Czym udowadnia się miłość?

22

Wykorzystując chwilę nieuwagi Alicji, udało mi się w końcu dostać do klawiatury, dlatego postaram się nie ograniczać tym razem… usiądźcie wygodnie, bo zrobię wam dobrze moimi palcami, które to będą teraz poruszać się w przyjemnym rytmie opowieści.

Sprawa, o której zamierzam opowiedzieć zaczęła się banalnie, jak wiele innych spraw. Nie tak dawno wróciłem z dłuższej wyprawy w celach typowych dla Drwala, związanych z ważnym spotkaniem na końcu świata dotyczącym nowych pił i toporków, jakie w zawodzie Drwala stanowią niezbędny element codziennej egzystencji… Nie ukrywam, że nie przepadam za tymi wyjazdami i za każdym razem, gdy wracam, obiecuję sobie, że to już ostatni raz i następnym razem nie dam się wmanewrować w takie akcje, dziękując szefowi kulturalnie za ten zaszczyt popularnym gestem przyjaźni jaki przekazują sobie czasami zdenerwowani kierowcy, a potem ostentacyjnie spakuję się, spakuję Alicję i wyjedziemy w Bieszczady albo innej Grecji (tam jest przynajmniej sjesta ;)… zegar tyka, kropelki wypełniają czarę, a krawędź jest już blisko.

Ale nie o tym chciałem pisać, moje prywatne wojenki na szczycie, a właściwie przed szczytem, bo szczyty właściwe zachowuje dla Alicji, zostawmy niedopowiedziane. Nie ma co zagłębiać się w szare życie w godzinach pracy, skoro to po pracy jest jak w kalejdoskopie i jest o czym pisać. Zatem jeszcze raz. Sprawa zaczęła się, gdy wróciłem. To był wczesny wieczór, udało mi się pojawić trochę wcześniej niż planowałem. Zakradłem się po cichu po schodach, aby nie było słychać sygnału zatrzymującej się windy. Bezszelestnie otworzyłem drzwi naszego mieszkania z nadzieją zastania stęsknionej Alicji, która jeszcze nie zdążyła się przygotować na mój powrót. Miałem ze sobą sfatygowaną walizkę, torbę z podręcznymi rzeczami, kwiatek oraz małą niespodziankę.

Czym udowadnia się miłość?

Ostrożnie wszedłem do cichego mieszkania. Rozejrzałem się… nie było jej kluczy, jej torebki, nie było mojej Alicji. Zamiast rozdygotanego, pełnego przygotowań i ferworu walki atmosfery… chłód i powoli opadający kurz. Niedobrze. I nagle zapiszczał telefon, przyszedł sms -„Wrócę później, w lodówce masz obiad”. Komunikat… nic więcej. Od razu przybyło mi z 10 lat stażu. Stałem przed lustrem, spojrzałem na swoje odbicie, które tylko potwierdziło dodając kolejne 10 na twarzy. Nie mogłem tak tego zostawić, nie po rozmowach i wiadomościach z poprzednich dni. Nasz związek to nie obiad w lodówce…

Znałem Alicję, to była gra. Zostawiłem walizkę i torbę, kwiatek wstawiłem do butelki po winie, a niespodziankę zostawiłem w kieszeni. Czas wybrać się na poszukiwanie Alicji, co jak podpowiadała mi intuicja powinno być prostsze niż może się wydawać.

Zdradzę wam teraz mała tajemnicę. Niedaleko miejsca, w którym mieszkamy, jest mała kawiarenka, taka bardzo wyrwana z kontekstu… z francuskiego kontekstu. Mały ogródek, niezła kawa, trochę gorsze inne rzeczy. Alicja upodobała sobie to miejsce, wymyśliła mu własną nazwę i gdy potrzebowała chwilki czasami chodziła na dobrą kawę i lepszą książkę siadając tam sama lub z koleżanką. To była pierwsza myśl. Nieczuły sms, po kilku dniach rozłąki sugerował jasno, że potrzebujemy pogadać, a Alicja potrzebowała pomyśleć.

W kilka minut byłem na miejscu. Już z daleka zauważyłem moją Dziewczynę. Siedziała przy małym stoliku, w sukience w grochy, noga na nogę, ciemne okulary na nosie, zatopiona w grubej książce… Filigranowa intelektualistka z Paryża, aż z wrażania, gorączkowo zacząłem sobie przypominać podstawowe francuskie zwroty – jak np. „że tę, kawę poproszę” ;)

Podszedłem do jej stolika. Przez ciemne okulary nie widziałem czy patrzy na mnie czy nadal w książkę. Miała resztkę kawy w filiżance, na stole leżał też jej telefon oraz ulubiona zakładka do książki. Przystawiłem krzesło ze stolika obok i usiadłem. Popatrzyłem na swoje odbicie w jej okularach. Nadal nic… „Cześć Kochanie” powiedziałem siląc się na francuski akcent. Jej kąciki ust drgnęły, ale okulary zostały na jej nosku. Sięgnąłem po jej kawę i jednym łykiem wysuszyłem filiżankę…

Zanim zdążyłem ją odstawić, usłyszałem „…bardzo tęsknię, gdy Cię nie ma i jestem trochę na Ciebie zła”. Odstawiłem filiżankę, wyprostowałem się i jeszcze raz zajrzałem w swoje odbicie w jej okularach. Wiedziałem, że na mnie patrzy, nie widziałem jej oczu, ale czułem jej spojrzenie. Sięgnąłem po jej dłoń i delikatnie pogłaskałem. Złapała mnie za palce i mocno ścisnęła… odwzajemniłem ten uścisk… to był wstęp do rozmowy.

Uwielbiamy siebie, uwielbiamy swoje towarzystwo, a takie dłuższe chwile rozłąki powodują, że budzą się demony. Czasami te dobre, przez które nie możemy odkleić się od siebie jeszcze bardziej. Czasami te złe, przez które musimy porozmawiać… I jeżeli czekacie teraz na pikantne szczegóły, to wybaczcie, ale nie opowiem o tym nic więcej ponad to, że to był bardzo udany i długi wieczór. Powiem też, że rano śniadanie smakowało wyjątkowo, nie dlatego, że byłem taki głody, ani też dlatego że właściwie był to wczorajszy obiad przygotowany własnoręcznie przez Alicję… tylko dlatego, że widziałem jak odbijam się w jej oczach, nie w okularach…, jak nie może oderwać ode mnie wzroku, jak zagląda i łapie każde spojrzenie… Zawieszaliśmy się tak, po prostu patrzyliśmy sobie w oczy, tyle wystarczy żeby powiedzieć sobie wszystko… oraz zupełnie zapomniałem o niespodziance, więc będę miał pretekst, aby napisać coś jeszcze ;)

Opowiem wam za to, coś innego. Długo o tym rozmawialiśmy, temat też pojawiał się w mailach i wiadomościach od was. Takie proste pytanie – jak udowadnia się miłość? Odpowiedź jest bardzo prosta… miłość udowadnia się całe życie.

Można być dobrym czy złym, można być na drugim końcu świata, w pokoju obok albo po drugiej stronie stolika, można rozmawiać lub też wybierać ciszę. Kłótnie, nieporozumienia, przytulanie, wyjaśnienia, rozmowy i świadomy ich brak. To jak smakuje dotyk, słowo, spojrzenie, albo tylko myśl… tym wszystkim udowadnia się miłość. Gdzieś na koniec tych wszystkich drobiazgów miłość jest bliższa przyjaźni. Bo przyjaźń powoduje, że czekasz, że myślisz, że tęsknisz i chcesz rozmawiać, chcesz działać mimo wszystko… i tak samo, mimo wszystko możesz liczyć na tę druga osobę.

Nie tak dawno przeczytaliśmy z Alicją opowieść o pewnym dziadku, który odwiedzał pewną Panią w szpitalu. Przynosił jej jedzenie, drobne upominki, kwiaty… każda jego wizyta była trochę sensacją, bo sam już ledwo się poruszał, ale nie poddawał się, był tam prawie codziennie. Pacjentom i lekarzom było go szkoda. Starsza kobieta, którą odwiedzał była po wylewie, była chora na demencję, nie poznawała go. Właściwie nikogo nie poznawała i żyła trochę w swoim świecie. On sam miał chory kręgosłup, artretyzm i każda taka wyprawa to była wyprawa życia. Lekarze dopytywali, dlaczego to robi, dlaczego nie odpocznie, przecież szpital zapewnia jej opiekę. Sugerowali wprost, że dla niej to nie ma znaczenia, ona go nie pamięta, nie wie kim jest. On tylko patrzył na nich z politowaniem i uśmiechając się bardziej do siebie niż do pytających i odpowiadał – „ale ja pamiętam, kim ona jest dla mnie…”, bo tak właśnie udowadnia się miłość. Nie słowem, a tym co po tym słowie zostaje…

Komentarze22 komentarze

  1. Jak zwykle świetny tekst. Pochłonęłam w kilka chwil… :) cieszę się że poruszyłeś ten temat. Pozdrawiam Was bardzo gorąco i życzę aby jednak te dłuższe rozłąki spotykały Was jak najrzadziej!

  2. Łatwo zadać takie pytanie, dużo trudniej odpowiedzieć. Bo okazuje się codziennie, przez całe życie, tak jak pisze Drwal, i na setki różnych sposobów. Często problem polega na tym, że każdy z nas ma swoje wyobrażenia o miłości, oczekujemy wielkich rzeczy, a nie zauważamy jak codziennie druga osoba okazuje nam miłość prostymi, zwykłymi gestami.

  3. Piękne… łzy napływają do oczu i coś ściska w gardle. Zwłaszcza gdy jest sie w związku na odległość i kazde następne spotkanie zamienia się w wyprawę życia.

  4. Drogi Drwalu.. pokazałam tekst mężowi. Przeczytał i nie powiedział ani słowa. Wstał, wyszedł, wrócił z winem. I daję Ci słowo, że wszystko to czym chciałabym być uwodzona miał w swoim jednym spojrzeniu.. Dziękuję!

  5. Wiecie co – popłakałam się. I nie przez tą historyjkę na końcu opowiadania, bo ją dobrze znam, tylko przez całą resztę. Dziękuję <3

  6. Ładnie napisane. Macie niesamowity dar, swoimi tekstami nie tylko przyciągacie masy czytelników, ale też prowokujecie do głębszych i bardzo cennych przemyśleń :-) Uwielbiam Was czytać! ;-)

  7. Jeden z kolejnych wpisów, tych ulubionych… Do których (już wiem, że) lubię wracać;)
    Ostatnio zastanawiałam się, czy na gorsze dni nie wydrukować i nie zebrać ich razem, żebym mogła do nich wrócić w chwilach kiedy potrzebuję takich słów:)

  8. Drwalu drogi,

    nie pamiętam już, kiedy ostatni raz tak bardzo utożsamiałam się z czyimiś myślami… Moja rozłąka z moim Drwalem najwspanialszym trwa już 5 tygodni. Pracuję poza granicami kraju, przez pierwsze 3 tygodnie byliśmy tu wspólnie, ale kolejnych 5 to czas mnie samej spędzającej czas z sobą. Tęsknota jest tak rozdzierająca, że każdy sms, każda rozmowa, kiedy mogę usłyszeć Jego głos, nikły zapach Jego perfum na moim ukochanym swetrze sprawiają, że codziennie, z każdą minutą, kocham go jeszcze bardziej.
    I masz sto procent racji, miłość udowadnia, ale też POTWIERDZA się, całe życie. :)

    Przeogromnie dziękuję Ci za ten wpis. ;)

    P. S. 3 dni po moim powrocie, 20 września, obchodzimy naszą 3 rocznicę <3

  9. To tylko słowa i aż słowa, które spowodowały, że moje oczy zrobiły się mokre, a na skórze pojawił dreszcz. Piszesz tak pięknie, prosto i do głębi przenika to duszę – autentyzm jest Waszą najwspanialszą siłą, która przyciąga jak magnes by wciąż wracać do tych treści i cieszyć się tym Szczęściem.

  10. Dziękuję za ten tekst, idealnie wkomponował się w Nasz gorszy dzień… Mimo chwil zwątpienia, złości i kłótni, zawsze wiem, że jest o co się starać.

  11. Świetny tekst :) Milosc jest nie w czynach wielkich, nie w wielkich orgazmach, nie w wielkich bukietach kwiatów, nie w drogich prezentach… Milosc jest w naszej codziennosci. W tym malutkim uśmiechu podczas porannej krzątaniny, w tym delikatnym pocalunku na dzień dobry, w tym jak zima wyjdzie 3min wczesniej z domu żeby odśnieżyć mi szybe w aucie żebym ja z dziecmi tego nie robila, w tym jak kolejny wybuch o leżące skarpetki obróci w żart (wiedząc ze to tylko przez zmęczenie, hormony ciążowe i ta dziwna mieszankę uczuć). Bo milosc to te kanapki pieczolowicie szykowane do pracy, te wieczorne rozmowy (często prowadzone ostatkiem sil po wyczerpującym dniu), te drobne gesty robione na codzien. Bo miłość to życie, bo miłość to to co dzieje się na codzien, to to co zostaje po kilkunastu latach bycia razem kiedy mija zakochanie, zauroczenie, kiedy proza codziennosci juz dawno przykryla początkowe uniesienia.

    • Genialny i piękny komentarz. Czyta się jak bajkę, marząc, żeby to kiedyś i mi się przytrafiło. Przyszłość to zweryfikuje.

      • Przyniesie! Trzeba w to wierzyć :) A jak juz odpowiednia osobę sie znajdzie to wzajemna praca, wzajemnymi kompromisami, wzajemnymi rozmowami nalezy zwiazek pielegnowac. Ja uwierzyłam 15lat temu i od tego czasu bajka trwa… Nie zawsze bywa latwo. czasem człowiek ma ochotę odejść, zamknąć drzwi i nie patrzeć za siebie. Ale jesli dwoje ludzi sie kocha, szanuje, pożąda, jezeli potrafią zauważyć ze szczęście tego drugiego jest co najmniej tak samo ważne jak wlasne to wszystko się ułoży :) i po burzy wyjdzie słońce :) Ale to OBOJE MUSZA CHCIEC.

  12. Napisałam jakiś czas temu list do człowieka bliskiego memu sercu. Nie dostał tego listu ode mnie i pewnie nie będzie okazji, aby go przekazać. Ale chciałabym jednak się z kimś podzielić tym, co mam w swojej duszy. Poniżej treść (usunęłam elementy, które mogłyby zidentyfikować osobę, do której piszę).

    • Aniu, edytowałam, bo po przeczytaniu listu doszłam do wniosku, że powinnaś ten list po prostu wysłać do właściwej osoby.
      U nas byłby tylko ładnym komentarzem, a jego treść jest chyba zbyt ważna… :)

  13. cuudowny tekst Drwalu!
    przez niego uwielbiam Was jeszcze bardziej 😘 (o ile wgl jeszcze da sie „bardziej”).
    PS czyżby to opowiadanie pochodzili z „Pamiętnika” Nicolasa Sparksa? 😉

  14. Szczerze? Popłakałam się na koniec czytając to. Często Was czytam jednak nigdy nie odwazyłam się zostawić komentarz. Jesteście świetną parą i pozostaje tylko pozazdrościć, zrozumienia siebie i nawet prób rozwiązania problemów a nie jak to zazwyczaj bywa zamiatanie ich pod dywan bo przecież jakoś to będzie. Tkwie w dziwnym związku od kilku lat, przeszliśmy wiele a ja wiem ze jeśli wyjechalabym na taki wyjazd to uslyszalabym że w końcu będzie spokój. Szkoda mi samej siebie. Życie. Życzę Wam szczęścia i żebyście zawsze się tak rozumieli! Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter