Niewierna

5

Kiedy pierwszy raz obejrzałam film Niewierna zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Poetycki, wyciszony nastrój, wspaniała Diane Lane i bardzo dużo sprzecznych uczuć, przez które momentami robiło się wręcz nieprzyjemnie. Za każdym razem, gdy do niego wracałam (tak jak wczorajszego wieczoru, by odświeżyć sobie pamięć przed recenzją) łapałam się na tym, że mimo, że znam przecież fabułę, wszystkie sceny i całkiem sporo detali, to szkoda mi go przewinąć choćby o sekundę do przodu. I chyba właśnie ta przyjemność z oglądania sprawiła, że zdecydowałam się zrecenzować film sprzed niemal już dwudziestu (!) lat – dla tych, którzy go przegapili, ale też dla tych, którzy lubią do niego wracać.

Zacznijmy jednak od początku, a jest on dość sielankowy. Edward Sumner (w tej roli Richard Gere) mieszka wraz z żoną Connie (wspomniana Diane Lane) i ich ośmioletnim synem w pięknym domu na przedmieściach. Małżeństwo wydaje się być idealne: są młodzi, piękni, nie brakuje im pieniędzy, ale też nie brakuje im czułości i wzajemnej troski. Widać wprawdzie codzienność i rutynę, ale widać też namiętność i potrzebę bliskości. I wtedy wydarza się coś, co burzy ten idealny porządek: w zwykły, choć bardzo wietrzny dzień, Connie wpada na przystojnego Paula (w tej roli Olivier Martinez), a potem wchodzi do jego mieszkania i pozwala, by opatrzył jej otarte kolana. To jedno spotkanie staje się początkiem gorącego romansu, który doprowadzi do niejednej tragedii. I tu urwijmy streszczanie fabuły, by nie psuć zabawy tym, którzy nigdy Niewiernej nie widzieli :)

Dlaczego polecam wam ten film?

Z wielu powodów. Pierwszym i najważniejszym jest to, że – jakkolwiek dziwnie to zabrzmi – Niewierna jest moim ulubionym, obok Take this waltz, filmem o zdradzie. Tam mieliśmy jednak dość zinfantylizowaną bohaterkę, a tu kobietę z krwi i kości, której rozdarcie pomiędzy dwoma mężczyznami, jest autentyczne, przejmujące i cierpkie. Connie jest przecież szczęśliwą mężatką, na swój sposób ciągle kocha Edwarda, a mimo tego wdaje się w romans ze znacznie młodszym od niej Francuzem. Dlaczego? Tego reżyser nam nie mówi – i być może to właśnie to pytanie, wiszące przez cały dwugodzinny seans, jest właśnie tym najważniejszym powodem, dla którego warto obejrzeć Niewierną.

WHITE RVBBIT - koronkowa bielizna, pasy do pończoch, sukienki

Zdrada w ujęciu filmowym wydaje się przecież czymś zupełnie niezależnym od rozsądku, jakimś dzikim porywem serca. Connie może zatrzymać taksówkę, a jednak wchodzi do kamienicy. Może wrócić do swojego świata, a jednak daje się uwieść temu, co nowe. No właśnie: nowe. Czyżby to jedno słowo było powodem niewierności? Potrzeba doświadczenia czegoś, czego w żaden sposób nie jest w stanie dać nam ktoś, kogo od lat znamy na wylot?

Te wiszące pytania to nie wszystko, bo obok nich mamy dwie ważne role. Connie, która wie, że robi krzywdę rodzinie, a mimo tego podejmuję grę uwodzenia i Edwarda, który widzi, że coś jest nie tak, ale do pewnego momentu jedynie wszystko obserwuje. Czy on powinien zrobić coś więcej? Czy w jej romansie był choćby cień jego winy?

I można by tak długo stawiać pytania, a potem jeszcze dłużej szukać na nie odpowiedzi – wrócimy jednak do nich później, gdy już wszyscy będą po seansie :)

Jakie są minusy Niewiernej?

Skoro były plusy, to pora na minusy – i tu, szczerze mówiąc, widzę tylko jeden. Nie do końca podobała mi się postać Paula. Patrząc na jego mieszkanie (a właściwie antykwariat urządzony na stancji), na te tysiące książek i umieszczone między nimi łóżko, na jego recytację wierszy i życiową nieporadność (widzieliście w jaki sposób on zaparzał herbatę?) miałam wrażenie, że reżyser wrzucił do szejkera wszystkie stereotypowe cechy „idealnego kochanka”, a potem zrobił nam przesłodzony koktajl. Chyba, że postać Paula miała po prostu uosabiać jedynie młodość i żądzę – choć wówczas trudno mi zrozumieć czym poza ciałem miałby uwieść Constance.

Jak dużo seksu zobaczymy na ekranie?

Cóż… całkiem sporo :) Pierwsza część filmu jest w zasadzie cała wypełniona seksem – i jest to głównie zmysłowy seks Connie i Paula. Mamy strach i ekscytację Connie przed ich pierwszym razem, mamy nieoczekiwany seks w pobliskiej kawiarni, mamy seks w kinie i ostry seks na klatce. Jest namiętnie, gwałtownie, ekstatycznie. Jest kobiece uwodzenie bielizną i zrzucanie jej tuż przed wyjściem na randkę.

A pomiędzy tym wszystkim brzmią słowa jednej z przyjaciółek, która – tuż po tym jak Connie wróciła z szybkiego numerku z Paulem – mówi nieco złamanym głosem:

To wszystko to tylko złudzenie. Potem zawsze albo ktoś się dowie, albo któreś z dwojga się zakocha i katastrofa gotowa. To się nie może dobrze skończyć.

– czy rzeczywiście tak jest?

Avatar

Komentarze5 komentarzy

  1. Avatar

    Sama jestem w związku w którym.sie nie układa. Mój facet nie przejawia mną takiego zainteresowania jakiego bym oczekiwała. Może tylko tak mi się wydaje… Ostatnio poznałam fajnego chłopaka z którym zaczęłam sypiać, czuję się tak jak bohaterka filmu. To wszystko uświadomiło mi, że nie kocham mojego chłopaka. Sytuację takie jak w filmie na prawdę istnieją!

  2. Avatar

    Niestety, choć romans „na boku” jest ekscytujący, wspaniały i ciężko się przed nim powstrzymać, to nie można nie zgodzić się z przyjaciółką Connie… to zawsze się źle kończy… Choć stawiając na jednej szali chwile zapomnienia i niesamowitych doznań, na drugiej ból serca i wyrzuty sumienia – ta pierwsza jednak przeważa i nie warto żałować ;-)

  3. Avatar

    Warto posłuchać Ester Perel w TED-ach na YouTubie, często zdrada nie jest spowodowana brakami w związku czy brakiem miłości, a znużeniem samym sobą,chcemy po prostu przeeksperymentować samych siebie w innym życiu. I chyba rzecz najważniejsza, miłość i pożądanie to są dwie całkiem różne rzeczy i wspaniale kiedy idą razem w parze, ale… często nie pragniemy erotycznie i seksualnie ludzi, których kochamy, zwłaszcza po 30 latach związku i nie kochamy tych, których pragniemy…

    • Avatar

      Czas pokaże jak to się skończy…
      Ja jestem w bardzo poukladanym związku, On… Cóż, nie ma łatwej codzienności ale też nie jest sam.
      Nasza przyjaźń trwa 3 rok. Piszę „przyjaźń” bo oprócz namiętności jest też troska, strach o tą drugą osobę, jest zwykle „Miłego dnia” z rana, jest zaufanie.
      Boję się powiedzieć na głos, że to coś więcej niż romans, bo gdyby tak było nie sądzę, że trwałby tak długo.
      Mimo wszystko jest w tym odpowiedzialność za nasze „pierwsze życie”.
      I z ręką na sercu muszę Wam przyznać, z żadnego z Nich nie umiem zrezygnować 😶

  4. Avatar

    Uwielbiam ten film. Uwielbiam Diane Lane, zawsze jest taka zmysłowa, piękna, ma w sobie coś . Film jest po prostu piękny, na mnie też za pierwszym razem zrobił wrażenie i trwa ono do dziś. Jak tylko leci, chętnie go oglądam. Sceny seksu też są świetne, podniecające, ekscytujące, zmysłowe. Sytuacje jak w filmie, zwłaszcza romans, zdarzają się w życiu. Czasami tylko jednorazowa przygoda, czasami długoletni romans. Czasami wychodzi na jaw, czasami zostaje tajemnicą. Jedni będą żałować, inni nie.

Napisz komentarz