Pociąg… czyli list do Alicji V

6

Ostatnio znowu sprawy zwykłe spowodowały, że musiałem opuścić naszą niezwykłość. Hmm… chyba źle to ująłem. Opuściłem na moment naszą normalność, bo życie przypomniało sobie o zwykłości i zmusiło mnie do dłuższej podróży. Z wygody i z pewną dozą premedytacji zdecydowałem się na podróż pociągiem… a pociąg jest bardzo nostalgicznym środkiem do zmiany czasu i miejsca.

Plan podróży był taki, że najpierw praca, potem książka… a potem może napiszę coś ciekawego. Kiedy jednak wsiadłem do pociągu, znalazłem pusty przedział i nagle zrobiło się tak nostalgicznie… i smutno, że praca szybko przestała być przyjemna, książka stała się za słaba, została więc klawiatura, pusty ekran… i list, który zaczął się pisać trochę sam.

***

Widziałem jak dziś rano wychodziłaś do pracy, jak z gracją i na paluszkach przygotowywałaś wszystko. Słyszałem też jak syknęłaś, gdy uderzyłaś się w szafkę kolanem. Spojrzałaś wtedy na mnie upewniając się, czy aby nie zrobiłaś tego za głośno, żebym się nie obudził. Nie spałem, ale nie chciałem Ci zrobić przykrości i pokazać, że Twoje starania idą na marne… a może spałem i śniłem o tym jak przygotowujesz się do pracy? Nie jestem pewny.

Chciałem wcześniej wstać i wiem, że wyłączyłaś mój budzik specjalnie, żebym sobie pospał. Nie podobały Ci się przecież moje zmęczone oczy, które widziałaś wczoraj wieczorem… i lubię to, jak dbasz o mnie mimo mojej woli. Wkalkulowałaś moją złość w moje zaspanie i wiedziałaś, że mimo wszystko zadzwonię do Ciebie rano, żeby ciepło wyszeptać Ci kilka naszych słów.

A teraz już jadę. Myślałem, że rano wypiję z Tobą kawę i zjem jakieś szybkie śniadanie, ale chyba nie żałuję, że widziałem Cię, bądź też śniłaś mi się w tej porannej gonitwie.

Wracając do podróży – znalazłem fajne miejsce, pusty przedział gdzieś na końcu pociągu. Taki, jaki udawało nam się czasami znaleźć, mimo pozornego tłoku w pociągu. Szum i rytmiczny stukot uspokaja mnie i strasznie dużo przypomina. Taka mantra podróży. Galeria wspomnień, gdzie poszczególne stuknięcia przełączają kolejne slajdy. Slajdy z naszych podróży. Jadę więc i myślę o Tobie…

Pociąg, czyli list do Alicji V

Pamiętasz nasze podróże, szalone zrywy bez bagażu z opcją: a dziś pojedziemy tu… tyle, że to „tu” nie oznaczało miejsca czy czasu, a raczej potrzebę pędu i zagadkę. Pamiętam ostatnią podróż pociągiem. Tę bez biletu, z flirtującym z Tobą konduktorem, o co jak zawsze byłem zły oraz wylaną kawą – lub raczej pretekstem w postaci kawy do tego, aby wyprosić „zbędnych” pasażerów z przedziału… Pewnie są nam do tej pory wdzięczni, że dzięki nam uniknęli katastrofy… ale o tym może innym razem ;)

Wyobrażam sobie, że znowu siedzisz przede mną. Patrzysz na jednostajny widok za oknem i lekko się uśmiechasz, tak lekko smutno… nostalgicznie. Patrzę ukradkiem, nie chcę Cię spłoszyć. Wiem, że widzisz, że to robię i może dlatego nie zwracasz na mnie uwagi. Nie jestem zbyt nachalny swoim spojrzeniem…

Przedział, w jakim wylądowaliśmy niestety się zapełnia. Przesiadasz się obok, zwalniam Ci miejsce przy oknie. Siadasz blisko i się wtulasz. Siedzisz na mnie, tak blisko i tak bardzo wtulona, że osoby, które weszły do przedziału starają się nas nie widzieć. Młody pan, który wsiadł i próbował na początku zaglądać Ci w oczy, teraz udaje, że czyta… Udaje, bo przecież od 20 minut nie przełożył nawet kartki. Ja go rozumiem… sam bym nie przełożył. Zastanawiam się ile wysiłku kosztuje go niepatrzenie na Ciebie. Nie zwracam na niego uwagi, po prostu to takie ciekawe zjawisko. Czytanie jako sztuka niepatrzenia.

Wyszedłem na korytarz, zapytałem czy chcesz kawę, w odpowiedzi usłyszałem: jasne, byle mocną i jeżeli obiecasz, że zrobisz ją dla mnie sam. Obiecałem, że nawet posłodzę. Przechodząc w stronę restauracyjnego zauważyłem, że kilka przedziałów dalej mamy jeden zupełnie wolny, taki dla nas. Wszedłem, zasłoniłem okna i wróciłem do naszego przedziału. Bez słowa zabrałem bagaże i zacząłem wychodzić. Zapytałaś, co robię. Powiedziałem, że wysiadam… popatrzyłaś mi w oczy, uśmiechnęłaś się i poszłaś za mną… Pan od książki nadal tkwił na swojej stronie i nie jestem pewny, ale chyba trzymał książkę do góry nogami… To trochę tłumaczyłoby to wyjątkowe tempo.

Przechodząc obok pustego przedziału skręciłem szybko, wciągnąłem Cię do środka i zamknąłem drzwi. Poprawiłem zasłony, przeciągnąłem Cię do siebie. Pociąg akurat skręcał, więc lekko nami zakołysało. Zaczęłaś się przewracać, ale w ostatnim momencie złapałem Cię, szybko usiadłem i przyciągnąłem do siebie. Wylądowałaś na moich kolanach… i jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności natychmiast mnie pocałowałaś… To nie był zwykły pocałunek. Zrobiłaś to drapieżnie. Ugryzłaś mnie w brodę… w ten sposób, w jaki cholernie boli. A potem napadłaś na moje ucho, przypierając mnie zupełnie do siedzenia.

Chwyciłem Cię za warkocz i lekko odciągnąłem, tak żeby trafić na Twoje usta. Zaczęłaś mnie dziko całować. To nie był pocałunek, to była walka i to Ty wygrywałaś. Byłaś skutecznie namiętna. Sięgnęłaś ręką do moich spodni, jednym płynnym ruchem rozpięłaś pasek i wbiłaś dłoń niżej. Chwyciłaś bardzo mocno twardy toporek mówiąc… „ooo, czyżbyś coś czuł do mnie?„. Odpowiedziałem, że to tylko efekt zmiany ciśnienia oraz lekkiego stresu, bo pewnie znowu zgubiliśmy bilety. „Sprawdzimy” powiedziałaś i szarpnęłaś toporek mocno, aż zabolało. Mogłem się poddać albo walczyć… prowokowałaś konkretność, przyparcie do ściany i nie zwracanie uwagi na  to czy boli czy nie.

Moja dłoń trafiła natychmiast na Twoje udo i zaczęła się szybko wspinać w górę. Rozluźniłaś nogi… właściwie to je rozłożyłaś. Zrobiłaś to patrząc mi w oczy z szelmowskim uśmiechem. Odciągnąłem lekko majteczki i chciałem delikatnie wsunąć palce… ale zmieniłem zdanie. Chwyciłem całą ręką, mocno, jednocześnie przytrzymując Cię za kark i przyciągając do siebie. Włożyłem Ci język w usta i zacząłem walczyć. Jednocześnie wsunąłem dwa palce drugiej ręki w Ciebie. To było łatwe, byłaś mokra. Zacząłem całować bardzo mocno i coraz szybciej poruszać palcami, wchodząc i wychodząc. Ścisnęłaś toporek i mimo małej ilości miejsca szarpałaś nim, próbując odwdzięczyć się, chociaż przypuszczam, że raczej sprowokować abym był bardziej konkretny… bo raczej nie po to, abym przestał. Nie przestałem…

Posadziłem Cię obok siebie, cały czas całując. Jedną nogę założyłem na Twoje udo. Sama rozsunęłaś drugą, robiąc mi miejsce. Przycisnąłem Cię sobą do siedzenia, zacząłem całować  i lizać. Całowałem bardzo mocno. Lizałem Cię po ustach, szyi, policzkach. gdy wracałem do ust starałaś się mnie lekko ugryźć, wyrywałem się i za karę wciskałem swój język jeszcze głębiej… Jednocześnie drugą ręką bardzo szybko wchodząc i wychodząc z Ciebie, nie pozwalałem Ci odpocząć. Pojękiwałaś… ja nie przestawałem. Zresztą nie wiem co mówiłaś. Trudno jest mówić, gdy brakuje tchu od pocałunku.

Chciałem Cię wylizać. To był cel tego przedziału, ale dziś od rana miałaś ochotę na ostrą zabawę… Zatem spełniam Twoje życzenie, konkretnie i bez zbędnych zabaw, do celu. Przyśpieszyłem ze świadomością, że za chwilkę odpadniesz. Widziałem jak zaczyna brakować Ci tchu. Wbiłaś paznokcie w moje ramię. Przyśpieszyłem, ile tylko mogłem… stałaś się bardziej mokra, poczułem ten charakterystyczny zapach, a Ty krzyknęłaś mocniej i zaczęłaś się wyrywać…

To nie koniec. Stanąłem przed Tobą. miałem rozpięty pasek, odpiąłem guzik i rozsunąłem rozporek. Wyjąłem gotowy toporek na wierzch. Powiedziałaś „daj mi odpocząć„… ale to nie był czas na odpoczynek, teraz ja oczekiwałem konkretności. Chwyciłem Cię za ręce, przyciągnąłem do siebie, posadziłem. Obwinąłem warkocz na dłoni i zacisnąłem pięść a drugą ręką włożyłem penisa do Twoich ust… Teraz przyszła kolej na mnie…

Zaczęłaś się bawić delikatnie językiem. Powiedziałem – „mocniej, już zapomniałaś jak nim szarpałaś?„. Chwyciłaś mnie mocno dłonią za jajka i lekko przygryzłaś toporek, patrząc mi bezczelnie w oczy… a potem…

A potem… pamiętasz co było.
W końcu wysiedliśmy na naszej stacji.

PS. Nie zgubiłaś rękawiczki ;)

Komentarze6 komentarzy

  1. Rany.. Drwalu, masz Ty talent do pisania :)
    jak zwykle świetny tekst. przyjemnie się czyta i aż się chce wybrać w taką podróż ;)
    pozdrawiam :*

  2. Aż chce się wybrać w podróż pociągiem;-) gdzie tu się wybrać;-) może na stację orgazm;-) świetny list, czyta się jednym tchem:-* Drwal jesteś genialny:-*

  3. Jestem zakochana. Nie tylko w tym co piszesz Drwalu ale i w człowieku, który tak bardzo jest podobny – właśnie do Ciebie :) Bo gdy tylko jesteśmy razem tak bardzo przypominamy Was. Cieszę się, że taka namiętność/miłość istnieje. Nie pojedyńczo ale w wielu wydaniach. Bo bliskość, uczucia i tęsknota – ta maksymalna… daje kopa. I bez tych doznań życie byłoby totalnie puste. Prawda? :)

  4. Pracuję w branży kolejowej i taki tekst na początek tygodnia, w poniedziałek po ósmej rano to czysta przyjemność :) Drwalu – gratuluję i dziękuję!

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter