Łyżeczki… przewrócone

3

Od dwóch dni nie możemy przypomnieć sobie, jak brzmi „fachowa” nazwa tej pozycji. Przewertowaliśmy podręczną Kamasutrę, wklepaliśmy kilka prawdopodobnych nazw w wyszukiwarkę, nawet próbowaliśmy odnaleźć tę nazwę w naszych dawnych tekstach. I nic. W końcu pomyślałam, że zamiast odwlekać opisanie czegoś, co sprawia mi tyle… radości, po prostu wykorzystam naszą prywatną nazwę.

Łyżeczki przewrócone to nazwa, która zdradza wam kolejność działań. Zwykle zaczynamy z Drwalem niewinnie, od klasycznych łyżeczek właśnie, potem On kładzie się na plecach, wciąga mnie na siebie, układa tak, by nasze ciała leżały niemal równolegle na sobie, a potem… potem dzieją się czary ;) Ale zacznijmy jak zawsze, po kolei:

Jak wygląda ta pozycja?

Pan leży na plecach, Pani też leży na plecach – na nim. Pan wprowadza zgrabnie swój toporek, a potem pomaga Pani wykonywać właściwe ruchy. Tu można pomagać sobie pracą lekko ugiętych nóg, ramionami i mocnymi mięśniami brzucha. Ważne jest to, by Pan w porę zauważył, jak piękny ma dostęp do odsłoniętej łechtaczki swojej Pani – i zajął się nią na tyle namiętnie, by trysnęła mu wdzięcznością prosto w palce.

Łyżeczki... przewrócone

Jakie są zalety seksu w przewróconych łyżeczkach?

Cóż, powiedzmy sobie szczerze – to pozycja nastawiona przede wszystkim na (wielokrotne) kończenie kobiety. Podstawową zaletą jest więc to, że gdy Drwal wypełni mnie swoim pięknym… toporkiem, a przy tym unieruchomi ramiona i ręką masuje mi cipkę, to nie ma opcji, bym dała radę zatrzymać orgazm. A potem jeszcze jeden, i jeszcze jeden, i jeszcze jeden… Warto pamiętać przy tym o choćby odrobinie żelu, bo toporek pulsujący w cipce odcina jej drogę nawilżenia – a zabawy suchą łechtaczką nie należą zwykle do przyjemnych. Złota rada od Drwala: Panowie, palce warto po prostu często ślinić – smakując przy okazji nektar swojej Pani ;)

Zaletą numer dwa, wiążącą się zresztą z pierwszą, jest możliwość wykazania się Panom z mniejszymi penisami . W tej pozycji nie liczy się długość, tylko uczucie wypełnienia – bo trudno tak naprawdę się w ogóle zorientować, do jakiego momentu sięga nam w środku toporek. Palce pracują, toporek robi swoje, orgazm zbliża się wielkimi krokami – kto by więc w takiej sytuacji myślał o centymetrach? ;)

I wreszcie zaleta numer trzy – jest blisko. Ciepło, lepko, wilgotno i duszno od bliskości. Uwielbiam łyżeczki za tę bliskość właśnie, niezależnie od tego, czy są klasyczne, przewrócone czy analne. Uwielbiam to, jak mocno czuję bicie serca Drwala, jak mogę chłonąć w siebie każdy jego oddech, jak nasze żyły zawiązują się na supełki. Jak wszystko wokół nas po protu przestaje mieć znaczenie.

Co z wadami?

Przewrócone łyżeczki są trudne do złapania rytmu – a gdy się go już złapie, nie jest to rytm tak intensywny, jak na przykład w namiętnych pieskach. Oczywiście można sobie pomagać na różne sposoby (ja czasem trzymam się poręczy łóżka – wtedy jest znacznie łatwiej), można też bardzo szybko przejść do chociażby odwróconego jeźdźca, jednak raz jeszcze podkreślę: celem są przytulanki i mokry orgazm Pani, a nie szybkie ujeżdżanie.

Drugą wadą mogą być proporcje, bo Pan musi bez problemu sięgać do cipki swej wybranki. Przy dużej różnicy wzrostu Pan może mieć z tym problem. I profilaktycznie wspomnę, że Pani nie powinna być zbyt ciężka, by przypadkiem nie doszło do zatrzymania akcji serca Pana – i to wcale nie z powodu nadmiaru emocji ;)

Co najbardziej lubię w tej pozycji?

Drwala. Pamiętam dokładnie wieczór, w którym Drwal ułożył mnie na sobie w tej pozycji po raz pierwszy, a ja byłam lekko przestraszona – bo jak tu nie być, gdy Twój facet tak bardzo ogranicza Ci ruchy? Już po pierwszym pocałunku stres mi jednak minął, a boskie uczucie wypełnienia rozbudziło ochotę na więcej. Pamiętam tamtą bliskość, Jego lekko szorstkie palce, pamiętam jak przytrzymywał mnie, gdy zaczynałam się gwałtownie wyrywać. Pamiętam jego zapach i moment, w którym ocknęłam się nie wiedząc, co się dzieje, a on zaczął mnie całować odbierając mi resztkę tchu.

Gdybym miała więc odpowiedzieć co lubię w tej pozycji najbardziej, powiedziałabym, że obietnicę. Obietnicę, że gdy położę się w ten sposób na Nim, doprowadzi mnie do granicy moich zmysłów dokładnie tak, jak wtedy.

 

Komentarze3 komentarze

  1. Już przybywam z pomocą :D. Są trzy opcje tej pozycji, a każda ma swoją nazwę:

    1. Acrobat Sex Position (pozycja – akrobata), chociaż bardziej pasowałoby „leżący jeździec” – nogi partnerki klęczące z leżącym korpusem, czyli złożone i bardzo utrudniające ewentualną obronę przed chęcią dania rozkoszy ze strony partnera;

    2. Pearly Gate Sex Position (pozycja – perłowe wrota) – nogi partnerki w pozycji leżącej lub lekko uniesionej;

    3. Bent Spoon Sex Position (pozycja – wygięta łyżeczka) – nogi partnerki zgięte w kolanach i podniesione w stronę brzuszka.

    Pozdrawiam!

    Marcin

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter