Na pączka, czyli mityczna pozycja z lukrem

9

Jest taka mityczna pozycja, o którą pytania intensyfikują się w ostatnich dniach karnawału. Pozycja ta na szczęście jest całkiem efektywna i równie efektowna przez cały rok, nie tylko w Tłusty Czwartek ;)

A podchodząc bliżej i z lekką dozą naukowego sznytu do tego cudownego tworu sztuki cukierniczej jakim jest pączek, można faktycznie doszukać się pewnej analogii do spraw damsko męskich oraz samego seksu. Myślicie, że przesadzam? Rozbierzmy zatem delikatnie pączek i zajrzyjmy co też ma w środku, a przy okazji sprawdźmy, dlaczego marmolada wydaje się słodsza przy ostrym gryzieniu, a bardziej soczysta przy delikatnym lizaniu? Spokojnie, tym razem nie będziemy pytać amerykańskich naukowców, posłużymy się zębami, ustami, językiem i ostrym toporkiem… w końcu czymś trzeba spenetrować bogate wnętrze… pączka ;)

Zacznijmy od analogii, czyli pracy cukiernika. Aby pączek był smaczny, wyrośnięty, odpowiednio delikatny, kruchy a jednocześnie soczysty… cukiernik musi popracować nad ciastem. Musi je odpowiednio głaskać, ugniatać, wałkować, dotykać, muskać, klepać… na tym etapie jeszcze nie ma gryzienia czy lizania. To raczej sugestia tego co będzie za chwilkę… Cukiernik wskazuje przyszłemu pączkowi kierunek, a pączek sam już wie co ma zrobić… wiec dobrze przygotowany pączek, praktycznie sam zwija się w kuleczkę, rośnie… Cukiernik poświęca na tym etapie dużo czasu swojemu pączkowi, dobry cukiernik nie szczędzi miłych gestów, słówek, kwiatów, czekoladek, telefonów nad ranem i tuż przed zaśnięciem… myślicie, że przesadzam? Może… jednak gdybym był cukiernikiem i zależałoby mi, to nie skąpiłbym tego etapu, zwłaszcza soczystych telefonów na dobranoc. Czego się nie robi dla swojego… pączka.

No dobrze, gdy pączek już dojrzeje, zaczyna się prawdziwy taniec, lekki haj, dużo endorfin, robi się gorąco, naprawdę gorąco i mało rozsądnie, bo kto o zdrowych zmysłach i logicznie myślący pcha się do rozgrzanego oleju… to nic, że to z miłości… ale to olej! Pączkowi jednak to za bardzo nie przeszkadza, im bardziej gorąco, tym lepiej. Pączki to lubią, rumienią się, pławią się w oleju, a potem… jak w życiu, chwila uniesienia, nadzienie wewnątrz i lukier na wierzch…  Pączek dopieszczony, cukiernik spełniony. I tutaj można już lizać i gryźć…

Na pączka, czyli mityczna pozycja z lukrem

No dobra, czas wyjść z cukierni… jeżeli jeszcze macie siłę ;) Przejdźmy do pozycji.

Pozycja na pączka, wersja dla łasucha

Sprawa zaczyna się delikatnie i bardzo sugestywnie. Alicja je pączka… a Alicja naprawdę umie tak jeść pączki, że nawet mnich zaczyna obgryzać nadgarstki. Alicja specjalnie robi to bardzo nieuważnie, bo wie, kto potem to wszystko będzie sprzątał… z jej ust. Ale zostawmy Alicję i moje sprzątanie, przejdźmy do rzeczy…

Zatem drogi Drwalu, gdy sprzątasz, rób to dokładnie. A dokładniej – dokładnie i delikatnie. Zbierasz najpierw okruszki lukru z ust swojej Pani. Jestem przekonany, że część z nich szczęśliwie spadła również na szyję… I dam sobie rękę uciąć, że przynajmniej 3 małe okruszki wpadły w dekolt. Wierzę, że jesteś dokładnym Drwalem i nie dasz tym małych… draniom umknąć twojemu językowi. Zalecam zatem zależnie od nastroju pozbawianie Twojej Pani niewygodnej garderoby i zabranie się za wnikliwe śledztwo i podążanie drogą zaginionych okruszków.

Jako wytrawny tropiciel podpowiem, że okruszki mają w zwyczaju dążyć w jedno miejsce, tam też Cię pokieruję. Zatem startując przy szyi Twojej Pani musisz zjechać niżej w okolice piersi i przesłuchać dwóch świadków. Niestety z doświadczenia wiem, że przesłuchanie idzie dość ciężko i może chwilkę zająć. Przygotuj się na język perswazji i trochę szarpania… Możesz też pokazać zęby, tylko nie gryź za mocno. Gdy oba będą stały na baczność, zmęczone i czerwone od wysiłku… wyśpiewają gdzie też udały się nasze okruszki…

Gdyby jednak nic nie powiedziały, podpowiadam – udały się na południe… Tam po drodze znajdziesz jegomościa o dwuznacznej nazwie Pępek (hmm.. brat Pączka? ;) ) Z Pępkiem warto pogadać, zasięgnąć lub raczej zapuścić trochę języka… To miły gość. On powie Ci, że masz iść dalej na południe.. zatem w drogę…

Gdy już trafisz… cóż. Tutaj czeka Cię długie przesłuchanie… Zacznij od języka, sprawdź smak, a zorientujesz się, że jesteś u celu. Zatem do dzieła, użyj dostępnych narzędzi, aby wydobyć okruszki.

Sugeruję dużo lizania, i podgryzania… a gdy już Twoja Pani zacznie się bronić mówiąc, że odda Ci wszystkie okruszki świata tylko już przestań… użyj toporka. Warto, aby Pani go wcześniej zaostrzyła, jeżeli będziesz po tej wędrówce tego potrzebował ;)…

Pozycja na pączka, wersja dla cukiermistrza

O cukierniku już wspominałem. O nadziewaniu trochę mniej…. Zacznijmy zatem tam, gdzie skoczyliśmy poprzednio. Czyli toporek gotowy, Pani też i zaczyna się zabawa… I wiecie co? Właśnie sobie uświadomiłem, że my nigdy nie napisaliśmy tekstu o tym, co taki toporek może robić w czasie swoich szaleństw… ;)

Wracając do toporka, a dokładniej pozycji cukiermistrza na pączka. Toporek na koniec zabaw, gdy Pan kończy zostaje w Pani… i teraz pytanie – gdzie? Otóż wszędzie. Jeżeli mamy wersje pączka z nadzieniem, może to być nasza przyjaciółka z południa… a jeżeli wersję z lukrem… może to być buzia Pani. Na koniec Pani, jak każdy mały łasuch… zlizuje lukier i próbuje marmoladę ;)

I na koniec, coś dla skołatanych nerwów… czyli…

Pozycja na pączka, wersja dla leniucha

W naszym wykonaniu wygląda to tak: Alicja leżu na łóżku, czyta sobie książkę (nie jest świadoma, że o niej piszę…) Ja leżę obok z komputerem na kolanach i zawzięcie klepię… A między nami stoi cały talerz pączków.

Potem to wszystko spalimy… teraz odpoczywamy ;)

PS. Pamiętajcie, że prawdziwy pączek jest kaloryczny, a ilość lukru Drwala ograniczona, zatem lepiej najpierw popracować długo nad pączkiem, a lukier zostawić na deser ;)

Komentarze9 komentarzy

  1. A mnie się przypomniało czytając Twój tekst, jak Mój Ukochany mówi gdy mnie widzi “Pączki w rączki” :D

  2. Świetnie napisany tekst. Aż chce się go czytać i czytać, i pochłaniać te metafory jak wczoraj pączki…! ;) Pozdrawiam :)

Napisz komentarz