Kochać się czy rżnąć?

34

Kochanie kojarzy się zwykle z czymś miękkim, powolnym, czasem też pozbawionym namiętności i naznaczonym rutyną. O wiele łatwiej wyobrazić sobie kobietę mówiącą: „kiedy ostatnio kochałam się mężem, zastanawiałam się, czy nasze ściany wymagają szpachlowania, czy mogę je od razu pomalować farbą…” niż kobietę zaczynającą to zdanie od: „rżnęliśmy się tak, że zaczęłam myśleć o ścianach…”. Chyba, że wspomniana pani myślała o tym, że ściany zaczynają pękać ;)

Jak więc jest z tymi nazwami? Czy jedna jest lepsza od drugiej? I co się z tym wiąże lepiej jest kochać się czy rżnąć?

Kochać się czy rżnąć?

RŻNĄĆ

… gdy po prostu potrzebujecie dewastacji. Celowo zaczęłam od tego słowa, bo wzbudza o wiele więcej emocji, choć jego zakres znaczeniowy jest szczerze mówiąc dość ubogi ;) Mówiąc rżnąć mam na myśli dobrowolny seks, więc nie szukajcie tu podtekstów o przemocy, upokarzaniu czy wykorzystywaniu kogokolwiek – my z założenia mówimy o seksie świadomym.

Nie ma co bawić się w pruderię – rżnięcie może być ekscytujące i często jest wręcz potrzebne. Dobry seks na zgodę, a więc taki wynikający z potężnych emocji, jest niemal zawsze takim rżnięciem – i nie ma w tym nic złego. Gdy ja i mój Drwal nie możemy dojść do porozumienia, wszystko nas wkurza, szarpiemy się o najmniejszy drobiazg, ja mam humorki, a on nie daje za wygraną – rzucamy sobie zwierzęce, pełne wściekłości spojrzenie, a po kilku sekundach… zrywamy z siebie ubrania. Zrywamy, a nie zdejmujemy. Widzieliście może film Pan i Pani Smith? Pod koniec mamy tam scenę, w której John i Jane tłuką się do krwi, a potem, tacy zmordowani, nabuzowani i trochę uszkodzeni dosłownie rzucają się na siebie. I tak właśnie czasem wygląda nasz seks ;) Często jest nawet tak, że gdy wycieńczeni lądujemy w łóżku, dochodzi do nas, że coś nas piecze, boli lub jest lekko pokrwawione. Bez paniki – nie robimy sobie poważniejszej krzywdy, po prostu uwielbiamy się… skrajnie. Znacie powiedzenie „make love, not war”? ja zrozumiałam jego sens dopiero przy Drwalu ;)

Czasem rżnięcie jest efektem tego, że On się ze mną drażni. Doprowadza mnie do granicy orgazmu swoim językiem i czując, że moja łechtaczka za chwilę eksploduje pod jego językiem… przerywa. Drwal jest mistrzem doprowadzania mnie do takiego obłędu. Rozpala mnie i przerywa zabawę. Masuje moje ciało i celowo omija spragnioną dotyku cipkę. Wchodzi we mnie powoli i gdy potrzebuję mocnego pchnięcia, zwyczajnie zwalnia do minimum. Robi to w pełni świadomie, uśmiechając się przy tym z tym diabelskim błyskiem w oku… – i właśnie wtedy pękam i proszę, by mnie wreszcie zerżnął – albo zerżnę się sama wykorzystując tylko jego sprzęt ;)

KOCHAĆ

… zawsze. My nawet, gdy się rżniemy, to się kochamy – bo w tym wszystkim zawsze jest Miłość. Mogę być dociskana do ściany, a i tak czuję, że jestem kobietą jego życia. Mogę przed nim klęczeć z toporkiem wepchniętym do samych migdałków, a w jego oczach, obok dzikiej pasji, widzę zachwyt zakochanego chłopaka. Mogę czuć słony smak krwi, gdy rzucamy się na siebie i wysysamy swoje usta, a i tak wiem, że jesteśmy opętani Miłością.

Zawsze, od samego początku rozmawialiśmy dużo o seksie. O swoich potrzebach, o tym co nas nakręca, o tym jak bardzo siebie pragniemy. O naszych fantazjach, o mojej nowej bieliźnie, o jego seksownym tyłku. I zwykle używaliśmy wtedy słowa kochać, nie rżnąć. Rżnięcie to takie słowo chwili, gdy wszystko inne wydaje się nie dość mocne, a kochanie… jest takie intymne i nasze. I mieści się w tym wszystko – i brutalna gra wstępna, i namiętny rimming, i waniliowy seks. I choć lubimy nakręcać się pikantnymi szeptami, to gdzieś z tyłu głowy oboje wiemy, że to właśnie jest Miłość – tyle, że czasem szorstka, konkretna i wyuzdana. Czyli w sumie taka jak my ;)

A jaki jest wasz słownik? Wolicie się kochać czy… rżnąć?

Komentarze34 komentarze

  1. Zaczyna sie kochaniem i staram sie bardzo,ale jednak konczy sie slowami” zerznij mnie”… No coz,uwielbiam ten jego blysk w oku kiedy slyszy te slowa. Kochamy sie rznac i rzniemy sie kochajac. We wszystkim co robi jest milosc,tylko w tej drugiej opcji bardziej agresywna:)
    Pozdrawiamy was i uwielbiamy was czytac razem z przyszlym mezem;)

  2. Uwielbiam waszego bloga. Czytam to i widzę mój związek. Ciekawiło mnie właśnie wasze podejście do słów „seks” a „kochanie”, bo jest znaczna różnica. I po przeczytaniu tego widzę Alicjo, że masz bardzo podobne zdanie. Ja uwielbiam się „kochać”. Zamykam oczy i czuje wszędzie mojego mężczyznę. Fizycznie i duchowo. I gdy to sobie uświadamiam już podczas (jak bardzo go kocham) mam odczucia, których nigdy nie miałam z innymi partnerami. Wtedy się kochamy. Ale żeby nie było za kolorowo są też momenty kiedy ON doprowadza mnie do szału. Naprawdę mam ochotę go zastrzelić. Drażnimy się wzajemnie. Świadomie. Ale późniejszy seks.. (chociaż osobiście nie jestem za tym, aby się tak godzić w poważniejszych kłótniach, bo temat w obu głowach pozostanie, a sami już o tym nie porozmawiacie po tak świetnym „zbliżeniu” (kolejne określenie, które uwielbiam)). Suma sumarum uwielbiam czytać wasze wpisy, bo w pewien sposób się z wami utożsamiam. Oboje z moim facetem uwielbiamy się kochać i gotować (jezu dwie najprzyjemniejsze rzeczy na świecie, seks oraz jedzenie – spróbujcie pieścić się, najpierw jedno potem drugie, podczas gdy druga osoba je swoje ulubione lody.. ). Mniejsza z tym.
    Chciałam wam przekazać, że coraz częściej zastanawiam się, czy nie zacząć pisać bloga. Zainspirowaliście mnie.

  3. Uwielbiam Was czytać oraz komentarze pod każdym Waszym artykułem. Zazdroszczę wszystkim szczęściarzom. Mega zazdroszczę. Nie należę niestety do grona osób które mogą się pochwalić takimi rzeczami. Nie mówię że wcale ale… no cóż cześć z Was wie jak to jest chcieć więcej a nie dostać. Pozdrawiam serdecznie i do następnego razu. ;-)

    • „no cóż cześć z Was wie jak to jest chcieć więcej a nie dostać. ”

      I to niestety działa w dwie strony. Później się pojawiają braki w seksie, później te braki przeradzają się w miesiące… a koniec jest wiadomy.

  4. Pozazdrościć relacji bo u mnie jakie kolwiek rozmowy o seksie kończyły sie słowami po ślubie jeśli chodzi o pewne tematy które mnie kręcą. Po rozstaniu było pare spotkań ale ostatnie było najlepsze pomimo tego że i tak nie było tego czego oczekiwałem ale było rżnięcie dość ostro ale co z tego jak ostatnie. Relacje się popsuły a pozostaje jedno tylko słowo które dzwoni w mojej głowie-******;-)(

      • Chodzi o to, że wszystko jest między nami super. Bajka po prostu. Jedyne na co możemy narzekać to właśnie ta jedna kwestia…

        • To dziwna rada ale sprawdzona – nie spiesz się i nie myśl tyle o tym, samo przyjdzie. Miałam taki sam problem z moim orgazmem. Rozmawiałam o tym z moim „Drwalem” i nie potrafiłam mu powiedzieć czemu tak naprawdę go niema, bo sama nie wiedziałam. Seks cudowny, żadne się nie wstydzi swojego ciała, dogadujemy się idealnie , ale cóż moja głowa myślała „orgazm, orgazm,orgazm” i też się zastanawiałam co jest ze mną nie tak. Mój pierwszy orgazm po pół roku czekania na niego był wyjątkowy, i tak intensywny że nigdy tego nie zapomnę jak i uśmiechu i zadowolenia mojego „Drwala” że to cała jego zasługa ;) a teraz wystarczy jego dotyk……z ty akurat nie wolno się spieszyć ;) Pozdrawiam :)

  5. Coż…fajny temat ( jak zawsze)..pamiętam jak mojemu ex powiedziałam w pewnym momencie, że chcę być dobrze zerżnięta;-). Gośc odpadł. Powiedział mi potem że właśnie w tej chwili był pewny, że się zakochał..;-) Z obecnym facetem mam wszystko…dla mnie to dziwne…bo nie planowałam wchodzić w bliższe relacje.Rzucamy się na siebie dosłownie..Zaczynamy się rżnąć..a on nagle patrzy mi głęboko w oczy..i kurczę…. Hm….:-):-)

  6. U mnie to wygląda chyba przeciętnie ,znaczy się normalnie- ale to mój punkt widzenia, tak mnie się wydaje, kiedy ja mam ochotę na rżniecie mówię wprost „zerżnij mnie porządnie” i mój „Drwal” to ucznia, a kiedy mówię że dziś chciałabym tak powoli i delikatnie i leniwie i z mnóstwem świeczek i szampana i pieszczot , też to on uczyni…i tak samo jest w drugą strone kiedy mój mężczyzna mówi ze dziś chce bym byla wyuzdana damą to jestem ,a kiedy mówi że dzis chce się kochać i przytulać tak też jest , ale wiecie co jest w tym najfajniejsze ze oboje lubimy i potrzebujemy rżniecia i kochania się i tych czasem ostrych słów i czasem świeczek nastrojowych i mimo że dzieli nas 13 lat mamy równowage…i każdemu jej życzę :)
    PS: na Waszego bloga trafiłam dzięki mojemu „Drwalowi” , lubie was czytać, pozdrawiam ze Starachowic :)

  7. Zdecydowanie rżnąć. I wiecie co, zdecydowanie wolę swoją kobietę w takim własnie wydaniu perwersyjną wulgarną poprostu su… Ale żeby nie było też jest miejsce na kochanie

  8. U nas najczęściej pada słowo- grzmocić :-) jest seksowne i urocze za razem.. co będę pisać- noc jeszcze młoda! Dzięki Alicja, że jesteś- piszesz i inspirujesz

  9. Uwielbiam rżnąć się że swoim mężczyzną. Czasem „planujemy” sié kochać i nic z tego nie wychodzibo przeważnie zanim mnie posiądzie błagam już wręcz żeby mnie w końcu zerżnął, dopiero po takim dzikim zbiżeniu przez resztę nocy możemy się spokojnie i namiętnie kochać. Pozdrawiam serdecznie

  10. Uwielbiam Was czytać. Ostatnio do czytania zagonilam swojego męża i bardzo mu się podoba Wasz blog. Nasycamy się kazdym Waszym słowem a potem przerabiamy je w sypialni.

  11. U mnie to zależy od nastroju, sytuacji i humoru mojego faceta, ale jeśli już jest to drugie to iskry lecą! I najważniejsze, że podoba się to nam bardzo. I jemu, i mnie.

  12. Ohh Alicjo i Drwalu inspirujecie mnie ! Byłam w związku z mężczyzną 8 lat, rozstaliśmy się, każde poszło w swoją stronę. Teraz jestem z cudownym facetem, który wystarczy że na mnie popatrzy a ja mam mokro wszędzie hihi, ostatnio daliśmy się ponieść emocjom w samochodzie na tylnim siedzeniu i stwierdzam że wole być wyrafinowana niegrzeczna kotką niż kochaniutkim aniołkiem, pozdrawiam Was serdecznie , wasza wierna fanka

  13. W moim przypadku też tak było. Najpierw zaczynaliśmy się kochać a na końcu i tak się kończyło ostrym rżnieciem i zadrapaniami. Niestety od niedawna jestem w celibacie. Ale takie życie. Nawet jeżeli facet jest genialny w łóżku nie zawsze jest też dobry w ogólnym życiu.

    P.S. Uwielbiam waszego bloga i wielokrotnie korzystałam z waszych wpisów :D

  14. „Make love, not war” – jedno i drugie miewa czasem wspólny mianownik – bywa i tak, że nie bierze się jeńców… ;)

  15. Alicjo!:)

    czy jest jakiś sposób na ból cipki, po ostrym seksie, coś na otarcia, pęknięcia?
    mój mężczyzna jest dość duży, a gdy kochamy się dwa razy w ciągu dnia odczuwam później ból i dyskomort…

    prosze o rade:)

    • Jeżeli nie jesteś uczulona na aloes to polecam żel aloesowy, najlepiej taki z dobrym składem i aloesem na pierwszym miejscu. Na mnie działa rewelacyjnie po takim ostrym seksie.

    • Ja polecam olej kokosowy. Najlepiej nierafinowany i tłoczony na zimno. Używam go też czasem zamiast żelu przed seksem. Pięknie pachnie, o ile lubisz kokos, i leczy w mig!

  16. Czytuje Was namietnie u lzy mi w oczach staja, kiedy uswiadamiam sobie, ze u mnie tez tak bylo, ale od poltora roku wszystko sie sypie. Maz dwa miesiace po slubie przestal sie mna interesowac tak, jak wczesniej. Silownia stala sie jego wszystkim, czuje, ze jest ona dla niego wazniejsza ode mnie, gram drugiw skrzypce. Seks? Owszem, wtedy, kiedy on ma ochote, a ja albo dla swietego spokoju „odbebniam” swoja role, zeby ominac awanture, albo awanturujemy sie, bo jestem egoistka i co sie ze mna dzieje. Rozmawialismy o tym wiele razy, ale efektu, takiego dlugotrwalego nie ma. Przez tydzien jest ok, mam wrazenie, ze wrecz na sile sie za mnie bierze codziennie, a potem oboje mamy niesmak. Odmawiam. On mi tez. Bo nie ma w tym juz uczucia, jest tylko mechaniczne dzialanie. Wieczorem, kiedy go nie ma jeszcze w domu, patrze na siebie w lustrze i plakac mi sie chce, bo wygladam tak samo, jestem zadbana, zawsze ladnie ubrana, pachnaca i nawet, jak wracam po 10 godzinach pracy do domu, to staram sie byc najlepsza wersja siebie. A on odwraca sie na drugi bok i tyle. I ciagle.przeprasza, obiecuje, ze bedzie lepiej… Koszmar.

      • Jesli i Ty Alicjo widzisz to ze swohej strony jak jak… Coz, musi to byc prawda i prawda jest…. Tylko jak tu cos zdzialac, jak on nie chce :(( i probowalam milion razy i za kazdym razem to samo :(

  17. Ja, tam uwielbiam się rżnąć. Tak, ostro i do utraty zmysłów. Ale, zawsze po pieszczotach i po jednym jej orgaźmie – szczególnie oralnym.

  18. Tak. Racja. Czy rżnięcie czy kochanie to MIŁOŚĆ. Uwielbiamy seks oboje z partnerem. Przybiera różne formy. Raz jest delikatny, raz ostry, namiętny. Upajam się nim, upajam się moim partnerem. Chociaż może upijam. Seks jest podstawą udanego związku, rozmowa, szacunek, zaufanie. Gdyby nie to zaufanie nie byłoby takiego seksu, nie pozwoliłabym Jemu na wiele rzeczy. Tak cudownych rzeczy, które poznaję mając lat 40.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter