Po czym poznać, czy ona udaje orgazm?

1

Drodzy Panowie, położymy dziś kres waszym koszmarom ;) Po pamiętnej serii tekstów o minetkach (która jest chyba najczęściej czytanym cyklem w historii tego bloga) nastąpiła równie pamiętna seria waszych lekko nerwowych maili, w których padało odwieczne pytanie: czy jej orgazmy były udawane? Postanowiliśmy zebrać więc wszystko, co wiemy o fizjologii orgazmu, kobiecych sztuczkach i łóżkowych sytuacjach kryzysowych – i uchronić was od potencjalnych rozczarowań ;)

Najważniejsze pytanie brzmi: czy istnieją fizjologiczne, a więc obiektywnie możliwe do rozpoznania „objawy” orgazmu? I tu mamy dwie odpowiedzi: dobrą i złą. Od której chcecie, byśmy zaczęli?
.
.
.
a więc zaczniemy od dobrej ;)
Dobra odpowiedź brzmi: TAK. Kobiecy orgazm (podobnie zresztą jak męski) ma swoje objawy i przy odrobinie dobrej woli, wprawy, uwagi i wiedzy można je bez trudu rozpoznać. Zła wiadomość brzmi natomiast tak, że każda z nas przeżywa orgazm w nieco inny sposób, z innym natężeniem tych objawów oraz że objawy te zmieniają się w zależności od tego, czy mówimy o orgazmie łechtaczkowym, pochwowym czy na przykład sutkowym.

W moim przypadku najsilniejszym orgazmem – z najsilniej zaznaczonymi objawami – jest orgazm łechtaczkowy lub orgazm łechtaczkowo-pochwowy. Drwal doskonale o tym wie, więc wydaje mi się, że celowo doprowadza mnie właśnie do tych rodzajów ekstazy, by móc się potem patrzeć na spektakl skończenia i napawać się swoim sukcesem ;) Sam orgazm pochwowy, choć trwa dłużej i jest w moim odczuciu „psychicznie” pełniejszy, przychodzi wolniej, stopniowo rozlewa się we mnie i tym samym jest trudniejszy do zauważenia przez postronnych obserwatorów ;)

Udawany orgazm

Tu wypadałoby rozwiać jeszcze jedną kwestię – dlaczego kobiety w ogóle orgazmy udają, a tym samym dlaczego mężczyźni muszą weryfikować prawdziwość jęków i dreszczy. Otóż w większości wypadków udawane orgazmy są efektem chęci podniesienia facetów na duchu połączonej z ochroną delikatnego ego (bo wiadomo, że facet zaspokajający kobietę w łóżku jest najsilniejszym lwem w całym stadzie) albo… zwyczajnego zmęczenia (bo lepiej udać, że się miało orgazm, niż dać się w końcu zajeździć). Jeśli znacie inne powody udawania, to koniecznie podzielcie się w komentarzach.

Jak to jednak mówią: diabeł tkwi w szczegółach. I to właśnie szczegóły poprowadzą Cię przez łóżkowe śledztwo. A więc po kolei:

1. Obserwuj

By móc mierzyć się z tematem udawanych orgazmów musisz przede wszystkim znać swoją Panią. Musisz wiedzieć jak reaguje na ulubione pieszczoty, co robi jej ciało, gdy nie trafiasz w jej potrzeby zupełnie oraz… nad czym próbuje zapanować, gdy orgazm jest naprawdę blisko. To cały repertuar mikrogestów, niuansów, subtelnych wskazówek – jak zaróżowiona skóra (niektóre kobiety podczas przeżywania orgazmu dosłownie oblewają się rumieńcem), zaciskanie palców, uśmiechanie, zagryzanie warg lub nawet nerwowy chichot. W moim przypadku jedną z takich subtelności jest coś w rodzaju mgły na oczach. Dosłownie czuję, jak opadają mi powieki, tracę ostrość widzenia i odpływam – i wiem, że Drwal to potrafi wychwycić.  Pocieszeniem może być tu fakt, że choć każda z nas jest inna, to u każdej da się znaleźć ten rumieniec, chichot lub mgłę ;)

2. Wsłuchaj się w oddech

Czy wiesz, że jednym z najłatwiejszych do zauważenia, fizjologicznych oznak orgazmu jest przyspieszony oddech? Ponieważ pod wpływem dobrze prowadzonego męskiego języka, toporka lub dotyku kobieca krew krąży o wiele szybciej niż zwykle, organizm robi wszystko, by ją odpowiednio dotlenić. Efekt jest taki, że gdy zbliża się orgazm oddychamy o wiele szybciej i płycej niż zwykle – i można to bez trudu wyłapać, jeśli tylko się dobrze patrzy ;)

3. Bądź blisko serca

Ten punkt jest poniekąd kontynuacją poprzedniego – bo skoro krew krąży szybciej, to szybciej bije też serce. Czasem łomot szczytującego serca jest tak donośny, że nawet nie trzeba się bardzo wsłuchiwać ;) W innych wypadkach wystarczy przytulić się mocno do swojej Pani – lub przycisnąć ją namiętnie do ściany, by własnym sercem poczuć jak mocno bije serce u niej.

A gdy to wszystko nie jest wystarczającą gwarancją, że oto pozornie rozpalona kochanka naprawdę przekracza kolejne progi rozkoszy, pozostaje punkt absolutnie niezawodny, który jest moim prywatnym numerem jeden:

4. Przyłóż rękę…

… tam, gdzie pulsuje. I nie chodzi mi wcale o nadgarstki, szyję lub inne miejsca z wyczuwalnym pulsem (choć podczas orgazmu one także potrafią bardzo zaskoczyć), ale o te miejsca, w których wszystko się właśnie rozgrywa: o cipkę, łechtaczkę, tyłek… Niemal każde nadejście orgazmu łączy się z gwałtownymi skurczami, które są nie tylko wyczuwalne, ale także bardzo dobrze widoczne. Czasami jest to tylko kilka lekkich uderzeń, czasem kilkunasto sekundowe, potężne skurcze, obejmujące swoją siłą wszystko, co poniżej pępka ;) I wystarczy wtedy położyć swoją rękę (bo z językiem możesz nie dać rady się dopchać*), by przestać mieć jakiekolwiek wątpliwości ;)

* Dlaczego napisałam, że nie dasz rady dopchać się językiem?
Cóż… to wyjaśnię następnym razem. Chyba, że się domyślacie? ;)

Komentarze1 komentarz

Napisz komentarz