Chorobliwa zazdrość – jak sobie z nią poradzić?

13

To ostatni tekst, jednak być może najważniejszy – bo dotyczy kluczowego pytania: co dalej? Co właściwie mam zrobić, gdy wiem, że jestem chorobliwie zazdrosny, a mimo tego wciąż rozwalam swój związek? Jakie mam szanse na to, że wszystko się jakoś ułoży? Że któregoś dnia wszystkie moje demony znikną?

Napisałam już tak wiele emocjonalnych słów, że tym razem będzie tu spokojniej – zakładam, że wszystkie wrzaski, obelgi, poniżenia i kłótnie i tak siedzą głęboko w Twojej głowie. Nie chcę ich przywoływać po raz kolejny. Chciałabym raczej, by każdy znalazł wyjście dla siebie – odszedł – lub po prostu zawalczył z całych sił.

Chorobliwa zazdrość - jak sobie z nią poradzić?

Opowiem Ci coś bardzo osobistego.

My też mamy swoje demony. My też czasem walczymy z zazdrością. Może nie tą chorobliwą, ekstremalnie toksyczną i destrukcyjną, ale jakby nie było – z zazdrością. Kilka razy w życiu zdarzyło nam się bezpowrotnie stracić wieczór na niepotrzebne spięcia o to, że zwyczajnie byliśmy zazdrośni – o jakąś jego byłą dziewczynę, którą sobie bezsensownie ubzdurałam, o jakiegoś faceta, który nachalnie próbował zwrócić moją uwagę.

Kochamy się tak rozpaczliwie mocno, że każdy taki wieczór jest właściwie małą zbrodnią – choć finalnie jeszcze bardziej nas scala. Wiesz jak kończą się u nas takie wieczory? W pewnym momencie po prostu dociera do nas, że to wszystko jest absurdalne. Że robimy krzywdę sobie, choć rozzłościł nas ktoś spoza naszego gangu. Że przecież naszym życiowym planem jest miłość, zaufanie i wzajemne chronienie się przed światem – a nie kłótnie – i to tak naprawdę o nic. O jakieś niepotrzebne urojenia.

Leczenie chorobliwej zazdrości sprowadza się właśnie do takiego wniosku – do uświadomienia sobie absurdu i problemu z oceną sytuacji. To pierwszy i najważniejszy krok. Drugim jest zrozumienie, że chorobliwa zazdrość jest zaburzeniem relacji – ale nie z ukochaną osobą, tylko z samym sobą. Trzecim jest podjęcie decyzji o udaniu się na terapię.

Czy terapia jest koniecznością?

Jeśli mimo dobrej woli i wielu prób zmiany swojego zachowania nadal masz problem z kontrolowaniem swojej zazdrości, a Twój związek dosłownie wisi na włosku, to nie ma się nad czym zastanawiać. Odejdź lub od razu poszukaj terapii. Chodzi nie tylko o ratowanie tego, co jest między wami, ale przede wszystkim o ratowanie Ciebie i Twojego partnera. Straty wyrządzone wam obojgu tymi wszystkimi kłótniami są o wiele większe, niż się wydaje na zewnątrz…

Terapia może pomóc wam zmniejszyć te wszystkie blizny. Zawalczyć o wspólne „razem” lub przynajmniej rozstać się z pokojem w sercach. Wiem, że brzmi to brutalnie, ale związki chore na zazdrość, choć często długoletnie, bywają niemożliwe do uratowania – i to także zweryfikuje terapia.

Co oprócz terapii?

Codzienność. Codzienne myślenie o tym, że słowa mogą czasem ranić ostrzej niż nóż, więc warto ruszyć głową, zanim niepotrzebnie się ich użyje. Spróbuj znaleźć własną metodę i powiedz o niej swojemu partnerowi. Ustalcie na przykład, że gdy tylko zacznie się niepotrzebne szukanie dowodów niewierności, kłótnia o wymyślony incydent albo rozliczenia z jakiejś błahostki – natychmiast się przytulacie. Będzie trudno, wręcz niemożliwie – ale jeśli pokonacie wewnętrzny honor i przytulicie się na te kilka sekund – to wszystkie demony tak nagle zmaleją.

Ta zasada musi być bezwzględna, bo tylko wtedy plan może się udać. Na wszelki wypadek wyznacz jeszcze swój ostateczny limit szans, po których pójdziesz na terapię – to daje perspektywę realnej zmiany – na lepsze.

Co dalej?

Po prostu walcz. Walcz z tym podłym demonem, który mówi Ci, że Twój partner woli innego. Że jesteś niewystarczający. Że na pewno ktoś Cię zastąpi. Walcz o siebie – dla siebie. I dla was.

 

 

Komentarze13 komentarzy

  1. I ja mam problem z demonami i tu powstaje pytanie . Jak zblizyc do siebie kobiete gdy jedno się mowi i mysli a drugie robi . Zazdrosci nie mozna pozbyc się tak o , to za głęboki stan paranoi umysłu przed porzuceniem przez ukochana osobę. Czy to dlatego ze kochamy za bardzo i z normalnego uczucia robimy w głowie sobie fobie ? Co mozna zrobic gdy jestesmy juz na skraju rozpadu związku ? Jak załatać te dziury wyrządzone w sercu okrutnymi slowami ? …

  2. Kiedyś znajomy opowiedział mi o swojej metodzie na kłótnie w związku. Kiedy zaczynali się nakręcać za mocno, zagłuszać się krzykiem ignorując zdanie drugiej strony i jej potrzeby, przytłoczona strona wypowiada umówione wcześniej przez oboje słowo (tu: generał). Słowo to było alarmem czerwonym, bezwzględnym STOP. Dodatkowo sugerowało sposób, w jaki traktuje nas strona bardziej w tym wypadku natarczywa – jak żandarm, głos nieznoszący sprzeciwu.
    Im to pomagało. Zapobiegało dalszemu „rozlewowi krwi” i podaniu słów, których potem mogliby żałować.
    Może to też jest jakiś sposób w kłótni o zazdrość.
    Może ten sposób komuś pomoże.

    Pozdrawiam.

  3. Dodała bym jeszcze jedną rzecz, nawet jesli zdecydujesz się odejść, to mimo wszystko i tak idź na terapię, żeby nie popełniać tych samych błędów i nie ranić ponownie siebie i kolejnej osoby. Trzeba sobie uświadomić, ze prędzej to Twoje gorzkie słowa doprowadzą do tego, ze stracisz ukochaną osobę niż obcisłe sukienka ubrana do pracy.

  4. Walcze z chorobliwa zazdroscia mojego ukochanego. Staram sie z nim rozmawiac i tlumaczyc mu ze tylko on liczy sie w moim zyciu i zaden inny facet dla mnie nie istnieje. Moze kiedys to zrozumie a ja jak na razie cierpliwie czekam

  5. trzeba iść dalej

    Niespełna dwa miesiące temu „zakończyłam” związek z chorobliwym zazdrośnikiem. Byliśmy ze sobą dwa lata. „Zakończyłam” piszę w cudzysłowiu ponieważ mój zazdrośnik nadal nęka mnie telefonami, obraźliwymi esemesami, wydzwania do pracy, do rodziny nie mogąc pogodzić się z rozstaniem. Wyzywa, grozi, przeprasza i tak w kółko. Od miesiąca obrałam metodę zerowego kontaktu, nie reagowania. Jest ciężko ale przynosi to efekt, próby kontaktu są już sporadyczne, żeby nie powiedzieć, że ustały całkowicie odkąd napisał, że zamierza ze sobą skończyć bo stracił wszystko co kochał całym sercem, na własne życzenie… . To co piszesz Alicjo to niestety szczera prawda o życiu z zazdrośnikiem. Ciągłe gnojenie siebie nawzajem, wzbudzanie poczucia winy, łzy, a później trywializowanie emocjonalnych reakcji osoby oskarżanej wiecznie o zdradę, że przesadza, użala się nad sobą, robi z igły widły.
    Druga strona życia z moim zazdrośnikiem to z kolei zupełna odwrotność tego co napisałam powyżej. Spacery, rozmowy do białego rana, rozumienie się „bez słów”, totalne zgranie jeśli chodzi o poczucie humoru, zrozumienie, pełna akceptacja i zaufanie w sferze seksu, wyznania miłości, pocałunki. Niestety……… ten rollercoaster kiedyś musiał się skończyć. Wiem, że on kochał mnie nad życie (tak przecież kochają zazdrośnicy) akceptował w każdym calu, adorował. Przy nim jak przy żadnym innym facecie czułam się jak prawdziwa księżniczka, ale również przy żadnym innym facecie nie czułam się (w opozycji do powyższego) jak gówno, szmata, osoba pozbawiona własnego zdania, nieasertywna, beznadziejnie uległa i poddana, której już nawet nie chce się walczyć o siebie, która jedyne co robi to maskuje (dosłownie i w przenośni) krzywdy i winy swojego zazdrośnika czym jeszcze bardziej wkręca się w matnię tego chorego układu.
    To niestety musiało się skończyć. Może komuś jest to ciężko zrozumieć, ale ja nadal bardzo go kocham, był między nami ten rodzaj chemii, którego szuka się przez całe życie, ale było i to gówno, ta toksyczna zazdrość, która truła naszą relację regularnie krok po kroku i mimo usilnych prób było coraz gorzej.
    Siedzę teraz i martwię się, czy ten ostatni esemes o skończeniu ze sobą był jedynie prowokacją, kolejną próbą szantażu emocjonalnego, czy nie daj boże on naprawdę zrobił sobie coś złego, wiem jednak, że muszę wytrwać w postanowieniu i nie odzywać się, mimo, że jest mi strasznie ciężko.
    Współczuję wszystkim dziewczynom, które trwają w takich związkach jak ja, które zdecydowały się je w końcu skończyć, uwierzcie mi, wiem co czujecie. Życzcie mi wytrwałości bo wiem, że czas zawalczyć o siebie, że dałam z siebie wszystko, ale ten demon w jego głowie był silniejszy….To bardzo przykre, ale niestety tak to wygląda z chorobliwą zazdrością…

    i jeszcze jedno: „Powodzenia Skarbie, bardzo Cie kocham…mimo wszystko;(„

    • Alicja

      Bardzo ciężko czytało mi się Twój post, bo dokładnie rozumiem sens każdego słowa. Podjęłaś dobrą decyzję. Wiesz skąd wiem? Bo patrzysz na to z dystansem i mimo wszystko jesteś konsekwentna w swoim milczeniu. Wiem, że to trudne, ale dałaś z siebie wszystko, starałaś się i nie ma niczego złego w tym, że teraz chcesz zawalczyć o siebie.
      Z całego serca życzę Ci powodzenia – i wytrwałości. Jeszcze będzie dobrze, zobaczysz.

  6. Jestesmy ponad dwa lata razem .mamy dziecko razem nastepne w drodze. Mam juz starszego syna z poprzedniego zwiazku. Sa wzloty i upadki raz dobrze raz zle. Gdy jest dobrze Jestem w niebie.szczealiwa.szczescie az promienieje ode mnieale sa tez chwile jak opisane w artykule i przez te wyzej dziewczyny.
    Nie wiem co robic myslec.jeszcze kolejne dziecko. Caly czas pisze dzwoni ze np. Nie mam go zdradzac . tlumaczyc sie ze wszystkiego pretesje humory nie wiadomo o co. Oczernianie. Mowienie ze sie jest ladacznica . To sa niektore przyklady z wielu. Za dazdym razem mowie dosc koniec odchodze a zoataje bo kocham. Chce zeby siw zmienil. Zrozumial ze zle robi i ze sie myli.
    Hmmm….

  7. Popłakałem się…Wiecie o czym piszecie. Nic mi tak nie psuło związków jak zazdrość. Bardzo długo nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Porównanie do demona bardzo trafne, bo to jest jak opętanie.
    Dużo zależy od kobiety, ale to prawda, że sami musimy sobie wyrobić hamulce.
    Zachęcam kobiety do tego, żeby się rozstawały z chorobliwie zazdrosnymi parterami. Nic sobie nie zrobią, a mają szansę na to, żeby się odbić od dna. W moim przypadku to zadziałało. Świat jest pełen miłości, a doświadcza jej ten, kto potrafi tego nie zniszczyć.
    Dziękuję.

  8. Nie wiem, czy jestem opętana demonem zazdrości, czy to kwestia mojej niskiej samooceny, ale w moim przypadku chodzi o byłą narzeczoną. Pani była wielką miłością mojego partnera, wiele przez nią przeszedł, pomijając codzienną huśtawkę emocji, oddawanie pierścionka, po usunięcie ciąży bez jego wiedzy. Długo była cisza, spokój, temat zamknięty, odezwała się może z raz w kwestii absolutnie służbowej, dochodziły do niego (o wszystkim mi mówił) też informacje od wspólnych znajomych, że kogoś ma, komuś rozbiła związek i urodzi dziecko. Jakiś czas temu znów się uruchomiła, pisze, że jej się śnił, że teraz to jej życie kręci się wokół spacerów i czasem wspomina jaki to był niesamowity czas, kiedy byli parą. Wiem, że mój facet nie inicjuje kontaktów z nią, że to ona pisze do niego pieszczotliwie. Wszystko było ok, gdyby nie to, że jak się okazuje, nie o wszystkim wiem. Kiedyś mój facet korzystał z mojego kompa i nie przelogował się z maila, a cała korespondencja była otwarta. Korespondencja z nią. Wiem, że u niej był. Nie powiedział mi tego. Od jakiegoś czasu ma wyciszony telefon, a kiedy przejeżdżamy obok jej bloku, widzę jak spogląda w stronę jej mieszkania. Nie wiem, co o tym myśleć. Mnie zapewnia, że to przeszłość. Jego jestem pewna, ale z drugiej strony, co mam myśleć o pannie, która bez ceregieli zaszła w ciążę z szefem i cudzym mężem?

  9. Hej!
    To może i ja dorzucę swoje trzy grosze… Ja niestety jestem zazdrosna o mojego faceta… Ostatnio rozmyślałam trochę nad tym tematem i doszłam do wniosku, że w moim przypadku winę za zazdrość o mojego kochanego ponosi to, że jestem mega zakompleksiona osobą… Niby mu się podobam itd, czasami rzuci jakimś komplementem, wyszepcze na uszko coś ciepłego. Ale co z tego, skoro on ma tyle ładniejszych ode mnie koleżanek? Które mają coś, czego nie mam ja, a chciałabym mieć: fajne kształty, ładna buzia. A ja? Chuda jak patyk, płaski tyłek, piesi tyle, co kot napłakał. Przez to wydaje mi się, że one są dla niego bardziej atrakcyjne niż ja. Choć przecież to mnie wybrał. Ale nie potrafię z tym zawalczyć i sama sobie wytłumaczyć, że to jest głupie. A pisze to wszystko 25-letnia kobieta… Stara a głupia :-)

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter