Czy zmienisz się dla mnie?

7

Lubię pisać do was w niedzielne wieczory, jak dziś. W niedzielne wieczory jestem zwykle najszczęśliwsza, najbardziej spokojna, przepełniona obrazkami z mijającego weekendu. Poranne przytulenia, Drwal przynoszący dwa kubki gorącej kawy, czułe pocałunki, które mogą być dłuższe niż zwykle. Bardziej niespieszne. Bardziej kojące. A między tym wszystkim nasze rozmowy o was – o tym co napisaliście i o co dopytujecie najmocniej. Tym razem padło na temat zmiany – tego, czy warto zmieniać się dla partnera i czy dobrze jest zakładać, że on zmieni się dla nas.

Początkowo chciałam zmierzyć się z tym tematem z tej najczęściej przerabianej strony: kobieta poznaje mężczyznę, zauważa w nim pewne „niedoskonałości”, ale przymyka na nie oczy z góry zakładając, że to, co zechce w nim zmienić, zmieni w dogodnym czasie. Czasem chodzi o styl ubierania (bo on mógłby nosić się bardziej elegancko), czasem o wątki kulinarne (bo weganizm jest lepszy niż wielbienie karkówki z grilla), a czasem o zwykłe przyzwyczajenia, małe przyjemności czy prywatne dziwactwa. Takie, jakie ma każdy z nas. Gdy jednak usiadłam do tego tekstu i włączyłam jedną z tysiąca naszych playlist do pisania, zdałam sobie sprawę, że z głośnika płyną właśnie słowa: Jaśniej jest, gdy widzę, jak zmieniasz siebie dla mnie… – I wtedy pomyślałam, że nie napiszę o tym, czy dobrze jest widzieć, że Drwal próbuje zmieniać się dla mnie i ile głupich błędów sama zaliczyłam na tym polu. Tym razem napiszę o tym, jak przez te wszystkie lata ja zmieniałam się dla niego. I które z tych zmian miały najgłębszy sens.

Czy Drwal kiedykolwiek próbował mnie zmienić? Choć serce podpowiada mi, że nie, to rozsądek – i uczciwość wobec was – każą mi zmienić tę odpowiedź na: nie wiem. Bo choć nigdy nie wątpiłam w jego bezgraniczną akceptację, to przecież zdarzało mi się – i nadal „zdarza”- dostawać seksowne prezenty – komplety bielizny, koronkowe sukienki, piękne szpilki niekoniecznie stworzone do chodzenia. Choć sama wcześniej nosiłam takie rzeczy, to wiedziałam jak bardzo podobają się one jemu – i przecież często, zupełnie świadomie, ubieram się w nie przede wszystkim dla Niego. Dla Niego maluję paznokcie na ciemne odcienie czerwieni, dla niego wybieram pończochy podpinane żabkami do pasa. Jednak czy skoro te zmiany wprawiają mnie w lepsze samopoczucie – bo w czerwonych paznokciach czuję się lepiej niż w beżowych – to czy mogę w ogóle mówić o tym, że robię to jedynie dla Niego? I czy te kosmetyczne zmiany są tymi najważniejszymi?

WHITE RVBBIT - koronkowa bielizna, pasy do pończoch, sukienki

Zanim wyczaruję odpowiedź, opowiem wam o moim ukochanym filmie, który od kilku lat wprowadza mnie w pozytywny nastrój – i który prawdopodobnie widzieliście co najmniej raz w życiu. Film nosi tytuł Lepiej być nie może i opowiada o ekscentrycznym pisarzu Melvinie (Jack Nicholson), który zakochuje się w Carol (Helen Hunt) – dziewczynie pracującej w ulubionej restauracji Melvina. Szczerze mówiąc Melvin jest okropny – gburowaty, nieuprzejmy i wyniosły, jednak to, jak bardzo zmienia się pod wpływem uczucia do Carol, pozwala mi wierzyć, że zmienianie się dla kogoś naprawdę może mieć sens. Najlepiej oddaje to rozmowa dwójki bohaterów, przeprowadzona w tragiczno-komicznych okolicznościach, gdy ona wierzyła, że są na randce, a on jeszcze nie wiedział, czy już mu na niej zależy, czy przywiózł ją jedynie po to, by przekonała jego sąsiada do zmiany orientacji. Para siedzi przy stoliku w eleganckiej restauracji, ona ze łzami w oczach mówi, że albo dostanie komplement, albo wyjdzie, a on – po serii chrząknięć i nerwowych tików – mówi:

– Mam dla Ciebie wspaniały komplement. Nienawidzę tabletek. Niebezpieczna sprawa, te tabletki. Nienawidzę ich. Celowo używam słowa ‘nienawiść’. W stosunku do tabletek. Nienawidzę tabletek… Mój komplement brzmi: Tej nocy kiedy mnie odwiedziłaś, (…) następnego poranka zacząłem brać moje tabletki.

– Nie mogę się dopatrzyć jakim cudem jest to komplement dla mnie…?

– Po prostu sprawiasz, że chcę być lepszym człowiekiem.

I gdy uśmiecham się na myśl o Melvinie łykającym tabletki, to myślę jednocześnie o tym, jak bardzo od lat zmieniam się dla Drwala – i jak wiele wysiłku czasem mnie to kosztuje. Myślę o tym, że wciąż uczę się słuchać, zamiast bez sensu wiedzieć wszystko najlepiej. Myślę o tym, jak bardzo dojrzałam, jak nauczyłam się mówić o emocjach – także tych najciemniejszych, najbardziej skrywanych. Myślę o wszystkich tych momentach, w których miałam ochotę się schować albo uciec, a przez Niego i dla Niego – po prostu przez to wszystko przeszłam. Razem z Nim. Nie jak mała dziewczynka, tylko jak Partner. Jak ktoś, kto jest tu dla Ciebie.

I wiesz Drwalu, jeśli kiedykolwiek będziesz wątpił w to, że jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu, to mam dla Ciebie wspaniały komplement:

Nienawidzę rano wstawać. Po prostu nienawidzę. Celowo używam słowa „nienawiść”, bo dobrze wiesz, że potrafię przestawić budzik sto dwadzieścia razy, zanim zwlokę się z łóżka i sprawdzę, czy jesteśmy spóźnieni, doskonale wiedząc, że ten poranny stres może bardzo popsuć nam dzień. Mój komplement brzmi: Tego dnia, kiedy odkryłam, że przeze mnie musisz ciągle być w stresie, czy zdążysz na pociąg, samolot czy spotkanie, postanowiłam, że już nigdy nie będę przestawiać budzika. Że nie będę taką egoistką, tylko wstanę te dziesięć minut wcześniej.

Bo choć czasem jesteś wredny jak Melvin i aż prosisz się, bym Cię tym budzikiem zdzieliła, to od lat jestem pewna jednego: to dla Ciebie chcę być lepszym człowiekiem.

 

Avatar

Komentarze7 komentarzy

  1. Avatar

    Mądry tekst. Każdy zmienia się w relacji z drugim człowiekiem, czasem bardzo podświadomie, zmiana jest czymś naturalnym. Miałam to szczęście obserwować, jak pewien mężczyzna zmieniał się przy mnie, jak uczyłam go czułości, cierpliwości, czy nawet tak błahych spraw jak odpoczynek w niedzielę (jest strasznym pracoholikiem i nerwusem :P), sporo by można wymieniać. Niestety miałam też to nieszczęście patrzeć jak odchodzi i dziękuję mi za to, że stał się lepszym człowiekiem i będzie mógł być cudownym mężczyznom dla jakiejś kobiety, którą kiedyś pozna i stworzy z nią nowy związek…. Może już tak się stało i może jej teraz bardzo zazdroszczę, że ma go właśnie takiego „zmienionego”. Pozdrawiam Was serdecznie, cieszę się, że znów dla Nas piszecie :)

    • Avatar
      Alicja

      Paula – on naprawdę odchodząc powiedział Ci, że dzięki Tobie będzie mógł być cudownym mężczyzną dla innej kobiety? Czy to było takie rozstanie w zgodzie, że po prostu oboje sobie podziękowaliście? (Twój komentarz zrobił na mnie duże wrażenie, dlatego tak dopytuję)

  2. Avatar

    Przede wszystkim cieszę się, że wróciliście:-)))))

    W temacie zmian…myślę, że każdy z nas chcąc nie chcąc ewoluuje całe życie, często nieświadomie i najpiękniej jest gdy to ta druga osoba powoduje, że zmieniamy się na lepsze, że się rozwijamy, że odkrywamy swoje możliwości i atuty.

    Stąd tylko krok do pewnego banału, który bardzo do mnie przemawia: chcesz zmienić kogoś, zmień siebie….Czyli jednym slowem: jak dbasz, tak masz;-) Zmiany „dla kogoś” nie są złe, nie muszą być rezygnacją z siebie…ja nazywam to zaangażowaniem i dla mnie to istotny element związku.

    Pozdrawiam ciepło!

  3. Avatar

    Zmienia nas tak wiele rzeczy. Czas, dzień, jakieś poważne wydarzenia, czy nawet film, zmieniają nas inni ludzie…jednak każda zmiana może okazać się tykającą bombą…już potem nie będziemy takimi samymi ludźmi….czy lepszymi?! Oby… ale zmiany to bardzo niebezpieczny proceder… zwłaszcza w związku….poznajemy się jako „jacyś” samo nasze poznanie już jakoś nas zmienia… ale co jak partner chce nas zmienić pod własny model?! Różnie to bywa, czasem się udaje, czasem lepiej, czasu gorzej… czasem jedna pożądana zmiana powoduje kilka innych niechcianych…i co jak po latach okazuje się, że… Zmieniłeś się, już nie jesteś taki w jakim się zakochałam…a zmiany szły pod jej dyktando, dla niej…. ale uciekło tamto coś…co spowodowało zakochanie…i po latach niemożność kochania tej zmodyfikowanej kreatury…

  4. Avatar

    Świetny wpis.
    Gdy przypomnę sobie siebie i mojego M z początków naszego związku i popatrzę na nas teraz to oboje przeszliśmy OGROMNĄ METAMORFOZE
    Wszystko działo się właśnie dzięki miłości i szczerym rozmowom. Bo to też jest tak że nie można drugiego człowieka skroić na swoją miarę ale gdy coś jest nie tak to trzeba mu o tym powiedzieć i dać mu szansę na przepracowanie tego. I tak np ja staram się być mniej nerwowa a on lepiej zorganozowany ;)

    • Avatar
      Alicja

      Dzięki za komentarz Asiu :) u nas chyba odwrotnie – ja wciąż uczę się planowania i punktualności (zwłaszcza porannej :P), a On uczy się poskramiania emocji ;)

Napisz komentarz