Oczy szeroko zamknięte

4

Uwielbiam oglądać filmy z Drwalem. To taki nasz pokręcony rytuał, który zaczyna się niewinnym włączeniem wybranego filmu, płynnie przechodzi w namiętną walkę z naszymi pragnieniami i kończy się… porządnym skończeniem. A gdy już się skończymy i nie mamy siły się ruszać, nadchodzi pora, by włączyć ten film jeszcze raz ;)

Oczy szeroko zamknięte, choć rozpoczęte dość intrygującą sceną, musiały niestety podzielić los wszystkich innych. Położyliśmy się obok siebie, wypiliśmy po kilka łyków wina i nagle Drwal pocałował mnie tak delikatnie, a potem jeszcze raz i jeszcze jeden… coraz mocniej, głębiej i zachłanniej, a potem nie mieliśmy już wyjścia i po prostu musieliśmy się kochać. Wiem jednak, że czekacie teraz na recenzję, opowiem zatem co działo się w tle naszych poczynań ;)

Oczy szeroko zamkniete

O czym jest ten film?

O skomplikowanych relacjach międzyludzkich, w których namiętność miesza czasem zmysły, a pokusy prowadzą do tragicznego finału. A mniej patetycznie: o tym, co dzieje się z człowiek, gdy nagle otworzy oczy.

Jeśli znacie jakikolwiek film Kubricka, to z pewnością wiecie, że u niego nic nie jest czarno-białe, a najwięcej pożytku przynosi czytanie między wersami. Wątków jest dużo, miejsca na interpretację jeszcze więcej, dlatego wyświadczę nam wszystkim wielką przysługę i skupię się na tym, co mnie interesowało najbardziej: dwójce głównych bohaterów. Mamy zatem młode, piękne małżeństwo, znudzone do granic wytrzymałości. Bill (Tom Cruise) jest lekarzem, który zbija fortunę na ratowaniu dam do towarzystwa – czyli kobiet, które na wystawnych przyjęciach mieszają heroinę z kokainą w trakcie seksualnych uniesień z gospodarzem domu. Jego żona Alice (Nicole Kidman) zajmuje się galerią sztuki – a właściwie zajmowała, bo galeria w Soho splajtowała. Małżeństwo mieszka w Nowym Yorku, wychowuje uroczą córeczkę i mimo tego, że każde z małżonków otrzymuje pozamałżeńskie propozycje seksualne, oboje są sobie wierni. Aż tu nagle przychodzi wieczór, gdy znudzona (uwielbiam jej znudzenie, jest perfekcyjne) Alice zaciąga się blantem i oznajmia swojemu mężowi, że właściwie to ona mogłaby go zdradzić i miewa sny, w których nie pamięta sama „ilu facetów ją bierze”. I wtedy zmienia się wszystko.

Ta rozmowa jest przełomowa dla całego filmu, bo to od niej zaczyna się fabuła właściwa. Bill nie wierzy w to, co właśnie usłyszał, więc już do końca filmu (czyli przez kilka dni) nękają go obrazy, w których ktoś własnie „posuwa jego żonę”. Wybaczcie to mało eleganckie słowo, musiałam. Obsesja niewierności w jakiś sposób otwiera oczy Billa – i nagle pojawiają się przed nim perspektywy, których dotąd nie widział. Może one były zawsze obok? A może mu się tylko przyśniły?

Dlaczego lubię ten film?

Bo za każdym razem, gdy go oglądam widzę w nim coś innego, a i tak na koniec zadaję Drwalowi pytanie: o co tu w ogóle chodziło? ;)

A zupełnie poważnie: ten film jest hipnotyzujący. Hipnotyzuje stężeniem seksu, urwanymi scenami, piękną Nicole Kidman, która stoi w prześwitującej bluzce i wygłasza seksowny monolog, a ja i tak – jako kobieta! – gapię się na jej ciemne brodawki. Hipnotyzuje muzyką i walcem Shostakovicha, który uwielbiam – choć przyznam szczerze, że to powracające plumkanie fortepianu było w pewnym momencie już nieznośne. Hipnotyzuje zagubieniem Billa, który nie wie, czy wplątał się w niebezpieczne układy masońskiej loży, czy ktoś to wszystko sfingował i zwyczajnie z niego zakpił. Hipnotyzuje obnażaniem tego, co widać, gdy jednak otworzymy oczy – bo wtedy okazuje się, że nasz przyjaciel zdradza żonę z naćpaną prostytutką, właściciel wypożyczalni strojów akceptuje podwójny romans córki, gdy odkrywa, że może zrobić na tym interes, a w mieście odbywają się zamknięte orgie, gdzie faceci w maskach zabawiają się z zamaskowanymi paniami.

Tym, co hipnotyzuje mnie jednak najbardziej jest relacja pary bohaterów, którzy walczą z pokusami, fantazjami, znudzeniem, zazdrością i przede wszystkim – łatwością zdrady – bo okazji przecież nie brakuje – a na koniec dnia przyznają, że powinni poczuć wdzięczność. Wdzięczność, że przetrwaliśmy nasze wszystkie przygody, bez względu na to, czy były prawdziwe, czy tylko nam się śniły.

Ile seksu jest w tym filmie?

Mnóstwo. Oczy szeroko zamknięte były zapowiadane jako „ostry thriller erotyczny” i taka etykietka zdecydowanie zrobiła im krzywdę. To nie jest ani porno, ani nawet łatwy filmik z seksem w tle – to film, nad którym trzeba pomyśleć, poszukać rozwiązań, pogmerać we własnych skojarzeniach. Nie ma seksu przypadkowego i niepotrzebnego, więc zawiodą się ci, którzy liczą na film do masturbacji ;) Na pocieszenie dodam jednak, że można popatrzeć na wiele nagich, pięknych biustów, zobaczyć orgię od środka (z muzyką klasyczną w tle!) i sprawdzić, czy bohaterowie skorzystali z okazji do zdrady, czy też może zatrzymali się jedynie na fantazjach… A fantazje bywały naprawdę przerażające.

I na koniec moja ulubiona scena, niemal żywcem wyjęta z naszego życia z Drwalem :) Gdy już wydarzyło się to, co miało się wydarzyć, małżonkowie robią z córką zakupy gwiazdkowe i właśnie tam, w zatłoczonym centrum handlowym, nieco rozbita Alice mówi do swojego faceta:

Ja Cię naprawdę kocham i musimy jak najszybciej zrobić coś bardzo ważnego. Pieprzyć się.

Komentarze4 komentarze

  1. Jak zwykle film idealnie dobrany do momentu :) i tradycyjne już po Twoich recenzjach „Napisy Końcowe”…
    PS: muzyka na końcu idealna wprost – wszyscy wiemy do czego :D

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter