DDA – z kim się wiąże i czego oczekuje?

21

Zanim przejdziemy do kolejnej części cyklu o Dorosłych Dzieciach Alkoholików jedna uwaga ogólna:

Nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka

DDA nie jest problemem wyłącznie mężczyzn. Nie jest też problemem wyłącznie kobiet. Nie jest problemem wyłącznie ludzi niewykształconych, ani nie jest problemem wyłącznie osób z wyższym wykształceniem. Tu nie ma reguły, bo nikt z nas nie wybiera, w jakiej rodzinie przyjdzie na świat i z jaką się wychowa. Pisanie o tym, że wszystkiemu winni są faceci jest równie niewłaściwe, jak pisanie, że wszystkiemu winne są baby, które tych facetów wychowały. To tak słowem wstępu, przypomnienia i jednocześnie najważniejszej myśli, jaka powinna przyświecać temu cyklowi.

DDA cześć druga

A teraz do rzeczy!

Z kim wiążą się DDA?

Jedna z teorii mówi, że osoby wychowane w rodzinach dysfunkcyjnych szukają partnerów z podobnymi problemami. Kobiety wybierają tak zwanych trudnych mężczyzn, mężczyźni zabiegają o niedostępne, trudne emocjonalnie kobiety. Jest w tym oczywiście sporo racji, jednak nie zapominajmy o tym, że grupa DDA jest bardzo zróżnicowana – pod każdym względem. Osobiście znamy wiele par, w których jedna z osób ma za sobą trudną historię z dzieciństwa i ciągnące się latami skutki życia z np. alkoholikiem. I większość z nich tworzy zgodne, udane związki, oparte raczej na przeciwieństwie niż szukaniu podobieństw: trudna dziewczyna i spokojny, opiekuńczy chłopak, wycofany facet DDA i silna, radosna kobieta. To pokazuje, że tak naprawdę nie ma tu jednej reguły i być może klucz doboru partnera jest znacznie prostszy niż myślimy. Być może chodzi po prostu o to, by ktoś poświęcił nam uwagę.

W wielu rodzinach zmagających się z problemem alkoholu obowiązuje przecież zasada zupełnej izolacji od otoczenia. Lepiej nie pozwalać się zbliżać nieznajomym, by przypadkiem nie odkryli, że wcale nie jest u nas tak kolorowo. Ta reguła dotyczy zresztą nie tylko nieznajomych – odsuwana jest bliższa i dalsza rodzina, przyjaciele, niewygodni świadkowie. Dzieci słyszą, by nie mówić innym o tym, że tatuś był znów pijany lub że mamusię poniosły emocje. Nie mówić, nie skarżyć się, trzymać się od innych na dystans.

To wszystko skutkuje tym, że DDA nie tylko są zamknięci w sobie i obwarowani tysiącem wewnętrznych blokad, ale także nie są nauczeni tego, by ktoś skupiał na nich swoją uwagę. Myśl o tym, że ktoś zadaje pytania (a przecież to naturalne, gdy rozpoczyna się i rozwija relacja)  wywołuje poczucie lęku i włącza wszystkie kontrolne lampki. Z drugiej strony jednak jest czymś nowym i elektryzującym, czymś co przyciąga i daje nadzieję na lepsze.

Tak dochodzimy do trzeciego wariantu: DDA, podobnie jak wszyscy inni ludzie, wiążą się z osobami, które uznają za atrakcyjne.

Jest taka para, którą oboje z Drwalem uwielbiamy i znamy bardzo dobrze już od kilku lat. Oboje są DDA i tworzą związek, jakiego można pozazdrościć. Ponadprzeciętnie inteligentni, błyskotliwi, magnetyczni, nawet gdy się kłócą to brzmi to jak filmowe dialogi :) Kochają się przy tym na zabój i wcale nie muszą mówić o tej miłości – bo ją widać. Widać w zwykłych gestach, we wzajemnej trosce, w odprowadzaniu z parasolem, gdy pada i robieniem sobie niespodzianek.

Przygotowując ten materiał przeczytałam w jednym z artykułów, że DDA szukają niebezpiecznych, wymagających, trudnych emocjonalnie ale też oddanych i kochających partnerów, bo inni nie stanowią dla nich wyzwania. I właśnie wtedy pomyślałam o tamtej parze. Być może to jest ich tajna recepta na szczęście? A skoro tak, to czy można iść o krok dalej i poszukać odpowiedzi na pytanie:

Czego DDA oczekuje od partnera?

Na pewno akceptacji – także tych cech, które mogą być bardzo trudne: nieufności, wewnętrznych blokad, trudnych do zrozumienia zachowań takich jak lęk przez emocjonalną bliskością (pamiętacie, jak wspominałam o problemie z czymś tak banalnym jak wymawianie czy zdrabnianie imienia ukochanej osoby?). Akceptacja jest jednak możliwa dopiero wtedy, gdy partner wie, że my naprawdę mamy taki problem. Że te wszystkie trudne momenty nie wynikają z lekceważenia czy braku miłości, ale są niechcianym spadkiem po rodzicach – i że z tym spadkiem można coś zrobić.

Ważną częścią tego spadku jest też podejście do założenia rodziny. Część DDA chce jak najszybciej stworzyć formalny związek, by poprawić błędy swojej rodziny – i mieć coś, o czym w dzieciństwie mogli tylko pomarzyć. Druga część jednak nie chce słyszeć o małżeństwie czy dzieciach, bo nosi w sobie głębokie przeświadczenie, że nie są w stanie być dobrymi mężami, ojcami czy matkami – i że najlepszym, co mogą zrobić, jest wieczna pozycja dystansu.

Przede wszystkim DDA oczekują jednak tego, czego w związku szuka niemal każdy z nas. MIŁOŚCI. Tyle tylko, że ta miłość musi być często wspomagana – troską, cierpliwością i profesjonalną terapią. I o tym napiszemy następnym razem.

 

Komentarze21 komentarzy

  1. Tutaj jest to wszystko jakoś przystępnie opisane, bez żadnych formulek, tego psychologicznego bełkotu. Czekałam na drugą czesc i bardzo potrzebuje kolejnej. Potrzebuje odpowiedzi co robić… On odszedł, twierdzi że nigdy już razem nie będziemy. Ja go próbowałam zapewnić że to się uda, że kocham i nigdy nie zostawię, zawsze za nim stanę i będę się starać jeśli będziemy rozmawiać. Za późno wpadłam na ten artykuł niestety. Gdybym go znalazła tydzień wcześniej może by nie odszedł. Może umiałabym go zatrzymać. Najgorsze jest teraz ta myśl, że nikogo tak nie pokocham jak jego. Mimo że taki trudny, z wieloma wadami, porywczy, niekiedy agresywny słownie, ale wiem że z nikim nie będę tak szczęśliwa i nikt go nie zastąpi. To trwa już ponad trzy lata. W tym czasie rozchodzilismy się i schodziliśmy wiele razy.. prędzej czy później wracaliśmy do siebie. Mam nadzieję że teraz tez wróci, kiedy emocje opadną, zastanowi się i wroci. Boje się tylko że w międzyczasie pojawi się ktoś dzięki komu pomyśli że jednak do mnie wracać nie warto…

  2. Sledzę wasza strone od dawna.. nie spodziewalam sie tutaj takiego tematu. Oboje z partnerem jestesmy DDA.. i jak to sie mowi ze soba zle bez siebie jeszcze gorzej , mamy dwu letniego synka.. z zapartym tchem czekam na dalsze artykuly

    • Alicja

      Agnes, a może nam pomożesz? Bardzo potrzebujemy opinii osób takich jak Ty! Czy próbowaliście terapii? Czy Twój partner ma świadomość tego, że jesteście DDA?

  3. Dobry temat. Z własnego doświadczenia DDD wiem że wszystko w sobie mamy. Również miłość której tak bardzo potrzebujemy i której się boimy. Ważna jest druga osoba która może nam dac milosc ale też istotne jest aby samemu w sobie odnaleźć miłość i pokochać siebie. Tylko kiedy sami siebie pokochamy, zaakceptujemy, zaczniemy szanować siebie i stawiać zdrowe granice; wówczas możemy przyjąć miłość od innych. Inaczej to studnia bez dna. Wieczne niezaspokojenie. Oczekiwanie wobec drugiej strony na wypelnienie swoich deficytow.
    Ale każdy ma inne doświadczenia inną drogę.
    Wszystkiego można się nauczyć czy ztransformowac.

  4. Ja jestem DDA, piła mama, tata mniej czy więcej zamiatał to pod dywan lub naprawiał wyrządzone przez nią szkody. Dodatkowo mama był samobójczynią, próbowała wiele razy, udało się jej, jak miałem 19 lat. Jak to na mnie wpłynęło i na moje relacje z kobietami? Przede wszystkim:
    – niskie poczucie własnej wartości, rzecz spotykana często nie tylko u DDA, ale też u DDD, których skądinąd zupełnie pominęliście, a których chyba jest nawet więcej niż DDA. W efekcie – mało odwagi, strach przed podejmowaniem decyzji, niskie poczucie własnej atrakcyjności, a przez to np. zdobywanie kobiety kasą. Albo branie na siebie wielu obowiązków względem kobiety, domu etc., bo w tym widzę swoją wartość, a nie w sobie. Przykład? Mieszkam aktualnie w wynajętym mieszkaniu i proponuję właściciel różne usługi, np. koszenie trawnika, bo się boję, że mnie nie będzie lubić i wyrzuci w efekcie, choć nie ma realnych powodów, a dwa, że ona jest przemiłą osobą. Tak to działa. Długi temat, bardzo długi.
    – lęk przed porzuceniem – wiadomo, pijana matka jest nieobecna, a groźba odejścia rodzica w śmierć nie wymaga chyba specjalnego omawiania – czym to jest dla dziecka. W życiu dorosłym – nie tylko w relacjach z kobietą, ale z innymi bliskimi też – chowania swoich uczuć, unikanie konfliktów, trwanie w toksycznej sytuacji, byle się tylko nie rozpadło nic.
    I tak dalej, sporo tego jest. Tylko terapia, która przede wszystkim to uświadamia, meetingi DDA/Dyrektywa. Raczej małe szanse, że się z tego całkiem wyjdzie, ale idzie nad tym jakoś zapanować.

  5. Jestem DDA. Znajomość tego określenia i nawet studia medyczne nie otworzyły mi jednak oczu przez długi czas. Chodziłam na terapię do psychologa, jednak nie szukając rozwiązań swojego podstawowego problemu ,ponieważ nie potrafiłam zrozumieć, że żyłam w dysfunkcyjnej rodzinie ( ojciec był alkoholikiem , matka odeszła od niego jeszcze przed moją szkołą, ale dzięki dziadkom miałam całkiem udane dzieciństwo) . Szkoda tylko, że przez rok terapii nikt ni nie powiedział : zacznij od podstaw! Jesteś DDA, i to jest klucz do rozwiązania wielu problemów! ;) Dużo wyniosłam z sesji, bardzo zmieniło się moje życie, ale mogłam wykrzesać jeszcze więcej z siebie i , przede wszystkim, wytłumaczyć swojemu mężowi, dlaczego jestem właśnie taka. Lepiej późno, niż za późno. Dobrze, że on jest taki wyrozumiały ❤️
    Uczucie pustki, ciągła potrzeba emocji, zainteresowania tej drugiej osoby jest bardzo destrukcyjne i trzeba się za to zabrać z łopatą- to ciężka, powolna praca. Ale warto!

  6. Napisałam komentarz już do pierwszego posta, w którym to opisałam swoje relacje, jakże skomplikowane, bolesne,ale również dające to, czego zapewne nie uzyskałabym w „normalnym” związku. Emocji i tej huśtawki do której byliśmy przyzwyczajeni w dzieciństwie, do tego, że musi być różnie, bo stabilność i poczucie bezpieczeństwa było nam obce.
    Ważne wpisy. Natomiast dziwię się, ze tak mało osób zdaje sobie z tego sprawę …

  7. Mam 33 lata i jestem DDA.
    Mój ojciec był alkoholikiem. Stosował przemoc fizyczną wobec mnie i mojej matki. Miałam 10 lat jak się rozwiedli, ale widok ojca z psem w ręku mam w głowie od zawsze. Nie utrzymuję z nim kontaktów odkąd skończyłam 18 lat i przestał mnie męczyć ciągłymi rozprawami o obniżenie alimentów.
    Moja matka jest alkoholikiem. Niepijącym. Od czasu rozwodu kontrolowała moje życie, trzymała „na smyczy”. Zrobiła ze mnie marionetkę. Zepchnęła w ciemność moje wewnętrzne dziecko, zastępując je łatwym do utrzymania w ryzach rozważnym, powściągliwym, „mądrym” człowiekiem. Człowiekiem bez skazy. Zawsze wiedziałam, że coś jest między nami nie tak, ale myślałam, że tak musi być. W końcu to moja matka. Nadal robi to z moim ojczymem.
    Byłam w 2 związkach. Pierwszy trwał niemal 5 lat i byłam wtedy na studiach. Szukałam w nim oderwania, odskoczni od mojej (teraz już wiem) dysfunkcyjnej matki. Uwielbiałam przebywać w domu mojego chłopaka, bo on mógł robić tam to, czego ja nie mogłam u siebie. Mógł palić papierosy, oglądać do późna filmy u siebie w pokoju, mieć w nim bałagan, łazić po domu bez celu. Jednak zanim udało mi się dotrzeć do niego do domu, musiałam zrobić tysiąc bzdurnych rzeczy u siebie, ponieważ jeszcze wtedy mieszkałam z matką i ojczymem. Zarówno mój chłopak, jak i jego mama mówili mi, że powinnam coś zrobić ze swoją matką, bo nasze relacje nie są zdrowe. „Tak, wiem”. Ale nie umiałam. Matka mojego chłopaka była wówczas w związku z alkoholikiem.
    Drugi związek trwał 2 lata. Miałam 30 lat. On był ode mnie starszy o 8 lat. Jest żonaty, ale ona mieszka za granicą od niemal 10 lat. Myślałam, że się rozwiodą, i że „złapałam Pana Boga za nogę”. Szukałam w nim opiekuna. Kogoś, kto się o mnie zatroszczy, wysłucha, pocieszy, przytuli. Na początku godziłam się na rozłąkę kiedy przyjeżdżała żona (2-3 dni raz na kwartał). Byłam uległa, wydawało mi się, że tak jest dobrze. Po kilkunastu miesiącach zorientowałam się, że on bardziej dba o siebie i to, żeby nasza relacja nie ujrzała światła dziennego niż o mnie. Nie spotykamy się od 8 miesięcy. Od 2 nie utrzymujemy wcale kontaktu. Ma w nosie co czuję, jak czuję.
    Od 15 miesięcy chodzę na terapię. Odkrywam siebie. Odkrywam swoje wewnętrzne dziecko, uczę się jak się nim zaopiekować, jak wysłuchać i przytulić. Uczę się, że moje potrzeby są ważne, że ja jestem ważna, że nie muszę zasłużyć na czyjeś zainteresowanie i uczucie. Uczę się, że mogę stawiać granice, że nie muszę się godzić na rzeczy, które mi nie odpowiadają. Uczę się, że nie wszyscy chcą mnie skrzywdzić. Uczę się, że mogę robić głupoty i mam prawo popełniać błędy. Że nie muszę być bez skazy. I to jest rewelacyjne! :)

    Wyszło strasznie długo. Jednak chciałabym, żeby inni nie bali się prosić o pomoc. Otworzenie się przed psychologiem (choć jest lekarzem) było niezmiernie trudne. Przede mną jeszcze długa droga, ale to co odkryłam przez ostatni rok jest wspaniałe. I życzę każdemu, żeby doświadczał tego, czego ja doświadczam od 15 miesięcy. Jednak zanim doszłam do momentu, w którym jestem teraz, musiałam stanąć na skraju przepaści i zrozumieć, że mam problem.
    Powodzenia :)

    • Alicja

      Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz! Czy mogłabyś proszę napisać nam – tu albo na maila – jak wyglądała u Ciebie terapia? Bardzo potrzebujemy różnych punktów widzenia, by napisać o tym tekst – bo wiele osób po prostu boi się terapii. Będziemy nieskończenie wdzięczni ❤️
      Ps. Trzymamy za Ciebie kciuki i życzymy MIŁOŚCI ❤️❤️

      • Dziękuję :)
        Najważniejsze to czuć się dobrze w towarzystwie terapeuty. Nie bać się zaufać. Ale jeśli nie czujecie się z nim dobrze, warto zmienić lekarza. W przeciwnym razie ciężko się będzie otworzyć i pokazać głęboko schowane emocje.

        Warto też wiedzieć, że terapeuta nie powie Wam jak żyć. Terapeuta wskaże drogę do Waszego życia.

        Wiem, że łatwo się mówi, ale uwierzcie, że na prawdę warto.

      • Witam,jesli mogla bym w czyms pomic,rowniez moge podzielic sie swoim zyciem z istatnich 4- ec lat. Jestem alkiholiczka ,jak moja nuezyjaca juz matka, ponad dwa lata terapi leczacej uzaleznienie id alkoholu. Po trzech latach trzezwosci dostalam sie na upragniona terapie dda,w tym miesiacuja ukonczylam. Jest duzo lepiej,zyje sie lepiej,choc nie znaczy ze latwiej. Ojciec moj stosowal przemoc i emocjonalna,i ekonomiczna i fizyczna,i psychiczna,i poprzez czas terapi ,ponad 4 lata,umiem go kochac inaczej,prawdziwiej,nie pozealajac sie juz ranic. I to jest super uczucie,osiagniecie takuego spokoju wewnetrznego.pozdrawiam. Do wszystkich zmagajacych sie z problemem jakim kolwiek,jue bac sie terapi,moze nie jest latwo,bo czasem tak bardzo boli dotknac ponownie starych ran,ale warto to wszystko przejsc dla tych chwil,ktore mam teraz,milosc do siebie a co za tym idzie wolnosc od leku,zlosci,gniewu itp.

    • Jakbym trochę o sobie czytała, gratuluję wytrwałości i życzę aby dalsza droga była już taką jaką sobie sama wybierzesz! Powodzenia :)

  8. Pamiętam z dzieciństwa jedynie lęk przed utratą rodziców, ciągły wielogodzinny nocny płacz spowodowany strachem przed ich śmiercią – nie wiem z czego to wynikało…. A teraz jako dorosła osoba piszę niekiedy w myślach listy dziękczynne, listy pożegnalne do rodziców, do przyjaciół i znajomych, do ludzi, których spotkałam na swojej drodze a którzy mi pomogli….i planuje własny pogrzeb. Musiałam ojca pochować choć on wciąż żyje, przeżyć tę stratę…mierzyć się z tym wszystkim sama.

  9. Ja również jestem DDA, mam 24 lata. Dużo prawdy jest w tym, że w człowieku zostaje jakiś głód miłości, troski, opieki, tego wszystkiego, czego nie zaznał w dzieciństwie. I choć z pewnością alkoholizm równie wygląda w różnych rodzinach i różnie wygląda bycie DDA u różnych ludzi, to można z tym zupełnie normalnie żyć, kwestia zaopiekowania się sobą.
    Chodziłam do różnych psychologów, czytałam masą książek, artykułów, pracuję nad sobą i mam poczucie, że wyszłam w życiu na prostą. Mając trudne dzieciństwo zawsze coś będzie siedzieć za uszami, zawsze będzie nad czym pracować i zawsze będzie jakiś ślad, rysa na szkle. Ale, ale, nie mając rodziców alkoholików ludzie też mają nad czym w sobie pracować ;)
    Dla mnie kluczem jest świadomość tego, jak reagujemy na różne rzeczy i dlaczego i chyba wybaczenie, zrozumienie, że rodzice, choć nie raz bardzo skrzywdzili, to byli tylko ludźmi, którzy też niejedno przeżyli i wycierpieli. Nie chodzi mi o to, żeby bagatelizować, absolutnie nie, bo trzeba jasno ponazywać ich błędy i własne uczucia. Chodzi mi o to, żeby się uwolnić ze schematu „ofiary”.
    Ja wciąż szukam miłości ;) Mam nadzieję, że znajdę :) Nie wiążę się z kimkolwiek, kto okaże mi trochę uwagi, unikam jak ognia tak zwanych trudnych mężczyzn, wystarczy, że ja bywam trudna ;) Szukam mężczyzny, z którym naprawę będziemy mówić tym samym językiem na każdym poziomie ;)
    Pozdrawiam wszystkich DDA ;) Trzymajcie się! :)

  10. Jestem DDA i faktycznie czyta się to ciężko bo u mnie wszystko jest dokładnie takie samo jak opisane.
    Dziękuję za ten tekst dał mi dużo do myślenia.
    Teraz łatwiej szukać kogoś bliskiego. Rozwiodłam się po 22 latach i teraz zaczynam wszystko od nowa.

  11. Zaskoczyliście mnie… Chciałam przeczytać przyjemny artykuł, tak na dobranoc, a zrobiło się poważnie (aż zasnęłam;) …
    Wiem, że jestem DDA, ale chyba nadal nie do końca jestem świadoma co to oznacza…
    Kilka uwag dało mi do myślenia. Dziękuję za to.
    Czasami mam wrażenie, że wariuję, a ja po prostu powielam to, co widziałam przez tyle lat w domu. Jest idealnie, stabilnie, więc muszę coś zrobić, żeby to zmienić, muszę się wkurzyć, muszę sprawić mu przykrość, potem mam wyrzuty sumienia, że zachowuję się jak zołza, ale nie potrafię nad tym zapanować.
    Jednocześnie potrzebuję bezpieczeństwa, ale nie stabilności. Chcę być pewna, że mnie nie zostawi, ale muszę mieszać.
    Bałam się, że nie będę potrafiła powiedzieć, że kocham i czasami ten problem wraca. W domu tego nie słyszałam, tak samo jak czułych słów. Pewnie dlatego wydają mi się sztuczne i nadal nie potrafię ich używać.
    Ufam swojemu chłopakowi do momentu aż nie weźmie alkoholu do ust. Wtedy się dystansuję, obserwuję i często w ogóle tracę ochotę na kontakt. Jest to pewnego rodzaju hipokryzja z mojej strony, bo sama potrafię wypić. Ale ja wiem jak to się skończy w moim przypadku, a nie mogę mieć pewności co będzie z nim.
    Tyle z moich nocnych przemyśleń. ;)
    Pozdrawiam i polecam cykl audycji radiowych pt.:”Na własne nogi”.

  12. Ja również mam tatę alkoholika. Wszystko zaczęło się kiedy miałam 8 lub 9 lat i być może dlatego nie odcisnęło to tak dużego piętna na moich relacjach. O dziwo przyciągam do siebie raczej typ chłopaka ze szczęśliwej, pełnej rodziny. Mój partner jest zupełnym przeciwieństwem mojego ojca w praktycznie każdej kwestii. Nie ma tendencji do nałogów (palenie rzucił dla mnie w jeden dzień – w ten, w którym się na to zdecydował), ma zupełnie inne poczucie humoru, podejście do życia. Daje mi ogromne poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Za to ja sama jestem impulsywna, wrażliwa – faktycznie miałam ogromny problem, żeby się emocjonalnie zaangażować, bo byłam przekonana, że w ten sposób stracę kontrolę i znowu ktoś mnie skrzywdzi. Ale razem przez to przeszliśmy i dzisiaj jesteśmy bardzo szczęśliwi, chociaż często daję mu w kość swoim przewrażliwieniem. Również moja mama starała się zachować w naszym domu jakieś resztki normalności, być może to rozbudziło we mnie potrzebę separacji od takich chorych sytuacji i chęć poszukiwania czegoś innego, lepszego. Wiedziałam, że na to zasługuję. Natomiast moja mama faktycznie miała ojca alkoholika, a następnie męża. Nigdy nie mogłam pojąć, skąd w niej tyle siły na to wszystko.

  13. To naprawdę potrzebny artykuł. Sama jestem DDA i na pewno z czym się zgodzę – tak potrzebujemy akceptacji, potrzebujemy być przyjęci z całym tym majdanem i bagażem doświadczeń. Dzięki temu buduję już piąty rok wspaniały związek oparty na zaufaniu, wspólnych rozwiązaniach i wsparciu. Bez oceniania i z pełną akceptacją. Partner w takim związku powinien zdawać sobie sprawę że wewnątrz tej drugiej osoby jest taka część niezaopiekowanego dziecka, które czasem trzeba schować przed całym światem (nie nie chodzi mi tu o przejęcie odpowiedzialności za kogoś tylko o pomocy przy wyjściu z cienia i wzbudzanie zaufania do ludzi, o to że zawsze będzie obok). DDA potrafią kochać całym sercem chociaż nie potrafią zaufać sobie i tego nazwać bo nie nauczono ich tego w domu. Potrafią czekać, być cierpliwe i przez to wikłając się w trudne związki. Czują, że nie mają prawa do miłości i tego, by wymagać. Lubią przewidywalność, stabilność i bezpieczeństwo. Ja mam prawdziwego anioła stróża i gdy patrzę wstecz aż płakać się chce gdy pomyślę o tej dziewczynie, którą byłam jeszcze kilka lat temu.

  14. Mój chłopak jest DDD. Jestem z nim od paru miesięcy. Staram się być dla niego bardzo wyrozumiała, dawać mu poczucie bezpieczeństwa, troszczyć się i okazywać bardzo dużo miłości. Akceptuję go takim, jakim jest, ale czasem mam z tym problem, kiedy widzę, że trzyma wszystko w sobie. Ciężko do niego dotrzeć i to jest mój największy problem w tej relacji. Brakuje mi też czasem poczucia bliskości, bo on boi się w pełni ją okazać. Chcę z nim być, bo nigdy nikogo tak nie kochałam, ale boję się, że on zawsze będzie bał się zaangażować i zawsze będzie miał poczucie, że jest zbyt dobrze, żeby mogło to trwać, że coś na pewno zaraz się spieprzy.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter