Kiedy Kobieta pragnie Mężczyzny

4

Przyjedź po mnie jutro po pracy – powiedziałam – a Drwal tylko obojętnie przytaknął. Nie dopytywał po co, ani o której, zapewne zakładając, że potrzebuję jego pomocy w przestawieniu szafy, przykręceniu śruby albo zawieszeniu nowego obrazu. Moje biuro jest moim azylem, więc Drwal przywykł, że spędzam w nim znacznie więcej niż osiem czy dziewięć godzin i wyposażam je nie jak biuro, ale jak wygodny kobiecy salon – z kanapą, wielkim biurkiem i szafą kryjące różne skarby. W tej szafie mam swoją małą tajemną półkę – z zapasowymi pończochami, szpilkami, pasem do pończoch i… dużym zapasem żelu.

Gdy przyjechał, w biurowcu były pustki. Wszedł nieco zmęczony, może trochę zbyt wciągnięty w codzienność, pewnie trochę głodny i z pewnością nie w nastroju do żartów. Zapytał co ma właściwie zrobić, podkreślając, że im szybciej się uwiniemy, tym szybciej pojedziemy coś zjeść.

– Nie musimy nigdzie iść, zamówiłam sushi. Będzie za max 10 minut.
– I co, chcesz jeść tutaj?
zapytał z niedowierzaniem.
– A czemu nie? Przykręcisz mi te pięć małych ramek, a w międzyczasie zjemy kilka rolek. 

Drwal wzruszył ramionami. O b o j ę t n i e. A nie ma w związku gorszej emocji niż skrajnie obojętna obojętność. Obojętność, która wyłącza dostrzeganie detali, osłabia czujność i prowadzi prosto do zasadzki. Albo do katastrofy powolnego, bolesnego rozkładu.

Gdy przyjechało nasze sushi, Drwal z zapamiętaniem rysował coś na ścianie, zapewne punkty wskazujące gdzie ma wisieć każda z nowych ramek. Udawałam, że mnie to nie rusza, choć pięć minut wcześniej dyskretnie zmieniłam rajstopy na pończochy, a biurowe szpilki na te z mojej tajnej szafy. Postawiłam rolki, usiadłam na brzegu sofy i najbardziej wyzywającym gestem podniosłam brzeg swojej ołówkowej sukienki. Wiedziałam, że błyskam brzegiem pończoch – i wiedziałam, że on to widzi.

Co robisz, Alicjo? – zapytał zdenerwowany, jakby moje pończochy były bronią wymierzoną w jego pracę.
Jem suhi – rzuciłam od niechcenia.
Nie pytam o sushi tylko o to, dlaczego tak siedzisz.
– Bo mogę.

Patrzył na mnie przez chwilę, zanim podszedł do mnie i powoli usiadł na kanapie. Potem znowu patrzył chwilę w milczeniu, rozpiął pasek, opuścił lekko spodnie i osunął się tak, bym mogła podziwiać, jak wciąż na niego działam. Uklękłam więc zanim zdążył cokolwiek powiedzieć i zaczęłam go niespiesznie lizać, patrząc mu w oczy najbardziej wyzywającym spojrzeniem. Wiedziałam, że budzę w nim demony. Wiedziałam, co za chwilę się stanie. Gdy złapał mnie za włosy i całą siłą nadział na swojego nabrzmiałego kutasa, czułam jak zaczynam się dusić. Ssałam, lizałam i próbowałam złapać choć urywany oddech, a on przytrzymał mnie władczo, a potem podniósł, rzucił na sofę i ułożył tak, że leżałam wypięta na brzuchu. Dopiero teraz zauważył sukienkę. Dopiero teraz przejechał dłonią po wyzywających szpilkach. Wciąż czułam w ustach smak jego skóry, gdy rozsuwał mi zamek sukienki i zmuszając do większego wypięcia wsunął język w moją mokrą cipkę. Lizał szybko, gwałtownie, agresywnie, sięgając od łechtaczki do tyłka, a gdy widział, jak blisko jestem – wbił we mnie swojego kutasa.

Po co było to sushi, Maleńka? Przecież wiesz, że wolę jeść ciebie… – wbijał we mnie rytmicznie kutasa, jakby chciał mnie nagrodzić i ukarać. Jakby w tym gwałtownym obrazie miał zamknąć całą dzikość i namiętność, jaka kiedykolwiek płynęła w naszych żyłach. Chwila, dwie, trzy… a może cała wieczność… i w następnym świadomym obrazie siedzieliśmy mokrzy na podłodze i leniwie sięgaliśmy po rolki.

Pytacie mnie często co zrobić, gdy rutyna wkrada się do drzwi. Gdy seks przestaje nas kręcić, a facet wydaje się nam… zwykły. I jedyne, co mogę wam powiedzieć, to to że każdy ma takie dni. Że każdy ma wątpliwości, czy to co było kiedyś żarem zmieniło się w obojętność. Że każdy stoi przed wyborem czy rozpalać czy gasić ten płomień, czy wzniecać nowe iskry, czy dać wygasnąć tym ostatnim. I tylko od Ciebie zależy, czy poddasz się tej beznadziei, czy spojrzysz na Niego jak na cud, jak na Tego, którego przecież wybrałaś, jak na Miłość i życie bez granic, do granic tego, gdzie jesteście nieśmiertelni – i w zwykły beznamiętny dzień zafundujesz mu niezwykłe sushi.

Ps. Jeśli ołówkowa sukienka, to tylko z zamkiem z tyłu.

Ps 2. Kładzenie wasabi na łechtaczkę to jest bardzo niedobry pomysł ;)

 

Avatar

Komentarze4 komentarze

  1. Avatar

    Tak, bezfartuszki żyją A Wasza długa nieobecność była co najmniej nietaktem wobec zaangażowanych w czytanie bloga😉

Napisz komentarz