Jak namówić faceta, by chętniej się Tobą zajmował?

20

To będzie właściwie tekst o prezencie dla Was, Drogie Panie. O prezencie niematerialnym i dużo ważniejszym niż wszystkie drobiazgi, błyskotki i maskotki… a co ważniejsze – prezencie, który przy pewnym wysiłku i odrobinie szczęścia możecie sprawić sobie same, rękoma waszych facetów.

Przekornie jednak zacznę od słów, jakie czasami piszecie. Twierdzicie, że romantyczni i opiekuńczy faceci to rzadkość – albo, że wręcz gatunek zupełnie wymarły. Tyle, że tacy faceci istnieją, bardzo prawdopodobne nawet, że jeden z nich znajduje się teraz w pobliżu Ciebie… tak, to ten sam, na którego może w tej chwili zerkasz… Z takimi facetami jest jak z rzeźbą. Dla zwykłego człowieka kamień to kamień, tymczasem artysta widzi w tym kamieniu niezwykłe dzieło;) Tak jest z tym facetem, kiedyś może widziałaś w nim ten cud, teraz patrzysz jak na kamień… ale przymruż oczy, w tej bryle kryje się ten sam facet, przez którego kiedyś może traciłaś dech, czułaś motylki, byłaś na totalnym haju, gdy tylko się zbliżał… on tam jest, teraz, tylko trzeba go jakoś obudzić.

Jak namówić faceta, by chętniej się Tobą zajmował

Zacznijmy jednak od podstaw… Miłość w pewnym sensie działa na baterię… baterią ładowaną spojrzeniem, miłym słowem, gestem, dotykiem, „proszę”, „dziękuję” i „przepraszam”. Drobnymi niespodziankami, szukaniem i znajdowaniem głupot,… wspólnych głupot. Wybaczaniem tych głupot, odpuszczaniem złych rzeczy. Akceptacją, jej brak… i mówieniem o tym wprost.

Żeby jednak skorzystać z tej baterii, potrzebujecie czegoś co was łączy. To mogą być drobiazgi – wspólne wspomnienie, słowo, powód do tego, że tę baterię chcesz ładować.

Zakładam, że zależy Ci na facecie, z którym jesteś. Zainwestuj zatem jeszcze trochę w tę relację. Nie oczekuj, aby po długim okresie rutyny czy nudy, bez wstrząsu nagle zmienił się w skrzyżowanie romantycznego Romeo z brutalnym Bondem i zaczął pisać lub recytować wiersze, jednocześnie dociskając Cię do ściany i nie dając złapać tchu… To nie zadziała.

Zadziała tutaj prosta zasada: akcja (Twoja akcja), która wywoła reakcję. Czasami zupełnie przeciwną niż zamierzasz… i na to też musisz się przygotować. Nie poddawać się.

Zacznij od spojrzenia wstecz, ale postaraj się nie patrzeć na to tylko swoimi oczami. Popatrz na związek obiektywnie. Spróbuj zrozumieć spojrzenie swojego faceta. Nie oceniaj ani jego, ani siebie. Ocena to najgorsza rzecz, jaką możesz zrobić w związku. Nieocenianie po długim czasie razem jest bardzo trudne, ale to pierwsza drobna rzecz, którą musisz spróbować zrobić.

Od czego zacząć? Od odpowiedzi na kilka pytań, przed samą sobą. Nie musisz bawić się w psychologa, wystarczy, że głębiej zastanowisz się nad odpowiedziami.

Czy pamiętasz jak było kiedyś?

Czy pamiętasz niezwykłe chwile razem, momenty, do których lubiłaś wracać w myślach czy rozmowach? Nie chodzi o codzienność, ale o te drobne chwile, które was łączyły. Jakich słów wtedy używaliście, co było w tej relacji takiego niezwykłego, jakich gestów mogłaś od niego oczekiwać a co sama ofiarowałaś… Nie mówimy o prezentach, a o drobnych uprzejmościach, chwaleniu, łapaniu się w złych momentach. Pamiętasz to?

Jak nazywałaś go kiedyś, kiedy się poznaliście?

Jak do niego mówiłaś, jak on mówił do Ciebie. Jak o nim myślałaś? Jak go nazywałaś w swoich marzeniach. Jakim tonem mówiłaś jego imię. Jak je zdrabniałaś. Co dodawałaś do jego imienia, niekoniecznie tego prawdziwego, tego imienia, którym o nim myślałaś. Jak wymawiałaś słowo „mój” lub inne, takie dla niego… Pamiętasz te słowa?

Jacy byliście dla siebie?

Byliście szaleni, szukaliście kłopotów? A może połączył was spokój, jakaś wspólna oaza. Pamiętasz jacy byliście dla siebie? Co razem robiliście? Jak spędzaliście czas? Co temu towarzyszyło? Jakie myśli? Jakie uczucia?

Pamiętasz początek nudy lub rutyny?

Czy umiesz odnaleźć początek kłopotów? Pierwsze zmiany? Pierwsze momenty, gdy z czegoś rezygnowaliście, z wygody, a może z innych powodów? Czy to były decyzje? Czy to były przypadki? Pomyśl o tym…

Te pytania powinny skłonić cię do refleksji. Znajdź chwilkę tylko dla siebie, otwórz sobie wino, lub zrób dobrą kawę i pomyśl o tym. Gdy będziesz potrafiła odpowiedzieć, możesz pomyśleć o tym jak wrócić do ognia, motylków, a przede wszystkim poczucia, że jesteś szczęśliwa. Mogę zaproponować Ci dwie metody, żadna nie jest sprawdzona w 100% , ale każda może zadziałać.

Metoda małych kroczków

Polega na budowaniu nowych małych nawyków, prostych gestów, które mogą przypomnieć Ci te lepsze czasy. Prosta zmiana – zamiast mówić do swojego faceta „stary” powiedz do niego „kochany” lub „mój” i obserwuj jego minę… Nic nie zauważyłaś? Sprawdź jeszcze raz, może użyj tonu z kiedyś? Poszukaj tych drobiazgów i wprowadzaj jeden po drugim. Spróbuj też pogadać ze swoim facetem o tym, żeby czasami np. powiedział do Ciebie inaczej niż zwykle, np. w formie przypomnienia. Niektóre mury jest bardzo trudno zburzyć, ale jeżeli jest miedzy wami jakaś nić porozumienia, tymi drobnymi zmianami możecie całkiem sporo naprawić.

To wszystko co przeczytałaś wcześniej umożliwi Ci zastanowienie się nad tym czego, co możesz metodą małych kroczków przywrócić lub ożywić między wami. Jak powoli zmienić rzeczywistość, aby cieszyć się nią a nie nudzić. To co nas otacza to drobiazgi, tysiące małych drobiazgów, słowa, chwile, wspólne jedzenie, dotyk… małe kroczki.

Metoda grubej krechy

To dużo trudniejsze do wykonania, wymaga przede wszystkim odwagi i dużej dozy szaleństwa. Jeżeli kiedyś byliście bardzo niegrzeczni, spróbuj wyciągnąć swojego faceta w jakieś nietypowe miejsce, zaplanuj wycieczkę, wyjazd… i tam próbuj sprowokować taką sytuację. Ubierz się jak kiedyś, nie zaklinaj jednak rzeczywistości… po prostu poszalej.

Wcześniej pogadaj z facetem, że chcesz to zrobić, niech to nie będzie totalna niespodzianka, ale też niczego szczegółowo nie planuj. Zaryzykuj… ryzyko czasami przynosi więcej odpowiedzi niż myślisz, nawet na pytania, które boisz się zadać. Ale jeżeli chcesz zerwać z nudą i rutyną, warto zaryzykować…

Specjalnie nie mówię o seksie. Seks bez was z kiedyś nadal będzie tym seksem, co teraz. Na szaleństwa trzeba zapracować… chcieć coś zmienić. Seks niech będzie efektem, a nie celem czy nagrodą. Nie koncentruj się na nim – chyba że jest jednym z narzędzi ;)

Wiem, że się rozpisałem, ale dodam jeszcze kilka słów o samych facetach. Może pomogą Ci zrozumieć to dlaczego czasami jesteśmy tacy jacy jesteśmy.

Wielu facetów ma problemy z okazywaniem uczuć. To taki wstyd przed byciem niemęskim. Słowa “kocham cię” to szczyt emocji… Facetowi może oczywiście w duszy grać, ale został wychowany na twardziela – i to jeden z głównych powodów, dlaczego wielu facetów nie rozumie, czego się od nich wymaga. Mówią „kocham” i tam wg nich jest ocean uczuć, a Ty oczekujesz więcej. Taki facet wymaga od Ciebie zrozumienia. Obserwuj go za to, zobacz co dla Ciebie robi i jak się zachowuje wobec Ciebie. Gesty mogą w tym wypadku powiedzieć więcej niż słowa…

Inny typ faceta to taki, który zwyczajnie nie potrafi okazywać uczuć, on się bardziej przywiązuje niż kocha. Przywiązuje do wygody. W takim związku może być szacunek, czujecie się bardziej jak rodzeństwo, możecie na siebie liczyć… ale tam nie ma ognia. Niestety taki typ faceta to facet specjalnej troski. Wymaga edukacji od podstaw, ale będzie krnąbrnym uczniem. Może z czasem załapie do czego służą kobiecie słowa…. Nie oczekuj jednak od niego postępów.

Jeszcze innym typem, są nadwrażliwi faceci. Oni zalewają Cię potokiem słów, opowiadają jak to czują, myślą, marzą… ale często wtłoczeni w format, który narzucił wam wasz związek, gasną. Tacy faceci wymagają z jednej strony niewielkiej zachęty, by zaczęli swój szczebiot, a z drugiej konkretnego złapania za jaja w przenośni i dosłownie, bo mogą za bardzo odlecieć…

I na koniec drobna rada dla wszystkich, którzy przetrwali ten potok słów – doceniaj wszystko, co przekracza „proszę” czy „dziękuję”. Doceniaj, ale nie nagradzaj. Odwdzięczaj się czymś podobnym. A gdy uda Ci się obudzić z letargu nudy, zadbajcie, jako sprytniejsze, aby już nigdy wasz facet nie zasnął i nie zmienił się znowu w niewrażliwą bryłę… inspiracji znajdziecie u nas wiele ;)

Komentarze20 komentarzy

  1. Moj mężczyzna jest całkowicie wyprany z uczuć , nie docenia kiedy go przytulam i nie widzi tego , a gdy tylko ja zwrócę mu o to uwagę odwraca kota ogonem i twierdzi że gdybym sie przytuliła na pewno by mnie nie odepchną .czuje się niezauważona w związku , jest milion rzeczy ważniejszych ode mnie , nawet seks juz tak nie cieszy . Czy to we mnie jest problem ?

    • A ja czuję sie zagubiona bo mój tez nie docenia mojej miłosci, przytuleń i zaintersowania.. nie zauważa tego, odpycha mnie, mowi ze nie ma ochoty, ani siły. To przez problemy z życia codziennego z rodziną, z pracą itd. A przez to nasz zawiązek wygasa. To takie błędne koło, ponieważ im bardziej on mnie odpycha tym bardziej ja staję się sfrustrowana, a atmosfera napięta i nieznośna, aa przez to on jest co raz bardziej zamknięty w sobie. Wydaje mi sie że to sytuacja bez wyjścia. Nie wiem juz co robić, jak żyć… rozmawiać z nim nie potrafię, nie dogadujemy się dobrze, bodczuwam duże napięcie, które nie pozwala mi odpocząć. On stał się oziębły, wygasły, o swoich uczuciach nie mówi wcale, o moje tez sie nie pyta. Ciągle milczy albo odwraca sytuacje i zaprzecza mi. Mówi ze gdybym mu okazała więcej miłosci to by to zauważył… a ja juz bardziej nie potrafię. Bo ileż można tulić zimną ścianę? zwala wine na mnie, że to przez to że za dużo myślę o tym, że dodaje lub wymyślam problemy.. Przykro mi bardzo. Bo ja chcę tylko aby było tak jak kiedyś. Mam co raz bardziej dość. Jesteśmy obydwoje bardzo zmęczeni tym co sie w związku dzieje… aa przed nami jeszcze tyle życia. Co robić?

      • Imagination .Czytają Twój tekst czuje jak by pisała go moja żona. Z tą małą różnicą że ona nie przyznaje się do tego że to też jej wina.

        • Kiedyś też tak narzekałam na swojego i pech chciał że trafiłam na moją babcie, która stwierdziła , że wina przeważnie leży po środku. I stwierdziła, że dopóki nie pogadasz od serca to będzie źle.
          Prosta sprawa bierzesz kartkę spisujesz ‘listę grzechów’ nie tylko jego ale swoje też i poproś go o to samo, wyznaczasz konkretny termin, napisze ok nie napisze jego problem. Bierzesz wino, piwo dla opornych bierzesz to co dany osobnik lubi daje Ci to trochę czasu zanim się ulotni, jak mu zależy to zostanie do końca – najprawdopodobniej na początek w jako takim spokoju dojdziecie do 2 może 3 punktu chyba, że jesteście bardzo spokojnymi ludźmi. I proponuje na zmianę obgadać wszystko.
          Eryk osobowość schizoidalna występuje ok. 0,75% populacji, więc mała szansa, że są to te dwie osoby

          • Dziewczyny, Michalina ma bardzo dużo racji – szczera rozmowa to podstawa w takich sytuacjach. Może nie uda się wam porozmawiać o wszystkim przy pierwszym podejściu, może będziecie potrzebować kilku prób i kilku butelek wina – ale warto. Tylko w ten sposób poznacie przyczynę i będziecie wiedzieć co tak naprawdę się dzieje.
            Przytulam wam wszystkie mocno ❤ Powodzenia!

