Gdzie jest moja miłość

2

Ostatnio mamy fazę na czytanie wieczorami zaległych książek z dawno temu sporządzonych list. Wieczorami, ponieważ do książek poza półką (które podobno książki bardzo lubią, chociaż osobiście nie słyszałem aby jakiejś przeszkadzało to, że leży na podłodze) pasuje również dyskretna lampka, wygodna kanapa oraz stolik, na którym można wygodnie wyciągnąć zmęczone czytaniem nogi. A jeżeli na stoliku stoi lampka wina i jakaś niezidentyfikowana ozdoba przypominająca bożonarodzeniowy stroik wykonany na Wielkanoc lub inne niepotrzebne rzeczy, okazuje się, że świetnym zamiennikiem stołu są kolana… oczywiście moje kolana.

Mamy zatem całkiem wygodną półkę, dyskretne światło, wygodniejszą kanapę i nie chwaląc się, a jedynie cytując, najwygodniejsze kolana na świecie. Czego nam brakuje?… no tak – autorki cytatu – Alicji. A jej pojawianie się na naszej scenie wygląda jak zawsze nieoczekiwanie, niczym nadejście małego tornada.

Tornado było tym bardziej nieoczekiwane, że przerwało mi głęboką medytację, w której patrząc w sufit zastanawiałem się wraz z autorem piosenki, którą ostatnio męczyła Alicja Where’s My Love. W tej właśnie scenerii pojawiła się My love, podzwaniając pełnymi wina kieliszkami weszła do pokoju. „Otworzyłam sama” oznajmiła z dumą i zamiast obejść stolik i kanapę wpakowała się przeze mnie usiłując postawić pełne po brzegi kieliszki na stole, co w jej pozycji i tym jak przeturlała się przeze mnie, nie miało większych szans powodzenia. Ekwilibrystyka, jaką zaprezentowała My Love zakończyła się iście piracką i dosadną Ku… rką, po czym z opamiętaniem wspięła się na mnie, pocałowała w czoło i z uśmiechem niewiniątka powiedziała „nic nie widziałeś i nie słyszałeś”.

Nic nie widziałem, bo prawie cały czas patrzyłem w sufit, poza tym momentem, gdy patrzyłem jak ślicznie wygląda jej wypięty tyłek – bardziej dłonią niż oczami, z racji bliskości w jakiej się znajdował. Nic nie słyszałem, bo nadal słuchałem wspomnianej piosenki, nadal głęboko zastanawiając, gdzież ona jest…

Obeszła kanapę, poprawiła poduszkę, obciągnęła spódniczkę i usiadła z rozmachem, zarzucając jednocześnie nogi na moje kolana i nie zwracając przy tym na mnie najmniejszej uwagi. Sięgnęła po książkę i zaczęła czytać. Ja wróciłem do słuchania i myśli gdzież jest Love autora piosenki, jednak zanim na dobre znowu pochłonęły mnie analizy i poszlaki z tekstu, poczułem delikatnie kopnięcie. Spojrzałem na My Love, która ze wzrokiem szczeniaczka i przemiłym uśmiechem znowu mnie lekko kopnęła.

Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem, dobrze wiedząc, czego oczekuje, ale udając niewiniątko, czekałem aż powie. Popatrzyła mi w oczy i powiedziała świadomie myląc tropy – „Pomasuj Kochanie”.

Gdzie jest moja miłość

Sięgnąłem dłonią do jej stóp, dawkując sobie przyjemność, delikatnie przeciągnąłem wzdłuż jej smukłej łydki aż do kolana. Miała na sobie pończochy, które zaszeleściły pod naciskiem palców. Delikatny, seksowny szelest przyciągnął jej uwagę. Zamiast w książkę patrzyła na moją dłoń. Cofnąłem się do stóp i zacząłem dotykać jej palców. Drugą dłonią zacząłem dotykać wierzch jej stopy, a palcami lekko się w nią wbijałem. Grałem na jej stopach w takt muzyki. Alicja wróciła do lektury.

Gdy przeszedłem przez obie stopy chwyciłem oburącz jedną z nich i wbiłem lekko kciuki w śródstopie, kręcąc przy tym małe kółka i przesuwając w stronę palców. Nie reagowała… więc przyszedł mi do głowy szalony pomysł, aby może ugryź ją w palec…

Czytała spokojnie, lekko poruszając palcami w rytm plumkającej muzyki. Sięgnęła na oślep po wino, niezbyt celnie, co zaowocowało kolejnym czerwonym kleksem i jeszcze bardziej konkretnym przekleństwem… co też ta moja Alicja ostatnio czyta, że rzuca tak trafne i dosadne zaklęcia… muszę później sprawdzić co kryje się za grzecznym tytułem z tęsknotą w tle.

Sięgnąłem po swoje wino, wypiłem kilka łyków opróżniając kieliszek do połowy, z przezorności przed kolejnym zaklęciem, ale też z dzikiego pragnienia, które powoli zaczynało o sobie dawać znać.

Zrezygnowałem z masażu stóp. Delikatnie, ale z wyraźnym szelestem przesunąłem obie dłonie po smukłych kształtach jej nóg, lekko ściskając… od kostek do kolan… W połowie tego ruchu zyskałem jej uwagę. Patrzyła nad książką na moje dłonie. Zatrzymałem się na kolanach, delikatnych, smukłych… to taki przystanek, który oddziela ciekawość od pożądania. To, co niżej to obietnica, śliczna smukła łydka, jak delikatny flirt. To, co wyżej to pożądanie… zgrabne jędrne uda, sprężynujące pod naciskiem moich dłoni. Znam je doskonale, każdy mięsień – i nieodmiennie za każdym razem mnie fascynują.

Delikatnie minąłem jej kolana, lekko rozsunęła nogi… cały czas patrzyła tylko na dłonie. Zafascynowana… jej oczy błyszczały, usta lekko się rozchyliły. Moje dłonie powoli wspinały się wyżej, a jej nogi coraz bardziej się rozsuwały i ustępowały…

Szybkim gestem odłożyła książkę, lekko się cofnąłem, My Love tymczasem sięgnęła, tym razem super precyjnie, po kieliszek i wypiła łyka, którego nie powstydziłby się sam Jack Sparrow, a po którym na dnie kieliszka zostało trochę, ale tylko trochę, wina. Odstawiła z głośnym stuknięciem szkło, chwyciła mnie jedną ręką za dłoń, a gdy lekko się pochyliłem, drugą ręką złapała za włosy, rozsunęła nogi i przycisnęła… „Liż kochanie…” powiedziała nadzwyczaj miękko.

No i już wiem Where is my Love ;)

Komentarze2 komentarze

  1. Brawo! Owacje na stojąco! Bis!
    Wspaniała gra słów. Nie jeden powstydziłby się takiego wyrafinowania.
    Winszuję. Pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter