Histeria – Romantyczna historia wibratora

7

Na ten film trafiłam zupełnie przez przypadek. Był niedzielny, leniwy wieczór, my byliśmy w fazie przytulanek międzyorgazmowych, w głowach lekko szumiało nam wino, a humory były podejrzanie radosne. Czyli mówiąc wprost: dobry seks nastroił nas do wygłupów ;) Włączyliśmy telewizor z zamiarem pokazania aktorom jak daną scenę zagrać lepiej od nich – szukając oczywiście sceny choć trochę pikantnej. I właśnie wtedy odkryliśmy ten film.

Histeria - Romantyczna historia wibratora

Histeria – Romantyczna historia wibratora to film osadzony w epoce wiktoriańskiej, w naszym ukochanym Londynie (trochę zbyt czystym i poprawnym jak na ówczesne realia, jednak wciąż czarujący magiczną atmosferą), opanowanym przez niebezpieczną, tajemniczą i bez wątpienia kontrowersyjną chorobę – histerię. Co ciekawe, choć histeria ma charakter masowy, dotyka jedynie zamożnych, nieco znudzonych życiem niewiast – w zasadzie w każdym wieku. Owe niewiasty trafiają w ręce doktora Roberta Dalrymple’a, który przynosi ulgę kobietom… masażem sprawnych paluszków.

Kolejka pod drzwiami Roberta rośnie, a on – przytłoczony ilością pacjentek i „brakiem rąk do pracy” – zatrudnia głównego bohatera całej historii – młodego, przystojnego i wytrwałego w poszukiwaniu cudownego środka na depresję – Mortimera Granville’a. Od tej pory leczenie histerii zyskuje zupełny nowy wymiar, a niewiasty dosłownie omdlewają we wstrząsach rozkoszy. Nie zdradzę wam szczegółów fabuły, bo chciałabym, abyście zerknęły (i zerknęli!) same. W każdym razie: jest lekko, bezpruderyjnie i zabawnie, z miłością, skandalem i romantycznym wątkiem w tle. A przy okazji poznajemy historię najpopularniejszego gadżetu erotycznego ;)

Dlaczego polecam wam ten film?

Bo jest – opartym na faktach – dosłownym dowodem na to, że każda zdrowa kobieta może osiągnąć orgazm.

Jak się zapewne domyślacie histeria jest tylko wymysłem, mistyfikacją maskującą prawdziwe przyczyny rozdrażnienia kobiet, które po prostu potrzebują konkretnego zajęcia się ich… potrzebami. Młody lekarz z wibrującą miotełką jest dla nich uosobieniem cudu, więc garną się do niego tłumnie, pozbywając się jakiejkolwiek pruderii. Histeria nie jest ambitnym dziełem psychologicznym – jest raczej lekką historią opowiedzianą z przymrużeniem oka – i choć rzadko oglądam tego typu filmy, to ten pokochałam z 3 powodów:

Po pierwsze – za urocze pokazanie, że każda kobieta zasługuje na porządny orgazm :) Uwielbiam kobiety, które przychodzą do Mortimera – zwłaszcza te dojrzałe kokoty, okręcone milionem warstw i koronek. Wchodzą do gabinetu ciekawe i otwarte na nowe doznania, nie maskują fali rozkoszy (jedna z pań śpiewa wówczas arię!), bez pruderii mówią, że są wniebowzięte orgazmami i zalotnie proszą o więcej.

Po drugie – zwróćcie uwagę jak zmienia się życie każdej z tych „spełnionych” kobiet. Wcześniej sfrustrowane, a nawet nieco zgorzkniałe (w końcu chorują na histerię;), później tryskające radością, zadowolone, kokieteryjne. Tak właśnie działa orgazm – uwalnia napięcie, rozluźnia i eksploduje endorfinkami.

Po trzecie – w jednej z końcowych scen Mortimer doskonale podsumowuje histerię i jej związek z egoistycznymi mężczyznami, którzy nie zaspokajają potrzeb swoich kobiet. Nie wiem czy już wszyscy się połapali, ale w zawoalowany sposób napisałam właśnie, że jeśli Ty, drogi Drwalu, zajmiesz się cipką swojej Pani, to z pewnością uchronisz ją przed napadem histerii. Informacja jak widać jest potwierdzona historycznie ;)

A jak wasze wrażenia? Widzieliście już Histerię? A może dopiero zamierzacie obejrzeć? ;)

Komentarze7 komentarzy

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter