i tak rzęsa siedziała w niej nadal ;)

  25. Witam

    100% racji. To jak się czujemy zależy w dużej mierze od tego co na sobie mamy:D Jeśli mogłabym zaproponować jakiś temat: to co Ty Alicjo robisz, gdy Twój Drwal wstaje lewą nogą:) Czy są jakieś dobre sposoby na poprawę humoru, gdy nawet podteksty seksualne nie są w stanie jakoś go polepszyć:) Pozdrawiam:)

    • Alicja

      A nie zgodzę się! Nowoczesne cieliste rajstopy w idealnie dobranym odcieniu – a w sklepach bez problemu można wybrać swój kolor spośród 50 odcieni nude – i o grubości typu 6 – 8 den wyglądają po prostu jak zadbana, dobrze nawilżona skóra ;)

      • 6-8 den? jeżeli jest pogoda pozwalająca ubrać tak cienkie rajstopy to już pewnie jest tak ciepło, że nie trzeba ich ubierać wcale :). a takie 15-20 wyglądają po prostu źle, są albo ciemne i błyszczące, a jak ja, blada twarz, chciałabym wybrać jaśniejsze to podchodzą pod białe. te 50 odcieni to znalazłaś chyba w jakichś profesjonalnych sklepach, ale nie każdego na to stać, zwłaszcza jak się jest z tych, dla których każde rajstopy, te za 5zł i te za 55zł są jednorazowe, bo jest się taką gapą, że zadrze się je kaszmirowym szalem :D. poza tym czarne są po prostu ładniejsze, niczego nie ukrywają :)

        • Alicja

          Magdo, wiosny w sercu Ci życzę i otwarcia na to, co nowe, bo to, że nie miałaś dobrze dobranych rajstop naprawdę nie znaczy, że one nie istnieją.
          Ps. Nałożyć, a nie ubrać ;)

          • Ależ droga Alicjo, nie stwierdziłam, że one nie istnieją, tylko że nie mam ochoty wydawać na nie pieniędzy skoro i tak je zadrę przy pierwszym ubraniu. Wolę czarne za parę złotych z Biedry, przy których nie muszę martwić się dopasowaniem koloru ;)

          • Alicja

            Hmm, a nie masz ochoty zwyczajnie wyjść z tych przyzwyczajeń? Przecież Gatta, Calzedonia itd mają outlety, w których można kupić ich produkty dosłownie za 5 zł. Wiem, bo nałogowo kupuję pończochy i regularnie czas koleżanki mi podsyłają info o promocjach ;)

  26. No właśnie. Co zrobić jak facet ma kiepski humor i nawet nie chce powiedzieć dlaczego. Mojego wtedy broń boże nie dotykać. Ani pogadać ani przytulić. Macie jakieś pomysły?

  27. Kurcze, nie wyobrażam sobie obecnie życia bez push-upów.
    Koronki są piękne, ale dla biustów B-C, ale A jak moje…
    Za każdym razem mierząc w sklepie taki miękki,stanik nie mogę znieść tego co widzę w lustrze :(
    Wiem, że oszukuję siebie i innych w ten sposób, ale inaczej czuję się aseksualnie…

  28. Myszka ~1.60m~

    Jakbym miała jakoś skomentować tego posta to wyszłoby że w ogóle nic z tego mnie nie dotyczy. :P
    Lubię sukienki najbardziej na świecie. Zarówno z szyfonu, tiulu, przez dzianinę aż do wełny. Szczerze, to nie mam problemu większości kobiet. I tak jestem chuda jak tyczka i noszenie dzianinowej sukienki nie sprawi, że przytyję, choć gdyby tak było to tylko w takich bym chodziła :)
    Lubię też rajstopy, ale za czarnymi nie przepadam osobiście, bo właśnie wyszczuplają i wyglądam jeszcze gorzej niż bez nich.
    Nie robi mi różnicy czy mam push-up czy jestem zupełnie bez stanika, jednakże ta pierwsza opcja mnie osobiście dodaje pewności siebie. Co do koronki – może jak zacznę sama zarabiać to się na nią w końcu zdecyduję.
    Ale rozumiem ideę tego posta. Osobiście widuję emanujące seksem kobiety w typowo sportowym wydaniu. Coraz częściej mi się wydaje, że właśnie taki styl życia jest obecnie najbardziej pociągający dla mężczyzn. Co generalnie dla takich romantyczek jak ja jest trochę przygnębiające :)
    Pozdrawiam!

  29. Niestety niektóre kobiety mają takie piersi, że w biustonoszu z samą koronka z przodu wyglądają ohydnie. Nie mówię od razu, że mają nosić pushup, ale są inne przyzwoite biustonosze, np. zwyczajna usztywniona miseczka bez gąbki.

  30. Można docenić zaangażowanie jednak docelowo czy to takie ważne i jeśli już ten wspaniały ubiór styl itd kogoś zwabi czy przypadkiem nie będzie potem tak że „tyle czekałem/am i znalazłem/am szczura?”. Moja cicha propozycja była by tak spójrzcie na siebie, zobaczcie co Wy chcecie, jak Wam się podoba i wtedy ta osoba która do Was przybędzie będzie nikim innym jak osobą która właśnie to akceptuje. To w porządku ładnie wyglądać tylko po co czynić z tego temat przewodni:)

  31. Mam tylko jedno ale – przy dużym biuście delikatne, koronkowe staniki nie zdają egzaminu. Rzadko kiedy nawet są rozmiary, pomijając już fakt podtrzymania go.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter