Namiętny powrót

6

Powroty po udanym, niezależnie czy długim, czy zaledwie kilkugodzinnym wypadzie w inną rzeczywistość, maja jedną cechę wspólną… budują straszną niechęć i bardzo kreatywnie generują tysiące powodów, dla których nie należy poddawać się regułom i zwyczajnie udawać, że to jeszcze nie teraz… jeszcze nie wracamy.

To także dlatego Alicja wiecznie czegoś zapomina, ja wiecznie chcę jeszcze o coś zahaczyć, a z hoteli wymeldowujemy się po trzeciej groźbie obsługi, że nas albo wyrzucą, albo zakwaterują na nasz koszt czekających gości. Z obsługą radzimy sobie tak, że albo grzecznie przepraszamy i obiecujemy że się więcej nie powtórzy, albo ostentacyjnie mówimy – „zostajemy”. Ten drugi przypadek rodzi oczywiście pewne konsekwencje w postaci konieczności zerwania się wcześniej następnego dnia i w miarę poprawnego dotarcia do pracy lekko spóźnionym lub też… telefonu do szefa, że właśnie grypa, ból głowy czy jakaś plaga egipska stanęła nam na drodze i choćby świat się walił, to nie ma opcji na pojawianie się w pracy na czas.

Tym razem opowiem wam jednak inną historię, która może się zdarzy, a może zdarzyła, a była związana właśnie z niechętnym powrotem. Nie pomyślcie jednak, że nie lubimy naszego gniazdka – uwielbiamy je, zarówno wtedy, gdy lśni bo się spodziewamy gości, jak i wtedy gdy je lekko demolujemy, bo gości się nie spodziewamy,  a zależy nam bardziej na wygodzie swoich własnych spraw.

Załóżmy zatem, na potrzeby tej historii, że nasze gniazdko jest w takim stanie jakie lubimy najbardziej, lekko zdemolowane, tak że widać, że jakoś nam tu wygodnie. Mimo tego, jakoś nie bardzo nam się spieszyło do niego. Ponieważ faktycznie hotel tym razem opuściliśmy prawie w idealnym czasie – zaledwie 2h po dobie hotelowej, a pani na recepcji jeszcze się uśmiechała, gdy żegnaliśmy się obiecując niedługi powrót…

Namiętny powrót

Ruszyliśmy w drogę, nieśpiesznie, zupełnie inaczej, niż gdy przyjeżdżaliśmy tutaj. Nasze baterie zostały naładowane do skraju możliwości pozytywną energią, uśmiechami i śmiechem do utraty tchu, niezłym jedzeniem i lekkim niewyspaniem. Jadąc, a właściwie tamując ruch, patrząc na tych wszystkich, którym się tak okrutnie spieszy, szukamy okazji do tego, aby ta podróż trwała długo. Alicja przeszperała schowki w aucie w poszukiwaniu zapomnianych płyt i z zachwytem znalazła porysowaną starą płytę, którą kiedyś, dawno temu słuchaliśmy na okrągło. Muzyka wypełniła auto, Alicja jej trochę pomogła podkręcając głośność prawie na maksa i kolejny mały trybik wskoczył na swoje miejsce…

Powoli zachodzące słońce przebiło się gdzieś nad horyzontem drzew i zaświeciło prosto na jej twarz. Prześwietliło oczy, tak że zaczęły się mienić, zrobiły się jasne i wydobyły ten skrywany kolor. Popatrzyła na mnie. Prowadząc auto, lekko zwolniłem i zerkałem na drogę, ale główną uwagę koncentrowałem na niej. Muzyka grała głośno, ona patrząc mi w oczy, bez mrugnięcia powoli wsunęła dłoń pod swoją trochę zbyt krótką jak na jej aktualną pozycję w aucie sukienkę. Patrzyła mi w oczy, a jej dłoń lekko się poruszała. Po chwili jej powieki zadrżały, starała się nie zamykać oczu i walczyła z tym,… widziałem tę rozlewającą się przyjemność, znam ją, jestem często jej autorem. Zagryzła wargi starając się utrzymać otwarte oczy.

Jej dłoń wysunęła się spod sukienki… Patrzyła na mnie wyzywająco. Muzyka uniemożliwiała nam rozmowę, ale nie potrzebowaliśmy słów… Odwróciłem wzrok od niej i skoncentrowałem się na drodze. Wcześniej widziałem znak, że niedługo powinien być jakiś parking. Niestety las skończył się wcześniej. Przyśpieszyłem… bardzo, a ci wszyscy, którym się tak spieszyło i wyprzedzali nas w opętańczym pościgu powrotu, teraz zostali gdzieś za nami… Ona położyła mi dłoń na mojej dłoni i zaplotła palce na moich palcach. Auto właściwie nisko leciało, bo ciężko nazwać to jazdą. Pojawił się znak, że jeszcze tylko 2 km.

Zanim auto zatrzymało się na parkingu, ona – ze zwinnością małej pumy – już czmychnęła miedzy siedzeniami do tyłu. Zatrzymałem auto, zablokowałem drzwi i ruszyłem za nią. Siedziała wpół oparta o kanapę i drzwi i trzymała coś w ręku. Usiadłem po drugiej stronie, patrząc jej prosto w oczy. Nie poruszałem się, ona też czekała. Czekaliśmy…

Przysunęła się bliżej, wkładając mi w dłoń to, co trzymała. Były to jej majteczki, przysunąłem je do twarzy… obłędnie pachniały… „Zobacz co ze mną…” zaczęła mówić, ale zanim skończyła pocałowałem ją. Odwzajemniła mi ten pocałunek przygryzając moja wargę… teraz już nie było odwrotu, odpowiedziałem, zabierając jej dech. Walczyła. Lubię jak walczy, ale w tej dyscyplinie może być tylko jeden mistrz. Przytuliłem ją mocniej i jednocześnie zatopiłem się w niej pocałunkiem, to już nie była walka ze mną, to była walka o powietrze i przetrwanie… i strasznie się jej to podobało.

Położyła się na mnie. Moje dłonie zsunęły się wzdłuż jej sukienki, która teraz nagle odnalazła swoją właściwą długość i zatrzymały się na udach. Pociągnąłem je w drugą stronę, lekko walcząc z materiałem sukienki, który nagle postanowił zaoponować. Ona przylgnęła mocniej do mnie lekko wypinając tyłek. Pomagała mi… Podciągnąłem jej sukienkę i obie dłonie automatycznie wylądowały na jej pośladkach. To właściwe miejsce… ale przecież miałem jeszcze coś do zrobienia. Zacząłem ją całować mocniej. Nie robiłem nic więcej… lekko przytuliłem i całowałem. Zaczęła się o mnie delikatnie ocierać… chciała więcej, ale nie spieszyło nam się, nie spieszyło się mi.

Wspięła się, lekko siadając na mnie. Nadal całowaliśmy się, a ona sięgnęła do moich spodni i zaczęła je rozpinać. Pomogłem jej, jednym ruchem rozpiąłem pasek i zsunąłem z siebie wszystko, a ona usiadła na mnie mocniej. Moje dłonie powędrowały pod jej sukienkę. Lekko docisnąłem ją do siebie, tak że niemal leżała na mnie. Usiadła mocniej i zaczęła się lekko poruszać, mając toporek idealnie pod swoją cipką…

Wysunąłem ręce spod sukienki. Jedną dłoń położyłem na jej tyłku, drugą na jej szyi, lekko się obniżyłem i wróciłem, powoli ale jednostajnie wślizgując się w nią. Oderwała się od moich ust i westchnęła. To było westchnienie rozkoszy na powitanie… takie „nareszcie”. Potem zaczęła lekko poruszać biodrami.
Wsunąłem dłoń w jej włosy i chwyciłem za nie, powoli, tak aby nie wyrwać ich zbyt wiele. Drugą ręka objąłem ją w talii, a dłonią chwyciłem za zgiętą nogę, by mi się nie wyślizgnęła. Przycisnąłem jej usta do swoich i bardzo przyśpieszyłem…

To była bardzo długa droga powrotna do domu… bo lubimy wracać trochę bardziej zmęczeni niż wyjeżdżaliśmy…

Komentarze6 komentarzy

  1. Ohh Alicjo i Drwalu inspirujecie mnie za każdym razem ! Uwielbiam Was czytać, co do uniesień w samochodzie mam również kilka cudownych wspomnien na których wspomnienie mam wypieki na twarzy (i nie tylko hihi) pozdrawiam Was serdecznie, wasza wierna fanka

  2. Podróże są potrzebne, tworzą piękne wspomnienia i niezapomniane chwilę :) Super sprawa, że tak się nawzajem dręczycie, inspirujecie i kochacie, daje to nadzieje i zapał do dbania o siebie i związek dla każdego/każdej z nas. Ja bym jeszcze wilgotną dłoń przysunęła w okolice nosa Mojego Drwala i zapytała czy ładnie dzisiaj pachnę i może lekko musnęła jego wargę ;)
    Mam pytanie, które trąci trochę o reklamę, ale tak dużo pisałaś Alicjo o pasach, sexy bieliźnie aż zaczęłam się zastanawiać czy masz wypróbowane sklepy w których się zaopatrujesz :) Lepiej kupić coś na miejscu np. w sex shopie, sklepie bieliźniarskim (ale tam nie zawsze są takie bardzo wyuzdane) czy przez internet zamówić ? Pozdrawiam :)

    • Nie polecam pasów itd z sekszopów, bo zwykle wieją tandetą. Najlepsze pasy to te, które mają metalowe żabki i można je zakładać także w dzień. Obserwuj nasze Wyzwanie na fb, przed nami tydzień bielizny i będę już polecać konkretne modele ❤

  3. Ja mam podobnie z moim panem M ;) kazdy nasz powrót do rzeczywistosci kończy sie kilkugodzinnym albo kilku dniowym opóźnieniem… :) nie jest nam dane byc ze soba na codzień ale kazda wspólna chwile staramy sie spedzac wspólnie odcinajac sie od swiata i koncentrujac sie na sobie, na naszych przyjemnosciach, doznaniach. dbając o siebie wzajemnie. Często patrzę na niego oczami, które mówią „weź mnie, tu i teraz, natychmiast! przytulaj, całuj, pieść, nie puszczaj i nie jedź już nigdzie, zostań”.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter