Duma i uprzedzenie – albo seks nocy letniej

21

Zaczęło się od maila. Napisałaś mi, że nie wiesz co masz zrobić – poznałaś faceta, wydawał Ci się fajny, sprawiał wrażenie, że mu na Tobie zależy, ale po pierwszej sprzeczce stwierdziłaś, że nie będziesz mu się narzucać. On prosił, próbował tłumaczyć, Ty stałaś niewzruszona, by nocą płakać w poduszkę. Wierzyłaś do końca, że on to jakoś naprawi, ale duma nie pozwalała Ci na to, by oddzwonić. On w końcu przestał próbować, a Ty napisałaś do mnie.

Chciałam Ci nawet odpisać, ale zanim zebrałam myśli, w skrzynce pojawił się kolejny mail. Historia o wiele dłuższa, choć skończona równie burzliwie. Gorąca letnia miłość, kilkanaście wspólnych miesięcy, seria kłótni, wyprowadzka, zmiana numeru telefonu – i żarliwy płacz do poduszki. Gdzieś w tle pojawił się żal i przekonanie powtarzane jak mantra: letnie romanse tak się właśnie kończą, nie warto walczyć, może będzie następny.

Duma i uprzedzenie - albo seks nocy letniej

***

Gdy pierwszy raz zobaczyłam Drwala, był niemal dokładnie środek letniej nocy. Takiej, w której powietrze jest nabrzmiałe od żaru – i takiej, w której masz ochotę robić najgłupsze rzeczy. Czujesz się wolna, głodna życia, nienasycona w każdym możliwym wymiarze. Grzechy wiszą wokół Ciebie jak czereśnie i grzechem jest po nie zwyczajnie nie sięgnąć – zerwać, ukąsić, rozgryźć, zanurzyć się i poczuć jak spływa najsłodszy sok. Drwal był na wyciągnięcie ręki i byłabym hipokrytką mówiąc, że w myślach nie rozbierałam go centymetr po centymetrze. Jego zapach doprowadzał mnie do obłędu, jego usta rozpraszały wszystkie błyskotliwe myśli, a głos… głos mnie hipnotyzował. Czułam się jak aktorka w najlepszym romansie wszech czasów, gdzie wreszcie wszystko jest takie, jak ze snów.

Był cudem. Żywym cudem. Iskry skakały nam po ramionach, a my baliśmy się wzajemnie dotknąć, by nie okazało się przypadkiem, że to tylko nasza wyobraźnia. Moment, w którym masz absolutną pewność, że właśnie zmienia się Twoje życie.

Dlaczego o tym piszę? Bo nasz wieloletni związek, trwalszy niż niejedno małżeństwo, w swoich początkach otarł się właśnie o dzikość wakacyjnego romansu. Bo już pierwszej jesieni przeszliśmy przez potężną burzę, po której każde mogło się odwrócić za siebie. Bo nasze kłótnie bywają tak ogniste, że pakowanie walizek to przy nas niewinna zabawa. Bo ja też jestem dumna i potrafię być wyniosła – i pomimo rozsądku czasem zapominam o jednym: że w miłości nigdy nie ma zwycięzców. Gdy Ty się obrażasz i stawiasz na swoim, gdy nie odzywasz się, bo on musi przeprosić, to co właściwie wygrywasz? Płacz w poduszkę? Samotny wieczór? Poczucie straconego dnia? Ty budujesz swoją barykadę, on swoją, potem jedno wyciąga rękę, a drugie ją odtrąca. A potem mur jest za duży, by przez niego zwyczajnie przejść.

A przecież to wszystko może być takie proste. Jeśli kochasz, to idź za nim. Nie pozwól mu pakować tej cholernej walizki, a jeśli ją pakuje, to przynajmniej z nim porozmawiaj. Wyrzuć z niej jego koszulę i zamiast krzyczeć spróbuj się uśmiechnąć – przecież to ten uśmiech, w którym się zakochał. Dla którego przemierzył niejeden kilometr.

Nie zważaj na to, że sąsiadki, ciotki i babki mówią Ci, że to nie jest chłopak dla Ciebie i to on powinien za Tobą wiecznie latać. Nie powinien. W miłości nikt nie powinien , bo po prostu jesteśmy w niej równi. Schowaj swoją dumę do kieszonki i nie czekaj, aż to on zadzwoni. Wyciągnij rękę. Zawalcz. Pomyśl o tym, że te kłótnie to głupstwo, a efektowne trzaskanie drzwiami sprawdza się tylko w filmach. Jeśli trzeba to potłucz talerze, a potem po prostu się przytul, wyszepcz jego imię z czułością i powiedz, że i tak go kochasz. Choć czasem masz ochotę rozbić mu ten talerz na głowie.

Tak wiele dni tracimy przed idiotyczną dumę, zapominając o tym, że jesteśmy tu tylko na chwilę. Że jutro może nawet nie wzejść nasze słońce. Że każda głupia kłótnia osłabia nasz gang, a każde trzaskanie drzwiami oddala nas od siebie na zawsze. Że z każdym kolejnym dniem trudniej jest scalić to, co zostało przerwane. Wreszcie: że miłość jest trudna, ale cholernie warta naszych starań.

A jeśli właśnie masz dość moich sentymentów, to pomyśl o tym, jak przyjemny jest seks na zgodę. Teraz warto? ;)

Komentarze21 komentarzy

  1. Doskonale znam te burzliwe momenty. Od niedawna mieszkamy z moim Drwalem, jesteśmy ze sobą ponad 3 lata. Poznajemy się ,docieramy i uczymy. Kłócimy, kochamy. Mamy dość uparte i mocne charaktery więc nasze kłótnie to tornada. Bardzo ciężko po lub w czasie kłótni przestać i tak po prostu się przytulić. U nas wygląda to tak, że musimy od siebie odpocząć ja zniknam w łazience w ciepłej kąpieli popłaczę sobie, on słucha muzyki i też się popłacze. Długo bez siebie nie wytrzymujemy kończymy kłótnie wspólną kąpielą lub prysznicem. Zasypiamy przytuleni do siebie tak jakbyśmy spędzali ze sobą pierwszą noc…

  2. Zgadzam sie w stu procentach! U nas tez bywa burzliwie, bo jestesmy uparci, ale mam zasade, zeby nigdy nie isc spac, dopoki sie nie dogadamy I nie rozwiazemy naszego konfliktu. Wiadomo, ze zdarzaja sie sprzeczki, czasem trzeba rozladowac napiecie, ale lepiej jak najszybciej wszystko sobie wyjasnic.

  3. Piękny tekst. I jakże prawdziwy. Tylko ja akurat żałuję, że szesnaście lat temu wyjęłam mu tę koszulę z walizki i nie pozwoliłam odejść…

  4. Czasami wydaje mi się, że podglądacie mnie i mojego Drwala przez dziurkę od klucza… To niesamowite jak wielu z nas ma takie same problemy :) i tak samo walczy, żeby tę cholerną dumę upchnąć na samym dniu kieszonki.

  5. Znam to doskonale.. nasza ostatnia kłótnia właśnie kończyła się pakowaniem walizek.. ale nie zawsze nasza duma jest aż tak duża… duma mojego wybranka znacznie przewyższa moja.. oboje mamy silne charaktery ii żadne nie chce odpuścić.. staram się z nim rozmawiać o naszych problemach ale on czasem nie traktuje tego poważnie.. Seks na zgode super sprawa ;-) pozwala rozładować całe napięcie. Zdarza mi się podrzucać mojemu Drwalowi wasze wpisy ii zauważyłam ze tez go wciągnęły jak mnie.. :-)

  6. Dziękuję Wam za ten tekst… Dał mi nadzieję na przyszłość. Tę najbliższą lub dalszą. Jestem właśnie w momencie pokłócenia się z moim Drwalem. I o ile wielokrotnie udawało się nam przetrwać mniejsze lub większe konflikty, tak teraz wszystko wisi na włosku… Nie z każdym partnerem można się dogadać. Bo nie każdy partner tego chce. Bywają i tacy, którzy się poddają i już. Mam jednak nadzieję, że i tym razem się opamiętamy. Miłość dzisiaj jest tak rzadka…

    • Mustela, niestety wiem co czujesz. Sama właśnie teraz przez to przechodzę. Jesteśmy 8 lat razem, rok małżeństwem. Bywało różnie, ale zawsze w końcu się dogadywaliśmy. A teraz? Mój mąż jest tak obojętny, że to przeraża. Nie odzywa się tygodniami, mimo że ja pierwsza chowam swoją dumę i niejednokrotnie wyciągam rękę. Mam wrażenie, że nie mam już o co walczyć, bo mój mąż tego nie chce. Nie chce się dogadać. Ta sytuacja jest strasznie wyniszczająca. Nie pomaga ani płacz, ani prośba, ani groźba, ani przeczekanie. Kocham go, zależy mi na nim ale teraz już jestem na tym etapie, że zaczęłam się zastanawiać czy rok temu nie popełniłam największego błędu w swoim życiu.

      • Asiulka, a pytałaś go czy coś się dzieje, czy ma z czymś problem, z czymś sobie nie radzi? Mężczyźni nie potrafią prosić o pomoc (tak, wiem nie powinnam generalizować :)). Dodatkowo bardzo osobiście odbierają nasze nastroje, które jak wiemy nie zawsze mają związek z nimi. Ja swego czasu pisałam listy do mojego mężczyzny. W nich łatwiej i składniej było mi wyrazić pewne moje myśli i emocje. Starałam się, żeby nie czuł się w nich oceniany. Pisałam, że doceniam to co dla nas robi, ale że boli mnie to jak się ode mnie odsuwa gdy ma problemy lub gdy nie spędzamy ze sobą czasu, gdy czuję że inne rzeczy są ważniejsze, itp. Pomagało. Do czasu.
        „Nas” nie uda się już tego uratować. Doszliśmy do miejsca, z którego nie ma odwrotu. Ale w przyrodzie zawsze musi być równowaga i z całego serca życzę Ci, żeby Twój mąż przypomniał sobie z jak cudowną kobietą idzie przez życie. Trzymam mocno kciuki!!! Tak jak pisałam, miłość dzisiaj nie zdarza się tak często, warto powalczyć. Rozstać się człowiek zawsze zdąży :) Głowa do góry!!!

        • Tak, próbowałam rozmawiać. Pytałam czy ma jakiś problem, czy z czymś sobie nie radzi albo co robię nie tak. Odpowiedzi niestety brak. Nawet na mnie nie spojrzy jak próbuję z nim porozmawiać, tylko siedzi wpatrzony w komputer albo TV. Minęło 7 tygodni… Tydzień temu zapytałam czy chce w ogóle ze mną być skoro tak się zachowuje, to usłyszałam, że tak, ale jest mu wszystko jedno czy będziemy razem spędzać czas i czy będziemy rozmawiać. Kilka dni nie było mnie w domu, to nawet się nie zainteresował gdzie jestem, czy wszystko ok. Jeszcze rok temu mój Mąż świata poza mną nie widział, teraz widzi wszystko poza mną. Nie wyobrażam sobie takiego życia, ciągłego mijania się i udawania, że mnie nie ma. Wydaje mi się, że podjęłam już decyzję, tylko ciągle miałam nadzieję, że nas uda się uratować. I nie wiem czy mam takie jaja, żeby skończyć ten związek, chociaż wysiadam pomału psychicznie.

          • Nie wiem co radzić. Trudno zdecydować o tym, że to już na pewno czas na rozstanie. Że to już ten moment. Z drugiej strony, nie da się być w związku z kimś kto owszem chce być z Tobą, ale bez jakiegokolwiek wysiłku. Związek to tak naprawdę prócz przyjemności z bycia z kimś, kochania i bycia kochanym, również praca… codzienne kompromisy i wychodzenie ze strefy komfortu. Powiedz mu może, że podpisałaś papiery na męża, a nie współlokatora :) Może warto spróbować zmienić taktykę. Nie drążyć tematu, zostawić to tak jak jest i poczekać na reakcję. Oczywiście do czasu… Lub po prostu uwiedź go. Zamiast mówić mu jak Ci ciężko i że Ci źle, z jego obojętnością po prostu zaciągnij go do łóżka…
            Chyba, że ktoś czytający ma inny pomysł? :)
            Trzymaj się dzielnie!!! Zasługujesz na wszystko co najlepsze… Pamiętaj, że w związku nie wolno tylko dawać. Trzeba tez nauczyć się brać…

          • Słuszna uwaga.
            Może spróbuj taktyki pierwszych randek, pierwszego pocałunku, uwodzenia – jak czasem opisuje Alicja i Drwal. Każdy związek przejdzie kiedyś kryzys i warto wtedy przypomnieć sobie wspólne początki, odświeżyć emocje i adrenalinę. Wskrzesić motyle.

            Bo odejść zawsze się zdąży. Kwestia czy naprawdę to jedyne wyjście i czy faktycznie tego chcesz.

            Ściskam mocno i ciepło pozdrawiam.

  7. Genialny tekst! Na początku naszego związku to ja byłam tą, która walczyła. On znajdował sto powodów dla których nie powinniśmy być razem, ja podawałam sto jeden dla których byłam na tak. Nasze kłótnie przechodziły ludzkie pojęcie.. nie pomagalo też to, że mieszkając trzy domy dalej nie mieliśmy jako takiego dystansu od siebie. A dzisiaj? Od tamtej pory minęło osiem lat, od dwóch jestem jego szczęśliwą żoną i mamą córeczki. O swoje trzeba walczyć! A w przyplywach romantyzmu on do tej pory dziękuje mi za mój upór ;))

  8. HappyWifeHappyLife

    Nasz „sen nocy letniej” zaczął się
    9 lat temu… Gorące lato, gorące noce, powrot do rzeczywistości był trudny, przez chwilę myśleliśmy że niemożliwy.Daliśmy radę. Teraz jesteśmy małżeństwem i lubimy wracać do tych wspomnień, szczególnie latem😉

  9. To chyba jakaś epidemia… U nas też teraz jest gorzej niż kiedykolwiek. Zawsze każdy nam zazdrościł związku, nieprzemijającej namiętności, szaleństwa, tego że nigdy nie zasypialiśmy pokłóceni, że nie nudzimy się sobą mimo mieszkania razem.
    Gdy dwa dni temu jechaliśmy pociągiem, później zaczepiła mnie kobieta, która całkiem poważnie zaczęła mnie przestrzegać, że nigdy nie będę z nim szczęśliwa, że jestem młoda i jeszcze znajdę szczęście u boku innego, że jestem taka fajna i aż mnie szkoda…
    Szczerze to nie mam pojęcia skąd te wnioski, brzmiała jak jakaś cyganka…
    To mnie tak uderzyło i zszokowało, że aż zaczęłam się zastanawiać czy ona nie ma racji… Każda jego mała wada nagle urosła trzykrotnie. Każda zasługa zniknęła w pamięci. Mieliśmy oglądać meble do mieszkania, ja byłam nieobecna bo myślałam o tej kobiecie. Od tamtej chwili myślałam że może faktycznie z kimś innym byłabym szczęśliwsza. Nie chciałam się kochać, byłam złośliwa. Czułam się obojętna, jakby coś we mnie umarło. Nigdy nie czułam się tak beznadziejnie… Teraz jest odrobinę lepiej, emocje pękły przy przytulaniu. Ale nadal mam wątpliwości. Nie mogę pozbyć się z głowy tej kobiety. Może faktycznie zobaczyła coś czego ja nie widzę przez cały nasz związek… Czuję się jak wrak, oczy mi napuchły od płaczu i nie mam ochoty iść do pracy, najchętniej bym wszystko rzuciła i wyjechała na drugi koniec świata.

  10. Przeczytane i zrozumiane w złym momencie życia… teraz już za późno by zawalczyć. Straciłam najpiękniejsze 6 lat swojego życia. Byłam zbyt dumna by wyciągnąć rękę, a teraz płaczę bo odszedł do innej.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter