Pamiętniki Fanny Hill

5

Pamiętniki Fanny Hill to książka niemal kultowa, napisana przez Johna Clelanda w… 1748 roku! Znacie tę powieść? Ja – przyznam się bez bicia – sięgnęłam po Pamiętniki dopiero po greyowym szaleństwie. I cóż… raczej mnie nie zgorszyły ;) Pamiętajmy jednak, że historia Fanny powstała w czasach, gdy widok kobiecej kostki uznawany był za demoralizację totalną, a sama książka Clelanda została okrzyknięta “niegodziwą i stanowiącą jawną zniewagę wobec religii i dobrych obyczajów oraz wyrzut sumienia dla honoru, rządu i praw”.

Jako że moje sumienie, honor oraz rządy (zwłaszcza w sypialni!) widziały już niejedno, spróbuję teraz odpowiedzieć na konkretne pytanie: co otrzymasz, biorąc do ręki Pamiętniki?

Pamiętniki Fanny Hill

1. Historia stara jak świat

Losy Fanny, oceniane z perspektywy współczesnego czytelnika, nie mają w sobie nic odkrywczego. Zresztą sami oceńcie: tytułowa bohaterka to prosta dziewczyna ze wsi, która w wyniku tragicznych splotów okoliczności zostaje sama na świecie, trafia do Londynu i z miejsca otrzymuje pokój u przebiegłej rajfurki. (Mała dygresja: rajfurka to moje nowe ulubione słowo, więc nie mogłam sobie odmówić :P w każdym razie chodzi o kobietę prowadzącą dom publiczny lub też mówiąc inaczej: stręczycielkę). Fanny jest oczywiście absolutnie naiwna, w związku z czym przygotowanie siebie do roli kurtyzany odczytuje jako przejaw troski o jej życiową niezależność. Doprawdy, urocze.

2. Kontrowersja kontrolowana

Niestety, Grey to nie jest ;) Seksu jest w tej powiastce co niemiara, ale czyta się to trochę jak braci Grimm. Chociaż nie – bracia Grimm doprowadzali mnie często do szczerego wzruszenia, a biedna Fanny momentami rozbraja mnie swoim owijaniem w bawełnę. Na dzień dobry czytamy:

Naga prawda! Oto cel, który mi przyświeca, gdy siadam by spisać moje wspomnienia. Naga prawda bez zbędnych ozdób i wstydliwych przemilczeń! Nie cofnę się przed niczym i niczego się nie ulęknę, choćby ktoś mógł uważać, że przekraczam prawa elementarnej przyzwoitości. Bo prawda nie może być przyzwoita lub nieprzyzwoita, piękna lub brzydka. Prawda jest tylko prawdą i niczym więcej.

A jeżeli po przeczytaniu moich wspomnień postanowicie mnie potępić – to wasza i tylko wasza sprawa. Wasz sąd o mnie niczym mnie nie dotknie. Bo moim sędzią najwyższym jest tylko prawda! Naga prawda!*

– no, to apetyt mamy zaostrzony… a potem nagle okazuje się, że niektóre słówka nie przejdą Fanny przez gardło ;) Mam dla Was jeszcze jeden fragment, z rozdziału pod tytułem Wielka orgia u madame Cole. Jak orgia, to orgia! Nastawiłam się na hardkorowe wstawki, a tu tymczasem…

Wtedy “narzeczony” Emilii ukazał nam do oceny swój organ. Była to rzecz niesłychanie długa i w porównaniu z długością – niesłychanie szczupła, co jest rzadkością u tęgich mężczyzn. Jak mogłam wnioskować z późniejszych moich licznych obserwacji i badań – u mężczyzn o takiej budowie ciała, narząd jest przeciwnie niż w tym przypadku – raczej krótki, a za to gruby.

Oczywiście narzeczony nie zastanawiał się w tej chwili nad sprawą długości i grubości swojego narządu. Wsunął go po prostu w otwór w wąwozie [WTF?! ;) ], jak szablę do pochwy, i przylegając wypukłością brzucha do pośladków dziewczyny pochylonej nad sofą i opierającej się o nią łokciami – zasłonił nam tę całą wysokogórską panoramę.

Jeśli więc liczysz na perwersyjne chędożenie, to możesz się zawieść… – choć moja mama na przykład dostawała od tej książki konkretnych wypieków ;)

3. Rozczarowanie

… i nie mówię o języku, ale o samej fabule. Mamy na przykład rozdział Adwokat w domu publicznym – w związku z czym mój perwersyjny umysł liczył co najmniej na obciąganko w todze, a tu zamiast obciąganka mamy historię podstarzałego mecenasiny, który robi w majty ze strachu przed zaborczą małżonką, a do burdelu idzie tylko po to, żeby ratować tyłek jakiegoś młokosa! Mamy także inny rozdział – Jak po raz drugi straciłam… dziewictwo. Zgadnijcie co w nim znajdziemy? A nie powiem Wam :P Sami poczytajcie – ewentualnie zostawcie propozycje w komentarzu ;)

4. Powiew Harlequina

To miała być gorsząca książka o rozpuście, a okazała się lekkim romansem – z wielką miłością w tle. Nasza Fanny zakochuje się bowiem w niejakim Karolu, który to deklaruje jej “na zawsze” mniej więcej godzinę od chwili, gdy spotyka ją w burdelu. Czytając tę książkę momentami miałam wrażenie, że autor cierpi na schizofrenię i sam nie wie, czy pisze melodramat czy porno, w każdym razie rozterki Fanny i opowieści o losach Karola skutecznie niwelują jakiekolwiek erotyczne napięcie. Jeśli jednak lubisz lekkie książki do czytania w tramwaju – to Pamiętniki mogą przypaść Ci do gustu.

5. Katastrofalne zakończenie

Ostatni akapit książki z powodzeniem mógłby trafić na listę najgorszych zakończeń, jakie kiedykolwiek zostały wydrukowane na papierze. Uwierzcie mi, że po przebrnięciu przez 189 stron tej w gruncie rzeczy dość przeciętnej powieści, liczycie na jakiś sensowny finał. Finał tymczasem wbija w fotel – i zostajecie w tym fotelu z miną pt: “ja pier*lę, co za żenada…” – bo złota rada Fanny jest naprawdę trudna do ogarnięcia zdrowym umysłem ;) Nie zdradzam jej celowo, co by nie popsuć niektórym z Was zabawy ;)

To jak, czytamy? ;)

*Cytaty pochodzą z tekstu w tłumaczeniu Mieczysława Sztycera.

Komentarze5 komentarzy

  1. Może jest to delikatna wersja kobiecych uniesień, ale nie wszystko musi się kończyć z biczem na tyłku.
    Chętnie przeczytam :D

  2. to może jednak najlepszą opcją jest Megan Hart? Przeczytałam chyba wszystkie jej książki i szczerze polecam! ;D

Napisz komentarz