Małe porządki, czyli odkurzanie ważnych rzeczy

3

Ostatnio chyba trochę za dużo pracujemy. Od wielu tygodni nie mieliśmy chwili, aby tak naprawdę wyrwać się gdzieś na dłużej, nie mówiąc o dłuższym wyjeździe czy wakacjach. Wiem, wiem, miało być inaczej… i co z tego. Możemy sobie obiecywać, ale obietnicami nie da się zapłacić ani za jedzenie, ani za mieszkanie.

Na szczęście nadszedł taki czas, gdy jakimś cudem dostaliśmy oboje dodatkowy dzień wolnego, a było to wczoraj (czyli w poniedziałek). Wypoczęci po weekendzie, pełni zapału, że najbliższe 24h godziny będą tylko nasze, postanowiliśmy, że będą takim urlopem w pigułce i postanowiliśmy… posprzątać!

Oczywiście zapał i radość na tyle nas zaślepiła, że zupełnie nie przyszło nam do głowy, aby wyłączyć budziki i wszystkie poranne przeszkadzacze. Wstaliśmy trochę za wcześnie, jeszcze przed wschodem słońca. Alicja nie zorientowała się w pierwszej chwili, że może pozwolić sobie na pozostanie w łóżku, wstała chwilkę po mnie. Nie pozostało nic innego jak zrobić kawę i poczekać na wschód słońca.

Tak zaczęliśmy ten nasz ekstra wolny dzień – wstając przed wszystkimi ciężko pracującymi, patrząc jak złota kula pojawia się gdzieś na horyzoncie, bez patrzenia na zegarek, bez zobowiązań, bez telefonów.  Ciesząc się, że to nie my teraz pędzimy ulicami budzącego się i coraz bardziej rozpędzonego miasta.  I wtedy Alicja to zrobiła. Nagle wstała, cmoknęła mnie we włosy i prawie krzyknęła “Wiem, co dziś zrobimy! Posprzątamy!”. Możecie się z tego śmiać, ale słońcu chyba się spodobał ten pomysł, bo zaświeciło prosto w jej roziskrzone, pełne energii oczy dodając +100 do motywacji. Chyba na mojej twarzy nie odbiło się zbyt dużo jej entuzjazmu, bo patrząc mi w oczy, pochyliła się nade mną i dodała… “No weź, będzie fajnie!”.

Zerwała się z miejsca i zanim odstawiłem kubek z kawą już słyszałem szuranie i stukanie z pokoju obok, a po chwili do tego doszła muzyka, którą włączyła trochę zbyt głośno jak na wczesny poranek. Zostałem w kuchni i zabrałem się za przygotowanie śniadania. Zanim skończyłem, kakofonia dźwięków wróżyła, że obok własnie rozpoczynają się ciężkie prace budowle i tylko czekałem na dźwięk borowania.

Gdy przygotowałem już wszystko, wyjrzałem z kuchni szczerze oczekując pobojowiska. Tymczasem poza 2 kartonami na środku,  pokoju i lekko przestawionym stolikiem, na którym teraz znajdował się cały stos rzeczy, nic się nie zmieniło. Zmieniła się tylko Alicja. Przez te kilkanaście minut zdążyła wskoczyć w luźną bluzkę i spódniczkę, związać włosy i nałożyć delikatny makijaż. Ja w tym czasie jedynie usmażyłem jajecznicę…

Usiadła naprzeciw mnie, sięgnęła po kubek z niedopitą kawę i zasłaniając się nim tak, że widziałem tylko oczy, zaczęła się na mnie patrzeć, uśmiechając się samymi oczami. Nie zwracając na to większej uwagi, zająłem się jajecznicą, ale zerkałem na nią od czasu do czasu. Ona nic nie mówiła tylko się śmiała. W końcu, widząc że już kończę odstawiła kubek i zabrała się za swoją część śniadania. Uśmiechając się przy tym jakby właśnie dziś była wigilia, a jajecznica była jej wymarzonym prezentem. Nie wytrzymałem i zapytałem, czy mam coś na nosie, czy może coś się stało, czy też z jakiego innego powodu się tak do mnie lub ze mnie śmieje. Usłyszałem, że chodzi o “super dzień, bo będziemy sprzątać”. Bardzo mnie to “ucieszyło”, ale chyba nadal nie potrafiłem właściwie tego okazać, bo usłyszałem po chwili groźbę w postaci “Zobaczysz!”. Tego właśnie się obawiałem.

Podjąłem jeszcze jedną próbę – “Może wyskoczymy na spacer, albo zrobimy sobie jakąś wycieczkę?” – pokręciła tylko przecząco głową, wsunęła do pełnych jedzenia ust ostatni kawałek kanapki i już ciągnęła mnie za rękę, abym wstał i poszedł za nią, a wiecie, że gdy kobieta prosi, nie warto odmawiać, a gdy nalega – wręcz nie wypada.

Małe sprzątanie

Poprosiła, abym usiadł przy wspomnianych kartonach a sama wpakowała mi się na kolana. Objęła mnie za szyję, sięgnęła po telefon i popatrzyła mi w oczy. Pocałowała mnie delikatnie i powiedziała “Musimy trochę posprzątać” i pocałowała mnie mocniej, cały czas trzymając telefon w jednym ręku. Gdy mnie całowała, zrobiła zdjęcie. Oderwała się ode mnie i podsunęła pod nos telefon. “Zobacz” – powiedziała – “nie uważasz, że trzeba to trochę ogarnąć?” Zapytam zdziwiony – o co jej chodzi? Przełączyła galerię na widok wielu zdjęć i podała mi go ponownie mówiąc – “Znajdź podobne do tego ostatniego”…

Faktycznie, było co sprzątać. Miała mnóstwo zdjęć w swoim telefonie, wiele z nich dostawałem, gdy wybierała coś na zakupach, widoczki i zdjęcia z ostatnich wypraw, ale podobne zdjęcie… podobnych zdjęć nie było już od dawna w jej telefonie. Popatrzyła na mnie tym razem nie uśmiechając się, tylko zaglądając głęboko tymi swoimi wielkimi oczami. Głębiej niż bym chciał. I zapytała “Rozumiesz?”.

Rozumiałem.

Rozumiałem chyba od samego początku, gdy zobaczyłem kartony i stosy lekko zapomnianych rzeczy na stole. Rzeczy, o które wypada dbać, a które powoli pokrywał kurz. Nie dlatego, że o nich zapomnieliśmy. Dlatego, że cały czas wydawało nam się, że mamy czas, że znajdziemy na nie czas… później. A “później” to taki zdradliwy stan, który jest jak uśpiona, nieleczona choroba. Łatwo jest nie zauważyć, gdy zarasta kurzem to na czym nam zależy, bo przecież później możemy się tym zająć, później możemy o to zadbać.

Przytuliłem Alicję, posiedzieliśmy tak chwilkę, albo dłużej. Nie myśląc już o później. Myśląc o “teraz”. Gdy znowu podniosła głowę, jej oczy znowu się lekko uśmiechały. Spojrzała na mnie badawczo. Nie musiała nic mówić. Pocałowałem ją…

Nie muszę wam chyba opowiadać, co działo się dalej. Sprzątanie to dość nudna czynność, ale gdy się ją skończy, świat wygląda piękniej ;)

I nie żałujemy słonecznego dnia spędzonego w domu. Dziś przywitała nas rano, jak zawsze, lekka mżawka, ale po wczorajszym dniu… nie ma to znaczenia. Z drugiej strony, cieszę się, że nie mieliśmy 3 lub 4 dni wolnego, bo Alicja wspomina o remoncie sypialni…  a chyba wiecie, że po takim remoncie naprawdę ciężko byłoby wrócić do pracy ;)

Komentarze3 komentarze

Napisz komentarz