Jedenaście minut

9

Chcemy wierzyć, że cały świat kręci się wokół seksu. Ludzie odchudzają się, kupują peruki, spędzają długie godziny u fryzjera lub na siłowni, wkładają obcisłe ubrania, by wzniecić u kogoś pożądanie. I co z tego? Kiedy dochodzi co do czego – jedenaście minut i po wszystkim. Żadnej inwencji, nic, co pomogłoby znaleźć się w siódmym niebie.

Paulo Coelho, Jedenaście minut

Nie wiem jak to się stało, ale skuszona Waszymi wiadomościami postanowiłam przypomnieć Wam tę całkiem głośną powieść ;)

Jedenaście minut

Mój pierwszy raz z Jedenastoma minutami miał miejsce, gdy byłam jeszcze młoda, niewinna i średnio zorientowana w literackim świecie, toteż irytujące mądrości Coelho nie napawały mnie rozdrażnieniem, a pikantne opisy perypetii Marii wywoływały kolejne rumieńce. Na szczęście ludzie się zmieniają, dorastają i w końcu załapują, że zdania typu „samotność to najgorsza udręka, najcięższa tortura” są tak samo odkrywcze jak „popijanie ogórków zimnym mlekiem może skończyć się biegunką”. Specjalnie dla Was schowałam jednak swoją awersję do naszego mędrca i po raz kolejny przebrnęłam przez historię pochodzącej z Brazylii dziewki, szukającej szczęścia w wielkim świecie. Zanim jednak przejdę do recenzji mam jedną kluczową uwagę: Wy, którzy książki Coelho uznaniem i czcią darzycie, czym prędzej zamknijcie okna przeglądarek – albowiem zaraz zmiażdżę go swym pięknym obcasikiem ;)

A zatem do dzieła!

O czym jest ta książka?

O kolejach losu – albo nawet o wykolejeniu – młodej dziewczyny z brazylijskiej prowincji, którą autor skonstruował w oparciu o najważniejsze archetypy filozofii starogreckiej, przeplecione latynoskimi mitami o niespełnionej miłości. Dobra, nabijam się. Portret psychologiczny Marii jest głęboki jak kałuże na podziemnych parkingach: jest młoda, piękna, niby korzysta z kasy napalonych na nią facetów, ale przy tym trzyma ich na dystans (helooooł – wierzycie w to, że jakiś podniecony dziad kupowałby jej prezenty za free? przez kilka lat? no właśnie). Przy tym lubi się masturbować, seks uprawia na zasadzie: a co mi tam, skoro płaci to rozłożę nogi – i oczywiście ma szalenie oryginalne postanowienie: nigdy się nie zakochać w mężczyźnie. O ile pamięć mnie nie zwodzi każde romansidło wykorzystuje ten chwyt, bo miernym autorom się wydaje, że naiwny lud – czyli my – potrzebuje chleba, igrzysk i łzawych harlequinów.

Wracając do wątku głównego – Maria zostaje „oszukana”, zostaje prostytutką i rozkłada nogi przez każdym, kto wspomoże ją w zbieraniu kasy na dom dla biednej matki. Doprawdy, szlachetne. Coelho próbuje jednak uszlachetnić ją za wszelką cenę, toteż na każdym kroku podkreśla, jaka to ona mądra, jak się doucza (czyta poradniki seksualne, a brzmi to jakby sięgała po Kanta w oryginale), jak klienci wolą z nią porozmawiać niż bzykać. O tym, czy się zakocha w którymś z nich czy nie – i czy wszystko skończy się happy endem – musicie doczytać sobie sami. Nie mam serca, by psuć Wam tak pyszną zabawę ;)

Co jest największą zaletą tej książki?

Umieściłam ten punkt po to, żeby nie wyjść na arogancką zołzę, która tylko wszystko krytykuje. Otóż: największą zaletą tej książki jest to, że można ją znaleźć za free w internetach ;) A zupełnie poważnie: największą zaletą jest stosunkowo mało „filozoficznych wstawek” – Coelho przynudza tu zdecydowanie rzadziej niż w Alchemikach i innych Pielgrzymach, choć oczywiście głębokich kwiatków nie brakuje.

Co jest jej największą wadą?

No właśnie te kwiatki, czyli filozofia na poziomie ameby.

Ci, którzy dotknęli mojej duszy, nie rozbudzili mojego ciała, ci natomiast, którzy dotknęli mojego ciała, nie poruszyli mojej duszy.

Daję ci w prezencie coś, co naprawdę należy do mnie. To wyraz szacunku wobec człowieka, który siedzi naprzeciw, sposób, by powiedzieć mu jakie to ważne, że jest blisko. Masz teraz malutką cząstkę mnie samej, cząstkę, którą podarowałam ci z własnej, nieprzymuszonej woli. [ej, ona dała mu PIÓRO – niezła cząstka siebie, nie?]

Gdy uczeń osiąga coś dzięki nauczycielowi, nauczyciel również czegoś się uczy.

Lepiej być nieszczęśliwą z bogatym mężem niż szczęśliwą z biednym.

Marzenia i rzeczywistość to dwie strefy trudne do pogodzenia.

Przez całe życie uważałam miłość za coś w rodzaju przyzwolonego niewolnictwa. To kłamstwo: nie istnieje miłość bez wolności i na odwrót. Tylko ten, kto czuje się wolny, kocha bezgranicznie. A ten, kto kocha bezgranicznie, czuje się wolny.

Tak. Popijanie ogórków zimnym mlekiem może skończyć się biegunką.

Ile jest seksu w Jedenastu minutach?

Całkiem sporo, choć oczywiście po Greyu nic nigdy nie będzie takie samo ;) Seksualne opisy zaczynamy mocnym akcentem, a więc masturbacją Marii, która nawet nie jest tak źle napisana ;) Nie nastawiajcie się jednak na wulgarne, dosadne rżnięcie – to raczej połączenie enigmatycznych metafor z językiem medycznym, a więc to samo, co regularnie fundują nam polscy autorzy. Pod koniec powieści pojawia się także wątek BDSM, który wkleję Wam na zachętę:

Wyzbyła się już resztek wstydu, bez cienia skrępowania demonstrowała, że jej się to podoba; zaczęła jęczeć, błagała, by dotknął jej łona. Powalił ją na łóżko. Gwałtownie – lecz z gwałtownością kontrolowaną – rozchylił jej nogi i przywiązał do obu stron łóżka. Ręce miała spięte kajdankami na plecach, nogi rozłożone, knebel na ustach. Kiedy w nią wejdzie? Czy nie widzi, że jest już gotowa, chce mu służyć, jest jego niewolnicą, jego własnością, że zrobi wszystko, czego tylko żąda […] Trzonkiem pejcza zaczął przyjemnie drażnić jej łono. Pocierał nim z góry na dół, a w chwili, gdy dotknął jej łechtaczki, całkiem się zatraciła. Nie wiedziała, jak długo to trwało, ale nagle miała orgazm, orgazm, do którego dziesiątki, setki mężczyzn od tak wielu miesięcy nie potrafiło jej doprowadzić. Eksplozja świateł. Maria poczuła, że zapada się w czarną otchłań w samej głębi duszy, gdzie ból i strach mieszają się z absolutną rozkoszą, zrywając wszystkie tamy i przekraczając wszystkie granice. Jęknęła, wydała okrzyk stłumiony przez knebel, prężyła się na łóżku, poczuła, że kajdanki wrzynają się w jej nadgarstki, skórzane rzemienie ranią kostki, krzyczała, jak nigdy dotąd, bo miała zakneblowane usta i nikt nie mógł jej usłyszeć. Tak właśnie wyglądał ból i rozkosz – trzonek pejcza, który coraz silniej uciskał łechtaczkę, a jej usta, łono, oczy, cała skóra, każda komórka jej ciała szczytowały.

Brzmi znajomo? Szczerze mówiąc wystarczy zmienić kilka wyrazów, dorzucić Wewnętrzną Boginię i świętego Barnabę – i oto mamy Anastazję Steele w pełnej okazałości. Może zatem warto przebrnąć przez powieść Coelho – choćby po to, by przekonać się, czy ten koleś drażni Was tak samo jak mnie? ;)

 

 

Komentarze9 komentarzy

  1. Jeśli chodzi o aspekt BDSM to ten krótki fragment odzwierciedla to lepiej niz cala Greyowa trylogia ;) myślę, że Ana rzuciłaby focha x100 gdyby Grey ja zakneblowal niz w momencie jak dostała konrektne lanie pasem, które swoją drogą w rzeczywistej relacji BDSM nie mialoby miejsca bez odpowiedniego przygotowania.

  2. Alicjo ciągle porównuje się wszystko do uroczego Greya 😊 ale mam coś lepszego…”w jego dłoniach” Martha Bleu naprawdę Grey się chowa😉😁😜 pozdrawiam

    • Alicja

      Frost moja droga, powiedz proszę co podoba Ci się w tej książce? Tak szczerze; bo może ja czegoś nie dostrzegam :))

      • Alicjo, podzielam Twoje zdanie na temat książek Coelho, irytują mnie, są naiwne, pseudomądrości dla małolatów. Natomiast dziwi mnie Twoja fascynacja tandetnym „Grey,em” :-)

  3. Ja za to gorąco polecam książkę pt. „Spóźnieni kochankowie” W.Whartona. pozwolę sobie wrzucić krótki opis:

    „Jack- amerykański biznesmen – porzuca świat interesów, aby na powrót odkryć swoje życie, malując ulice Paryża i żyjąc jak kloszard. Spotkanie z Mirabelle, niewidomą siedemdziesięcioletnią kobietą, odmienia całe jego życie. Związek, który się między nimi rodzi, okazuje się zaskakujący: potężny, niewinny, a jednocześnie głęboko erotyczny.
    To cudownie ciepła opowieść o miłości, która pokonuje wszelkie bariery, nawet barierę śmierci. Opowiadają o miłości i śmierci, ciemności i świetle, ważności pracy. Jeżeli ta piękna książka niesie z sobą jakiś morał, to brzmi on następująco: nikt nie jest tak ślepy, by pewnego dnia nie przejrzeć na oczy.”

    Pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter