Kto bawi się jak mężczyzna, płaci jak mężczyzna

3

Mieszkanie na Wyspach ma co najmniej jedną istotną zaletę – deszcz pada tu tak często i melancholijnie, że pogoda idealna na seriale trwa tu niemal cały rok. I to chyba właśnie ta pogoda sprawiła, że wreszcie znaleźliśmy z Drwalem czas na to, by rozsmakować się w połykaniu całych sezonów – pospiesznie, lubieżnie i łapczywie, czyli dokładnie tak, jak lubimy to robić najbardziej.

Oglądanie filmów z Drwalem to od zawsze jedna z moich grzesznych przyjemności – i tak jak inne grzeszne przyjemności tak i ta ma swój cały ceremoniał. Najpierw rozkładamy naszą wielką sofę (w końcu trzeba zachować jakieś pozory, że nie chodzi o seks), potem On przynosi butelkę wina, potem zaciska swoją dłoń na szyjce butelki, a mi ten ruch – zupełnie niepotrzebnie – przywodzi na myśl kadry, gdy zaciskał tak dłoń na swoim… toporku. Resztką silnej woli próbuję się otrząsnąć z tych wizji i razem próbujemy wybrać serial albo film. Jeśli nam dobrze pójdzie to usiądziemy na tyle daleko od siebie, że damy radę obejrzeć co najmniej pierwsze pół godziny. Jeśli jednak On położy się tuż za moimi plecami i przypadkiem poczuję jego język tuż za uchem, to dobrze wiemy, że już jest po seansie.

Zdarzył się nam jednak taki wieczór, gdy pomimo niespiesznej, łyżeczkowej miłości, zdołaliśmy wyłapać kilka wątków lecącego serialu i nawet nabraliśmy ochoty, by obejrzeć kolejne odcinki. A może ja nabrałam, a Drwal po prostu nie mógł mi odmówić? Serialem tym był pierwszy sezon „True Detective” (na HBO znajdziecie pod tytułem „Detektyw”), w którym gra cudowny Matthew McConaughey i jeszcze cudowniejszy Woody Harrelson. Ten pierwszy kojarzył mi się dotąd z mało ambitnymi rolami etatowych lovelasów, ten drugi – z sentymentalnym dla nas filmem „Urodzeni mordercy”. Tu jednak zaskoczyli nas bardzo na plus, o czym postaram się napisać według znanego do tej pory klucza:

WHITE RVBBIT - koronkowa bielizna, pasy do pończoch, sukienki

Dlaczego lubię ten film?

Dlatego, że opowiada o Mężczyznach. O ich potrzebie walki, pragnieniach, obłędach, grzechach i lękach. Szczerze mówiąc choć obejrzałam z Drwalem cały sezon, to nie za bardzo pamiętam o co chodziło w głównym wątku z zabójstwami – tę część, choć stanowiącą trzon historii, bez wyrzutów sumienia poświęcałam na małe przyjemności ;) Wiem, że kryminalne zagadki mają swoich zwolenników, a w sieci znajdziecie wiele rozbudowanych tekstów poświęconych doświadczeniom grozy, docierania do pierwotnych lęków i intymnej grozy przed śmiercią – ale ponieważ nie da się jednocześnie oddawać lizaniu i świadomie rejestrować całkiem wartką akcję, odpuściłam te partie bez żalu, koncentrując się na samych bohaterach. I właśnie te wątki – dotyczące Rusta i Martina – polecam wam, drogie Panie, najbardziej.

Kto sie bawi jak mezczyzna placi jak mezczyzna

Zacznę jednak od początku. Akcja serialu „Detektyw” rozgrywa się w Luizjanie, gdzie dwaj byli detektywi – Rust Cohle oraz Marty Hart próbują rozwikłać tajemnicę rytualnego mordu. Choć jednak ich świat jest światem katastrofy i rozkładu, a kolejne karty zbrodni mogą naprawdę fascynować, dla nas – tak jak uprzedzałam – najważniejsze będzie to, co dzieje się niejako przy okazji: historia szorstkiej przyjaźni pomiędzy głównymi bohaterami. Rust i Marty są jak ogień i woda. Rust (w tej roli Matthew McConaughey) jest wycofany, introwertyczny, cyniczny i nieco… mistyczny? Mówi jakby był filozofem, a przy tym doskonale wie jakie używki (te legalne i nie) zagłuszą w nim uczucie pustki. Jego przeciwieństwem jest Marty (Woody Harrelson) – typowy znudzony gliniarz, który choć kocha rodzinę to wielbi miękkość obcych, młodych pośladków. Nie chcę wam psuć zabawy, ani nadmiernie spojlerować, dlatego opowiem jedynie o 3 scenach, które lubię najbardziej:

1. Umyj się. Pachniesz cipką

Tę błyskotliwą kwestię mówi Rust do Marty’ego, gdy ten drugi przychodzi po nocy spędzonej z nową panną. Rust doskonale wie, że Marty ma żonę, dlatego w dalszych zdaniach rozmowy wprost mu dogryza pytaniem, czy to żona mu tak dogodziła, a cały dialog kończy się lekką szarpaniną. Ta krótka scena pokazuje nie tylko temperament i charakter obu panów (i facetów w ogóle), ale też wiele mówi o tym, jak bezpośrednie i konkretne ostrzeżenia padają gdzieś na tyłach męskiej szatni. I jak wiele życiowych kłopotów można by zaoszczędzić, gdyby każde z tych ostrzeżeń w porę docierało do mózgu.

2. Kto bawi się jak mężczyzna, płaci jak mężczyzna

Choć to zdanie wypowiada Marty do chłopaka swojej nastoletniej córki, to dla mnie jest to zdanie mówiące o jego rodzinie. Marty niewiele sobie robił z przysięgi wierności i choć zdawał sobie sprawę, jak wielkim jest szczęściarzem, to nie potrafił zrezygnować z kolejnych „znajomości”. Szczerze mówiąc lubię jego sceny. Nie dlatego, że podoba mi się Woody Harrelson wpatrzony w tyłek swojej młodej dziewczyny albo podekscytowany tym, że jej następczyni kusi go seksem analnym. Lubię te sceny, bo reżyser przynajmniej próbuje odpowiedzieć nam na pytanie: dlaczego tak się dzieje. Dlaczego facet posiadający piękną żonę ugania się za małolatami i ryzykuje wszystkim, co ma. Dlaczego jego kumpel najpierw go ostrzega, a potem wygłasza monologi, po których sami za bardzo nie wiemy, czy go potępia, czy może trochę mu po prostu zazdrości. Bardzo chciałabym wam zdradzić jeszcze więcej, ale nie chcę psuć wam zabawy – w końcu nie po to Woody się tak starał, byście teraz o tym tylko czytali ;)

3. Chciałam sprawdzić, czy jeszcze potrafię

W tej scenie pewna kobieta przychodzi do Rusta po to, by go uwieść. On jest taki jak zawsze – wycofany, chyba nawet czymś zamroczony, pogrążony we własnym świecie. Ona przychodzi, próbuje się zbliżyć, całuje go coraz odważniej, nie ukrywając nawet swoich zamiarów. W końcu on się temu poddaje, gwałtownie ją obraca, zsuwa majtki, opiera o blat i w szybkim, brutalnym akcie, daje jej to, o co tak prosiła.

Choć ta scena ma głębszy wymiar niż może się wydawać i widziana w pełnej fabule jest – moim zdaniem – bardzo przygnębiająca, to sam obrazek jest mi bardzo bliski.

Ja też kiedyś przyszłam do Drwala, choć może nie tak dosłownie i bez dwójki dzieci w tle. Przyszłam, doskonale wiedząc, że stoi przede mną skrajnie introwertyczny facet, który ma w sobie jakąś tajemnicę, prowadzącą go czasem do obłędu. Wiedziałam, że jest wycofany, że nie obchodzi go brylowanie w tłumie, że jest błyskotliwy w taki sposób, który zaciekawia i trochę przeraża. Przyszłam, choć zdawałam sobie sprawę, że igranie z nim to igranie z ogniem i że jeśli raz go otworzę, jeśli uda mi się dotrzeć wprost do środka, to mogę się już nie uwolnić. Scena z Rustem mi to wszystko przypomniała. Zdejmowanie warstw i czekanie na to, co dalej. Gwałtowne uniesienie i te iskry, które czułam w sobie wszędzie.

Szkoda tylko, że Rust trafił na bardziej wyrachowaną niewiastę i w przeciwieństwie do nas nie skończył wieczoru (lub życia!) zmysłowym, dogłębnym happy endem ;)

Ile seksu jest w tym filmie?

Odpowiem tym razem krótko: choć to nie jest typowy film o seksie, to nie będziecie raczej zawiedzeni. W końcu prawdziwy seks to nie tylko ciała, ale też słowa, słowa, słowa. Prawda?

 

Avatar

Komentarze3 komentarze

  1. Avatar

    „Pachniesz cipką”, pamiętam ten tekst. Tak bardzo chciałabym, żeby on kiedyś pachniał moją cipką…Napiszcie coś o związkach na odległość tych, które istnieją tylko wirtualnie. Trwają czasem latami, są drugim życiem i cudownym dopełnieniem.

Napisz komentarz