Osiemdziesiąt dni żółtych

11

Dominik poczuł narastające napięcie w kroku i nie mógł za to obwiniać muzyki. Wyjął banknot pięćdziesięciofuntowy i pośpiesznie włożył do futerału na skrzypce; wsunął go pod warstwę monet, żeby nie kusił łakomych przechodniów. Młoda kobieta, pogrążona w muzyce, nie widziała tego. Odszedł, gdy koncert urwał się wdzięcznie i nad okolicą znów zapanowały typowe odgłosy metra, a pędzący podróżni rozchodzili się w różne strony.

Później, już w domu, położył się na kanapie i słuchał nagrania koncertu Vivaldiego, które znalazł na półce, a którego nie wyjmował od lat. Nawet nie pamiętał, że je kupował, może było dołożone do jakiejś gazety.

Przypomniał sobie zamknięte oczy dziewczyny (jakiego mogą być koloru?), kiedy grała zatracona w muzyce, i zastanawiał się, jak może pachnieć. Puścił wodze fantazji i zobaczył cipkę Claudii, tę głębię, gdy penetrował ją palcami, gdy jego kutas ją szturmował, ten dzień, gdy poprosiła, żeby wsadził jej całą pięść, i to, jak doskonale się wpasował w jej wilgotne wnętrze, a ona jęczała. Krzyk zamierał jej na ustach, a paznokcie jednym dzikim sztychem wbiła w delikatną skórę jego pleców. Łapiąc oddech, postanowił, że kiedy następnym razem będzie pieprzył Claudię, włączy tę muzykę. Tak zrobi. Ale w wyobraźni to nie Claudię będzie pieprzył.

Vina Jackson, Osiemdziesiąt dni żółtych

Jakiś czas temu zaczęliśmy recenzować dla Was erotyczne powieści, które zrobiły sporo zamieszania na rynku wydawniczym… Dziś wracamy do Was z książką Viny Jackson (czyli pseudonimu dwójki pisarzy, którzy wolą zostać anonimowi – i wcale się im nie dziwię ;)

Osiemdziesiąt dni żółtych

O czym jest ta książka?

Generalnie: dokładnie o tym samym, co Grey. Fabuła wygląda następująco: młoda, rudowłosa laska o imieniu Summer gra na skrzypcach na stacji metra. Tam zauważa ją bogaty profesorek w średnim wieku – Dominik, który jest oczywiście koneserem sztuki i perwersyjnego seksu. Standard. Pewnego dnia ktoś kradnie Summer skrzypce, Dominik czyta o tym w gazecie (serio!) i wysyła jej propozycję: „skrzypce za prywatne koncerty”. Ona oczywiście się zgadza i od tej pory para bohaterów zmierza ku temu, co powinno być mrocznym światem BDSM, a co w rzeczywistości jest nudnym jak flaki z olejem –  a momentami wręcz żenującym – piekiełkiem podrzędnej literatury.

Co jest największą zaletą tej książki?

Powtórzę to, co napisałam kiedyś przy Coelho. Otóż: największą zaletą tej książki jest to, że można ją znaleźć za free w internetach ;) Tak szczerze mówiąc to mimo szczerych chęci ciężko doszukać mi się jakichkolwiek plusów, więc wspaniałomyślnie pozwolę, byście sami doszukali się zalet. Ostatecznie mogłabym docenić koncept narracyjny, a więc naprzemienne użycie narracji pierwszoosobowej (punk widzenia Summer) z trzecioosobową (punkt widzenia Dominika) – tyle tylko, że żadne z nich nie ma zbyt wiele do powiedzenia ;)

Co jest jej największą wadą?

Tu mam zdecydowanie więcej przemyśleń! :)

Po pierwsze: książka do złudzenia przypomina Greya, do czego za chwilę jeszcze wrócę.
Po drugie: o ile jeszcze Summer można sobie jeszcze jakoś wyobrazić, o tyle Dominik (co za imię!) jest totalnie przezroczysty. Nie wiemy o nim w zasadzie nic, co pomogłoby by nam sobie jakkolwiek go zwizualizować – a ciężko widzieć boga seksu w „wykładowcy lubiącym muzykę klasyczną”.
Po trzecie: nagromadzenie wulgarnych scen seksu, które w pewnym momencie zaczyna męczyć i odpychać.
Po czwarte: dialogi, których praktycznie nie ma, a jeśli już są, to zwykle są kompletnie sztuczne.

Ile seksu jest w tej książce?

Mnóstwo. Jest on jednak o wiele mniej romantyczny niż w Greyu, bo uwierzcie, że przy Osiemdziesięciu dniach żółtych Grey był naprawdę romantyczny. Co więcej, nawet najbardziej „pikantne” sceny trącą sztucznością lub eksponują… brak higieny bohaterów, który momentami jest wręcz obrzydliwy (odsyłam do książki;). Jeśli czytaliście Greya to z pewnością zauważyliście, że niewiele tam dosadnych opisów, a Anastazja mnoży przenośnie, byle tylko nie mówić wprost – ani o szczegółach anatomicznych, ani o swoich doznaniach. Tu, wręcz przeciwnie – „nabrzmiały kutas, na którym rysują się nabrzmiałe od podniecenie żyłki” jest jednym z lżejszych przykładów kwiecistego języka.

Osiemdziesiąt dni żółtych vs 50 twarzy Greya

… wypada zdecydowanie na korzyść Greya, co wiele mówi o poziomie książki Jackson. Nie sposób przeoczyć jednak podobieństw łączących obie książki, a więc konstrukcji bohaterów (bogaty dominator i młoda studentka), akcesoriów i scenek BDSM, próby budowania opowieści o toksycznej, uzależniającej, perwersyjnej relacji przypadkowo poznanych osób oraz żenujących metod uszlachetniania nędznej fabuły odniesieniami do muzyki klasycznej (Grey też grał na fortepianie, pamiętacie?). Powiem Wam jednak zupełnie szczerze, że Anastazja to przy Summer literacka bogini – z krwi, kości i daru zaskarbiania sympatii czytelników (co wiem też z Waszych maili). Tak samo Christian, który był przystojny i charyzmatyczny, w odróżnieniu od płaskiego i nieciekawego Dominika.

I na koniec ciekawostka: pod pseudonimem Viny Jackson ukrywają się „autor dziewięciu książek, znana osoba z branży wydawniczej, redaktor, wydawca, felietonista i… kolekcjoner/specjalista w dziedzinie erotyki oraz autorka również publikowana w Anglii, pracująca jako wysokiej klasy finansistka w londyńskim City, znana postać na londyńskiej scenie sado-maso.”

To jak, spróbujecie zmierzyć się z tym erotycznym arcydziełem? ;)

Komentarze11 komentarzy

  1. Czytalam w czasie kiedy Grey dopiero wchodzil po polsku. Doszlam do podobnych wniosków… Greya czytalam z przyjemnością, moze bez wypieków, ale byl dla mnie mila, troche zabawna lektura. A to do mnie nie przemowilo.. :)

      • Ja przeczytałam już całą serię Crossa. Ogólnie książka oparta na Greyu. Mnóstwo podobieństw. Jednak fajnie się czyta. Alicja czekam na Twoje rekomendacje :-)

  2. Polecam serię książek o Gabrielu (fajniejsze imię od Gideona :p) Historia jak z Crossem i Greyem.
    80 dni było dla mnie bardziej przyziemne, momentami brutalnie szczere, te wszystkie Greyowe serię są po prostu cukierkowe :) przeczytałam wszystkie książki, ale mało już pamiętam.

  3. Greya przeczytalam dwa razy cala serie. Za pierwszym razem po prostu plakalam ze smiechu przy niektorych opisach. Za drugim razem docenilam jednak romantycznosc tej ksiazki. A koncowka byla juz tak oslodzona ze az nierealna.
    Z checia poczytam cos jeszcze takiego pikantnego ale chyba te 80 dni zoltych nie bedzie na liscie.

  4. Grey jest zdecydowanie przereklamowany, przerysowany i zbyt cukierkowy. Związek Summer i Dominika wydaje mi się bardziej realistyczny pod wieloma względami. W mojej prywatnej biblioteczce posiadam całą serię 80-ciu dni i właśnie zaczynam serię Kwartet Przyjemności, czyli dalsze losy Summer :) Bardzo lubię czytać waszego bloga Alicjo, ale ten post mnie zawiódł. Moim zdaniem, aby wypowiadać się na temat ksiazki, trzeba przeczytać całą serię, ponieważ jest dużo ważnych wątków, które się ze sobą przeplatają. Mam nadzieje, że kiedyś przeczytam tu recenzję całości i milo się zaskocze;)

    • Alicja

      Martyno, ja recenzuję celowo poszczególne części – wyjątkiem są wpisy typu TOP10. I nie zgadzam się z tym, że aby wypowiadać się na temat książki trzeba przeczytać całą serię. Aby wypowiadać się na temat książki trzeba przeczytać książkę, aby wypowiadać się na temat serii trzeba przeczytać serię ;) Tym bardziej, że książka książce nierówna, czasem jedna część serii jest dobrze napisana, a pozostałe zdecydowanie odstają.
      Bardzo uczciwie podchodzę do tej zakładki. Pytacie mnie zwykle o to samo: co jest motywem przewodnim, ile jest seksu i jaki jest język. A język i same opisy scen są „80 dniach” fatalne. Być może kiedyś jakimś cudem znajdę czas na coś jeszcze z tej serii, ale wątpię, byś była zadowolona z mojej oceny;)
      I nie bierz tego do siebie! Nie lubię jakoś tego gatunku, więc łatwo mi nabrać dystansu i nie popadać w przesadne zachwyty nad erotykami – piszę te posty przede wszystkim dla was. Zresztą – „moje książki” z pewnością widziałaś w naszym prywatnym TOP10.
      Dzięki za komentarz! :)

  5. Książka to nie tylko osiemdziesiąt dni żółtych :) Ja przeczytałam wszystkie 6 tomów, bardzo mnie urzekła jednak Luba, która pojawia się w pierwszych tomach, a jej całą historię możemy przeczytać w czwartej części :) Jednak wszystkie 6 tomów łączą się w jedno :)

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter