Bliżej

12

Bliżej lub Closer (bo jestem przywiązana do oryginalnej wersji tytułu) to film, który warto obejrzeć od pierwszej minuty do ostatniej. Już sam początek jest intrygujący – widzimy dwójkę nieznajomych, podążających w swoją stronę wraz z tłumem przypadkowych osób – mamy więc historię, która mogłaby wydarzyć się wszędzie, w każdym mieście, każdego dnia. Widzimy tę dwójkę i wiemy, że za chwilę wydarzy się coś, co połączy ich losy, zmieniając na zawsze dwa – póki co odrębne – życia.

Dan (Jude Law) jest zwykłym facetem, z wyglądu miłym i nieśmiałym, ubranym w tak neutralne kolory, że już w następnej scenie nie jesteśmy pewni, czy miał beżowy, czy może szary płaszcz. W jego kierunku zmierza Alice (Natalie Portman), piękna i pewna siebie, z krótkimi czerwonymi włosami, rozpiętym dżinsowym płaszczem i krótką sukienką odsłaniającą gołe nogi. Tak naprawdę widać tylko ją, jedyną postać w tym szaroburym tłumie – i to o niej śpiewa zapewne Damien Rice, którego słyszymy od początku seansu. I can’t take my eyes off of you śpiewa Rice i wydaje nam się – a przynajmniej mi się wydawało – że właśnie te słowa oddają emocje Dana.

To właśnie przez tę piosenkę zapragnęłam obejrzeć Closer do końca. Uwielbiam ją. Uwielbiam chyba wszystko, co śpiewa Damien Rice, bo już sam dźwięk jego głosu kojarzy mi się z Facetem Mojego Życia. Patetyczne, wiem – ale przy tym tak bardzo prawdziwe. Gdy słyszę tę prostą frazę I can’t take my eyes off of you to bez względu na miejsce i czas przypominam sobie nasze początki z Drwalem. To jak nie mogłam oderwać od niego oczu. Jak zerkałam ukradkowo na naszym pierwszym spacerze, by przypadkiem nie wziął mnie za stukniętą, zahipnotyzowaną małolatę. Jak przy ważnym spotkaniu – z tych naprawdę ważnych, gdzie siedzimy w garniturach i decydujemy o losach świata (no dobra, teraz żartuję) – nie potrafiłam przestać się uśmiechać i siedziałam stanowczo zbyt blisko Drwala. Usłyszałam więc te kilka słów i wiedziałam, że obejrzę Closer do końca.

Bliżej

I było już tylko smutniej, bo Closer jest filmem przejmującym. Mamy więc Dana – pisarza, który nie wie czego chce od życia, byłą striptizerkę Alice, smutną Annę (Julia Roberts), która jest fotografem i żyje z ciągłym poczuciem winy oraz przystojnego, uwodzicielskiego i wyrachowanego lekarza Larry’ego (Clive Owen). Losy bohaterów krzyżują się w sposób niezwykły, pokazując jak zagubiony, egoistyczny, niezdecydowany, nieodpowiedzialny, a przy tym spragniony miłości i bliskości jest każdy z nich. Nie chcę zdradzać wam szczegółów fabuły, nie chcę oceniać żadnej postaci, powiem wam zatem które 5 scen lubię w tym filmie najbardziej.

1. Pierwsze spotkanie Dana i Anny

Przypadek, który zmienia całe życie, elektryzujące napięcie pomiędzy dwójką nieznajomych i I can’t take my eyes off of you – to wszystko przypomina mi naszą historię. Wprawdzie nie musiałam wpadać pod samochód i nie grzebałam po kryjomu w torbie Drwala, ale podobnie jak Dan i Anna już w pierwszej minucie wiedzieliśmy, że wszystko, co istniało do tej pory, należy do odległej przeszłości :) Motywy pierwszej sceny wracają w filmie kilka razy i jak klucz otwierają kolejne dna Closer, więc obejrzyjcie ten fragment ze skupieniem :)

2. Rozmowa Alice z Julią

Mam na myśli tę pierwszą, w studiu fotograficznym. Co powiedziałabym kobiecie, która kilka minut wcześniej całowała mojego faceta? Wolę sobie nawet nie wyobrażać. W każdym razie – obie panie zagrały rewelacyjnie – i nie wiem czy bardziej współczułam jednej, czy drugiej.

3. Kłótnia Larry’ego i Anny

… gdy on wraca z podróży służbowej i zmusza ją, by ze szczegółami opowiedziała o tym, jak kochała się z Danem. Larry traci panowanie nad sobą, wyzywa swoją żonę i miesza ją z błotem, najwyraźniej zapominając o tym, jaką wieść ogłosił jej chwilę wcześniej. W tej scenie widać wyraźnie, jak zręcznie faceci usprawiedliwiają swoje zachowanie, jak się rozgrzeszają bez zastanowienia, jak są – w tym filmie – wyrachowani i obłudni – i jak w tym samym czasie potępiają swoje partnerki. Dlaczego? Dlatego, że one są kobietami? Dlatego, że mężczyźnie należy się wierność, a kobiecie nie?

4. Alice dowiaduje się o romansie Dana

Alice – a właściwie Jane – jest w tej scenie skrzywdzoną dziewczynką, która zaufała i została zraniona. Współczułam jej, choć gdzieś z tyłu głowy pamiętałam w jaki sposób uwodziła wcześniej Larry’ego. To trudna scena. I znowu wraca pytanie – jak zachowałabym się słysząc coś takiego? Czy byłabym równie opanowana? Czy warto w ogóle się nad tym zastanawiać?

5. Scena w gabinecie lekarskim Larry’ego

… a więc rozmowa rozchwianego emocjonalnie Dana z wyrachowanym, zimnym Larrym, który na początku zachowuje się wręcz zadziwiająco życzliwie i wyrozumiale, by na koniec wbić dotkliwą szpilę. Ta scena sprawia, że całe Closer można odczytać jako walkę dwóch niespełnionych samców, którzy nie wiedzą, czego chcą, ale koniecznie chcą to mieć – walczą więc do krwi, nie patrząc na rany, na straty, na niekontrolowane słowa. Liczy się tylko atawistyczna żądza bycia najsilniejszym samcem w stadzie.

Dlaczego więc polecam wam ten film?

Bo gdzieś pomiędzy dialogami wypełnionymi seksem, błyskotliwymi dialogami bohaterów, zabawnymi zwrotami akcji (wirtualny seks Larry’ego i Dana to mistrzostwo świata) i naszym ukochanym Londynem wystaje problem na miarę na czasów: unikanie odpowiedzialności za własne decyzje, niezdolność do wyrzeczeń i chronienia własnego związku, łatwość zmieniania wszystkiego na nowsze, pozornie lepsze. Nie wiem czy w tym filmie zawiniły kobiety, czy mężczyźni – czy wina jak zawsze leżała gdzieś pośrodku. Wiem jednak, że na koniec żadne z nich nie było szczęśliwe, choć przecież każdy dostał milion szans.

Komentarze12 komentarzy

  1. Uwielbiam filmy gdzie obcy sobie ludzie nagle gdzieś spotykają się na swoich drogach a ich wątki nie są proste :)

    p.s. zakładam że Delicate Damiena Rice również jest lubiana? :D

  2. Uwielbiam ten film:-) widziałam go chyba z dziesięć razy;-) i zawsze każdemu go polecam. Piękny, smutny film. Dziękuję, że o nim wspomniałaś, z przyjemnością obejrzę go jeszcze raz. Ach ten głos Clive Owena;-)

    • Alicja

      Rito, rzeczywiście – gdybym punktowała zalety filmu, głos Owena musiałby mieć osobny akapit :))

  3. Chyba jeszcze nie widziałam filmu, w którym tak wiele mówi się o seksie, bez absolutnie ani jednej sceny samego seksu. Niewyobrażalne, jak tylko same dialogi mogą działać na wyobraźnię… i na toporek mojego Drwala (ale to już po napisach końcowych)… ;)
    Film świetny!

  4. Widziałam ten film z milion razy i uważam, że scena pocałunku Julii Roberts oraz Jude Law jest jedną z lepszych, a studiuję filmoznawstwo i wiele już ich widziałam. Z drugiej też strony, nigdy nie nie podchodziłam do tego filmu od stany emocjonalnej, a bardziej technicznej. Może inaczej – rozumiałam film, jednak nie zastanawiałam się nad jego sensem. Dziękuję Ci Alicjo za uświadomienie mi, że film to nie tylko zbiór klatek, a również historia oraz inspiracja. Widać studia zabijają nie tyle kreatywność, co zabawę z najprostszych rzeczy.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter