Chorobliwa zazdrość, cz. 1

60

To będzie bardzo emocjonalny wpis, bo dotyczy problemu, przez który sama przeszłam. Teraz, gdy mam to poniekąd za sobą, potrafię odnieść się z koniecznym dystansem, nie histeryzować i nie usprawiedliwiać żadnej ze stron. Wiem, że wiele z was potrzebuje takiego tekstu – widzę to w mailach, nawet jeśli nie piszecie mi o tym wprost. Chorobliwie zazdrosny facet. Problem, który niemal zawsze kryje co najmniej jeszcze jedno dno.

Chorobliwa zazdrość

Zaczyna się niewinnie – od pytań o kolegów z pracy, o sugestie, że twoja spódnica jest za krótka, o niby żartobliwe prośby o pokazanie telefonu. Myślisz sobie, że to przecież normalne, nawet całkiem miłe, że się interesuje, że mu zależy, że jesteś dla niego ważna. W pierwszym stadium Ci się to podoba, bo lekka zazdrość jest przecież wskazana, a jego pytania przecież są zupełnie normalne. Zanim się obejrzysz wchodzisz w stadium drugie, w którym zaczynasz podświadomie przyznawać mu rację – bo przecież rzeczywiście nie musisz rozmawiać z facetami, do pracy możesz chodzić tylko w spodniach, a za złożenie życzeń smsem powinnaś z miejsca blokować kontakt. Przecież on musi wiedzieć, że jest najważniejszy, a cóż będzie lepszego niż taki DOWÓD? Przestajesz rozmawiać z kolegami z pracy, nie odpisujesz na żadne wiadomości od facetów (nawet jeśli pytają Cię o adres księgarni, który wypadł im z głowy, a w którym może być jakaś książka – bo przecież pod takim pytaniem może kryć się seksualny podtekst! może to zaproszenie! może chodzi o seks w księgarni?!), starasz się jak najmniej rzucać w oczy, więc nosisz tylko ciemne ciuchy, płaskie buty, żadnej czerwieni na paznokciach. Niby czasem zakładasz spódnice, bo tego wymagają spotkania w pracy, ale pilnujesz się, by nigdy nie kończyły się wyżej niż 3 cm od kolana. Starasz się. Narzucasz serię zakazów. I gdy już myślisz, że wszystko masz pod kontrolą, a Twój facet nareszcie da Ci spokój z tą zazdrością, nagle dostajesz smsa:

– Co masz dzisiaj na sobie?
– Czarną sukienkę, tę z rękawem, mam dzisiaj spotkanie z całym działem.
– Ale rajstopy czy pończochy?
– A jakie to ma znaczenie?
– Zadałem pytanie. Masz coś do ukrycia?
– Pończochy. Przecież zawsze mam do niej pończochy, bo rajstopy odciskają mi się na brzuchu.
– Ciekawe… W pończochach do pracy… I co, będziesz nimi błyskała? Aż wszyscy zobaczą?
– Proszę Cię, co ty mówisz… Przecież ta sukienka sięga mi do kolan, co to za różnica co mam pod spodem, przecież i tak nie widać… Miałam iść z gołymi nogami? Wiesz jak jest zimno?
– Nie, no jasne, rozumiem. Przecież trzeba zabawić chłopczyków, nie? Niech się poślinią trochę! Dla kogo się tak wystroiłaś?!
– Dla nikogo.
– Wątpię. Co może nie wiesz, że im stoją kutasy na widok takiej laski?
– Nie chcę tego słuchać.
– Nie chcesz? Taka niewinna teraz jesteś? Co, może to jeszcze moja wina, że sama prowokujesz napalonych facetów? Spoko, idź na to spotkanie, niech sobie panowie poobracają cię w myślach. „Dla nikogo”. Jasne. (…)

Ile z was doskonale zna takie sceny?

Tu następuje stadium trzecie: wariujesz. Najpierw idziesz się wypłakać, bo zdajesz sobie sprawę, że twój ukochany facet właśnie zasugerował Ci, że jesteś pierwszą lepszą. Potem masz poczucie winy, że nie przewidziałaś tej sceny, że mogłaś założyć te głupie rajstopy albo wziąć zwolnienie i nie iść w ogóle na spotkanie, że przecież on wcale nie chciał Cię obrazić, tylko jest taki porywczy. Czujesz się winna. Za wszystko. A co najgorsze – on nie ma sobie nic do zarzucenia, bo przecież tylko wyraził swoje zdanie. Gdy mu zwrócisz uwagę, wrzaśnie na Ciebie, że pewnie wolałabyś, żeby siedział cicho i był potulnym barankiem. Gdy pójdziesz płakać, wrzaśnie, że jesteś taka biedna i pokrzywdzona, a wystarczyło myśleć i nie prowokować każdego. Gdy nie powiesz nic, będzie Ci wypominał te pończochy, aż w końcu pękniesz, krzykniesz się lub rozpłaczesz – bo on wygra w każdej z tych opcji.

Tak nie może być.

Teraz napiszę coś, co chciałabym powiedzieć prosto w twarz każdemu z takich facetów:

Jeśli wyrzucasz swojej dziewczynie pończochy, krótką sukienkę, cokolwiek, co ona nosiła zanim jeszcze poznała Ciebie, to jesteś tchórzem, hipokrytą i zwykłym sadystą. Tchórzem, bo pewnie w głębi duszy trzęsiesz portkami, że ona zostawi Cię dla innego, który to się za nią obejrzy. A ja zapewniam Cię, że jeśli zostawi, to nie dla takiego, który się ślini na jej widok, tylko takiego, który będzie dla niej dobry. D o b r  y. Bez wyzwisk, bez chamskich sugestii, bez pełnej kontroli i raportów, za to z miłością i  s z a c u n k i e m. Hipokrytą, bo krytykujesz ją za to, co Ci się tak rzekomo podobało. Najpierw opowiadasz jaka to jest piękna, seksowna i zadbana, jak to lubisz koronki i szpilki, a potem wyrzucasz, że stroi się dla innych. Niech zmieni się w ponurą, zapłakaną szarą mysz, wtedy nikt jej nie zechce, nie? A Ty najwyżej znajdziesz sobie nową, bardziej zadbaną i promienną. Trudno jest być promienną, gdy płacze się co drugi dzień. I wreszcie sadystą, bo świadomie lub nie, ranisz ją do szpiku kości. Wierz mi, że tekst: „wyglądasz jakbyś czekała na klienta”, „pończochy?! do pracy?! może cię ktoś zechce przelecieć, nie?”, „no co masz do ukrycia?” „jasne, broń swojego kochasia! myślisz, że nie wiem jak mu kutas sterczy? tak ci się podoba? to leć do niego!”, „co, nie odbierałaś, bo niby w księgowości byłaś? księgowy ma takiego kutasa, że już nie słyszysz jak dzwonię?”, boli tak samo, jak dostanie prosto w twarz. Boli tak długo, jak długo się o tym pamięta. Niszczysz jej poczucie wartości, jej samoocenę, jej wiarę w miłość. Jesteś sadystą i nic Cię nie usprawiedliwia.

Wolność i prawo mówienia „o tym co się – rzekomo – czuje”, kończy się tam, gdzie zaczyna się krzywda drugiego człowieka.

Jeśli bez żadnego powodu, w dajmy na to pogodny, beztroski wieczór, udowadniasz swojej dziewczynie, że w głębi duszy jest żądną męskich spojrzeń zdzirą, która zakłada sukienkę nie dlatego, że lubi, tylko żeby obcy, obleśni faceci, obracali ją w swoich głowach – to jesteś zwyczajnie podły. To nie są niewinne rozmowy, to nie jest „zwykły temat”, to szukanie dziury w całym, brak szacunku i psychiczne niszczenie słabszego od siebie.

I nie zasługujesz ani na jej łzy, ani na kolejną, czyli milionową szansę. A kiedyś te szansy się skończą.

 

 

Komentarze60 komentarzy

  1. Świetny tekst! Słowem w samo sedno! Wiem,przerabiałam to na własnej skórze. Nie rozmawiaj z kolegami,a najlepiej nie miej ich wcale. Nie żartuj z wujkiem,bo przecież może Cię poderwać. Nie śmiej się na imprezie,bo wyglądasz jakbyś chciała wszystkich poderwać. Jedziesz busem-podaj liczbę osób siedzących,łącznie z wiekiem i płcią i oczywiście czy jest ktoś znajomy. Pokaż telefon,daj dostęp do fb i poczty i jeszcze wiele innych przykładów mogłabym tu mnożyć…
    Wytrzymałam rok w małżeństwie,potem powiedziałam „dość”.
    Dziewczyny-miejcie szeroko otwarte oczy.

  2. W końcu ktoś to powiedział na głos ! Brawo..
    Mówienie takich rzeczy jest obrazą dla każdej kobiety ! Taki facet powinien mieć ucięte to o co posądzać innych facetów i tym samym nazywa zdzirą swoją kobietę, która przychodzi do pracy w spódniczkach, czy sukience.

  3. Dawno już psycholodzy i terapeuci wypowiedzieli się na ten temat. Zazdrość ( zwłaszcza ta chorobliwa) nie ma nic wspólnego z miłością jako uczuciem pozytywnym. Dotyka osób o bardzo niskim poczuciu własnej wartości, często z brakami emocjonalnymi wlokącymi się z dzieciństwa. Mają niezaspokojoną potrzebę sprawowania kontroli nad wszystkim co im bliskie. To wymaga leczenia.

    • Niektórym się to próbuje tłumaczyć, ale reagują agresją.
      Dopiero gdy coś nimi mocno wstrząsa, część z nich decyduje się na terapię. I wówczas dowiadują się tego samego od kwalifikowanego specjalisty.
      Dopiero wtedy CZASEM zapala im się lampka…
      I dobrze, jeśli zechcą coś z tym robić.

      Tylko muszą mieć świadomość, że na naprawianie pewnych błędów bywa już za późno…

        • Cholera, Alicja, nie wiedziałam, że ten temat jeszcze tak świeżo we mnie siedzi, choć dawno już wyrwałam się z tej matni… Obawiam się, że został niedostatecznie przepracowany po zamknięciu. Nadal wywołuje ogromne emocje i chyba nie byłam na nie przygotowana zaczynając wczoraj czytać Twój post…
          Jak długo bolą pewne rany…?

      • To oczywiście zależy od wielu czynników w życiu pacjenta. Jestem terapeutą, tak się składs i pracuję także z takimi ludźmi. To mega złożony problem.

        • Oczywiście, rozumiem.
          W takim wypadku właściwie obie strony powinny pogadać z kimś, kto im to pomoże ogarnąć.
          Niestety, nie każdy może sobie na to pozwolić.

  4. Mocne, ale prawdziwe…sam jestem strasznie zazdrosny a w zasadzie to mało powiedziane bo niekiedy właśnie chorobliwie zazdrosny i często ciężko jest mi sobie z tym poradzić. Szaleje na widok mojej kobiety chociaż ona zawsze mówi że wcale nie jest aż tak pociągająca, a ja za każdym razem uświadamiam jej że tak nie jest i wariuje jak ktoś się do niej przystawia itp., chociaż niektórzy mogą powiedzieć że powinienem się cieszyć że tak jest bo to właśnie ja jestem z nią, a właściwie ona ze mną… i nie chce tego zmieniać…ale dla mnie naprawdę to nie jest łatwe. Wiem i jestem świadomy że zazdrość jest dobra i zdrowa, ale do pewnego momentu, później wręcz odwrotnie i to jest właśnie mój problem…i że powinienem jej ufać, i ufam jej ale nie ufam pozostałym facetom(a miałem już parę nie miłych sytuacji) pomimo tego że wydaje mi się że robię wszystko by czuła się dzięki mnie jak prawdziwa królowa, bo tak powinna się czuć …ale przez chorobliwą zazdrość można to wszystko popsuć, staram się i walczę z tym, żeby właśnie nie skończyło się tak jak o tym piszesz Alicjo, bo najważniejsza jest dla mnie moja pani i nie chce jej krzywdzić. Miłość nie jest łatwa, ale jeśli umie się o nią zadbać i dużo się nad nią pracuje to daje więcej szczęścia niż cokolwiek na świecie.

    • Drogi Jarku!
      Z tego co piszesz wynika, że Twoje zachowanie jest identyczne jak zachowanie mojego faceta. Jest dokładnie tak, jak to opisujesz. On również ciągle podkreśla moją atrakcyjność, dostrzega fakt, że inni mężczyźni się za mną oglądają, że mnie zaczepiają, podrywają, prawią komplementy. Natomiast ja jakoś tego nie dostrzegam, nie czuję się aż tak atrakcyjna, mówię, że jest okej i ba, nawet nie dostrzegam tych rzekomych podrywaczy! Uważam ich za miłych facetów, ale to wszystko. Nie przechodzą mi przez myśl żadne romanse, ponieważ skupiam się tylko na moim mężczyźnie. Skupiam się na tym, że go kocham i jest dla mnie najważniejszy. On również, tak jak Ty, ciągle podkreśla, że ma do mnie zaufanie, ufa mi, ale „nie ufa innym facetom”, bo wie „jacy są mężczyźni”. Wiesz jak ja to odbieram? Mimo wszystko jako niepełne zaufanie. Bo co to ma znaczyć, że nie ufacie innym mężczyznom? To znaczy, że sami macie takie myśli jaki ci „inni mężczyźni”? Z tego zdania tak to wynika. Wówczas to u nas pojawiają się wątpliwości co do Waszych intencji. Ja też, choć jestem kobietą, to wierz mi, że nie ufam „innym mężczyznom”. Jeśli nie chcę mieć z nimi nic wspólnego to po co w ogóle mam zwracać na nich uwagę? Myślisz, że jakiś inny facet zmusi Twoją kobietę do romansu? Że mu ulegnie? Jeśli nie będzie chciała to wierz mi, że to nie nastąpi. Jeśli jakiś facet staje się wobec mnie nachalny to wiesz co mówię? „Ja już mam facet, nie jestem zainteresowana.” W bardziej nachalnych przypadkach zawsze w kieszeni noszę gaz pieprzowy ;) A o wszelkiego rodzaju nachalnych typach na bieżąco informuję swojego faceta, w końcu to on ma dbać o moje poczucie bezpieczeństwa i bronić mnie przed innymi facetami. Poza tym, jeśli kochasz swoją kobietę to na pewno nie chcesz jej stracić i wiem, że nie pozwolisz, aby ktoś inny Ci ją ukradł. Skoro, jak piszesz, traktujesz swoją kobietę jak królową to jestem pewna, że na pewno nie będzie chciała zmienić swojego króla na jakiegoś pajaca ;) I pamiętaj o bardzo ważnej rzeczy, że jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości to po prostu szczerze i na spokojnie porozmawiaj ze swoją królową. Nie rób scen, tylko powiedz jej, np. „Kochanie, jestem zazdrosny o Pana X i nie mogę sobie z tym poradzić. Czy możesz mi wyjaśnić całą tę sytuację?”. Moim zdaniem to najważniejsze, żeby wprost mówić o swoich obawach. No i żeby nie było, że ja to tak bez pokrycia mówię to podam Ci przykład z życia. Mam kolegę, z którym ostatnio spędzałam nieco więcej czasu i ciągle w opowieściach mówiłam „byłam z X tu, byłam z nim tam, gadaliśmy, dałam mu notatki” itd. Mój facet uważał go jedynie za kumpla ze studiów, ale po tych całych sytuacjach stał się podejrzliwy. Gdy tylko to zauważyłam wyjaśniłam mu, że rzeczywiście spędzaliśmy ze sobą nieco więcej czasu, ale wynikało to z tego, że tata X miał wypadek samochodowy, a X potrzebował pomocy, rozmowy, kogoś kto mu pomoże się pozbierać. Mój facet zrozumiał to (wie, że ze mnie taki dobroduszny człowiek) i opanował zazdrość. X przy mojej pomocy pozbierał się po wypadku taty, a mój facet był spokojny. Wystarczyła rozmowa. Spróbuj, jeśli Twoja kobieta rozmowę uzna za niedorzeczną to wytłumacz, że jest to dla Ciebie ważne nim rzucisz w jej kierunku bezpodstawne oskarżenia. Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w walce z chorobliwą zazdrością :)

      • Doskonale wiem ze rozmowa, szczera rozmowa i umiejętne słuchanie to podstawa udanego związku i dzięki temu właśnie jesteśmy ze sobą i pokonujemy wszelkie trudności i problemy, a mówiąc ze nie ufam innym facetom podam tez przykład, moja królowa była na małej imprezce ze znajomymi, jeden z kolegów przyprowadził swojego znajomego który co chwila coś próbował do mojej kobiety chociaż co chwila zapewniała go ze ma swojego faceta i ze ma przestać, ale alkohol się lał i w końcu posadził ja sobie na kolana i obiecywał, wiem o tym bo mi na drugi dzień opowiedziała mając moralniaka, niby nic się nie stało ale jak zapytałem się czy się całował to nie potrafiła mi odpowiedzieć bo do końca nie pamiętała, wiedziała tylko ze później odciągnęła ja koleżanka.. No tak ktoś powie ze nie robiła tego świadomie bo alkohol ale to też nie jest tłumaczenie.

    • Alicja

      Jarku, cokolwiek robisz, po prostu jej nie rań. Najgorsze jest to, że wielu mężczyzn wyżywa się na swoich kobietach „bo nie ufają innym facetom”. Tylko skoro to facet jest tym potencjalnym wrogiem, to w imię czego obrywać ma dziewczyna?
      „Miłość nie jest łatwa, ale jeśli umie się o nią zadbać i dużo się nad nią pracuje to daje więcej szczęścia niż cokolwiek na świecie.” – bardzo dobra końcówka :) Życzę Ci powodzenia w tej codziennej walce!

      ——

      Przeczytałam Twój drugi komentarz, dodany przed chwilą… Twoja dziewczyna chyba jednak zapracowała sobie na Twoją nieufność. Nie rozumiem jak można nie pamiętać, czy się z kimś całowało, siadać na kolanach innemu facetowi itd. Dla mnie bariera dotyku jest nie do pokonania – i to nienegocjowalne.

      • Tak jak piszesz bariera dotyku jest nienegocjowalna, rozmawialiśmy o tym i mówiłem ze ja też nie jestem idealny i czasem też sprawia jej przykrość, ale szaleje za nią i kocham ponad wszystko i chce walczyć o naszą miłość dalej ale niektóre rzeczy nie mogą mieć miejsca i ze mam nadzieje ze to juz się nie powtórzy i była to tylko próba dla naszego związku. Ale właśnie co jeśli ktoś został oszukany i ma wtedy problem z zazdrością i zaufaniem…ile związków tyle różnych sytuacji, a temat zazdrości i zaufania to chyba temat rzeka. Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedź i zrozumienie.

        • Sytuacja, którą opisałeś rzeczywiście mogła sprawić, że poczułeś się niekomfortowo i nie dziwię się, że nabrałeś podejrzeń. Z drugiej strony to bardzo dobrze z jej strony, że Ci o wszystkim powiedziała niż sam miałbyś dowiedzieć się od osób trzecich. Wtedy na pewno bardziej by to bolało. W każdym razie mam nadzieję, że między Wami wszystko w porządku i tak już zostanie. Życzę samych miłych chwil :)

  5. Nie zgadzam się z treścią tego artykułu. Nie znamy sytuacji mężczyzny. Z jakiego powodu jest taki zazdrosny ? Znam wiele przypadków romansów w pracy. Widziałem wiele wyjazdów integracyjnych gdzie mężatki zachowują się jak zdziry. Prezesi, kierownicy wykorzystują swoje stanowiska i podrywają ładniejsze dziewczyny. A co najgorsze nie które kobiety to kręci. Zakładają na telefon hasła, po pracy w ukryciu przed mężem dalej romansują. Dochodzi do tego że kobieta pięknie ubiera się tylko do pracy, bo tam jest adorowana i podziwiana. Faceta (męża) łapią nerwy i czując się bezradny może tylko słownie jej dokuczyć. Pisząc ten artykuł powinniście pomyśleć też o takich sytuacjach. A nie jak zwykle tylko bronicie kobiet. Pozdrawiam

    • Nikt nie broni kobiet. Ten tekst jest niezależny od płci. Mówi o tym że taka „chora” osoba zwyczajnie niszczy tę drugą. Niezależnie czy to kobieta, czy mężczyzna. A co do sytuacji o których piszesz, skoro kobiety nazywasz zdzirami, jak nazwiesz żonatych facetów robiących to samo na takich wyjazdach? Chyba nie powiesz że tych facetów to nie kręci?

        • Alicja

          Krzysiek – wybacz, taki już mamy styl, że wolimy mówić szczerze jak jest, niż krążyć po metaforach, żeby broń Boże nikogo nie urazić i wszyscy czuli się połechtani :) Temat jest trudny, ale tak właśnie wygląda. I trzeba mówić o tym wprost. To nie jest tak, że ktoś jest zazdrosny o kogoś, ktoś może kogoś zranić i ktoś może płakać po nocach. Ktoś, czyli bezpłciowe ono. To zawsze jest jakaś kobieta lub jakiś mężczyzna. To zawsze jest konkretny człowiek.
          Ps. zwróć uwagę na dopisek mówiący o tym, że to pierwsza część cyklu.

      • Jeżeli chcieliście napisać to bezosobowo to mogliście to zrobić… W artykule piszecie o pończochach a w nich mężczyźni nie chodzą :) Jest to atak w stronę mężczyzny. Przedstawionego jako psychopatę-zazdrosnika . Po przeczytaniu Komentarza Drwala nie zdziwilbym sie gdyby była to kobieta która nienawidzi mężczyzn, może kiedyś została skrzywdzona. A teraz oburzona, że „na kobietę która ma męża a na imprezach firmowych integracyjnych zdradza go…” Powiedziałem Zdzira… Na faceta który robi podobnie powiedziałbym że jest najgorszym gnojem… Nie popieram nieuczciwości w związku. Dlatego uważam że artykuł powinien opisywać zarówno zachowania Kobiet i Mężczyzn. A nie pokazywać że facet to ten zły.

        • Alicja

          Prawdziwy Facet, dzięki Ci za ten komentarz! Szczerze liczyłam, że zjawi się jakiś „prawdziwy facet”, wyznający, że nawet poniżana kobieta jest zawsze wszystkiemu winna. I że to atak na facetów. Swoją drogą masz fajny nick, poczucie humoru jest zawsze w cenie ;)

          „Jeżeli chcieliście napisać to bezosobowo to mogliście to zrobić” – nie chcieliśmy.

          „Przedstawionego jako psychopatę-zazdrosnika” – może chodzi o to, że to jest tekst o psychopatycznej zazdrości?

          „Po przeczytaniu Komentarza Drwala nie zdziwilbym sie gdyby była to kobieta która nienawidzi mężczyzn” – Te insynuacje mnie powalają :))))))

          „A teraz oburzona, że „na kobietę która ma męża a na imprezach firmowych integracyjnych zdradza go…” Powiedziałem Zdzira” – Drwal, jak na rasową kobietę przystało, po prostu nie lubi, gdy ktoś poniża kobiety, w jakikolwiek sposób. Są tacy mężczyźni. To znaczy kobiety ;)

          „Na faceta który robi podobnie powiedziałbym że jest najgorszym gnojem…” – nie powiedziałbyś. Powiedziałbyś, że pewnie ta zdzira sama wepchała mu się do łóżka. Tak jak w pierwszym komentarzu.

          „uważam że artykuł powinien opisywać zarówno zachowania Kobiet i Mężczyzn” – a ja nie uważam. To tekst o zazdrosnym facecie. Widzę, że nie rozumiesz tego, co do tej pory grzecznie mówiliśmy, więc Ci wyjaśnię wprost. To jest CYKL. Słowo „cykl” wskazuje, że będzie jakiś ciąg dalszy. To jest pierwsza część – o zazdrości faceta. W drugiej części będzie odwrócenie ról. Nie uważam, że w tekście o facecie powinnam dla równowagi pisać o kobietach. Tak samo jak nie uważam, że skoro wrzucam przepis na krem z dyni to powinnam od razu dawać przepis na krem z ogórków – bo może ogórkom zrobi się przykro.

          „A nie pokazywać że facet to ten zły.” – A co jeśli istnieją faceci, którzy są źli? Bierzesz w ogóle takie rozwiązanie pod uwagę?
          Ps. Nie odpowiadaj, to było czysto retoryczne.

    • Nie sposób się z Tobą nie zgodzić, że takie sytuacje się zdarzają ( kobiety zdradzają, faceci szukają okazji), ale czy nie jest to już ten moment, gdy widać, że związku już nie ma. Jeżeli kobieta jest adorowana tylko w pracy, a facet czuje się męski zdobywając na imprezie kolejną „sarenkę” to o czym my mówimy? Raczej niewiele ma to wspólnego ze związkiem.

      Może i się nie znam ale dla mnie podstawą związku dwojga ludzi jest zaufanie. Jeżeli jego nie ma to nie możemy mówić o byciu razem tylko chorym przywiązaniu do osoby, okoliczności itd. Można być zazdrosnym ale ufać, że druga strona nas nie zrani, nie oszuka i nie zrobi nam krzywdy.

      „Dobra zazdrość” powoduje, że chcemy być lepsi dla tej drugiej strony i motywuje nas to większej aktywności skierowanej dla tej naszej ukochanej osoby. Chorobliwa zazdrość jest bardzo egoistyczna, walczymy o to by druga strona była lepsza dla nas.

      Prawdziwy Facecie możesz mi wierzyć myslę o obu stronach. Znam wielu facetów którzy poroża mają nie tylko na ścianie ale zamiast odejść z godnością i po męsku szanować się trwają w chorych układach i usilnie wierzą, że to już ostatni raz…..

    • Sama bylam w takim „psychicznym” zwiazku. W moim przypadku konczylo sie interwencja policji oraz pogotowiem. Nie zdradzalam swojego chlopaka, nie dawalam mu nawet powodow do zazdrosci… wiesz kucharka nie wyglada pieknie w pracy :p Mimo wszystko , ze minelo kilka lat nadal mam leki i ciezko jest mi zaufac drugiej osobie.

  6. Ale chorobliea zazdrosc jest tez w druga strone. Kobieta takze moze byc chorobliwie zazdroana o swojego chlopaka/meza. Wtedy kazde czesc czy usmiech do znajomej oznacza awanture obrazabie sie na caly swiat itp. itd. Nie nalezy uogulniac ze tylko faceci moga byc tak chorobliwie zazdrosni

    • Alicja

      „To pierwszy tekst cyklu o chorobliwej zazdrości.” Pierwszy, a więc nie jedyny – i nie ostatni. Akurat tutaj nigdy nie uogólniamy.

  7. Świetny tekst. Tekst o mnie i o tym co od dłuższego czasu mnie spotyka. Od 15 lat jestem z jednym facetem; od 8 jesteśmy małżeństwem, ale to nie potrwa już długo, bo właśnie w ubiegłym tygodniu powiedziałam „dość”!!!!!!
    Jestem 32-letnią atrakcyjną kobietą i mam tego pełną świadomość. Tylko,że zawsze nią byłam… w końcu i on sam zwrócił na mnie uwagę i mu się spodobałam…. Tylko czy każda atrakcyjna kobieta musi od razu zdradzać męża na prawo i lewo????
    Nigdy go nie zdradziłam i nie ma dowodów mojej zdrady a ostatnio doszło do tego,że zaczął nazywać mnie „ku.wą” i „szmatą”. Miarka się przebrała. Nie mogę pozwolić sobie na takie traktowanie. On zwyczajnie psychicznie się nade mną znęca! Doprowadził do tego,że nie potrafię patrzeć na siebie w lustrze!
    Tak, to zdecydowanie choroba, ale ja nie pomogę mu się z niej wyleczyć, bo po pierwsze to ja jestem jej przyczyną, a po drugie on nie widzi problemu w sobie tylko we mnie…. On jest święcie przekonany,że wina leży po mojej stronie… bo to ja jestem za ładna, za szczupła, to ja prowokuję innych facetów. Nie docierają do niego żadne argumenty… A ponieważ z roku na rok jest tylko gorzej a ja nie zamierzam być „ku.wą” przez resztę życia, w październiku składam pozew rozwodowy…..

  8. Zapomniałaś dodać jeszcze jeden tekst z klasyki gatunku:
    „- Nie kłóćmy się… Nie chcę, żebyśmy się stale kłócili… Nie chcę, żeby kiedyś nasze dziecko musiało wyrastać przy takich awanturach…
    – Dziecko?! Przecież nie jesteś w ciąży!
    – Stałbyś się nagle inny gdybym była!?
    – Gdybyś mi powiedziała, że jesteś w ciąży, natychmiast kazałbym ci zrobić badania genetyczne, bo pewnie masz różne spermy w swojej piź.dzie!”

  9. Żyłam w taki związku 5 lat, w tym 4 w narzeczeństwie. Wyglądało to identycznie według twojego scenariusza. Nie wiem kiedy dałam sobie wejść na głowę, właściwie nie mogłam wychodzić nigdzie. Na zakupy jedynie z matką i gdy dzwonił musiałam podawać ją do telefonu (wiem, nie musiałam, ale w którymś momencie oślepłam i całkiem zgłupiałam). Oczywiście udowadniania, że nic złego nie robię nie przynosiło żadnych skutków pozytywnych – było co raz gorzej. Nie mogłam mieć żadnego kolegi (wykasował ich z mojego telefonu), koleżanki też nie (bo sprowadzą mnie złą drogę, bo pewnie wspominamy tam swoich ex). Nie mogłam nosić krótkich spodenek, spódniczek, dekoltów – musiałam zapomnieć o szpilkach.
    Pamiętam jak przed kolacją z jego rodzicami zapinał mi koszulę pod samą szyję.
    Planowałam z tym człowiekiem całe życie (ślub) – nie wiem jak mogłam być wtedy tak głupia (zapatrzona, zakochana).
    Dziś od tego czasu minęły 2 lata. Dopiero 2. Odchorowałam to strasznie. Teraz wycofuje się z związku po pytaniu „gdzie jesteś i z kim?” z miejsca zapala mi się czerwona lampka i odwracam się plecami i gnam jakbym uciekała przed śmiercią.

  10. A ja zaś napiszę, że to ja byłam tą chorobliwie zazdrosną… Bardziej zazdrosną. Nie wiem czy moj facet mnie tym zaraził czy ja jego, ale najważniejsze, że wyszliśmy z chorego zachowania razem. Udało nam się. Wiadome.. dalej czasami mam ochote poprzeglądać jego fb itd. Ale teraz gdy znam go już na tyle i w koncu mu ufam to wierze że nic nie ukrywa. Moja zazdrość zrodziła się z niskiej samooceny.. tak myślę, a jego może z braku zaufania do kobiet, bo jego pierwsza kobieta go zdradziła. Ale chciałam zaznaczyć, że da się to wyleczyć.. Zaufaniem. Ale o to trzeba powalczyć i nie mówię, że to było łatwe, bo nie było, ale dzięki temu że razem chorowaliśmy na tą samą chorobę to rozumielismy swoje wzajemne obawy i w koncu razem sie wyleczylismy :-). Pozdrawiam

  11. bardzo dobry tekst! ja wcześniej byłam właśnie w związku, w którym nie doszło jeszcze do ostatniego stadium i też w kółko słuchałam „ufam Tobie, ale nie ufam innym facetom”. niby nic takiego się nie działo, niby nie urządzał mi awantur i niczego nie zakazywał, ale właśnie sama dobrowolnie zaczynałam rezygnować z pewnych rzeczy. dostrzegam to dopiero teraz, gdy pytam mojego obecnego, czy mogę wyjść z takim dekoltem albo w tak krótkich spodenkach, a on patrzy na mnie ze zdziwieniem i pyta, czemu nie, skoro wyglądam świetnie? gdy pytam, czy nie będą mu przeszkadzać spojrzenia innych facetów, śmieje się, bo dla niego to tylko komplement, oni mogą tylko popatrzeć, a to z nim jestem… zawsze uśmiecha się do facetów, którzy oglądają się za mną na ulicy, gdy idziemy razem. :) ale ja teraz widzę, jak te drobne szczegóły z poprzedniego związku głęboko zakorzeniły mi się w głowie i rzutują na obecną relację. staram się aż za bardzo mówić mu o wszystkim, spowiadać się z każdej rozmowy, a to przecież nie jest konieczne. pare lat temu ja nie byłam kompletnie zazdrosna, zdrada nawet nie przechodziła mi przez myśl, byłam ufna i nie przejmowałam się tym, nie dopuszczałam robienia awantur, rzucania głupich sugestii, wprowadzania ograniczeń. teraz zaczynam sama się taka stawać. wystarczy, że obecny partner lekko nadszarpnął moje zaufanie – nie potrafię go odbudować i zaczynam przyjmować znane mi zachowania. więc teraz dopiero widzę, jaką krzywdę wyrządza trwanie w związku toksycznym, duszenie się i obarczanie nawzajem problemami z samym sobą.

    • Racja, @misia, i wiesz co? Rozwala mnie ogrom zniszczenia jakie zostawia po sobie taki toksycznie zazdrosny związek… Serio.
      Patrzę na siebie, na swoje doświadczenia i boję się, że spustoszenia są zbyt wielkie, a rany zbyt głębokie, by kiedykolwiek móc się zaleczyć, zasklepić.
      Nawet jeśli spotkamy potem na swojej drodze kogoś wartościowego,dobrego, pełnego zrozumienia, szacunku, czułego, wyrozumiałego i dumnego ze związku z nami, to może się okazać, że to my zaczniemy zatruwać ich swoją zazdrością albo wymaganiem jakieś formy zazdrości. Bo skoro nie jest zazdrosny/a, to może nas nie kocha dostatecznie mocno…?
      I koło się zamyka, a spirala raz nakręcona zagarnia coraz większe obszary, wciąga coraz więcej ludzi i niszczy coraz więcej.

      Według mnie powinniśmy próbować szukać odpowiedzi na pytanie: jak się przed tym zniszczeniem bronić? Jak nie zadręczyć partnera swoimi złymi doświadczeniami? Jak uwolnić się z matni?

      • mnie moje złe doświadczenia skłaniają do autosugestii, do długich rozmów z sobą i z partnerem na temat mojego zachowania, moich uczuć, moich skaz, mojego podejścia do związków. to jest problem do przegadania, rozłożenia na czynniki pierwsze i przerobienia, przecierpienia, przepracowania i zostawienia w tyle. z poprzedniego związku wyszłam mądrzejsza, wyszłam z doświadczeniami i wyciągniętymi wnioskami – co może wyjść mi na dobre – ale też z bliznami i nawykami – co może być szkodliwe. ważne, żeby ze złych rzeczy w swoim życiu uczynić coś budującego i dającego pole do pojawienia się tych dobrych.

        • @misia, a nie obawiasz się, że ciągłe roztrząsanie tego z partnerem w końcu sprawi, że oboje Was zmęczy temat wspólnej relacji? Że nie zostanie nic z tej beztroskiej radości z wzajemnego bycia przy sobie? Że zniszczycie się tym omawianiem problemów?

          Ja się tego boję… I nie wiem, czy naprawdę absolutnie wszystko i zawsze należy przegadać we dwoje…
          Może @blacky ma rację i od tego mamy na świecie psychologów, terapeutów, a w trudniejszych przypadkach także psychiatrów…

          • rozmowy o problemach mają zniszczyć związek?
            nie sądzę. przecież to nie jest tak, że gadamy tylko o tym. ale pojawia się problem, jakieś nieodpowiednie zachowanie któregoś z nas, jakaś przykra myśl chociażby w mojej głowie, to w momencie gdy emocje opadną, szczerze o tym mówimy. wspólnie szukamy rozwiązań. zapewniamy się, że wszystko w porządku, pytamy drugą stronę o uczucia i szanujemy je. i to właśnie buduje nasz związek i stwarza poczucie bezpieczeństwa i spokoju. daje nam ulgę i sielankowe szczęście przynajmniej na kilka najbliższych dni.
            oczywiście nie zawsze jest tak idealnie i czasem nas ponosi, nasze awantury są bardzo wybuchowe i w ogóle. .. ale właśnie znając i szanując uczucia drugiej osoby, a także lepiej rozumiejąc siebie, można je uniknąć. a rozmawianie pomaga właśnie zrozumieć siebie i samemu uświadomić sobie swój problem.
            i nie, nie wygląda to tak, jakbyśmy nie mieli innych zajęć, ani tematów.

          • @misia
            Gratuluję wyważenia. Naprawdę i szczerze.
            Mnie to wszystko jeszcze nadal zbyt mocno dotyka, może mam obsesję na punkcie tematu i pewnie gdybym nie gryzła się w język, zamęczyłabym drugą stronę swoimi demonami.

          • Alicja

            li_lo_84 – rozumiem Twoje obawy aż za dobrze. Jeśli takie rozmowy stanowią tylko procent wszystkich rozmów, to wszystko jest ok. Jeśli jednak stają się dominującym tematem i związek sprowadza się do wiecznego wyjaśniania, analiz i rozmów o tym, jak jest źle, to… nie chce się w nim być. Zamiast beztroski pojawia się wrażenie pływania w basenie pełnym negatywnych emocji, z którego nie można w ogóle wyjść. To masz na myśli, prawda?

            Misia – ja też gratuluję wyważenia w tej kwestii, ale to zasługa obojga partnerów. Wierz mi, że gdy jeden z partnerów chce analizować wszystko drobiazgowo, ciągle do tego wracać i rozmawiać tylko o relacji, to ten drugi po prostu ma dość. Lubię komentarze takie jak Twój, bo pokazują, że uratowanie związku z zazdrością jest zadaniem do wykonania. Pozdrawiam mocno!

  12. Ja też byłam tą chorobliwie zazdrosną (i czasami nadal jestem). U mnie wzięło się to z długiego (4-letniego!!!) związku na odległość i z braku doświadczenia Drwala w kontaktach uczuciowych z kobietami. Koleżanek miał na pęczki, ale żadna nie była jego jedyną Panią, i to z nimi wolał spędzać czas, a nie ze mną (nawet, gdy to ja odwiedzałam jego od wielkiego dzwonu). Argumentami była kariera, która przecież miała przynieść NAM pożytek w przyszłości, kontakty – nie jego wina, że miał same koleżanki wokół siebie, a dzięki którym mógł spełniać swoje marzenia, i wyjazdy – bo musiał się wyszumieć przed ślubem. To wszystko sprawiało, że czułam się zaniedbana, zraniona i niepotrzebna, jak jakiś dodatek. Gdy zaczęłam wypytywać o szczegóły, stał się bardziej tajemniczy: chodził z telefonem nawet do łazienki, lub od razu kasował wiadomości, a na facebooku przestał publikować zdjęcia. Niestety to tylko spotęgowało mój niepokój.
    Kiedy w końcu nasz związek przeszedł na normalny tor, Drwalowi coś się uruchomiło w głowie i zaczął się starać. Przeszliśmy koszmarny etap wyrzutów, bólu, krzyków i płaczu. Myślę, że czasami jednak to wszystko jest potrzebne, jeżeli obie strony chcą walczyć o siebie i nawet jeśli zranimy siebie nawzajem tak bardzo, że to zostanie w nas pewnie na zawsze, warto próbować. Dziś oboje wiemy w czym tkwił nasz błąd. W końcu nikt nie jest doskonały, ale nie każdy zasługuje na drugą szansę. My ją sobie daliśmy i, całe szczęście, chyba oboje na nią zasłużyliśmy. Trzymam kciuki za Was wszystkich, którzy zmagacie się z tym problemem, niezależnie czy jesteście agresorem czy ofiarą.

    • Alicja

      Mariolu, przede wszystkim cieszę się, że wam się udało. Związki na odległość są bardzo, bardzo trudne – bo ciągle jest się zazdrosnym o wszystko to, co mają nawet przypadkowe osoby z pracy, a czego nie mamy my. O to, że jakaś dziewczyna może na niego patrzeć, czuć jak pachnie, widzieć jak się uśmiecha lub jak coś go martwi. Doskonale to rozumiem :)
      I nie wyrzucaj mu tych kasowanych smsów i zamykania się z opowieściami – często takie rzeczy robi się po to, żeby chronić drugą osobę, nie dać jej powodów do niepokoju. Pozdrawiam mocno!

    • Hej, u mnie odwrotnie ja jedna i 14 chłopa ze mną i ten jeden, nie wiem czy to jest problematyczne w sumie dla mnie nie, jemu już chyba przeszło ale początki były trudne. Prac nieraz po 12h i zaczęły się pytania gdzie byłam co robiłam bo przecież miałam być na 8h a co z resztą, była niezła jazda o to obyło się bez wyzwisk ale wióry leciały. Ja rozwiązałam to w jeden może dziwny sposób, a mianowicie przez pewien czas odbierał mnie i przywoził do pracy, po jakimś czasie znudziło mu się i stwierdził że już mu przeszło ;) – „metoda na zmęczenie przeciwnika”

  13. Szkoda, że ten tekst nie pojawił się wczoraj na mojej tablicy. Zerwałam wczoraj ostatecznie z takim „zazdrośnikiem”. Z początku rzeczywiście to było miłe, ale z czasem zaczęło rosnąć, a jego chęć kontrolowania mnie na odległość powodowała, że czułam się jak w klatce (dzieli nas 400km). Nie należę do osób, które zamykają się w domu, bo ktoś im tak nakazał. Robiłam dużo przeciwko niemu, a to prowadziło do kłótni i ciągłego zrywania. Dziewczyny, znajcie swoją wartość i nie dajcie sobą pomiatać i się poniżać. Sobie i Wam, które macie problem z takimi mężczyznami życzę znalezienia kogoś wartościowego, dbającego o wasze szczęście. :)
    P.S. Alicjo dziękuję za ten tekst, wiem teraz na pewno, że moja decyzja była właściwa :)

      • Blisko rok więc stosunkowo niedługo, ale w ciągu tego krótkiego czasu dał się poznać od najgorszej strony. Niestety od początku na odległość, poznaliśmy się przez wspólnego znajomego. Nigdy nie wiadomo co siedzi w człowieku, czas pokazuje wszystko.

  14. Czytając ten wpis, zwłaszcza jego zakończenie, łzy spłynęły mi po policzkach. Jestem mężatką z dziewięcioletnim stażem, przed ślubem mieliśmy 5 lat wspólnego związku. To mój pierwszy mężczyzna, miłość, ciągły kontakt ze sobą, puszczanie strzałek na tel., by pokazać drugiej osobie, że myślimy o sobie- podobało mi się to, nawet bardzo.
    Teraz zaczął się nowy etap. Po tylu latach, lepszych i gorszych, pokazał mi jak bardzo jest zazdrosny, sprawdza mój telefon, fb, dzwoni co godzinę i robi awantury gdy nie odbieram tel. Pyta w co się dziś ubrałam do pracy, prosi żebym przyszła do niego bo chce mi coś rzekomo przekazać. Nie mam kolegów, szczerze obawiam się rozmawiać z innymi mężczyznami, bo ktoś znajomy zobaczy i przekaże mężowi i zacznie się przesłuchanie. Dostałam zaproszenie na kawę od kolegi z lat szkolnych, mąż zadzwonił do niego i powiedział, aby się odpieprz… od jego żony. Zdarzyło się to dwa razy.
    Zakup nowych ciuchów też rodzi problem, bo bez niego kupione, i absolutnie tego do pracy nie będziesz nosić -tylko ze mną (zwykła bluzka, bez dekoltu, bez przezroczystości- dopasowana) Jedna została nawet ze mnie zerwana, zniszczona, żebym jej więcej nie nałożyła. Wiele by pisać.
    W końcu zaczęłam rozmawiać ze szwagierką (policjantka) na ten temat, otworzyła mi oczy, powiedziała to nie jest normalne, jesteś ofiarą. Powiedziała mi jak wygląda zdrowa relacja, powiedziała masz prawo rozmawiać z innymi ludźmi, wychodzić na kawę z koleżankami nawet z kolegami, bo przecież kawa to nie seks, masz prawo nosić to co chcesz itd.
    Teraz próbuję z nim rozmawiać, tłumaczyć. Często się stawiam, milczę, odcinam się, bo jestem zmęczona, bo takie zachowanie nie zbliża, a oddala nas od siebie.
    Kiedyś zaproponowałam spotkanie z terapeutą, umówiłam nas- niestety nie doszło to do skutku.
    Czytając wasze wpisy dostrzegam dużo więcej, muszę być silna i próbować, choć coraz częściej wydaje mi się, że szczęśliwsza byłabym sama z dziećmi, bo niestety często są świadkami naszych kłótni.
    Kocham go i mam nadzieję, że pokonamy ten ogromny ciężar wspólnie.

    p.s. Jesteście wspaniali!

    • Alicja

      Marto – najgorsze jest właśnie to, że to nam się wydaje, że jesteśmy wszystkiemu winne. Dobrze, że Twoja szwagierka się wtrąciła – i że zechciałaś jej wysłuchać. Czy Twój mąż widzi swoje zachowanie? Przyjmuje w ogóle do wiadomości, że w swoich atakach kompletnie nie ma racji? Pamiętaj, że tu są tak naprawdę tylko dwa wyjścia – albo porządna terapia, którą OBOJE będziecie chcieli przejść – albo po prostu rozstanie. Nie można żyć w takim upodleniu, to zwyczajnie nieludzkie.
      Pozdrawiam Cię i szczerze trzymam kciuki!

      • Alicjo- za tydzień idziemy na terapię :) Trzymajcie kciuki, bo pomimo wszystko warto. To jest moja nadzieja na lepsze jutro, spokojniejszy czas dla nas wszystkich :*

        Co do Twoich pytań: mówi, że wie, iż jego zazdrość jest chora, przeprasza, ale za kilka dni wracamy do punktu wyjścia.

  15. Oj, też to przerabiałam. Zazdrosny był nawet o wyjazd do rodziny, potrafił do mnie co chwila dzwonić, a jak nie odbierałam, to i tak dzwonił do wyładowania komórki. Bez zastanowienia. Potrafił być zazdrosny o to, że z kimś rozmawiam na ulicy, że z kimś piszę smsy. Kiedyś, będąc po zabiegu przejrzał cały mój telefon, z kim piszę, o czym….. Paranoja. Przy czym oczywiście sam, jak tylko dostał jakąś wiadomość to ukrywał telefon przed moim wzrokiem. Powód? Prozaiczny…. Sam mnie zdradzał na lewo i prawo. Na szczęście już z nim nie jestem, ale ciężko było z następnym mężczyzną w moim życiu. Cały czas obawa że następny też zdradza. No i że będzie to toksyczny związek.

  16. Zawsze starałem się postępować tak jak radzisz. Bezgranicznie ufać bo przecież się kochamy, jesteśmy małżeństwem (ślubowaliśmy sobie wierność) i mamy małe dziecko, które „cementuje związek”. Jako dobry mąż starałem się aby jej było jak najlepiej. Przejmować większość obowiązków domowych, bo jej praca jest bardziej wymagająca, uszczęśliwiać kiedy tylko się da (kwiaty bez okazji, romantyczne kolacje niespodzianki i inne drobne, ale znaczące gesty), a to, że w łóżku była jak kłoda to pewnie przez pracę, dziecko, albo ja za mało się staram (jej satysfakcja była dla mnie zawsze priorytetem).
    I tak sobie żyliśmy „szczęśliwi”, aż do momentu kiedy zauważyłem, że żona szczególnie zwraca uwagę na to, aby telefon mieć zawsze przy sobie (zabierała telefon nawet pod prysznic aby „sprawdzać jak długo się kąpie”)
    Podejrzenia narastały i z czasem przełamałem się aby sprawdzić to i owo.
    Wynik?
    Roczny romans z 15 lat starszym, żonatym kolegą z pracy.
    Niby zarzeka się, że do niczego nie doszło, ale przyznała się do „nadgodzin” spędzanych z nim nie tylko w pracy, dodatkowego konta e-mail (czego nie było w tych mailach…), dodatkowej karty sim i pozostawiania w telefonie tylko tego, co nie wzbudziłoby moich podejrzeń.
    Nadal jesteśmy razem, ona stara się wszystko naprawić, a ja wybaczyć, ale nic już nie będzie takie jak dawniej…
    Teraz jednak uważam, że kontrola jest podstawą zaufania. Nie mam nic do ukrycia wiec pozwalam siebie sprawdzać.

    • Dla mnie kontrola jest brakiem zaufania. Nigdy nie wpadłoby mi do głowy, aby wziąć np telefon ukochanego i grzebać w nim. Ja mam dość radykalne podejście, i skoro brakuje zaufania i pojawia się kontrola, wydzwanianie, sprawdzanie wszystkiego, to lepiej się rozstać niż niszczyć sobie nerwy i żyć w ciągłym przeświadczeniu, że a nuż coś znajdę….

    • Ja miałem identycznie, dokładnie tak samo i teraz jesteśmy dalej razem i walczę ze sobą codziennie bo co mam zrobić jak mimo wszystko nie potrafię przestać jej kochać, ona się stara jak może ale… właśnie skoro była w stanie to wszystko tak starannie planować i oszukiwać prosto w oczy to jak dalej ufać i nie być zazdrosnym?

  17. Nie sądziłam, że takie sprawy mogą mnie dotyczyć. A jednak. Mój partner pod moją nieobecność przejrzał mój telefon. Oczywiście odkryłam to ale najlepsza było jego wytłumaczenie „Bo miałem złe przeczucia”.
    Z resztą on jest mistrzem w tłumaczeniu. Jak gdzieś wyjdę ze znajomymi mam meldować czy już wróciłam do domu (mieszkamy oddzielnie) i sms nie wystarczy muszę zadzwonić. Jak zapomnę o zatelefonowaniu i napiszę wiadomość to jest obraza majestatu. Jak za długo lub za często „siedzę” na fb to mówi że to uzależnienie i powinnam przestać. „Najlepsze” jest że każdy takie zachowanie tłumaczy wielką miłością i troską o mnie.
    Już nie wiem co robić.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter