Antykoncepcja: komputery cyklu

18

Nigdy nie przypuszczałam, że nasza seria o antykoncepcji wywoła taką lawinę komentarzy. Kilka godzin temu pewna pani pisała na przykład, że nie rozumie jak można traktować stosunek przerywany jako metodę zapobiegającą ciąży. No a jak mamy traktować coś, co ludzie stosują w ramach antykoncepcji właśnie –  i nawet przyznają, że od lat im to działa? Jak fantazję erotyczną? ;)

Nie piszę tego po to, by podburzać tłum do jeszcze większej walki. Po prostu proszę was o zrozumienie. Traktujemy naszych czytelników jak dorosłe, myślące osoby, więc nie będziemy co pięć minut podkreślać, że seks może skończyć się ciążą, a najlepszą metodą antykoncepcji jest abstynencja, czyli szklanka wody – nie przed, nie po, tylko zamiast. Opisujemy wszystko najrzetelniej, jak potrafimy, molestujemy znajomych lekarzy, by dawali nam wiarygodne dane i zawsze zapraszamy was do dzielenia się z waszym doświadczeniem. Nie szukajmy więc dziury w całym, nie wyśmiewajmy mniej doświadczonych koleżanek, nie deprecjonujmy cudzych wyborów łóżkowych – tylko wspólnie nauczmy się czegoś o seksie. Bo śmiem zaryzykować stwierdzenie, że jest to jedna z najprzyjemniejszych nauk w życiu ;)

Antykoncepcja: komputery cyklu

Tematem dzisiejszej pogadanki, że tak prowokacyjnie nawiążę do lekcji wychowania w rodzinie, są komputery służące do monitorowania cyklu. Cała moja wiedza o nich pochodzi z kilkunastu przeczytanych artykułów, opinii mojej ginekolog, doświadczeń mojej przyjaciółki, która takiego komputera używa i oczywiście – waszych komentarzy. Nie krępujcie się więc i piszcie śmiało, co o takowych komputerach myślicie, bo wiem, że kilka z was od dawna taki zakup rozważa. A teraz po kolei:

Czym jest komputer cyklu i jaką ma skuteczność

Komputery cyklu były – o ile mi wiadomo – dedykowane parom starającym się o dziecko. Stąd też pewnie wiele osób wyśmiewa je na starcie, porównując do watykańskiej ruletki, czyli małżeńskiego kalendarzyka. O ile jednak kalendarzyk (ten tradycyjny, bez obserwacji śluzu i położenia szyjki) budzi moją nieskrywaną niechęć, o tyle komputerowi cyklu może i dałabym szansę – przy czym byłby to raczej eksperyment, niż docelowa metoda antykoncepcji.

Podstawowym mechanizmem jest tu mierzenie temperatury. Codziennie rano, tuż po przebudzeniu, wkładasz na pół minuty bardzo czuły sensor pod język – i to w zasadzie jest wszystko. Komputer porównuje tę wartość z milionem cykli, które ma wgrane do pamięci i na tej podstawie określa, które dni są płodne, które niepłodne i kiedy występuje owulacja. Wszystko wyświetlane jest za pomocą małych, dość intuicyjnych lampek: zielona = dzień niepłodny, czerwona = płodny, żółta lub pomarańczowa = komputer nie wie i musi się Ciebie nauczyć. Tak to wygląda w maksymalnym skrócie.

Skuteczność komputerów jest – jak można się domyślać – sprawą dość kontrowersyjną, jednak naukowcy, którzy za komputerami stoją, przekonują o ich wysokiej skuteczności antykoncepcyjnej, sięgającej podobno 0,64 wg wskaźnika Pearla. Pamiętajmy jednak, że tu skuteczność opiera się na uprawianiu seksu tylko w wybrane dni ;)

Przyjemność podczas stosowania

To oczywiście jedna z zalet tej metody, która w swej istocie jest metodą zupełnie naturalną. Nic nie nakładamy, niczego nie połykamy, więc przyjemność jest dokładnie taka, jak przy seksie bez żadnych zabezpieczeń ;)

Wpływ na zdrowie oraz wpływ na płodność

Cóż można powiedzieć o czymś, co sprowadza się do nowoczesnego termometru? ;) Chyba tylko to, że stosowanie komputera nie wiąże się z żadnym ryzykiem narażenia zdrowia, a w kwestii płodności może tylko pomóc. W końcu mamy dokładnie wyznaczone dni płodne, wiemy, kiedy jajeczko wyrusza w comiesięczną podróż, a jeśli wybierzemy komputer typu „baby”, to będziemy mieć nawet program do planowania płci. Tu jednak nie polegałabym wyłącznie na maszynie, bo jak wszyscy doskonale wiemy – już niejedna dziewczynka na tym świecie miała być przy poczęciu chłopczykiem ;)

Plusy, minusy i przeciwwskazania

Plusy są oczywiste: nie ingerujemy w naturalny cykl, nie połykamy hormonów, nie nakładamy znienawidzonych przez wielu z nas gumek. Pomiar jest szybki i łatwy, a wyniki – w miarę upływu czasu – naprawdę precyzyjne. Jak każda metoda naturalna także ta ma jednak swoje wady, wśród których najdotkliwszą jest – przynajmniej dla nas – seks na zawołanie.

Żartowałam już z tego nie raz, że mój rozkład libido jest idealnie dopasowany do rytmu płodności – im większe ryzyko zajścia w ciążę, tym większą mam ochotę na mojego Drwala. Z kolei dni typowo bezpłodne łączą się u mnie z rozdrażnieniem, bolącymi cyckami i metamorfozą w małego słonia (ach ta zatrzymana woda…) – i wiem, że nie jestem w tym odosobniona. Jeśli więc miałabym podporządkować nasz seks pod wyniki komputera, to prawdopodobnie skończyłoby się to wielką katastrofą ;) Poza tym lubię się kochać wtedy, kiedy chcę, bez patrzenia na wykresy czy inne kalendarzyki – i to właśnie pierwsza wada, która u nas wyklucza wszelkie metody naturalne.

Po drugie: cena. Komputer cyklu, to nie staromodny notes, otrzymywany na plebanii w ramach kursu przedmałżeńskiego Tu trzeba wyłożyć konkretną kasę, zaczynającą się od ok. 1,5 tysiąca złotych – jeśli porównujemy więc koszt jednorazowy, to jest to jedna z droższych metod antykoncepcji.

Po trzecie: to tylko urządzenie. Mogą mu czasem nie łączyć kable, może się zepsuć poziom czujnika temperatury, może ulec jakiemuś błędowi i pokazać nam wynik daleki od stanu faktycznego. I pamiętajmy, że taki jeden błąd może się zakończyć… spontanicznym powiększeniem naszej rodziny. Jeśli więc jesteście gotowi na takie ryzyko albo wręcz staracie się o dzidziusia, to może warto? ;)

 

Komentarze18 komentarzy

  1. Ja stosowałam tabletki jako antykoncepcje ale niestety przez migreny zakazano mi ich stosowania, później były prezerwatywy (które nie raz pękały :D) a teraz już zupełnie bez aczkolwiek w telefonie mam pewna aplikację która podpowiada mi kiedy mam dni płodne a kiedy nie i powiedzmy, że na razie od kilku miesięcy działa :P zobaczymy na jak długo :P aczkolwiek jeżeli coś źle obliczy to będę bardzo szczęśliwą Mamusią <3

  2. „Jak każda metoda naturalna także ta ma jednak dwoje wady, wśród których najdotkliwszą jest – przynajmniej dla nas – seks na zawołanie”. Literówka Wam się wkradła „dwoje wady”, przepraszam że wypominam :) A co do komputerów, ciekawe jak sprawdzają się u kobiet kilka miesięcy po porodzie gdzie cykl jest bardzo nieregularny ?

    • Alicja

      Dzięki, już poprawiam! :)
      Podobno właśnie te komputery dopasowują się nawet do nieregularności, zmian stref czasowych itd. Piszę „podobno”, bo jestem dość sceptyczna :)

  3. Mam komputerek od kilku miesięcy. Uczy się mnie strasznie długo. Ponoć powinien pokazywać dni płodne 2-3, a u mnie pokazuje 10!! Cierpliwie czekam, aż liczba dni z czerwoną kropka zmaleje, ale niestety…

    • Nie może pokazywać 2-3 dni płodnych, bo same plemniki mogą przeżyć do kilku dni, więc ten czas musi być uwzględniony jako potencjalnie płodny. Ja przyjmuję też jakieś 10 dni bezpieczeństwa, a raczej ryzyka.

  4. Stosuje komputer lady comp juz chyba od 3 lat i w żadną niechcianą ciążę nie zaszłam 😉 a seks jest jeszcze lepszy – bo jak człowiek na coś musi poczekać to bardziej to docenia :)

  5. Nie wiem, czy zaufałabym takiemu komputerowi, chyba nie bez przyczyny został zaprojektowany jako maszyna do zrobienia dzidziusia 😉 Mam regularne cykle, chyba że zostaną zaburzone przed podróż albo chorobę i leki, i w miarę potrafię określić, kiedy mam dni płodne (u mnie też libido wzrasta proporcjonalnie do płodności, Alicjo 😀). Do moich obliczeń dorzucamy „wyjęcie na czas” i czasem można zaszaleć bez zabezpieczenia, choć wiadomo, że ryzyko i tak jest 😉 A w dni płodne nie ma opcji braku zabezpieczenia, jeszcze nie jestem gotowa na bycie mamą i granie w ruletkę ze stosunkiem przerywanym w te dni byłoby co najmniej nierozsądne -wtedy albo się uda, albo nie uda 😃

  6. Rozważałam taką metodę antykoncepcji, ale przeczytałam parę opinii i zrezygnowałam. Dla mnie to wciąż za duże ryzyko, bo rzeczywiście przypomina to kalendarzyk, ale trochę nowocześniejszy. Może gdybym była bardziej gotowa na dziecko, mogłabym zaryzykować. Na razie wolę stosować inne metody.

  7. Ja mimo stosowania Nuva-Ringu mam w smartphonie aplikacje ktora pokazuje kiedy mam plodne, kiedy ma byc okres i wpisuje swoj nastroj w danym dniu, czy byl orgazm no i przypomina o zmianie krążka. Ale traktuje to wspomagająco, bo lubie wiedziec kiedy są płodne lub na wizycie u lekarza moge dokladnie powiedziec, kiedy mialam ostatni okres bo po prostu do takich rzeczy nie przywiazuje uwagi a tak to wszystko wklepuje no i jest :D

  8. Co prawda nie mam komputera, ale stosuję podobną metodę, czyli codzienny pomiar temperatury plus obserwacja szyjki macicy i śluzu. Z minusów to na pewno jest to codzienne mierzenie temperatury, bo musi być o tej samej godzinie i po kilku godzinach snu. No i kilka miesięcy misi minąć zanim się nauczymy swoich cykli. Za to plusów jest mnóstwo, jak dla mnie oczywiście :-)
    Nie ładuję w siebie hormonów, nie martwię się czy tabletka się wchłonęła i czy zadziała, poznaję swój cykl i swoje ciało, jestem na bieżąco ze zmianami (takie samobadanie), nie ma skutków ubocznych.
    Co do seksu, w fazie niepłodnej, po owulacji bez ograniczeń, w fazie po miesiączce kilka dni tak samo, później w okolicach owulacji tylko w gumkach – przecież nikt nie zmusza do abstynencji w tych dniach.

  9. Cztery lata wraz z mężem stosowaliśmy metodę owulacyjno-termiczna dr Rotzera – czyli mierzenie temperatury i obserwacja sluzu z samodzielną analiza wyników. Nie ufalabym światełkom komputera choć prawdopodobnie wyznacza płodne dokładnie tak samo jak ja na wykresie temperatur. Mnie ta metoda nigdy nie zawiodła. Nie niszczy zdrowia, umożliwia super naturalny seks a abstynencja w płodne dodatkowo zwiększa apetyt :) Po 4 latach zdecydowaliśmy się na dzidziusia którego właśnie karmię :)

    • Alicja

      Metoda Rotzera ma tylu zwolenników, co przeciwników – i osobiście bliżej mi do tych drugich, z wielu powodów, o których pewnie napiszę.
      Gratuluję dzidziusia :)

  10. Niestety mam tak jak Ty Alicjo, dni płodne idealnie wpisują się u mnie z większą ochotą na seks. Od roku używam kalendarzyka miesiączkowego. Maksymalna różnica to u mnie 2-3, super, że przypomina o zbliżającym się okresie, ale po tylu latach w sumie tego nie potrzebuje ale aplikacja ma fajnego kotka, który słodko wygląda no i pokazuje dokładnie te dni płodne więc go trzymam… :) Zawsze warto połączyć różne rodzaje antykoncepcji, taki komputerek to fajna sprawa ale na przykład w połączeniu z czymś jeszcze i można ,,spokojnie” szaleć :)

  11. no dobra…a ja się w ogóle nie zabezpieczam ^^. Widzę mego lubego raz na miesiąc jak dobrze pójdzie. On nie znosi gumek a ja nie mogę brać hormonów. Zawsze wyciąga na czas i mega się kontroluje więc jestem totalnie spokojna- choć na początku naszego związku nerwowo robiłam testy ciążowe ^^.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter