Dziennik nimfomanki

9

Pochyla się i bierze w garść trochę świeżo wykopanej ziemi. Zaczyna wmasowywać ją w moją pupę. Ja nadal ssę palce jego kolegi, przesuwając po nich językiem. Jego ręce mają dziwny zapach, to ręce człowieka pracującego fizycznie – poznaję to po tym, jak twarda jest pokrywająca je skóra. Ten drugi zdejmuje spodnie, chwyta swój penis w prawą rękę i zaczyna się onanizować, wpatrując się jednocześnie w mój tyłek w świetle latarki.
Valérie Tasso, Dziennik nimfomanki

Dziennik nimfomanki to literacka legenda. Niby nikt go nie czytał, niby nikt nie widział na oczy, za to większość losowo zapytanych osób doskonale kojarzy słynną scenę z coca-colą. Być może to przez głośną ekranizację (o tym samym tytule), być może przez plotki narosłe wokół samej autorki, a być może po prostu przez to, że tę książkę pochłania się w dwa popołudnia – i wcale nie trzeba się potem do tego przyznawać :) Spodziewacie się pewnie, że teraz nie zostawię na Dzienniku suchej nitki wytykając po kolei wszystkie słabości i niedociągnięcia? Nic z tych rzeczy! Zacznijmy jednak od początku:

Dziennik nimfomanki

O czym jest ta książka?

O – podobno – najpopularniejszej męskiej fantazji erotycznej, a więc młodej dziewczynie totalnie uzależnionej od seksu. Valerie, bo o niej mowa, ma 29 lat, niezłe perspektywy życiowe i „szczególną wrażliwość zmysłową” objawiającą się w niezaspokojonym popędzie seksualnym. Uwierzcie mi dziewczyny, że jeśli choć raz myślałyście o sobie w kategoriach nimfomanii, to po przeczytaniu tej książki zapomnicie o tej kuszącej etykietce. Sztukę zaspokajania żądzy Valerie opanowała do perfekcji, bez względu na to, czy była akurat w autobusie, na cmentarzu, czy w burdelu. Jak to mówią: gdy chcesz coś zrobić, znajdziesz sposób, gdy nie chcesz – znajdziesz powód ;)

Dziennik, jak nazwa wskazuje, jest pisany w perspektywie autobiograficznej, co pozwala narratorce dość dowolnie skakać po wątkach. Dzięki temu podglądamy jej życie przez mniej więcej trzy lata, poznając kolejnych kochanków, psychopatycznego partnera i kuriozalną klientelę burdelu, w którym Valerie pracuje. Przy okazji Valerie odsłania szalenie praktyczne triki, jak nakładanie prezerwatywy na język przed robieniem loda czy wkładanie gąbki w cipkę w czasie okresu. Do dziś nie rozumiem jak tu cieszyć się z ochrony języka, gdy usta, podniebienie i gardło pozostają nieosłonięte, widocznie to jakaś wyższa szkoła logiki.

Valerie wiedzie zatem żywot dość obfitujący w ekscesy, jednak gdzieś pod fasadą żądzy kryje się potrzeba czułości i bliskości. Czy etatowa kochanka ułoży sobie w końcu życie? Czy spotka kogoś, dla kogo zechce wszystko zmienić? Tego wam nie zdradzę, poczytajcie sobie sami ;)

Co jest największą zaletą tej książki?

Przede wszystkim dystans, z jakim narratorka opowiada swoją historię. Seks z przypadkowymi facetami – bez zainteresowania się tym, czy są zdrowi, czy mają partnerki, czy nie są przypadkiem psychopatycznymi mordercami – jest kontrowersyjną, budzącą skrajne emocje sprawą. Tymczasem Valerie opowiada o swoim życiu – a także o pracy w domu publicznym – zupełnie spokojnie, jakby relacjonowała grzeczne wakacje nad morzem. Nie ma histerii, nie ma usprawiedliwiania, nie ma dorabiania niepotrzebnej ideologii. Dzięki temu Dziennik nimfomanki czyta się dość szybko i lekko, a momentami można się nawet przy nim pośmiać.

Drugą mocną zaletą powieści jest własnie humor – często czarny, przewrotny, ironiczny i przebłyski świadczące o tym, że Valerie ma w głowie coś więcej niż sznurek łączący uszy ;)

Pamiętaj, że, tak jak mówili w jakimś filmie, kobieta bez wykształcenia ma do wyboru dwie drogi w życiu: małżeństwo albo prostytucję, co właściwie wychodzi na jedno, prawda?

Poza uprawianiem seksu mało rozmawialiśmy, ale czytaliśmy razem „Małego Księcia” Saint – Exupéry’ego i dzieliliśmy marzenia o tym, czym jest prawdziwa historia miłosna, wzdychając jedno do drugiego. Zawsze jednak wiedziałam, że nie była to historia mojej miłości. On jest Marokańczykiem, a ja Francuzką. I w jakiś sposób dawało mu to poczucie, że mając mnie za kochankę, pieprzy całą Francję i jej kolonializm.

oraz pitagorejskie rozważania na temat obciągania:

Po zaimprowizowanym fellatio obliczam, że jeśli przeciętna długość męskiego członka wynosi dwanaście centymetrów, to, żeby przekroczyć kilometr i osiągnąć nędzne tysiąc dwieście metrów, będę musiała to zrobić z dziesięcioma tysiącami mężczyzn. A przynajmniej dziesięć tysięcy razy z jednym mężczyzną. Ta druga opcja nie wydaje mi się zbyt pociągająca. Lepiej byłoby to zrobić z dziesięcioma tysiącami mężczyzn. Pozostanę przy tym wariancie.

Jak widać niektórym łatwiej jest zlizać maraton, niż go przebiec ;)

Co jest jej największą wadą?

Mimo tego, że traktuję Dziennik z dużą wyrozumiałością, nie oszukujmy się, że jest to arcydzieło. Nie jest – i nie sądzę nawet, by autorka miała takie ambicje. Jest jedna wada, którą trudno mi wybaczać i książkom, i filmom, i nawet facetom, a którą Dziennik niestety wykazuje – mam na myśli nudę. Pierwsze strony mnie dosłownie wyłączały, bo nie są ani angażujące, ani ciekawe – i szczerze mówiąc gdyby nie wasze komentarze, walczyłabym z pokusą rzucenia tej książki w kąt. Ktoś nawet napisał o tej książce, że tytuł ma bardziej interesujący niż samą treść… Na szczęście im dalej, tym nieco lepiej, a gdy podejdziemy do czytania jak do niezobowiązującej rozrywki, to robi się już całkiem znośnie. Bez wypieków na policzkach, ale też bez bólu głowy.

Ile seksu jest w tej książce?

I to jest właśnie największe zaskoczenie! Gdy brałam do ręki Dziennik spodziewałam się pikantnych opisów, soczystych detali lub przynajmniej pobudzenia mojej wyobraźni, tymczasem narratorka opowiada o seksie jak o myciu zębów – chłodno, skrótowo, bez zbędnych emocji. Jeśli lubisz lapidarne sceny pospiesznego seksu albo spis klientów płacących za usługi Val, to prawdopodobnie będziesz zadowolony. Jeśli jednak liczysz na sensualne opisy, uwodzenie, grę wstępną czy chociażby szczątkowy zarys motywów – to lepiej sięgnij po bardziej wyrafinowaną powieść. Piszę to z bólem serca, ale nawet Grey pod tym względem był lepszy – nie wspominając o moim Drwalu, który opisując wsuwanie w cipkę butelki coca-coli wycisnąłby wszystkie soki… z tekstu oczywiście ;)

I na koniec złota rada od autorki:

Mówiłam ci już, że to przyjdzie, kiedy najmniej się będziesz spodziewała. Ale tak się dzieje tylko wtedy, gdy nie poszukujesz tego kogoś desperacko. Kiedy jak wariatka chodzisz i prosisz mężczyzn, żeby się w tobie zakochali, uciekają.

– same zdecydujcie czy chodzi o miłość, czy seks ;)

 

Komentarze9 komentarzy

  1. Alicjo, jeżeli chcesz pikantnych szczegółów i barwnych opisów to mam propozycję ;)
    Zamówiłam 3 książki kiedyś, bo zaciekawily mnie tytuły:
    * przystań posłuszeństwa
    * fantazje w trójkącie
    * pieprzyc przyjaciół
    Naprawdę warto, wzbudza wyobraźnię ;D

    • No przystań posłuszeństwa była gruba lekko mówiąc :D Fantazje w trójkącie mnie osobiście trochę nudziły :D

  2. jest jedna książka, która literacko wyróżnia się na tle tych wszystkich pozostałych. i do tego polskiej autorki. „perwersjonistka” julii kruk, którą bardzo polecam.

  3. Bardzo przyjemnie czyta się „Rozkoszne. Antologię kobiecych opowiadań erotycznych” i druga część antologii.
    Ciekawa lekturą jest seria poradników Grahama Mastertona o seksie, m.in. Magia seksu, Jak znaleźć nowego namiętnego kochanka. Przeczytałam cała serie i muszę powiedzieć, że odcisnęła ona znaczące piętno na moim postrzeganiu seksu, w bardzo pozytywny sposób.
    Na mnie czeka sławna „Historia O” oraz książki Markiza de Sade. Jednak póki co omijam je. Chyba jeszcze nie czas. ;)

  4. „Przebudzenie Spiacej Krolewny” Anne Rice.
    Chyba 4 czesci sa. Wszystkie oczywiscie skradly mi kilka wieczorow. Do obudzenia krolewny nie wystarczył pocalunek. Wg autora to musialo byc cos wiecej. Dosc niegrzeczna ksiazka i bardzo szczegółowa. Polecam :)

  5. Alicjo dostałaś już tyle tytułów, że nie wiem czy jest sens podawać ci kolejny…
    „jedenaście minut” Paulo Conelo.
    Książka cienka jednakże ciekawa o poszukiwaniu miłości i szczęścia przez zwykłą dziewczynę która mimo swojej woli zostaje prostytutką. Warto przeczytać, tym bardziej ze kiedy siądziesz przy kieliszku wina czy dobrej kawie pochłonie cie bez reszty.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter