Kusząc bestię

5

Krzyknęła, gdy polizał jej skórę jeszcze raz. Nie mogła uwierzyć w to uczucie. Jak szorstki aksamit, tylko lepsze. Ostry skurcz potrzeby przetoczył się przez jej łono, zaciskające się mięśnie pochwy sprawiły, że załkała z podniecenia. Co to było? Dlaczego czuł się tak wspaniale? Przecież jej szyja nigdy wcześniej nie była strefą erogenną. (…)

Przesunął ustami po jej szyi, wzdłuż obojczyka. Spijał ją, lizał, tworząc ścieżkę do łódkowego dekoltu bluzki i wzniesienia pulsujących piersi. Merinus płonęła żywcem, a jej sutki stwardniały jeszcze mocniej. Sterczały pod delikatnym materiałem – twarde, desperacko czekające na ciepło ust.

Lora Leigh, Kusząc bestię

To będzie prawdopodobnie najkrótsza recenzja książki w historii tego bloga. Zanim jednak ocenicie mój zapał twórczy, śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż moje Drogie i moi Drodzy. Obiecałam wam kiedyś, że znajdę książkę idealną do pobudzania zmysłów czy też do zawieszenia wzroku podczas niegrzecznych zabaw z samym sobą… Tak, dobrze czytacie – chodzi właśnie o małą, przyjemnie grzeszną masturbację ;) I właśnie taką książkę znalazłam! – z waszą mailową pomocą oczywiście. A teraz opowiem wam o niej zgodnie z naszym zwykłym planem:

Kusząc bestię

O czym jest ta książka?

Szczerze? To zupełnie nieistotne. Wątek główny jest tak bzdurny i słabo rozwinięty, że w zasadzie nie ma sensu liczyć na jakąkolwiek fabułę. Zamysł miał być taki: młoda, piękna, zbuntowana dziennikarka (Merinus) chce przeprowadzić wywiad z tajemniczym Callanem, który jest skrzyżowaniem człowieka z lwem. Spokojnie, nie chodzi o jakiegoś totalnego mutanta, ot w wyniku nielegalnych eksperymentów DNA bohatera zostało wzmocnione kodem genetycznym lwa. Callan wygląda więc jak typowy, szalenie pociągający facet, w którym od czasu do czasu budzi się erotyczne zwierzę.

Jak pewnie zauważyliście sam pomysł nie był zły, można było złożyć na tym sagę podobną do Zmierzchu, sprzedać prawa do ekranizacji za grube miliony i cieszyć się ze stworzenia drugiego Edwarda Cullena. Autorka wybrała jednak drogę na skróty i skoncentrowała się… wyłącznie na seksie. Myślę, że 95% całej treści stanowią długie, szczegółowo opisane sceny seksu klasycznego, oralnego, analnego… na jaki tylko mielibyście ochotę ;)

Co jest największą zaletą tej książki?

Powiedzmy to sobie wprost: nie traktuję tej książki jako powieści, tylko jako zlepek pobudzających scen, dzięki którym być może choć jedna z was ułatwi sobie… odprężenie. Największą zaletą będzie więc dosadny, soczysty, wulgarny język, który w zestawieniu z dobrym wibratorem czy też masażerem cipki, może stanowić mieszankę wybuchową. Lora Leigh ma niewątpliwy talent do pochylania się nad każdym seksualnym szczególikiem – każdą nabrzmiałą żyłą, każdym jękiem, każdym pociągnięciem języka. Seks analny w jej wykonaniu zajął dwa pełne rozdziały – od kompleksowego przygotowania tyłka, przez dwie zmiany pozycji, aż po wybuchowy finał i mycie ciała Merinus. Jeśli więc niekoniecznie zależy wam na fabule, a poszukujecie czasem pikantnych bodźców do zabawy, to Kusząc Bestię powinno was zadowolić.

Co jest jej największą wadą?

Cóż, opisy są bywają trochę ponaciągane, a dialogi nieco sztuczne, jednak jak już ustaliśmy – nie oceniamy tu kunsztu prowadzenia fabuły, bo jej po prostu nie ma. Z wadliwych ciekawostek: Callan, jak na drapieżnego lwa przystało, posiada przy penisie coś, co nazywa kłem. Kieł miewa swoje erekcje, dostarcza Merinus dodatkowej przyjemności i oczywiście jest niebezpieczny (bo może ją poranić), w związku z czym otrzymujemy wyrafinowane dialogi typu:
– Och Merinus, nie mogę, jak ty mnie podniecasz, zaraz obudzi się mój kieł!
– Och Callanie, tak błagam, chcę go poczuć!
– Och Merinus, nie nie, poranię Cię, jestem złyyyyyyyy ;)
Podkoloryzowałam nieznacznie, ale tak to właśnie wygląda i jest to ten sam nieszczęsny zabieg, jaki mieliśmy w Greyu. Cóż, tu przynajmniej seks jest lepszy.

Ile seksu jest w tej książce?

Cała ta książka jest jednym, wielkim, przeciągniętym seksem. Na zachętę wrzucę więc jeszcze jeden, całkiem grzeczny fragment:

– Nie. – Płakała z pragnienia. Przemoczona cipka błagała o więcej jego ciała. – Nie pozwolę, żebyś mi to zrobił. Nie mogę. Wepchnął odrobinę więcej, Merinus wstrzymała oddech. Czuła, jak napięte mięśnie pracują, by dopasować się do jego szerokości. Pulsowała dookoła członka, uwalniając coraz więcej soków. Była śliska, pieniła się z podniecenia.
– Powiedz mi – rozkazał mrocznym głosem. – Powiedz, że jesteś moja, Merinus. Patrzył na kochankę poważnymi i błyszczącym oczami. Trzymając ją zdecydowanie, stopniowo wchodził do środka, serwował rozkosz w niewielkich, dręczących dawkach. Merinus była świadoma pulsowania swojego wnętrza, które go pieściło. Tonęła we własnym pożądaniu, we własnych potrzebach.

I to chyba wszystko! Miało być krótko, a wyszło jak zwykle ;)

Na koniec jeszcze jedna mała podpowiedź, którą zdradziła mi jedna z was. W przypadku książek do miłych zabaw z wibrującym przyjacielem (lub też czytadeł do pobudzenia się przed randką z facetem), najważniejsze jest opanowanie jednego małego triku: zamiast tracić czas na wertowanie fabuły, wystarczy wcisnąć ctrl+F, wpisać jakieś soczyste słowo i… uruchomić zmysły.

A teraz czekam na wasze opinie! Znacie tę książkę? Namówiłam was? A może macie inne książeczki do takich frywolnych celów? ;)

 

Komentarze5 komentarzy

  1. Chyba jestem antywrażliwa, bo takie opisy powodują u mnie jedynie niekontrolowane…wybuchy śmiechu ^^
    Zapiszę sobie jako rozweselacz na gorsze dni, dzięki za poprawienie humoru z rana w drodze do pracy :)

  2. Ujarzmić bestię-Nie jest to typowy erotyk…bardziej książka o destrukcyjnej miłości,albo nawet psychicznej i toksycznej miłości.
    Historia wciąga,nie wiem czemu,bo nie jest to mistrzostwo w kwestii…żadnej ;P
    Ale ta beznadziejna,bolesna,chora miłość…podsumuję to tym,że po każdej stronie mówiłam:Nie,więcej już nie czytam…po czym czytałam dalej ;)

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter