Niczego nie będzie żal… 

8

Wiem, że jest późno, zdecydowanie zbyt późno, aby ktoś zechciał przeczytać ten tekst, a tym bardziej spróbował go zrozumieć. Bardzo możliwe jest również to, że pisząc go po długim wieczorze, spacerze i… pasjonującej rozmowie, o której jak nie zapomnę to również wspomnę, sam zgubię się kilka razy w czasie jego pisania. Zakładam nawet, że nie dotrwam do końca, zmorzy mnie sen, lub zwyczajnie uznam, że nie warto tego kończyć… ale cóż, noc należy do zuchwałych ;)

Alicja śpi. To krótkie zdanie potencjalnie nie może być ani odrobinę romantyczne, nie mówi nic o przyjemnym widoku, delikatnym oddechu i aksamitnych cieniach tworzonych przez wpadające przez uchylone okno światła śpiącego z Alicją miasta. Określa czynność, jej ostentacyjną bierność… dla mnie – romantyczną bierność zmęczonej, zanurzonej w swoim świecie esencji mojego świata.

Alicja śpi. To dwa słowa – a dla mnie opasły tom, uzupełniany skrupulatnie notatkami każdego dnia. Ciągły dowód i powód, inspiracja do stawiania tez, które z przyjemnością potwierdzam, niektóre z niechęcią obalam. Małe odkrycia i przydługie opisy, zrozumiałe tylko dla nas, część pewnie tylko dla mnie. Trochę jak dzieło życia… patrzę na śpiącą inspirację, – gdybym był przesadnie romantyczny, napisałem że “muzę”, od której nie mogę się oderwać nawet gdy nie zwraca na mnie uwagi. Bo śpi… a ja nie. Ja patrzę.

Dziś rano udało nam się znowu zatrzymać czas. To nie było nic wielkiego, chodziło o zwykłą kawę, która zajęła może 5 min. Ale to było bardzo nasze 5 min. Kawa nie smakowała może najlepiej, była zaledwie pretekstem do posmakowania czasu. Spieszyło nam się bardzo, Alicja pędziła na jakieś ważne spotkanie, wyglądając jak milion dolarów, mimo że tylko w jeansach. Mi urywał się od rana telefon, na tyle skutecznie, że podziękowałem za słabo trzymającą baterię i z uśmiechem przywitałem komunikat o wyłączeniu… naładuję go w samochodzie. Bo nic nie było ważniejsze niż 5 minut. Bo człowiek jest czasami właśnie jak słabo trzymająca bateria, ale z funkcją błyskawicznego ładowania. Wystarczy 5 minut, aby poczuć pełnię… Teraz pewnie liczycie na jakąś gorącą scenę?

Zatem proszę: Zaczęło się od kawy. Właściwe to wcześniej były kubki. A jeszcze wcześniej – woda… Wstałem dosłownie chwilkę (czyli wyjątkowo tylko raz “jeszcze 5 minuuuutteeeek”) przed Alicją, ze świadomością, że i tak jesteśmy spóźnieni. Jednak z premedytacją, kierując się swoimi egoistycznymi potrzebami i mając w dupie resztę świata i dzwoniący telefon poszedłem zrobić kawę. Wyjąłem na lekkim autopilocie 2 kubki, zupełnie przypadkiem jeden był ulubionym Alicji, a drugi całkiem wygodny i duży (teraz pewnie przeżywacie szok, że tacy ułożeni, a piją w kubkach nie do pary, to zdradzę wam, że nasza szafka z kubkami przypomina ostatnio przegląd promocji i gratisów najbardziej egzotycznych kubków na świecie, albo przynajmniej w ostatnim czasie w najbliższych okolicach, które jakimś cudownym sposobem pojawiają się najczęściej same w naszej szafce, uzupełniając coraz mniej liczną, zagubioną i wytłuczoną populację kubków z jednego z tanich popularnych sklepów kupionych w całym kartonie (bo była promocja :P)).

W międzyczasie włączyłem czajnik, przygotowałem mleko itd. Wiele seksu w tym nie było, generalnie po kilku minutach na stole stały dwa kubki z diabelnie gorącą i prawie równie mocną, przynajmniej moją kawą… Kawa sobie parowała, my się krzątaliśmy, a efektem pracy i krzątania było spotkanie po odpowiednio długiej chwili, z przerwą na toaletę, przy stole.

Alicja usiadła naprzeciw mnie, wzięła w swoje drobne dłonie kubek, uśmiechnęła się chyba bardziej do kubka niż do mnie. Ja w tym czasie pozbyłem się kilkoma łykami już połowy swojego i znad krawędzi dalej sącząc kawę obserwowałem jej reakcję. Uniosła oczy na mnie, cały czas roześmiane, napiła się i powiedziała “Ulubiony!…”. Zignorowałem kubek uznając, że mówi o mnie… Odstawiłem kubek i tu czas zatrzymał się na całe 5 min, a zaczęło się ładowanie pustej baterii namiętności słowami, uśmiechami i prostym byciem blisko. Wtedy też powstał zdradziecki plan tego wieczoru, po którym zmęczeni, szczęśliwi i pełni energii wróciliśmy całkiem niedawno.

Niczego nie będzie żal

To nic że się pewnie lekko spóźniliśmy, to nic, że wyłączony telefon tylko zwiększył irytację i znacząco ukwiecił język potencjalnego rozmówcy… ja wiedziałem, że niczego nie będzie mi już żal. Że te 5 min spowodowało, że w sumie nie mam powodu, abym musiał się z czegokolwiek tłumaczyć, komukolwiek…

I teraz do rzeczy, bo ten wstęp ma, jak się domyślacie, jakiś powód, przyczynę i myśl do przekazania. Dziś siedzieliśmy sobie w jednym z bardziej przez nas lubianych miejsc. Wokół przesuwały się wraz z uciekającym czasem coraz mniej liczne pary i grupki roześmianych osób. Podczas podlewania dyskusji winem, które znalazło się zupełnie nieoczekiwanie w naszym posiadaniu, prawie na wyciągnięcie ręki, wypłynął kolejny raz nasz ulubiony temat, składający się z dwóch słów “Po co?” – czyli najkrótsze pytanie o sens życia. Już widzę to przerażenie w oczach, że za chwilkę będę popisywał się znajomością filozofii i koncepcjami sensu dopasowanymi do poszczególnych szkół, epok i okresów… nie, oszczędzę wam tego, takie rzeczy trawi tylko moja Alicja, oczywiście wytykając drobne pomyłki i przejęzyczenia – gdy tylko ma okazję.

Ta skrócona myśl prostego “po co” ma jednak więcej sensu, niż może się pierwotnie wydawać. Po co my żyjemy? – nie wiem, ale “chyba” wiem po co ja żyję. Po to aby robić to co dziś z Alicją i niczego nie żałować… A “chyba” – bo nie zawsze musi być różowo, ale warto o to zadbać…

PS. Tak, wiem, pewnie są błędy w tekście, poprawię później, rano albo kiedyś… tymczasem idę sprawdzić o czym śni moja Alicja. Dobranoc ;)

Komentarze8 komentarzy

  1. My też nie spaliśmy o tej porze…
    Nocne demony, troskliwie otulane miłością, cierpliwością i zrozumieniem, oddalaliśmy od siebie, by móc zasnąć w swoich objęciach oczyszczeni, piękni, bliscy…

  2. Jak dla mnie seks jest seksem, jest bardzo ważny i potrzebny w związku ale bardziej niż seks cenie sobie właśnie te „5minut” i tą kawkie 😁 Mój Drwal wstaję wcześnie rano do pracy i mimo że ja jeszcze mogę smacznie spać wstaję razem z nim. Nie zawsze uda nam się wypić naszą kawkie ale te kilka minut przed pracą spędzamy razem w bardzo naturalny sposób ale jakże wyjątkowy ……..
    Uwielbiam te poranne „5minut” zawsze są wyjątkowe.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter