Gdzie kończymy seks analny?

7

Gdy po ostatniej intensywnej nocy zasypiałam wtulona w Drwala, przyszło mi do głowy, że wcale się nie dziwię rosnącej popularności seksu analnego. Wprawdzie skłamałabym mówiąc, że jest to mój ulubiony rodzaj zbliżenia (bo nic nie przebije francuskiego tornada!), ale ostatnie lata pokazały mi, że nawet najmniejsze zabawy Drwala z moim tyłkiem przenoszą mój orgazm w zupełnie kosmiczny wymiar.

Zerknęłam więc do naszych pierwszych tekstów na ten temat, by sprawdzić czy od tamtego czasu cokolwiek się u nas zmieniło. W tekście Czy seks analny jest bezpieczny? próbowałam rozwiać wasze obawy przed chorobami, powikłaniami i słynnym nietrzymaniem kupy. We Wstydliwych stronach seksu analnego (który od lat jest jednym z najczęściej czytanych tekstów!) zmierzaliśmy się z tym, czego strona wypinająca pupę zwykle boi się najbardziej – czyli kakaowych niespodzianek ;) W 5 sposobach na seks analny wymienialiśmy nasze ulubione pozycje a w tekście Orgazm analny dzieliłam się receptą na naprawdę sensowne wykorzystanie naszej pupy. Wertując kolejne teksty zatrzymałam się jednak na waszych komentarzach i gorących dyskusjach o tym, gdzie najlepiej seks analny kończyć. W pupie? w cipce? a może nawet w ustach? A może nie kończyć w ogóle, bo może to mieć przykre konsekwencje? Te pytania wciąż do nas spływają, więc pora wreszcie poszukać odpowiedzi. Mam przy tym nadzieję, że poszukacie ich razem z nami ;)

Bramka numer jeden: kończymy w pupie

Kończenie w pupie wydaje się najbardziej naturalnym wyborem, ponieważ skoro toporek już się tam bezpiecznie dostał, to warto byłoby się w nim trochę rozgościć. Wiele par wybiera takie rozwiązanie także z powodów „antykoncepcyjnych” (bo przy odpowiedniej pozycji lub szybkiej reakcji chusteczką sperma nie wypłynie dalej, niż powinna).

WHITE RVBBIT - koronkowa bielizna, pasy do pończoch, sukienki

Powiem szczerze, że my kończymy w taki sposób niemal zawsze, czasami znacznie szybciej niż byśmy to sobie planowali – seks analny podnieca nas do tego stopnia, że gdyby nie świadome przedłużanie miłości, kończylibyśmy dosłownie po kilku ruchach. Tu przyznam wam się do jeszcze jednej rzeczy, bo wiem, że wiele z was dopiero zaczyna analne przygody: gdy Drwal po raz pierwszy skończył w moim tyłku, wcale nie byłam pewna, że to zrobił. Ogarnęło mnie przyjemne ciepło, ale byłam tak oszołomiona i podniecona całą sytuacją, że wszystkie odczucia były jakby ze sobą pomieszane. Musiałam nauczyć się je rozpoznawać i wyciągać z tego momentu maksymalnie dużą przyjemność. Jeśli więc Twój facet skończył w Tobie, a Ty ledwo to poczułaś, to nie rób sobie z tego powodu wyrzutów. To normalne. Seks analny wymaga nie tylko namiętnej czułości, ale także wielu treningów.

Z kończeniem w pupie może jednak wiązać się jeden problem, polegający – mówiąc w skrócie – na obolałym toporku. Po pierwsze: pupa potrafi być ciasna. Po drugie: nie ma w niej naturalnego nawilżenia, więc mamy tylko tyle, ile sobie zapewnimy lubrykantem. To wszystko utrudnia prowadzenie długiej analnej zabawy i czasem zmusza panów, by wycofali się długo przed wytryskiem – a wtedy, wiadomo – apetyt jest zaostrzony i trzeba poszukać sobie innego miejsca do skończenia. I tu pojawia się:

Bramka numer dwa: ciepła, miękka cipka

– czyli coś, co brzmi jak idealne miejsce na kontynuację naszych zabaw. Czy oby jednak na pewno? Szczerze przyznaję, że gdy jesteśmy w stanie w miarę kontrolować nasze zabawy, to staramy się, by penis wysunięty z mojego tyłka nie trafiał od razu do mojej cipki. W pupie bywa przecież różnie – i choćbyśmy ją wypolerowali na wysoki połysk, to nie jesteśmy w stanie usunąć wszystkich bakterii, a jest ich tam naprawdę od groma. A że nasz seks jest zwykle bardzo intensywny i często pozwalamy sobie na naprawdę ostrą zabawę, to liczymy się z tym, że każde z nas ma wiele mikrourazów, zadrapań albo otarć – i że drobnoustroje mieszkające w moim tyłku raczej nie powinny się na nich znaleźć. Ta kontrola nie zawsze nam wychodzi, bo czasem po prostu tempo jest zbyt duże i toporek przypadkiem wślizgnie się do cipki, ale generalnie wyznajemy zasadę, że to, co było w pupie nie powinno trafić do cipki. Chyba, że po drodze zaliczy wizytę pod kranem. A skoro mówimy o czyszczeniu toporka, to zbliżamy się do najbardziej kontrowersyjnej opcji:

Bramka numer trzy: kończymy w ustach

W jednym z waszych wirtualnych listów pewien pan prosił nas o radę, jak nakłonić jego partnerkę, by zechciała wylizać świeżo wyciągniętego z pupy penisa. I powiem wam, że choć doskonale wiem, że są kobiety gustujące w tego typu przyjemnościach, to nie znalazłam w głowie wystarczających argumentów, by jakąkolwiek kobietę do tego przekonywać.

Lizanie toporka, który przed chwilą był w naszym tyłku z pewnością wymaga ogromnej akceptacji, ale poza akceptacją różnych smaków i zapachów warto pomyśleć też o akceptacji niechcianych bakterii. Są wprawdzie takie momenty w naszych najczarniejszych nocach, gdy przekraczamy z Drwalem kolejne granice miłości i zniewolenia, ale mimo wszystko: penis wyciągnięty z pupy to penis wyciągnięty z pupy. I o ile nie zafundowaliśmy sobie głębokiej lewatywy albo o ile nie uwielbiamy naszych wszystkich drobnoustrojów, to seks analny najlepiej zakończyć pod prysznicem.

Chętnie jednak poznamy wasze zdanie na ten temat, bo może reprezentacja pań (i panów!) lubiących lizanie po analu jest większa, niż nam się wydaje?

 

Avatar

Komentarze7 komentarzy

  1. Avatar

    Czy seks analny nigdy nie kończy się u Ciebie Alicjo nieprzyjemnym „opróżnianiem”? Bo wiadomo, że sperma musi jakoś się wydostać z powrotem 😉 ja raz z partnerem pozwoliłam sobie na koniec w pupie, ale po tym co działo się z moim tylkiem – nigdy więcej.

    • Avatar
      Alicja

      Szczerze mówiąc nie – ale ja robię wszystko, by wyeliminować wszystkie możliwe niespodzianki – jem same lekkie rzeczy, piję dużo wody, a w czasie wyjątkowo długich maratonów biorę szybki prysznic nawet kilka razy. Jestem też przyzwyczajona do dużych ilości lubrykantów wpływających i wypływających z każdej strony, więc chyba nie zwracam już na to aż takiej uwagi ;)

  2. Avatar

    Ciekawe jak to robią w porno, że z tyłka swojego i cudzego do buzi…. może jakaś lewatywa z odpowiednim płynem bakteriobójczym albo szczepieni są czy jakieś tabletki?

    A druga spraw…piszesz Alicjo, że w tyłku kończy….czyli kochacie się w pupę bez gumki? Nie ma żadnych problemów? Bo kiedyś w tv był program seks-wpadki czy jakoś tak…była para w szpitalu co gościowi jaja spuchły do wielkości pomarańczy i się wymigiwali….ale jak trzeba było amputować to się przyznali…. anal bez gumki – bakteria dostała się do jego cewki moczowej i dalej poszło :)

    Więc może jakieś wskazówki co do anala bez gumki ze stałym partnerem – jak zadbać o to żeby było bezpiecznie dla faceta? :)

    + może jakieś rady co do rimmingu… partnerka zdrowa. Czy musi być mycie jakimś płynem antybakteryjnym czy zwykły żel pod prysznic starczy i czy musi być umyte i zaraz lizane czy np. po 1-2 godzinach nadal jest czysto?

    I mogłabyś napisać o swoich odczuciach rimmingowych? Lepsze to niż lizanie cipki, nie łaskocze, przyjemne? Wolisz takie pukanie sztywnym jęzorem czy mocne lizanie, długie liźnięcia …może jakieś triki Ktoś ma, Kobietki? :)

    Z góry dzięki za pomoc, świetny blog :)

    • Avatar
      Alicja

      Janku,
      Myślę, że gdybyśmy planowali nakręcić z Drwalem analne porno, to po prostu dla własnego komfortu zafundowałabym sobie kompletne oczyszczenie całego układu pokarmowego (tak jak oczyszcza się jelita np przed kolonoskopią). Wtedy nie masz w sobie nic, poza niewielką ilością płynów wydzielanych przez trzustkę czy wątrobę i nie musisz się aż tak martwić o jakieś niespodzianki. Oczywiście nie polecam takie rozwiązania na co dzień, a już na pewno nie przy regularnym seksie analnym.
      Aktorzy porno pewnie wspomagają się lewatywami, poza tym o ile się orientuję dostają za to wszystko wynagrodzenie – więc może odpowiednia suma pozbawia ludzi dylematów typu: brać do buzi, czy najpierw umyć ;)

      Odpowiadając na Twoje pytanie odnośnie zabezpieczenia mężczyzny – to wszystko jest kwestią odpowiedzialności, otwartości i wzajemnego zaufania. My robimy w łóżku różne rzeczy i nie używamy prezerwatyw, dlatego dla własnego komfortu regularnie wykonujemy badania, także pod kątem infekcji. Jak dotąd nie mieliśmy większych niespodzianek, choć przyznaję, że kilka razy trafialiśmy z sypialni do lekarza (uzupełniając: nie po analu) ;) Przy odpowiednim podejściu (lewatywa lub bardzo dokładny prysznic, lekkostrawne jedzenie, bezpieczne żele zamiast tego co akurat znajdzie się pod ręką i nieporaniony penis) seks analny jest naprawdę bezpieczny. Tak przynajmniej wynika z naszych doświadczeń.
      Weź też pod uwagę, że w programach tego typu pokazują najdziwniejsze wypadki.

      A o rimmingu napisaliśmy całkiem dużo. Zerknij na przykład tu: http://bezfartuszka.pl/rimming-czyli-lizanie-tylka/ i tu: http://bezfartuszka.pl/rimming-dla-drwali/

  3. Avatar

    Jak miło widzieć kolejny wpis od Was!

    Kiedyś nawet nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek mogę spróbować, a tym bardziej polubić seks analny. Miałam w głowie, że to brudne i boli. Mój Mąż jednak od czasu do czasu wspominał, że chciałby spróbować. Nie nalegał jednak i nie przekonywał, za co jestem mu wdzięczna.

    Pewnego wieczoru po kilku kieliszkach wina stwierdziłam, że co mi szkodzi spróbować, najwyżej przerwiemy.
    Mój M był bardzo delikatny. Tej nocy tylko delikatnie mnie pieścił z tyłu palcami. I wiecie co? Spodobało mi się i nabrałam ochoty na więcej. Kolejnego wieczoru powiedziałam mu, że chcę w pupę. Propozycja tak mu się spodobała, że ochoczo zabrał się do przygotowania mojej pupy. Jak już byłam gotowa to wszedł we mnie, bolało tylko przez moment, a potem to była tylko czysta przyjemność. Orgazmy mam nieziemskie, a i mój M też to uwielbia. Od tego czasu bawimy się tak z dwa razy w miesiącu :)
    Myślę, że kluczem do przyjemności z seksu analnego jest to, że kobieta chce tego spróbować i ma odpowiedniego partnera. Jak tak miałam i nie żałuję, że spróbowałam, bo było warto! :)

    A co do artykułu to najczęściej kończymy w pupie. Uwielbiam to zalewające mnie ciepło. Czasami zdarza się, że M kończy na pupie albo na twarzy.
    W cipce i w ustach nie kończymy po seksie analnym. Co jak co, ale jednak penis był w pupie, więc zupełnie czysty nie będzie.

  4. Avatar

    A’propo kończenia… przypomniał mi się filmik i to amatorski, choć u zawodowców też widziałam tylko nie wiem co o tym sądzić, także od strony zdrowotnej.
    Chodzi o to, że po analu, takim półtwardym penisem facet sika kobiecie w odbyt – ponoć takie uczucie gorącego wypełnienia jest przyjemne, a mocz nie powinien szkodzić bo niby czemu?
    Oczywiście najlepiej w łazience, po tym kobieta z dużą siłą wyrzuca ten mocz z siebie.

    Nie wiem czy przyjemne, może Ktoś coś wie, próbował?
    Podobne rzeczy ale na porno widziałam np. pompowanie bitej śmietany w sprayu w odbyt (to mnie raczej śmieszyło i te laski na filmie też, choć może fajna zabawa) lub z czystszych rzeczy…. szampan lany do cipki lub bardziej na cipkę… rzekomo te bąbelki na cipce mogą sprawić fajną przyjemność?
    Ale nie mam aktualnie z kim, więc nie wiem – jedynie jak Któraś z Was próbowała, fajnie jakby podzieliła się wrażeniami?

    Może Alicja? :) Lub coś innego z kategorii lekkiej perwersji, macie coś takiego szalonego? :)

    • Avatar
      Alicja

      Klaro, zacznę od końca: szampan nie daje jakichś super doznań, czujesz te bąbelki tak naprawdę przez chwilę. O wiele sensowniejsze jest późniejsze zlizywanie tych bombelków ;)

      A co do tego sikania po analu. Nie wiem czy wiesz, ale to co opisałaś bywa nazywane „naturalną lewatywą” i niektóre pary robią to przed seksem analnym. O ile wiem nie ma tu przeciwwskazań (choć mocz, wbrew obiegowym opiniom, nie jest sterylny i są w nim całe zastępy bakterii) ale takie zabawy trzeba po prostu bardzo lubić.

Napisz komentarz