Po co kobiecie jest… mąż?

14

Gdy byłam małą dziewczynką wierzyłam, że tak zwany ślub jak z bajki jest absolutną podstawą udanego kobiecego życia. Że nie ma miłości bez wielkiej bufiastej sukni, nie ma przysięgi bez zastępu druhen i nie ma perspektyw bez piętrowego tortu. Gdy nieco podrosłam – lecz wciąż byłam dziewczynką – godzinami rysowałam białe suknie, wyciągałam z szafy welon mamy i wraz z bohaterkami bajek ćwiczyłam swoje “yes, I do”.

Suknie miały wprawdzie mniejsze bufki, liczbę druhen zredukowałam o połowę, ale tort dalej miał piętra. Gdy byłam nastolatką i gdy potem byłam pełnoletnia znałam już wszystkie przysięgi, także te całkiem oryginalne, prosto z ukochanych seriali. W końcu nigdy nie wiadomo, co się kobiecie w życiu może przydać ;) A gdy byłam już długo po studiach i zaczynałam układać swoje życie – i gdy mogłabym zrobić wreszcie pożytek z całej tej ślubnej wiedzy – w moim życiu pojawił się Drwal.

Teraz jest moment na chwilę ciekawości sponsorowanej przez pytanie: oświadczył się w końcu – czy nie oświadczył :P

Po co kobiecie mąż?

Oczywiście nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo zepsułabym całą frajdę zgadywanek, ale mogę na przykład powiedzieć co uwielbiałabym w Drwalu, gdyby był moim mężem. Choć może przecież jest ;)

Uwielbiałabym wspominać moment, gdy wszedł kiedyś do apteki i poprosił o tabletki, po których żonę przestałby boleć brzuch. Uwielbiałabym nie ze względu na żonę, ale ze względu na to, że tak bardzo się o mnie troszczy.

Uwielbiałabym wracać do domu, wiedząc, że On na mnie czeka – z tym swoim czujnym spojrzeniem, pełnym pasji i… zachłanności.

Uwielbiałabym chodzić z Nim na randki. Wkładać sugestywną bieliznę, mierzyć najlepszą sukienkę i pięć razy zmieniać fryzurę – z fal na upięcia, i z upięcia na fale. Stresować się przy tym jak nastolatka, z tysiącem motyli w brzuchu. Drżącymi dłońmi wybierać numer na taksówkę i nie móc się doczekać kolejnego pierwszego pocałunku. Patrzeć na Niego bez miłości, jak nie umiem na Niego patrzeć – i czekać na ten jeden gest, na dłoń zbliżoną do mojej, na lekkie muśnięcie warg i głębokie spojrzenie w oczy. Na siłę, pasję i władczość, na wyszeptane: jestem Twój.

Uwielbiałabym robić muffiny. Patrzeć, czy zabierze je do pracy i… czekać na kuchenny rewanż, z soczystym, winnym pokazem. Z kolacją podaną do łóżka i śniadaniem serwowanym nad ranem… ;)

Uwielbiałabym z Nim spacerować. Godzinami chodzić za rękę, czasami snuć się bez celu, czasami tego celu szukać. Uwielbiałabym poprawiać mu szalik, kraść delikatne pocałunki i za każdym razem pozwalać, by mocno przyciskał mnie do siebie.

Uwielbiałam zbierać nasze rzeczy, rozrzucone w kolejnym uniesieniu… Wkładać jego koszulę przed lustrem i patrzeć, jak On wtedy patrzy. Pozwalać, by zsunął mi pończochy i nie płakać, gdy zostaną porwane.

Uwielbiałabym walczyć o Niego, za każdym razem, gdy On w siebie wątpi. Wierzyć w jego marzenia i każdym z nich się opiekować. Dawać poczucie bezpieczeństwa i doceniać, że On mi je daje. Być zawsze po Jego stronie, jak partner i najlepszy przyjaciel.

Uwielbiałabym mówić, że kocham – i słuchać, jak On to szepcze. Czy byłby Mężem, czy nie-Mężem, z obrączką czy tylko z tatuażem. Z przysięgą w urzędzie czy na moście, jak w jednym z naszych ulubionych filmów. Najważniejsze, by był ze mną na zawsze – i by ono trwało trochę dłużej – tak na dobre, czasem na niedobre. A nawet na litość boską.

Komentarze14 komentarzy

  1. Kochana Alicjo, aż trudno mi uwierzyć, że Twój Drwal jest dla Ciebie takim dobrym człowiekiem, czułym, troskliwym mężczyzną. Dobrze, że go masz :)

  2. Od roku jestem mamą, przez ten czas czytanie “fartuszka” zastąpiłam czytaniem postów innych mam- czy kupka mojego dziecka jest ok, czy temperatura 36,8 to już choroba itp.. Bardz cieszę się,że udało mi się przeczytać ten wpis, wzruszyłam się,przypomniałam sobie, że jest też On – i to nie tak ,że go zaniedbuję,albo on mnie, jest wspaniałym partnerem i ojcem. Po prostu przypomniałam sobie, że kocham go za te wszystkie drobne rzeczy jak spacer czy kolacja przyniesiona już do łóżka, bo nie chce mi się do kochanie iść.. I to faktycznie nie ma żadnego znaczenia czy mamy obrączki czy nie. Dziękuję, że jesteście

  3. Jak zwykle przeczytaliśmy z żoną jednym tchem…. bardzo mądry, seksowny i życiowy tekst….. my jesteśmy 10 lat że sobą i mam wrażenie że wiele waszych artykułów jest “O nas”😉….. błagam nie znikajcie już nigd na tak długo jak ostatnio.

  4. perelka86 Małgorzata

    Podobnie jak Ty, będąc małą dziewczynką miałam fantazje o ślubie niczym księżniczka z bajki. Życie jednak zweryfikowało to, że nie to jest najważniejsze. Tylko ukochana osoba, która cię wspiera, a gdy trzeba wesprzesz go w trudnych chwilach nawet poruszając niebo i ziemię w chorobie jak tylko można. Bo warto walczyć i się starać gdy znajdzie się wspaniałego człowieka o wielkim sercu, który jest troskliwy i czuły oraz szanuje mnie, to skarb – i nie ważne właśnie czy z obrączką czy z bez, ważne że jest z zaletami jak i wadami sie go akceptuje. Bo nie ważne czy jest mężem czy parnerem, kochankiem. W życiu liczy się szacunek do drugiego człowieka, a w dzisiejszych czasach to rzadko – ja w końcu trafiłam na wspaniałego mężczyznę, może kiedyś zostanie moim mężem, ale najważniejsze aby był jak najdłużej w moim życiu, bo te chwile z nim na spacerach, rozmowach, namiętnych pocałunkach czy wygłupach są piękne i aby wciąż były.

  5. Dla mnie ten tekst zabrzmiał jak rozstanie… albo przynajmniej jak podsumowanie. Mam skrytą nadzieję, że to nie uczucie między wami się wypaliło a tylko pisarskie zapędy. To co obserwuję tu od 3 lat na tym blogu jest naprawdę piękne.
    I napiszcie coś w końcu! Nie trzymajcie w niepewności!

  6. Fajna strona :) Jestem facetem i często widzę w komentarzach, że kobiety szukają sposobu jak przemycić te treści do swojego faceta.
    Macie może jakiś sposób aby podsunąć tę stronę kobiecie, która jest nieco spokojna :) Bo czasem jak facet coś zasugeruje to, że świnia :) …a jak sama by sobie poczytała to bardziej by się nakręciła na różne rzeczy :)

    Jak jej podsunąć tę stronę? :)

  7. Post ten pokazał mi, że mój partner mnie kocha. Nie zwracałam uwagi na te małe rzeczy, lecz czytając post każdy mi się przypomniał I zaczęłam się uśmiechać do ekranu telefonu, powtarzając sobie “jaka z ciebie szczęściara”. Piękny post.
    I mam pytanko, jaki to film, który opisujesz?

  8. Często w komentarzach tutaj kobiety piszą, że muszą podrzucać ten blog swoim partnerom… u mnie jest odwrotnie bo ja go znam już…. macie jakieś sposoby aby dyskretnie ta strona znalazła się na komputerze partnerki? :)

    • Otworzyć przy niej komputer i żeby ta strona była zminimalizowana, wejść w nią po prostu żeby wejść do internetu. Jak nędziesz miał otwarty chwytliwy tytuł to zapamięta i to sobie sprawdzi. Albo zapytać czy zna taką stronę jak bezfartuszka, bo czytałeś np. o kreatywnych pomysłach na walentynki. Możesz też wysłać jej któregoś mema, jest na nich link do strony ;)

  9. Zazdrość to brzydka rzecz no ale coz…zazdroszczę :(. Mam kogos kogo kocham i on tez kocha. Ale wszystko tak osłablo. Ja jestem pełna pqsji i wymagam duzo uwagi ale nie dostaje tego z pwodu jego teoretycznego przepracowania. Wykanczam sie :(( i mam wrazenie ze normalny facet dałby sobie uciac reke zeby zona byla taka chetna i gotowa na wszelkie fantazje…

Napisz komentarz