Ile razy można skończyć faceta?

0

Witajcie moi mili, tu facet, któremu wydaje się, że zna odpowiedź na pytanie, które podobno nikogo nie interesuje, a którym interesuje się tak wiele Pań (i jak się okazuje Panów). Temat pojawiał się w naszej skrzynce dość regularnie, ale nie na tyle intensywnie, żeby poświęcić mu jakoś wybitnie dużo energii, do czasu aż… , ale o tym za chwilę.

Jako że ostatnio musieliśmy trochę popodróżować (niekoniecznie z własnej inicjatywy), postanowiliśmy ten weekend spędzić na nic nierobieniu i snuciu się po naszym mieszkaniu i okolicy. A że pogoda jakoś specjalnie nas nie rozpieszczała skończyło się, jak rzadko ostatnio, na zupełnie domowym – a w przypadku Alicji: wręcz piżamowym weekendzie, którego lwią część spędziliśmy tam, gdzie było najwygodniej… W ruch poszły książki, seriale i nadrabianie odłożonych na później „śmieci” z netu. Od jakiegoś czasu wprowadziliśmy sobie taką zasadę, że wracając do domu przestajemy pracować, no chyba że nad sobą… lub drugą osobą. To się sprawdza, więc szczerze polecamy. Wspólne nicnierobienie jest lepsze niż nawet najlepsza tabelka w excelu, nie mówiąc już o wspólnej pracy nad sobą ;)

Strasszna promocja do 50% WHITE RVBBIT - koronkowa bielizna, pasy do pończoch, sukienki

Ale dość dygresji, powodem mojego pisania jest temat, który do żywego poruszył Alicję, a mianowicie jakiś stary tekst z jednego z portali informacyjnych o tym, że facet może kończyć 100 razy – wystarczy, że posłucha opinii właściwego kołcza… Tekst, o zgrozo, napisany przez kobietę – co spotęgowało „poruszenie”, bo Alicja wyszła z założenia, że to nie kobieta powinna pisać o tym, ile razy facet może. Swoją drogą, już wiemy, kto w tym tygodniu zdobył odznakę złotej łopaty, za archeologiczne badanie internetu. Tak się właśnie kończy spokojny weekend. Człowiek otwiera przeglądarkę, czyta „co tam panie w polityce” i po 30 min. ogląda film o intymnym życiu ślimaka winniczka… albo słucha kto tam  ostatnio wydał jagodzianki w Gucci.

To ile właściwie razy może?

Na co dzień: raz

Dobra, wiem, że nie na taką odpowiedź czekaliście, ale od czegoś trzeba zacząć. To jednak dobra odpowiedź, gdy szukacie równowagi i nie idziecie na rekord. Mówimy oczywiście o tym, że facet nie kończy w 45 sekund, nie odwraca się na bok i zasypia. Bo to może jest skończenie, ale chyba czegoś więcej niż tylko faceta. Załóżmy jednak, że mówimy o przypadku tych bardziej zaangażowanych panów, którym nie spieszy się za bardzo i nie odwalają roboty na akord jak przy przerzucaniu węgla, tylko podchodzą do tego z finezją niczym zegarmistrz, który największą radość ma, gdy mu chodzi a nie staje…

Jeżeli to jest zapracowany i zarobiony raz, to raz wystarczy, bo nie chodzi o ilość a o jakość. Zresztą i tak, gdy zrobiłeś to raz a dobrze to pewnie Twoja Pani nie pozwoli Ci się potem dotknąć przez dłuższy czas, więc nie masz co liczyć na dogrywkę. Z doświadczenia mogę tylko powiedzieć, że gdy widzisz, że to Twoja Pani już nie może, sam skończ, przytul, pocałuj w czoło jak da się tu jeszcze dotknąć i spokojnie odpocznij.

Ile razy można skończyć faceta

Albo dwa

…bo facet może dwa, nawet jak nie jest na wielkim „głodzie”- ale niekoniecznie musi. Wszystko będzie zależało od okoliczności i możliwości tej drugiej strony. Pamiętacie taką scenę z Wilka z Wallstreet, gdy to nasz Wilczek odwiózł swoją nową przyszłą żonę do jej mieszkania, potem miał rozpalić kominek, a pani poszła przypudrować nosek? Jordan był zaprawionym w boju specem od długich maratonów, ale Naomi go ewidentnie przerosła i chłopak skończył zanim zaczął… To mniej więcej miałem na myśli. Czyli wszystko w rękach pani ;)

Dwa razy to też bardzo dobra metoda dla krótkodystansowców, o czym kiedyś już pisałem. Jednak dwa razy to nadal nie jest nic co zbliża się do rekordów… zatem co dalej?

Trzy?

Owszem, jak facet jest na „głodzie”. Brzmi trochę pejoratywnie? Niepotrzebnie. Wspominaliśmy już kilka razy, że czasami warto zrobić sobie przerwę od siebie, ale zachowując bliskość i dbając o budowanie napięcia. Można tak np tydzień czy dwa. Jak to zrobić? Zadbać o szczegóły. Pan może adorować Panią, Pani może też grać trochę niedostępną… po kilku dniach może być już trudniej, a głód rośnie i z jednej, i z drugiej strony. Efektem takiego przeczekania może być wiele razy… i każde z konkretnym finałem… Może nie jeden po drugim, bo mimo wszystko facet potrzebuje trochę więcej czasu na regenerację, ale dobry żel, dobre wino i dobry głód i… wszystko przed wami ;)

Można i więcej… ale

…to już musiał być bardzo duży głód. Scenariusz podobny do tego wyżej, jest jednak małe ale… czy na pewno o to w tym chodzi, aby bić rekordy? Zastanówcie się dobrze, czy lepszy jest jeden długi maraton zaczynający się od porannej kawy, a kończący na namiętnie zmęczonym wieczorze, czy może kilka sprintów do setki? Ja zdecydowanie preferuję styl raz (no może dwa) ale długo, przyjemnie i porządnie, niż mechaniczną zabawę z sekundnikiem, krokomierzem i licznikiem okrążeń. Maraton ma to do siebie, że przy okazji można podziwiać okolicę, czasami zwolnić tempo, czasami przyspieszyć, powalczyć ze sobą… i nie chodzi o czas (chyba że ktoś robi życiówkę), a fakt przyjemnego zmęczenia i dotarcia do mety. A sprint? Co jest przyjemnego w zasuwaniu w kółko po bieżni? ;)

Warto też tutaj oddzielić maniakalne zapędy speców od jazdy na ręcznym, od realnej fizycznej pracy, jaką taki facet musi wykonać. Mamy kilku takich czytelników, których rekordy opisane w mailach idą w dziesiątki dziennie. Drodzy panowie, nie chcę nic sugerować, ale ręka to nie kobieta…

Avatar

Napisz komentarz