  2. A czy jeżeli mam mega problem w małżeństwie w tym oto kierunku w ktrórym został poruszony przez Drwala post a nie mam ochoty nawet myśleć ani tym bardziej opowiadać komu kolwiek o tym bo czuje sie h… mam depresje i myśle że bez sensu w ogóle zaczynać temat bo nikt mnie nie rozumie i to i tak nic nie da i żyje z dnia na dzień nie wyprzedzając myślami dnia jutrzejszego to źle?? Musze się zebrać w kupę i napisać do Was Alicjo i Drwalu moją historię życiową jeżeli Wy nic mądrego mi nie poradzicie to chyba będę tkwić w tym stanie do końca mojego życia.. Pozdrawiam.

  3. A jest może któraś z Was w związku z mężczyzną nadwrażliwym (przedostatni akapit) ?

    Ja jestem, ale od niedawna i się zastanawiam jak na dłuższą metę wygląda życie z takim facetem ;) Chodzi mi o to, czy po jakimś czasie jego nadwrażliwość nie robi się męcząca i czy taki facet nadaje się do wspólnego życia pod kątem praktycznym (bo jednak załatwianie różnych spraw to też ważna kwestia). Zastanawiam się, czy nie jest przypadkiem tak, że jeśli pojawią się w życiu jakieś losowe, poważne problemy, taki facet się załamie, okaże się zbyt słaby, podda się…

    Droga Alicjo, drogi Drwalu, chętnie poczytam o właśnie nadwrażliwych mężczyznach i o tym, jak z nimi postępować. Mój niestety niektóre rzeczy strasznie bierze do siebie i jest pamiętliwy, co czasem mnie denerwuje

    • Droga Jot, byłam z nadwrazliwcem. Na początku było słodko, nawet w pewnym stopniu podobały mi się jego emocje, jednak po czasie stało się to bardzo irytujące, męczące… Pod koniec naszego związku schizowałam. Tak bardzo potrzebowałam mężczyzny, a miałam dolujace się przez wymyślone problemy, wiecznie naburmuszone i nieszczęśliwe dziecko. Mimo wszystko trzymam kciuki, na pewno życzę Ci cierpliwości. Być może nie potrafiłam odpowiednio podejść do swojego eks. Trzymaj się cieplutko.

    • Jot, spróbujemy napisać :) Mój Kochany Drwal też ma nadwrażliwe zapędy :)) na szczęście u niego przeplata się to z prawdziwą samczą brutalnością i twardym stąpaniem po ziemi, więc nie narzekam ;)
      Pamiętaj, że nie ma tak naprawdę recepty na szczęśliwy związek, jeśli ludzie do siebie nie pasują. Wspólne pasje, cele, podejście do miłości, seksu, rodziny, codzienności…. i taka czysta, wielopoziomowa chemia – na to popatrz przede wszystkim. Powodzenia ❤

  4. Kochani, … a może na początek spróbujcie małymi kroczkami: ja staram się codziennie “przyłapywać” mojego faceta na czymś fajnym, miłym, dobrym… i chwalę go… dziękuję, mówię, że jest wspinały…łechtam jego ego. Bo ludzie lubią być chwaleni, lubią czuć, że ktoś zauważa i docenia ich starania… zastanówcie się…Kiedy ostatnio powiedzieliście swojemu partnerowi coś miłego… nie jakieś tam rzucone w przestrzeń, bezosobowe …”kochanie”, a coś naprawdę skierowane tylko do tej drugiej osoby? Wystarczy przecież jeden komplement dziennie, by dzień stał się piękniejszy , przynajmniej ja tak mam… jedno rzucone przez mojego faceta z rana ” miłego dnia, kocurku…” powoduje, że idąc ulicą uśmiecham się do ludzi, a dzień faktycznie staje się miły…i to działa w obie strony.

  5. Znam to doskonale i nie jestem zadowolona z takiego stanu rzeczy. Codziennie rano gdy wychodzi do pracy szepczę “miłego dnia kochanie” na co nie dostaję żadnej odpowiedzi bądź suche “do później” – tylko buziaka – jednak przyjemniej byłoby usłyszeć “kochanie” z jego ust.
    Śmieję się, że raz na miesiąc (średnio) ma nagły przypływ uczuć; wtedy mnie przytula i całuje, tak zwyczajnie bez powodu. Cieszy mnie to i jednocześnie ogromnie dziwi, bo zazwyczaj się tak nie zachowuje. Nie jestem typem romantyczki i nie twierdzę, że potrzebuję non stop zapewnień o uczuciu i okazywaniu tego; byłoby fantastycznie gdyby to było takie naturalne a nie raz na miesiąc, któremu towarzyszy moje zdziwienie, zawsze.

  6. Jestem w związku z gigantycznym stażem – zaczęliśmy być razem już w szkole średniej. Mogłabym napisać chyba podręcznik wszystkich wzlotów i upadków jakie wspólnie zaliczyliśmy po drodze i jakim cudem dzięki temu nadal trwamy przy sobie.
    Zdarzyło się, że kolejny większy kryzys w okazywaniu uczuć zbiegł się w czasie z moją pierwszą ciążą. W dodatku mocno zagrożoną, trudną, wieczna nerwówka o stan małego w brzuchu i – nikomu nie życzę tego. To oczywiście odbija się na związku, trzeba mega siły, aby przy tak wielkim stresie mimo wszystko nie podupaść na duchu. Dostaliśmy przy okazji kompletny zakaz bliskości od lekarza, ban na seks totalny. Kryzys więc sobie trwał i gdybym nie zauważyła pewnie posypałoby się kompletnie.
    Tekst wpisu bardzo dobry :) dodałabym jeszcze, że trzymanie się razem w tym uczeniu się romantyzmu od nowa – to przede wszystkim gra małych kroczków, ale codziennych kroczków! I wiecie co? Po jakimś czasie świetnie wchodzi w krew :D
    Dziś jestem na kilka dni przed rozwiązaniem. Mąż pęka z dumy na myśl o małym i nie może się doczekać aż znów będzie mógł być ze mną jak z żoną w pełnym tego słowa znaczeniu ;) Opłaciło się mozolne kilka miesięcy pracy, małych kroczków, smsów, czułostek z mojej strony, aby przypomnieć mu o co chodzi w tym całym bałaganie. Teraz mam wyczekującego Drwala z kalendarzem w łapce liczącym dni do zakończenia połogu, kompletem seksownej bielizny dla młodej mamuśki w prezencie no i butelką na mleko – bo synuś najważniejszy :)

    Pozdrawiam!

    • Kaś, dziękuję za Twój komentarz – i trzymam kciuki. Za szczęśliwe rozwiązanie – i równie szczęśliwy powrót do sypialni ;)

  7. A ja sie czuje olana, tez slyszalam, ze wymyslam problemy, rozmowy nic nie daja bo z nim sie nie da rozmawiac, nie ma dla mnie czasu, czasem pojawi sie sms takie zwykle co tam jak do kolezanki. On odpuscil wiec i ja odpuscilam.

  8. Nawet na moje uśmiechnij się chociaż do dzieci odpowiada – po co ? Na każde pytanie odpowiada pytaniem lub zlosliwoscia. No ile razy można jako pierwsza wyciągać rękę ? Gdybym tylko miała się gdzie wyprowadzić. …

  9. Ja miałam inna historie. Mój były już facet był chyba wrazliwcem i jeszcze często niezdecydowanym. Na co dzień od dłuższego już czasu nie słyszałam od niego nic miłego. Na moje zaczepki i próby rozmowy odpowiadał nie mam czasu albo wcale nie odpowiadał. Często rozżalony z tekstem jestem do niczego. I pomimo mojego tłumaczenia że dla mnie jest dobry i ten jedyny sytuacja nie poprawiała się. Na moje miłe słowa z rana w SMS często po prostu nie odpowiadał. Ale czasem miał przypływ uczuć coś koło co 4-6 tyg. I wtedy mówił że mnie kocha i że jestem jego skarbem. Na co dzień zimny. Pytany o co chodzi odpowiedź o nic. Zaznaczam że na początku znajomości było aż nadmiar czułości i miłych słówek. Potem wiecznie nie Miał czasu itp. Tak więc rozstaliśmy sie, nie mogłam się z nim dogadać skoro nie chciał rozmawiać szczerze. A bez rozmowy nie da się rozwiązać żadnego problemu. On generalnie problemu nie widział. Twierdził że się czepiam a on przecież nie mial czasu. Ale ile można nie mieć czasu by napisać SMS? kilka godzin A nie kilka dni.

Napisz komentarz