Po co kobiecie jest… mąż?

3

Gdy byłam małą dziewczynką wierzyłam, że tak zwany ślub jak z bajki jest absolutną podstawą udanego kobiecego życia. Że nie ma miłości bez wielkiej bufiastej sukni, nie ma przysięgi bez zastępu druhen i nie ma perspektyw bez piętrowego tortu. Gdy nieco podrosłam – lecz wciąż byłam dziewczynką – godzinami rysowałam białe suknie, wyciągałam z szafy welon mamy i wraz z bohaterkami bajek ćwiczyłam swoje “yes, I do”.

Suknie miały wprawdzie mniejsze bufki, liczbę druhen zredukowałam o połowę, ale tort dalej miał piętra. Gdy byłam nastolatką i gdy potem byłam pełnoletnia znałam już wszystkie przysięgi, także te całkiem oryginalne, prosto z ukochanych seriali. W końcu nigdy nie wiadomo, co się kobiecie w życiu może przydać ;) A gdy byłam już długo po studiach i zaczynałam układać swoje życie – i gdy mogłabym zrobić wreszcie pożytek z całej tej ślubnej wiedzy – w moim życiu pojawił się Drwal.

Teraz jest moment na chwilę ciekawości sponsorowanej przez pytanie: oświadczył się w końcu – czy nie oświadczył :P

Po co kobiecie mąż?

Oczywiście nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo zepsułabym całą frajdę zgadywanek, ale mogę na przykład powiedzieć co uwielbiałabym w Drwalu, gdyby był moim mężem. Choć może przecież jest ;)

Uwielbiałabym wspominać moment, gdy wszedł kiedyś do apteki i poprosił o tabletki, po których żonę przestałby boleć brzuch. Uwielbiałabym nie ze względu na żonę, ale ze względu na to, że tak bardzo się o mnie troszczy.

Uwielbiałabym wracać do domu, wiedząc, że On na mnie czeka – z tym swoim czujnym spojrzeniem, pełnym pasji i… zachłanności.

Uwielbiałabym chodzić z Nim na randki. Wkładać sugestywną bieliznę, mierzyć najlepszą sukienkę i pięć razy zmieniać fryzurę – z fal na upięcia, i z upięcia na fale. Stresować się przy tym jak nastolatka, z tysiącem motyli w brzuchu. Drżącymi dłońmi wybierać numer na taksówkę i nie móc się doczekać kolejnego pierwszego pocałunku. Patrzeć na Niego bez miłości, jak nie umiem na Niego patrzeć – i czekać na ten jeden gest, na dłoń zbliżoną do mojej, na lekkie muśnięcie warg i głębokie spojrzenie w oczy. Na siłę, pasję i władczość, na wyszeptane: jestem Twój.

Uwielbiałabym robić muffiny. Patrzeć, czy zabierze je do pracy i… czekać na kuchenny rewanż, z soczystym, winnym pokazem. Z kolacją podaną do łóżka i śniadaniem serwowanym nad ranem… ;)

Uwielbiałabym z Nim spacerować. Godzinami chodzić za rękę, czasami snuć się bez celu, czasami tego celu szukać. Uwielbiałabym poprawiać mu szalik, kraść delikatne pocałunki i za każdym razem pozwalać, by mocno przyciskał mnie do siebie.

Uwielbiałam zbierać nasze rzeczy, rozrzucone w kolejnym uniesieniu… Wkładać jego koszulę przed lustrem i patrzeć, jak On wtedy patrzy. Pozwalać, by zsunął mi pończochy i nie płakać, gdy zostaną porwane.

Uwielbiałabym walczyć o Niego, za każdym razem, gdy On w siebie wątpi. Wierzyć w jego marzenia i każdym z nich się opiekować. Dawać poczucie bezpieczeństwa i doceniać, że On mi je daje. Być zawsze po Jego stronie, jak partner i najlepszy przyjaciel.

Uwielbiałabym mówić, że kocham – i słuchać, jak On to szepcze. Czy byłby Mężem, czy nie-Mężem, z obrączką czy tylko z tatuażem. Z przysięgą w urzędzie czy na moście, jak w jednym z naszych ulubionych filmów. Najważniejsze, by był ze mną na zawsze – i by ono trwało trochę dłużej – tak na dobre, czasem na niedobre. A nawet na litość boską.

Komentarze3 komentarze

  1. Kochana Alicjo, aż trudno mi uwierzyć, że Twój Drwal jest dla Ciebie takim dobrym człowiekiem, czułym, troskliwym mężczyzną. Dobrze, że go masz :)

  2. Od roku jestem mamą, przez ten czas czytanie “fartuszka” zastąpiłam czytaniem postów innych mam- czy kupka mojego dziecka jest ok, czy temperatura 36,8 to już choroba itp.. Bardz cieszę się,że udało mi się przeczytać ten wpis, wzruszyłam się,przypomniałam sobie, że jest też On – i to nie tak ,że go zaniedbuję,albo on mnie, jest wspaniałym partnerem i ojcem. Po prostu przypomniałam sobie, że kocham go za te wszystkie drobne rzeczy jak spacer czy kolacja przyniesiona już do łóżka, bo nie chce mi się do kochanie iść.. I to faktycznie nie ma żadnego znaczenia czy mamy obrączki czy nie. Dziękuję, że jesteście

Napisz komentarz