Chorobliwa zazdrość, cz. 3

15

Pisałam o tym, jak potrafi zachowywać się chorobliwie zazdrosny facet lub chorobliwie zazdrosna kobieta. Oba wpisy były dość ostre, oba wywołały bardzo skrajne emocje. Tym razem będę nieco łaskawsza i spróbuję znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie, powracające jak refren w waszych komentarzach i mailach: czy rozstanie jest jedyną rozsądną opcją?

Chorobliwa zazdrosc 3

I żeby nie przeciągać, odpowiedzi tej udzielę od razu: NIE.

To nie jest oczywiście odpowiedź uniwersalna, bo w tak delikatnych tematach żadnej uniwersalności nie ma. Jeśli na co dzień zmagasz się z chorobliwą zazdrością swojego partnera, to takiej odpowiedzi musisz udzielić sobie sam*… – a doskonale wiem, jak bardzo jest to trudne. Gdy jest dobrze, wierzysz, że tak będzie już zawsze i cieszysz się, że mimo wszystko nie odeszłaś lub nie odszedłeś. Wtulasz się w zapach ukochanych ramion i wiesz, że każdą trudność po prostu pokonacie razem. Gdy jednak Twój partner wpada w szał i wyzywa Cię od najgorszych, czujesz, że wezbrany w Tobie potok bólu, poniżeń i łez za chwilę przerwie ostatnią tamę… i nie będzie czego zbierać. W najgorszych chwilach myślisz tylko o rozstaniu i sam siebie przekonujesz, że to już ostatni raz – a potem patrzysz wstecz, na wasze wszystkie wspomnienia, patrzysz do przodu, na to co miało wam się zdarzyć – i nie wiesz już, co powinnaś – lub powinieneś – zrobić.

Statystyki mówią, że tylko niewielki procent ludzi chorobliwie zazdrosnych jest do uratowania – pozostała część zawsze będzie źródłem łez i cierpienia. Nie wierz statystykom. Wierz swojemu sercu, sercu swojego najlepszego przyjaciela i kilku odpowiedziom, które za chwilę sam – lub sama –  sobie udzielisz.

Swojemu sercu – bo musisz po prostu zapytać siebie o to, czy coś zostało jeszcze z waszej wielkiej miłości. Czy rzeczywiście kochasz? Czy czujesz się kochany? Czy masz siłę na jeszcze jedną walkę, na dosłowne uratowanie siebie i swojego partnera? Czy to wszystko nadal ma dla Ciebie sens? Czy może po prostu marzysz, aż koszmar życia z obsesyjnie chorą osobą się wreszcie skończy, a Ty spróbujesz odbudować własne Ja? Czy w swojej agresji Twój partner przekroczył granicę, która jest dla Ciebie bezwzględna? Czy potrafisz spokojnie przy nim zasnąć?

Sercu swojego najlepszego przyjaciela – bo gdy tracimy trzeźwy osąd rzeczywistości, warto poprosić kogoś o radę. To nie może być nikt przypadkowy, ani nikt, kto boi się „niepopularnych rozwiązań”, a więc każe Ci na siłę przecierpieć, bo co ludzie powiedzą jak odejdziesz od męża czy żony. To musi być ktoś, kto chce Twojego dobra, szczerze Ci doradzi i powie prawdę wiedząc, że ona może zaboleć. Jeśli nie masz takiej osoby, to nie szukaj na siłę lub w ostateczności spróbuj porozmawiać lub nawet napisać do terapeuty. Czasem takie zwykłe wygadanie się pomaga nam zwerbalizować nasz problem, powiedzieć go na głos i poukładać w głowie własne myśli.

Mam dla Ciebie 3 pytania, które pomogą Ci określić, czy jest co ratować – i czy to ma jakikolwiek sens. Nie jestem psychologiem, sama zmagałam się z tym problemem metodą prób i błędów – i w tych zmaganiach doszłam do następujących punktów:

  1. Czy Twój partner jest świadomy swojej choroby?
  2. Czy kiedy minie mu szał wyzwisk i podejrzeń, to zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo Cię rani?
  3. Czy chce i próbuje to jakoś zmienić?

Najważniejsza jest świadomość problemu, więc jeśli Twoje odpowiedzi są pozytywne, to nie wszystko jeszcze stracone. Niektórzy zazdrośnicy są zwykłymi dupkami, sadystami czerpiącymi przyjemność z poniżania swoich ofiar, uprzedmiotawiania ich, psychicznego niszczenia, a nierzadko – okładania ich dla pięściami, grożenia, zastraszania. W takim wypadku nie ma co się zastanawiać nad romantycznym ratowaniem związku, bo tego związku po prostu nie ma. Są jednak takie osoby, które mają świadomość swojej chorobliwej zazdrości i… cierpią, bo czują, że nie panują nad własnym demonem. Zazwyczaj mają niskie poczucie własnej wartości, które często ma swoje źródło w dysfunkcyjnym domu rodzinnym. Przez całe życie czują się gorsze, więc gdy osoba ich zdaniem nieprzeciętnie atrakcyjna wybierze właśnie ich, najpierw przeżywają euforię, a potem chorobliwy lęk, że prezent, który otrzymali od losu, zostanie im odebrany. Co więc trzeba zrobić z takim prezentem? Schować go przed światem, nie pozwolić, by choćby spojrzał na niego ktoś inny, gorączkowo sprawdzać, czy żaden intruz się oby do niego nie zbliża. Tyle tylko, że dla nich wciąż jest to prezent. Być może jedyny, jaki kiedykolwiek pragnęli mieć.

Nie ma we mnie zgody na bezwzględne upokarzanie drugiej osoby, gdy zazdrosny oprawca nie widzi w tym swojej winy. Wiem jednak, że życie nie jest czarno-białe. Że nawet tak trudny temat jak ataki chorobliwej zazdrości, jest problemem do pokonania. Że czasem ci, którzy wrzeszczą na swoich partnerów, rozpaczliwie potrzebują kogoś, kto im pomoże. Nie wszyscy, i nie zawsze – ale nawet wasze komentarze pokazują, że zazdrość można pokonać.

Jak? O tym napiszemy następnym razem. O tym jak i ile rozmawiać, o roli terapii, o tym jak żyć, gdy zazdrość będzie zaleczona. Ostrzegałam, że to będzie długi cykl :)

* Ten tekst nie faworyzuje żadnej z płci, po prostu nieustanne wstawianie podwójnej formy sprawiało, że nawet ja sama nie dałam rady tego czytać.

Komentarze15 komentarzy

    • Alicja

      li_lo_84 – właśnie dlatego to pytanie padło. Myślę, że każdy, kto kiedykolwiek przeszedł przez chorobliwą zazdrość partnera ze skłonnością do agresji, doskonale wie, co kryje się za takim pytaniem..

      • a co jeśli jestem zazdrosny z powodu zbyt rzadkich zbliżeń?
        obecnie kochamy się 2-3 razy w miesiącu.Ona czasem chce spotkać się z nienajomym facetem u nas w domu,jak mnie nie ma.Gdyby seks był częściej,tej zazdrości by nie było,przynajmniej tak mi się wydaje.

  1. Chorobliwa zazdrość ma często podłoże podobne do uzależnień ( skrótowe uogólnienie, bo temat rzeka). Chodzi bowiem skrótowo o komupsywną kontrolę nad drugim człowiekiem. To swego rodzaju uzależniacz. Mechanizm choroby jest podobny do alkoholizmu, uzależnienia od jedzenia itd.Jeżeli chory zdaje sobie sprawę z „choroby” i chce się leczyć to zawsze, ale to zaweze warto przynajmniej spróbować ratować. Oczywiście, tak jak we szystkich kompulsjach samemu rady się nie da. Są bowiem pewne narzędzia terapeutyczne. Chory jednak samm musi chcieć- to absolutnie konieczny warunek i tzw pierwszy krok do zdrowienia. Jeżeli on/ona mówi” kochanie idź po poradę, bo jesteś chory” często napotyka sprzeciw. Pierwszy krok gdy chory/ chora mówi ” kochanie muszę zacząć się leczyć, muszę iść po poradę, bo wariuję, bo nie daję rady”. Któraś z dziewczyn pisała o tym że.nie wszystkich stać na terapię, leczenie. Zgadza się. Są jednak wizyty na nfz, są koła wspomagania przy przychodniach uzależnień – tam często dyżur maja terapeuci. Warto przynajmniej próbować. Pozdrawiam.

    • Alicja

      „Są bowiem pewne narzędzia terapeutyczne.” – a tak bardziej konkretnie? Pisałaś, że masz też doświadczenia w pracy z osobami/ parami dotkniętymi chorobliwą zazdrością. Możesz powiedzieć jak z Twojej perspektywy powinno się to leczyć/ walczyć/ pokonywać? Sama widziałaś jak ważny jest to problem i ile osób szuka porady.. Szukamy konkretów, wskazówek, które realnie można wcielić w życie.

  2. Mi i mojemu poprzedniemu partnerowi niestety nie udało się przetrwać takiej próby. Walczyłam o ten związek naprawdę długo. Długo tłumaczyłam, że dla mnie podstawą związku jest zaufanie i rozmowa. On jednak miał swój własny świat, własny pogląd na każdą sytuację i własną wersję wydarzeń na wszystkie moje wyjścia i rozmowy ze znajomymi. Gdy spotykałam się z kolegami – pewnie ktoś próbował mnie obmacywać, pewnie któryś za długo patrzył. Gdy z kobietami – miały na mnie zły wpływ, wmawiały mi dziwne rzeczy na jego temat, stawałam się po takich spotkaniach „nie sobą”.
    Czasami zbyt długa walka też nie jest wskazana. Zbyt mocno wierzyłam i uzależniłam się od niego. Nie zauważałam ani tego, że mnie aż tak ograniczał i tego że stał się agresywny. Bo przecież jak raz na jakiś czas uderzy to się nic takiego nie stało. Aż mi wstyd za swoją uległość.
    Jeśli ktokolwiek po serii trzech wpisów zauważył, że jest w beznadziejnym związku z chorobliwą zazdrością niech się zastanowi czy warto walczyć. Bo to ryzyko. Bo ta granica „to ostatnia szansa i z nim zerwę!” przesuwa się bardzo często coraz bardziej i bardziej.
    Wspieram wszystkich z takim problemem. Powodzenia!

    • Alicja

      Olu, to strasznie przykre, to co piszesz… Mam nadzieję, że teraz jest u Ciebie lepiej :)
      I masz rację – czasem najlepiej jest po prostu odejść…

      • Jest lepiej, dziękuję :)
        Sama nigdy nie dałabym rady odejść i o siebie zawalczyć, dlatego wiem jak niebezpieczne potrafi być trwanie w takim związku „pomimo wszystko”.

    • To jest przerażające podwójnie: raz dlatego, że takie rzeczy w ogóle się dzieją. Dwa dlatego, że miałam wrażenie, czytając Cię, Olu, że być może we śnie, lunatykując, ja sama napisałam ten tekst…
      Może oprócz bicia…
      Z kolegami nie spotykałam się, bo na pewno każdy chciał mnie przelecieć. Z koleżankami nie, bo „gadają na niego i namawiają mnie do odejścia”, z rodzicami nie, „bo on się potem źle przy nich czuje, jak na niego patrzą”…
      Zasada „ostatniej szansy” i „następnym-razem-to-już-na-pewno-odejdę-żeby-chociaż-wiedział-za-co” znam od podszewki…

      To BZDURA. Wielka BZDURA. To jest godzenie się na każdy kolejny raz, na każde kolejne uderzenie, na każdą kolejną kłótnię, na każdą kolejną obelgę, każde trzaśnięcie drzwiami, nieprzespaną noc, wymuszony seks, stres powrotu do własnego domu, niepewność każdego poranka.

      NIE. NIE i NIE.
      Dość!

  3. Tak, jestem/byłam chorobliwie zazdrosna o Męża. Jesteśmy ze sobą od 10 lat, od zawsze byłam zazdrosna, a właściwie od momentu, kiedy minęło zauroczenie/zakochanie i zaczęliśmy budowę trwałego związku, prawdziwej Miłości. Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę skąd to się wzięło. Ogólnie mam dobry charakter, praktykująca katoliczka, wierna do grobowej deski, uroda ponad przeciętna i inteligencja raczej też… Ciągle zastanawiałam się skąd ta piep**ona zazdrość. Robiłam Mężowi awantury, okropne afery… sprawdzałam wszystko, łapałam na kłamstwie i czekałam aż skłamie, żeby zatriumfować i zrobić kolejną awanturę. . . Wielokrotnie przepraszałam, płakałam i obiecałam, że już nigdy więcej… Zrozumiałam swoje błędy dopiero kiedy przyłapałam Męża na ukradkowym wycieraniu łez po Naszej awanturze. On po prostu cierpiał przeze mnie ;( Tak mnie to zabolało, że postanowiłam poszukać przyczyny i z nią „powalczyć”. Trafiłam na … katolickie forum małżeńskie… i tam wspólnymi siłami obcy ludzie pomogli mi zrozumieć skąd moja chora zazdrość przyszła. Miałam trudne dzieciństwo – bieda, ojciec alkoholik, duża rodzina, musiałam dzielić się wszystkim ze wszystkimi…Po prostu dysfunkcyjna rodzina. Do dzisiaj z tym walczę, wewnętrznie, bo już nie robię afer :) Zaufałam bezgranicznie Mężowi, dużo z Nim o tym rozmawiam. Nie poszłam do terapeuty, mam silny charakter i radzę sobie, a Nasze Małżeństwo jest w tym momencie stabilnym „Okrętem”, którego nic nie zniszczy, a nawet nie podtopi ;-) Gdyby wtedy Mąż mnie zostawił, bo miał takie myśli! nie poradziłabym sobie, pewnie bym nawet posunęła się do rozwiązań, do których wstyd mi się dzisiaj przyznać… Życzę siły w walce z tym paskudztwem dla Ofiar zazdrości i jej Sprawców.

  4. Gratuluje wszystkim, którym się udało..

    Ja to cholerstwo mam i nie radzę sobie 😭
    Chyba straciłam faceta, którego kocham i dla którego zrobiłabym wiele.. WSZYTSKO !

    On nie chce mnie widzieć, rozmawiać itd.

    Nie wiem co robić..
    Załamuje się 😞

    • Alicja

      Joasiu, a myślałaś o pomocy jakiegoś terapeuty? Psychologa? Kogokolwiek, kto spojrzy na Twój problem z dystansem i być może będzie potrafił Ci pomóc? Może nie wszystko stracone :)

  5. Czytam to wszystko i juz sam nie wiem czy jestem chorobliwie zazdrosny czy moze jednak zona mnie zdradza lek moj pojawil sie po jednej w padce zony ktora wypila pare glebszych i zaczela w nocy wypisywac do goscia i to nie polaka jakies bzdury typu ze z kolezankami troche wypila i sie dobrze bawia i co u niego ale ze to byl niemiec ajej.niemiecki byl slaby to ja zlal ze tak nie ladnie powiem na drugi dzien bardzo zalowala i przepraszala wybaczyl ale teraz pojwil sie drugi problem oddala auto do mechanika i teraz zauwazylem ze wypisuja do siebie ona czysci historie bo podejrzalem telefon ze bylo zdjecia a na drugi dzien juz ich nie bylo później wracajac z pracy wchodzi w trakcie jazdy na whatsapa pewnie czysci historie i mi sie tkumaczy ze przez przypadeka tam nacisla troche to nielogiczne bo telefon w torebce zawsze wozi i kto w trakcie jazdy wchodzi na whatsapa ciezko telefon dotykowy jest odebrac a co dopiero szprracpo komunikatorach pomozcie bo zwarjuje

  6. Witaj Alicjo, czytam Waszego bloga od jakiegoś czasu..
    Po tym artykule zaczęłam myślęc poważniej nad swoim związkiem..
    Jestem z partnerem od 6 lat, 3 lata że sobą mieszkamy i właśnie od wspólnego mieszkania zaczęły się awantury,wyzwiska, poniżanie, brak rozmów bo po kłótni wiecznie się ulatnia.. A jak wróci to z płaczem na kolanach przeprasza i oczekuję seksu… Jeśli odmowie np przez dwa dni to znów kolejna awantura.. I od roku czasu dzieje się tak w kółko..
    Wcześniej pracowaliśmy razem,ale zmieniłam pracę i to mu również bardzo przeszkadza, bo przecież mogę kogoś poznać, zostawić jego itd.. Już nie daje rady i ciagne ten związek z dnia na dzień, bo każdego dnia wierzę że się ułoży, że będzie lepiej.. Tylko że chyba tej wiary i nadzieii zaczyna mi brakować… Boli mnie ze nie potrafi mnie wspierać, pomoc mi się rozwijać. , żebym szła do przodu tylko cały Czas coś nie pasuje.. Doradz Alicjo, bo sama się już chyba polubiłam…

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter