Poliamoria, seks grupowy i inne wieloosobowe… atrakcje

20

Gdy po raz kolejny przeczytaliśmy maila z prośbą o poruszenie kwestii seksu grupowego, pomyśleliśmy, że to cholernie dziwne. Jak można czytać nas od miesięcy i nie domyślać się, co my na temat seksu grupowego myślimy? ;) Przecież jako para jesteśmy nie tylko szaleni namiętni, ale także w jakiś sposób do bólu przewidywalni – zwłaszcza jeśli chodzi o rozszczelnianie granic naszego związku na rzecz potencjalnych „gości”. Tak moi Drodzy, nie ma co ukrywać – jesteśmy kochankami zaborczymi i ani ja, ani Drwal nie wyobrażamy sobie wpuszczania do sypialni nikogo poza wibrującym przyjacielem ;)

Gdy jednak pierwszy szok minął, spojrzeliśmy na to wszystko szerzej i rozpracowaliśmy serię tekstów na temat poliamorii, seksu grupowego, ryzykownych wielokątów i nie mniej kontrowersyjnej zdrady. Podzieliliśmy całość na lekkostrawne części i tym oto tekstem rozpoczynamy cykl, który jak dotąd omijaliśmy na rzecz przyjemniejszych zagadnień. Cóż, zbyt wielu z was o to wszystko pyta, byśmy mogli dłużej zbywać to milczeniem.

Poliamoria, seks grupowy i inne wieloosobowe... atrakcje

Domyślamy się oczywiście, że nie jesteśmy jedyną parą, która wizję seksu grupowego traktuje z pewnym dystansem, żeby nie powiedzieć: zniesmaczeniem. Nie my jedni lubimy wyłączność i nie my jedni się tą wyłącznością cieszymy, co zresztą potwierdzacie nam regularnie komentarzami pod każdym tekstem. To wszystko jednak nie oznacza, że nasz model jest jedynym słusznym i że nie istnieją na tym świecie osoby, gotowe kochać tak wiele osób w jednym czasie, jak tylko pozwoli im umysł i ciało. My z kolei nie lubimy oceniania i dopóki cudze nawyki nas nie dotykają swoimi skutkami, to mamy wysoką tolerancję na wszystko, co dla nas odmienne.

Tak właśnie dochodzimy do poliamorii, wokół której narosło wiele kontrowersji – i którą zestawiam z seksem grupowym wyłącznie po to, by wszyscy zrozumieli, że to absolutnie nie jest to samo. Poliamoria, której niebawem poświęcimy dość obszerny tekst, to stosunkowo nowe zjawisko polegające na tym, że kilka osób tworzy układ oparty nie tylko na seksie, ale także na więzi emocjonalnej. W praktyce wygląda to na przykład tak, że małżeństwo ma swoich kochanków, wszyscy o sobie wiedzą i siebie akceptują, wszyscy darzą się miłością lub co najmniej przyjaźnią i większość z nich po prostu ze sobą sypia. Brzmi niewiarygodnie? To pomyślcie na przykład o Tildzie Swinton, która mieszka z mężem, kochankiem i – jeśli niczego nie pokręciłam – kochanką. Wszyscy się lubią, nikt nikomu nie wchodzi w drogę, nikt nie ma problemu z dość nietypowym układem. Domyślam się, że dla wielu z was takie konfiguracje to zdecydowanie za dużo, ale może to właśnie my daliśmy się upchnąć w sztywne monogamiczne schematy, a oni po prostu żyją sobie, jak chcą? ;)

Czymś zupełnie innym jest natomiast seks grupowy, w którym, co tu ukrywać, miłość bywa absolutnie zbędna. Nie wiem co kieruje osobami, zastanawiającymi się nad zaproszeniem do sypialni co najmniej jednej dodatkowej pary (może mi powiecie?), wiem natomiast, że fantazje to jedno, a życie to coś zupełnie innego i to, co zapowiada się pociągająco, może okazać się kompletną katastrofą. Z drugiej strony nawet wśród nas, czytelników tej strony, są osoby regularnie uprawiające seks grupowy i nawet zapraszające nas na wspólny seks-wypad w polskie góry. My raczej nie skorzystamy, ale dzięki tym zaproszeniom przynajmniej widzimy, że dla niektórych to naprawdę ma sens ;)

Bo w sumie… dlaczego ma nie mieć. Jeśli ktoś bez cienia hipokryzji przyznaje, że nie szuka uczucia, tylko mocnych wrażeń, a przy okazji ma pewność, że wszystkie zaangażowane w tę sprawę osoby mają dokładnie to samo podejście, to grupowa orgia może być równie udana, jak ta, którą pamiętamy z Oczu szeroko zamkniętych. Pasja, perwersja i przyjemność pomnożona przez nieskończoną nieraz ilość konfiguracji nawet skrajnego monogamistę może przyprawić o zawrót głowy. I choć dla mnie pasja, perwersja i przyjemność niezmiennie oznacza tylko jedną osobę – Drwala – to nie mam zamiaru ganiać z czosnkiem czy też osikowym kołkiem za tymi, którzy seks grupowy uwielbiają. Ostrzegam jednak – nie zbliżać mi się do Drwala! ;)

Kończąc ten bardzo grzeczny tekst – bo pikantne szczegóły dopiero w kolejnych częściach! – mamy do was małą prośbą. Jedna z osób piszących do nas maile wspomniała, że nie układa jej się z partnerem, a on zawsze marzył o seksie grupowym – więc może spełnienie tego warunku uratowałoby ich związek. Napiszcie jej szczerze co o tym myślicie, bo chwilach wahania każdy głos jest na wagę orgazmu. To znaczy złota ;) LICZYMY NA WAS!

 

Komentarze20 komentarzy

  1. Grupowy seks tak samo jak trójkąt musi wynikać z chęci obu stron w żadnym wypadku nie może być to traktowane jako próba ratowania związku! Teraz jego marzeniem jest seks grupowy, a co będzie później…? Szczerze mówiąc trójkąt jest moją fantazją od kiedy pamiętam spotkałam faceta, którego wizja dwóch kobiet równie mocno kręci aczkolwiek to tylko fantazje i w tej sferze pozostaniemy :) lubimy sobie wyobrażać…. lubimy oglądać filmy z kobietami, ale żadne z nas nie wyobraża obie tego jakby to wyglądało na prawdę

  2. …iść za namową znudzonego partnera i zaprosić ludzi do sypialni? Odszedł bym od takiej partnerki, zwyczajnie się jej znudziłem. Uciekaj od takiego partnera jak najdalej jeśli nie umie wytłumaczyć lub zwyczajnie poproś aby Tobie wytłumaczył. Po co mu to?

    Można też zapytać: Może być grupowy ale bez kobiet. Twój facet + 2 innych, napewno już nie będzie taki chętny na sex z innymi.

    Co do sexu grupowego czy z kochankami pomimo że posiadamy stałego partnera. Myślę że wszystko jest dla ludzi pomimo tego że nie lubię tłoku w łóżku i nie potrzeba mi więcej niż jednej osoby, to nadal jestem otwarty na ludzkie potrzeby. Są ludzie którym jeden partner porostu nie wystarcza i trzeba to uszanować.

  3. Co do tekstu to też za nic w świecie nie oddam swojego Drwala 😉 a co do rady to najważniejsze żeby nie robić nic wbrew sobie i swoim zasadom.

  4. Uwielbiam Was czytać! U mnie w związku, króry długo był wspaniały partner chciał kolejnej dziewczyny, a ja byłam chętna do eksperymentowania. Z naszego trójkącika nie wyszło zbyt wiele – koleżanka się rozmyśliła, natomiast partner kontynuował przygody z nowymi paniami na własną rękę. Każdy związek jest inny, ale jeśli partnerowi kobiety o której piszecie na prawdę zależy na ich związku, fantazja będzie mniej ważna, bo prawdziwą miłością nie chce się dzielić z innymi.

    • Miłość nie jest „dzielalna” (można kochać więcej niż jedną osobą w tym samym czasie i nie kochamy jednej osoby na 30%, więc drugą na 70%. Niestety, nie mam teraz za bardzo czasu się rozpisywać, ale warto poznać teorię głodowej ekonomii w relacjach). Nie posiadamy też drugiej osoby na własność, żeby móc ją „oddać”, czy się nią „dzielić”, bo jest ona podmiotem, a nie przedmiotem. Sprawczym i mogącym o sobie decydować.

      Więc prawdziwą miłością jak najbardziej można chcieć się dzielić z innymi :)

      Pozdrawiam, poliamorystka!

  5. Śledzę różne fora i mam wśród znajomych osoby, które od długiego czasu przestały uważać wyłączność za jeden z podstawowych atrybutów związku. Są to osoby szczęśliwe i będące w trwałych związkach.
    Temat nowych par wchodzących do tego świata pojawia się bardzo często w naszych rozmowach i jest kilka obserwacji, co do których wszyscy, których uważam za doświadczonych w tym stylu życia zawsze są zgodni:

    – to nie jest krok dla każdego
    wyłączność może być zbyt ważna dla któregoś z partnerów, by z niej był gotów faktycznie rezygnować.
    I nie należy brać chwilowego spontanicznego przyzwolenia za wystarczający dowód gotowości.
    Nawet pojedynczy epizod może przynieść wiele złego, jeżeli nie jest to coś, czego autentycznie oboje chcą spróbować i potrafią wyobrazić sobie przebieg takiego przeżycia i dokładnie określić ramy poza
    które się nie wychodzi.

    – to jest specyficzne ukoronowanie trwałego, dobrze funkcjonującego związku, a nie metodą na naprawienie związku szwankującego. To drugie to recepta na katastrofę.
    Nie miałem okazji poznać osób, które tego spróbowały i były rozczarowane – zapewne trudno się przyznać do zamienienia własnej fantazji na porażkę. Natomiast te pary, które weszły i pozostały w tym świecie wydają się być bardzo harmonijnymi związkami – w końcu wyeliminowały ze swojego życia jeden z częstych powodów napięć :) I jeszcze jedno – ich przeżycia gdy jest ich więcej niż dwoje to jeden świat,
    a to się dzieje gdy są wyłącznie sami to drugi.

    Podsumowując – to krok, który potrafi dostarczyć doznań ponad to co dwoje potrafi wyczarować samodzielnie, ale raz utracone poczucie wyłączności bardzo trudno odbudować. Jeżeli jest ono nadal
    istotne, to lepiej pozostać przy fantazjach i wyobrażeniach jak cudowne byłoby ich spełnienie :)

  6. A może są tu jacyś mężczyźni, kochający swoją partnerkę którzy chcieli od zawsze drugą Panią do trójkąta? Zastanawia mnie co Wami kieruje, skąd ta chęć, dlaczego?
    Z góry dziękuję za odpowiedzi :)

  7. Ja jestem zdecydowanie na nie. Moim zdaniem takie cos moze tylko pogorszyc sytuacje, szczegolnie jesli w zwiazku juz sa problemy.

  8. Achch, poliamoria… Poliamoria jest obłędna, o ile oczywiście ma się w sobie otwartość na więcej osób w relacji – własnej, partnera, wspólnej. Ja mam, choć nie za dobrze radzę sobie w układzie „wszyscy ze wszystkimi w kilka osób”. Wolę mieć swój „harem” partnerów i żeby oni też mieli swoje „haremy”, ewentualnie inne konstelacje. Ale jedną taką poliamoryczną rodzinę (wszyscy ze wszystkimi) traktuję trochę jak własną.

    Natomiast jeśli czyjś diadyczny związek nie jest zbyt stabilny, to zdecydowanie lepiej najpierw go utrwalić, przepracowując trudne kwestie, a dopiero potem wpuszczać do niego inne osoby. W przeciwnym razie wszystko może się posypać! Zatem bardzo odradzam seks grupowy w opisanej sytuacji. To nie jest bezpieczna fantazja: emocje związane z np. zazdrością o jedną z osób mogą zniszczyć związek lub przynajmniej mocno go skomplikować.

  9. Taaa „spełnienie tego warunku uratowałoby ich związek”… Nie rozumiem dlaczego kobiety czasem robią coś wbrew sobie i swoim przekonaniom czy potrzebom (bo zakladam że Pani, której nie układa się z partenerem, nie jest za seksem grupowy, gdzie on nalega na tego rodzaju zabawy), tylko po to, aby „ratować” lub „scalać” coś co ulega rozapodowi i czynić kogoś szczęśliwszym…??? Jeżeli coś się psuje to na prawdę – ani seks grupowy, ani dziecko czy kolejna łóżkowa perwersja nie uratuje zwiazku! Takie rzeczy się robi przy chęci i zgodzie obu partnerów, a nie po to aby coś ratować. Tu potrzebna jest przede wszystkim rozmowa. Jeżeli kobieta czy mężczyzna zgadza się na takie coś, mimo że sami nie czują takiej potrzeby, to uważam że potem może być tylko gorzej bo: 1. Podczas każdego kolejnego zbliżenia powraca myśl On Ją lub Ona Jego tam dotykała czy całowała. 2. „Daj palca a będą chcieli całą rękę” i nagle okaże się że Panu taki „zwykły seks we dwoje” się znudził.

  10. Ja sobie nie wyobrażam seksu grupowego, chociażby w trójkącie. Mój facet czasem o tym wspomina, ale szybko ucinam temat, a jak to nie pomaga – obrażam się (a przynajmniej udaję obrażoną ;) ). Nie wyobrażam sobie szczęśliwego związku w momencie, gdy nie jestem jedyną, która sprawia, że On czerpie radość ze zbliżenia. Plus gdy ktoś inny pociąga partnera jest zbyt duże ryzyko, że związek się rozpadnie, a tej myśli do siebie nie dopuszczam :D poza moim M do sypialni wpuszczam tylko zabawki ;)

  11. Słusznie zostało w tekście podkreślone, że fantazje to jedno, a życie i rzeczywistość to drugie. O ile zabawy w tego typu układy uważam za (jak tu dobrać słowo…) dopuszczalne (?) na takim etapie życia, w którym jest się jednoosobową jednostką społeczną o tyle rozszerzanie związku, którego status jest już w jakimś stopniu ugruntowany uważam za mocno ryzykowne posunięcie. Wszystko teoretycznie jest dla ludzi, ale z naciskiem na „teoretycznie”. Nie na darmo i nie bezzasadnie od lat jest to wszystko jakoś tak poukładane, że ludzie łączą się w pary, a nie figury geometryczne o niezliczonej liczbie wierzchołków.

  12. Mój starszy partner który całe życie spędził zaglądając do sweengers clubow od jakiegoś czasu proponuje mi abym rozwazyla pójście tam z nim. Wiem ze odkąd mamy siebie tam nie chodzi a zabralby mnie tam na pewnych zasadach. Tam wszystko można nic nie trzeba, uważa że pozbylabym się swoich kompleksów widząc jak inni mężczyźni chcieliby się do nas przyłączyć. Jestem dość otwarta kobieta na nowe doznania i być może kiedyś jeśli będę mieć pewność ze to nie zburzy naszej relacji zdecyduje się na drinka w takim miejscu. Oczywiście wiem ze możemy zajmować się tylko sobą i nie zwracać uwagi na otoczenie ,wiem również ze mój drwal nie miałby nic przeciwko innym panom dotykajacym mnie,jego warunkiem jest tylko to aby on był zawsze przy mnie. Pytanie jakbym ja zareagowala na widok mojego ukochanego z inną. A co jeśli mi się to spodoba jeśli otorze drzwi które do tej pory były mocno zamknięte ? Co on pomyśli o kobiecie ktora dobrze się czuję pomiędzy innymi mężczyznami? Zbyt dużo niewiadomych więc puki co spełniamy się tylko między sobą a dla mnie jest najważniejsze to że ja jestem dla niego ważniejsza.

  13. Hmm czytam te Wasze komentarze i sama się zastanawiam na tym tematem..Jestem również zdania ze ” do tanga trzeba dwojga..” i na pewno trójkąt ani sex grupowy nie jest „lekarstwem” na zwiazek. Sama mam fantazję i chęć jej zrealizowania jeśli chodzi o trójkąt. Mój mąż też byłby na tak,jednak są obawy czy jednak na pewno będzie to bez ryzyka dla naszego zwiąZku. ..Myślę że do tego trzeba po prostu dojrzeć. ..i chyba znaleźć się w odpowiedniej sytuacji z odpowiednim/a partnerem /ką… Oglądałam kiedyś program o parach które chodzą na organiZowane party i wypowiadali się tam , że ci którzy nie są w 100 /% pewni niech lepiej nie próbują. ..dlatego myślę .że czasem jednak fantaZje niech zostaną fantazjami…

  14. Bardzo się cieszę, że piszecie zarówno o poliamorii jak i o seksie grupowym z taką klasą i otwartością.
    Ja mam taką fantazję, żeby zaprosić do sypialni więcej niż jedną osobę, ale w praktyce nie sądzę, abym dobrze się z tym czuła. To jest fajne w głowie i pewnie tam pozostanie.

  15. Hmm…. A nas spotkało zupełnie co innego. Dwie pary Przyjaciół, wino, wspólny pokój… I kiedy się przebudzilam zobaczyłam A. I jej Drwala w akcji ☺. To była cudowna noc. Bez wymiany partnerów za to z seksem równoległym. Kochałam się z moim P. widząc równocześnie zachwyt drugiej pary. Nie…nawet przez myśl nam nie przyszło ze moglibyśmy się wymienić. Nie chciałabym, nie umiem się dzielić… Ale przyznam że nasz spontaniczny wspólny – niewspólny seks był pięknym doswiadczeniem.

    • Tak, też to przeżyłam, coś niesamowitego, tylko u nas odbyło się to w bardziej kontrolowany sposób, wcześniej o tym rozmawialiśmy, ustanowiliśmy reguły, zorganizowaliśmy miły wieczór z winem w roli głównej.
      Seks równoległy w obecności innej pary to idealny wstęp dla ludzi, którzy chcieliby spróbować obecności innej osoby, a nie są stuprocentowo pewni swoich reakcji i późniejszych konsekwencji.

  16. Ja na swojej skórze też przeżyłam taką propozycję ze strony ex partnera. Wiecie o co tak naprawdę chodziło? Chciał zerwać, ale był zbyt wielką cipą by to powiedzieć więc wymyślał różne powodu na które i tak było wiadomo, ze się nie zgodzę, ale za to będzie miał argument, że jestem sztywna, że nic nie chce, że nie robie nic dla niego i nie chce sie postarać a z kimś takim to jak można dalej być w związku. Rozumiecie? Takie odwrócenie ról i zrzucanie odpowiedzialności. Ja w swojej desperacji by go nie stracić zaczynałam to rozważać na poważnie, Snułam dywagacje, że ta 3 osoba to musi być ktoś z zupełnie innego miejsca, kogo nigdy więcej nie spotkam a sama upije sie tak zeby to przetrwać i jakoś to będzie. Straszne do jakich rzeczy kobiety potrafią się zmusić w imię ratowania związku. Dlatego apeluje, nie róbcie takich rzeczy by coś ratować bo to już jest zła wykładnia. Mój ówczesny partner na szczęście stał się byłym a potem poznałam normalnego człowieka, który nie tworzy takich propozycji i mnie szanuje… Polecam szukać swoich „odpowiednich” drwali aż do skutku i nie tracić życia na osoby nieodpowiednie…

  17. w trakcie seksu z moim bogiem seksu jestem tak zaangazowana, tak pochlonieta, tak rozpasjonowa, roznamietniona, rozczulona, rozogniona…. ze on jest dla mnie calym swiatem, inna osoba nie zdobylaby nawet sekundy mojej uwagi, nie otrzymalaby ani jednej pieszczoty, bo caly czas z moim bogiem seksu pragne byc z nim, jestem na nim skupiona i nic wiecej nie istnieje procz nas…. gdyby on chcial wiecej, zgodzilabym sie, dla niego wszystko, ale to jest prawdziwy bog seksu, i on wie ze nasz boski seks jest tylko i wylacznie wtedy boski gdy caly swiat jest zamkniety w nas, dwoch oszalalych na swoim punkcie osobach…. no, moze on zachowuje wiecej zdrowego rozsadku… ale moze ma ode mnie taki ladunek, ze…. nawet przez sekunde nie brakuje mu jeszcze jednej osoby zeby bylo fajniej? kocham go za to do szalenstwa… byl taki wiersz….. reinkarnacje… gdy w przyszlym zyciu urodze sie jako łania, wedrujac po lesie w stadzie wyczuje GO i pojde za nim na koniec swiata… a gdy urodze sie jako lwica, instynktownie bede wiedziec ktorym lwem w stadzie lwow jest wlasnie on… poznam go po tym spojrzeniu, po ladunku elektrycznym, ktory przeskakuje miedzy nami… ja wiem ze ON to moj swiat…. siodmym, dziesiatym zmyslem…. nasza znajomosc nie jest latwa… ale…wciaz do siebie wracamy…

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter