Na zgodę… seks

11

Oczywiście seks – przypuszczam, że tak skończycie to zdanie trochę podświadomie. Jednak przewrotnie jak zwykle opowiem dlaczego to nie seks powinien rozwiązywać wasze problemy i dlaczego seks na koniec to zawsze najlepsza opcja ;)

Kiedyś zapytaliście nas, czy my się kłócimy. Niestety tak. Kłócimy się z taką samą pasją, z jaką się kochamy. Nasze kłótnie odzierają nas z naszych ślicznych słówek i miłych gestów. Nieraz padają słowa, jakie paść nie powinny nigdy… jest potem przykro, źle, a emocje nie dają się łatwo przeskoczyć. Nie martwcie się, nie będę was zanudzał naszymi problemami, chciałem tylko zaznaczyć pozycję praktyka, a nie teoretyka…. mamy niestety doświadczenia też na tym polu i spróbuję je jakoś opisać.

Seks-na-zgode

Podpalamy

Jaki jest popularny schemat kłótni? Załóżmy, że oboje jesteście zmęczeni lub czymś zirytowani. Inaczej niż zwykle nie łapiecie się. Jedno twardsze słowo, drugie twardsze słowo. Niepotrzebna pretensja, zbyt mocna odpowiedź i nagle zza rogu wyłania się stos. Wy macie zapałki. To ostatni moment, aby się cofnąć. Ale przecież ten potencjalny ogień jest taki wabiący, można się pozłościć, można poczuć się urażonym i smutnym. Wabiące uczucia… Frustracja kipi… Ktoś nie wytrzymuje, rzuca o jedno słowo za dużo, leci zapałka, stos przyjmuje to z chęcią i… płonie.

Nagle orientujecie się, że zamiast rozmawiać, udowadniacie swoją rację, nie słuchacie drugiej osoby. Skupiacie się na sobie, waszym zdaniu, waszych uczuciach, przekonaniach, nawet, jeżeli są głupie, to nie moment, aby się do tego przyznać… To czas, gdy stos chce więcej, teraz nie ma wyjścia trzeba niszczyć…

Znacie to?

Piekło

To się nazywa kłótnia, takie małe prywatne piekło, na które gdy potem siedzicie już porozwalani, nikt nie chce nawet patrzeć. Tu nie ma winnych, to wasze wspólne dzieło. Jesteście mistrzami tego obrzedu, nawet, jeżeli twierdzisz i przekonujesz się z całych sił, że to nie Twoja wina… gdzieś w głębi serca wiesz, że tak nie jest. Kochasz tą drugą osobę, żałujesz niepotrzebnych słów… ale to nie Twoja wina.

To też znacie?

A kiedy już siedzicie sami, obok, ale odgrodzeni zasiekami i murami. Stos płonie, a wy wasze krzywdy przypiekacie na nim niby kiełbaski na ognisku. Wasza rozmowa to regularny język wojny… przychodzi refleksja. „Co ja robię?”… może jednak zgasić ten stos?

Kropelka wody – czyli pierwsza próba

Pojawia się pierwsze słowo, które jest wspomnieniem normalności sprzed waszej kłótni. To słowo znika, wyparowuje… pozornie. Czasami zostaje po nim ślad, czasami działa jak dodatkowe paliwo. Jeszcze nie nadajecie na tych samych falach, ale może jest szansa. Stos płonie niewzruszony… ale może nie jest już taki pewny siebie.

Ręka w ogień, czyli próba druga

Otrząsacie się, ale nie można przecież przyznać przed drugą osobą, że widzicie szaleństwo w tym, co przed chwilą się działo. Są emocje, nadal, ostre słowa, ale jakby łagodniejsze. Przy niektórych, w kącikach ust pojawia się cień uśmiechu – który szybko trzeba ukryć, bo przecież stos potrzebuje paliwa. Stos już wie, że jego chwile są policzone – huczy, grozi, krzyczy,… nawet błaga, aby nie odpuszczać, ale na scenę wchodzi rozsądek albo jego zwariowana wersja. Rozsądek-wariat, który każe Ci podejść i spojrzeć jej w oczy. Bez słów. Ona też tak patrzy, za chwilkę stos zmieni się w wielkie pobojowisko o trochę innym zabarwieniu. To wcale nie oznacza, że jest dobrze… to oznacza, że wam chyba zależy a nadmiar energii można wykorzystać inaczej niż poprzez wzajemne podsycanie kłótni…

Spojrzenie, ruch ręki… i zaczyna się szaleństwo. Teoretycznie, bo w praktyce bywa różnie ;)

Spalamy się…

Po dużej kłótni, sekundy biegną jak godziny, a grawitacja jakoś nie do końca chce działać jak powinna. Lot na łóżko lub ziemię trwa pół godziny, gdzie po drodze strój, jego finezyjne zapięcia, jakość i cena nie mają znaczenia. Zanim wylądujecie w łóżku wszystko jest w strzępach. Jeżeli to kuchnia i lądujecie na podłodze warto uważać na potłuczone talerze… Ciężko potem wytłumaczyć chirurgowi niektóre urazy ;)

Pamiętacie ten huczący stos? Jego energia to ten seks. Jeżeli nigdy nie kochaliście się na zgodę, to zdziwicie się. To jest kłótnia, ale ciał. Nie ma jeńców. Seks jest szalony i bardzo namiętny. Ale przede wszystkim każdy dba o siebie…. Chociaż, nie ukrywam, że jakoś podświadomie i tak dbam bardziej o Alicję, tylko mniej ostrożnie.

W tym seksie nie chodzi o przyjemność, a o rozładowanie waszych emocji. Musi być brutalny. To nie czas na romantyczne westchnienia. To czas na rzut o ścianę i ostre rżnięcie. Czas na mocne przyciskanie, wykręcanie rąk, unieruchamianie i zadawanie rozkosznego cierpienia. To seks, po którym następnego dnia w pracy wszystko Cię boli, masz zakrwawione plecy, czasami szyję, nierzadko szramę na policzku albo ślad zębów na uchu. To seks, po którym twoja Pani siada na podwójnej poduszce albo woli cały dzień stać, mimo ciągle drżących nóg. Seks na wspomnienie, którego błogo się uśmiechasz…

Ale to nie oznacza, że skończyliście kłótnie.

Dogaszanie stosu…

Następnego wieczoru warto wrócić z winem lub czymś, co lubicie i zwyczajnie usiąść i pogadać. Na spokojnie. Bez emocji… z wolą posłuchania drugiej strony… a potem możecie się kochać na zgodę zupełnie przytomnie. O ile wasze rany na to pozwolą ;)

Znacie inne, lepsze pomysły na zgodę? ;)

Komentarze11 komentarzy

  1. Cóż, teoria niezła. Może i praktyka.
    Ale, jak nie ma paliwa to i stosu nie będzie. Jak nie ma stosu, to i ognia nie będzie. Jak nie ma ognia, to ….

    Po prostu, już się nie chce rozmawiać, tłumaczyć i chyba kochać. Najważniejsze, aby na rachunki było i potrzeby dziecka. A, reszta? To, jakieś dalekie wspomnienie. A, może marzenie?

    • Leszku, życie jest zmianą – więc nigdy nie mów nigdy ;) też kiedyś myślałam, że płomienie i żywy ogień to coś poza moim zasięgiem…

    • Leszku, nie rezygnuj, całkiem niedawno myślałam o rozwodzie, a teraz jest coraz lepiej.. Czasem wystarczy naprawdę szczerze porozmawiać. O swoich potrzebach, oczekiwaniach, wysłuchać tej drugiej strony i próbować coś zmienić. Kiedyś przeczytałam bardzo mądry tekst i też mi pomógł. Oprócz tego, doświadczyłam czegoś, co pomogło mi zrozumieć, że to, co mam jest o milion razy lepsze, niż to, co wydawało mi się, że chciałam mieć. W każdym razie, w tym tekście było napisane, że kiedyś jak coś się popsuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucało i to samo dotyczy związków. Nad związkiem trzeba pracować. I to oboje, bo każdy ma coś na sumieniu. Polecam rozmowę, to często pomaga, tylko musi być szczera i bez krzyków i emocji, na spokojnie. Mi to pomogło, niby takie proste, ale często się o tym zapomina. Mam nadzieję, że pomogłam chociaż trochę :) Pozdrawiam

  2. Drwalu, trafione w sedno. U nas to niestety ja częściej zaczynam kłótnie, ale mój facet potrafi mnie rozbroić. Nie ma nic lepszego niż ostry seks po ostrej kłótni. I masz rację. Na koniec mimo wszystko trzeba zwyczajnie pogadać.
    PS. Świetny tekst i świetny blog!

  3. Zrobienie 2 herbatek lub kawek usiąść porozmawiać przeprosić przytulić delikatnie pocałować spojrzeć w oczy i wtedy się na siebie rzucić

  4. Sądzę jednak,że kłótnie mają swoje schematy. Nie zawsze się rzucamy na siebie z Drwalem. Czasem trzaskamy drzwiami, jesteśmy okrutni względem siebie. Mi przechodzi szybciej, jego dłużej trzyma. Wtedy jest „bogiem” bo wie, jak bardzo mi źle gdy się nie odzywa, karząc mnie w ten sposób. Gdy włączy tryb „obojętności”. Za drugim razem wylałam na niego garnek zimnej wody. Dosłownie. Bo wszystko wszystkim ale skoro jesteśmy razem dłuższy czas to wolę otwartą wojnę niż ciche podchody czy obojętność. Nauczyły nas czegoś te kłótnie – ja daję mu czas na ochłonięcie i czekam. Gdy trwa za długo ubieram jego koszulę i pytam „czy jesteś już spokojniejszy i możemy pogodzić się?”.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter