Poradnik kobiety porzuconej – czyli jak przetrwać rozstanie

73

A więc stało się. Ten, któremu zaufałaś, z dnia na dzień postanowił spakować walizki i uciec w stronę zachodzącego słońca lub… innej kobiety, która też być może zaszła. Ponury żart, wiem, ale cóż innego nam pozostaje, gdy z każdym dniem nasze życie jest krótsze, a i uciech jakby w nim mniej ? ;) Pewnie myślisz teraz, że jestem cyniczna i bezduszna. Nic z tych rzeczy! Ja po prostu wiem, że nie ma takiego dna, z którego nie można się odbić i nie ma takiego faceta, po którym warto płakać dłużej niż trwa sezon Seksu w wielkim mieście – mówimy oczywiście o facetach, którzy lekceważąc naszą doskonałość nas opuścili.

Zanim jednak zacznę rozprawiać się z żałobą, muszę uświadomić Ci jedną ważną rzecz. Masz WIELKIE SZCZĘŚCIE. Możesz rozpaczać do woli i wyzywać tego dupka, bo to on zostawił Ciebie, a nie Ty jego. Możesz złorzeczyć bez najmniejszego poczucia winy, bez wyrzutów sumienia i tych zatrzymujących życie dywagacji z cyklu a może dałabym mu drugą szansę, a co by było gdyby, a może jednak spróbujmy…? Twój (były) facet zrobił Ci wielki prezent, bo oddał Ci Twoje własne życie i uchronił od konieczności poświęcenia tegoż życia komuś, dla kogo nie jesteś cudem. Bo gdybyś była, to by nie odszedł.

Poradnik kobiety porzuconej - czyli jak przetrwać rozstanie

Niestety, ale w życiu tak już jest, że nie da się kogoś kochać na siłę. A jeśli dwoje ludzi się nie kocha, to nie powinni marnować najcenniejszego daru, jaki każdy z nas z jakiegoś powodu otrzymał – życia. Masz mniej czasu, niż Ci się wydaje, a każdą chwilę możesz przeżyć tylko raz – więc czy chciałabyś poświęcić to na iluzję? Coś, co jest pozbawione żaru i pasji? Ja nie.

Gdyby Drwal ogłosił mi dzisiaj, że odchodzi, to pękłoby mi serce. Pewnie miałabym ochotę robić różne desperacje rzeczy – błagać go, by się nie wyprowadzał albo przedziurawić mu jaja widelcem – nie wiem. Kobieta zrozpaczona jest kobietą nieobliczalną. Najgorsze jednak jest to, że w toku moich życiowych doświadczeń, wzlotów, upadków, lekcji, rozczarowań i poszukiwań odkryłam najważniejszą chyba prawdę o związkach: jeśli ktoś chce odejść, jeśli ma jakiś powód, a przecież musi mieć, to nie ma sensu go zatrzymywać. To tylko przedłużanie agonii. Reanimacja trupa, który przy którymś ucisku na serce prawdopodobnie się rozsypie – i zostanie tylko paskudnie rozczłonkowane ciało ;) Nie warto.

Ktoś powiedział kiedyś, że jeśli coś kochasz, powinieneś puścić to wolno – jeśli wróci, to znaczy, że jest Twoje, a jeśli nie wróci – to nigdy Twoje nie było. Z rozstaniami jest tak samo. Porozmawiaj, zapytaj o powód – i pozwól odejść.

A potem wracaj do mnie i rozpracujmy razem tę żałobę, bo przecież w takich chwilach solidarność kobiet jest na wagę złota ;) I w imię tej solidarności podzielę się z Tobą sposobem na porządne pożegnanie kogoś, kto brutalnie wyrwał Ci kawałek serca:

1. Zaprzeczenie

Klasyczne stadium po stracie. Nie, to nie może być prawda. Jak to zerwał? ZE MNĄ ZERWAŁ? To musi być jakaś katastrofalna pomyłka! Gdzie on znajdzie drugą taką jak ja?!

Zaprzeczenie jest dość naturalne, nie wyczerpuje nas psychicznie, jednak niestety trwa dość krótko. Polecam już na tym etapie kupić butelkę wina, ściągnąć ulubiony serial (Seks w wielkim mieście, Bridget Jones... – mi w depresji zawsze towarzyszą Chirurdzy, choć od śmierci Dereka trudno pogłębiać przy tym egzystencjalne doły) i zadzwonić po posiłki. Czyli przyjaciółkę z jedzeniem ;) Gdy przyjaciółka już do nas dojedzie, wchodzimy w etap nr 2:

2. Gniew

Jakim prawem ten przykrótki, małostkowy fiut mógł mnie rzucić?! Niech sam siebie rzuci, impotent jeden!

– tu zdajemy się na kreatywność i absolutnie sobie nie żałujemy. Przyjaciółka powinna nam oczywiście pomagać, w końcu rzucając jedną z nas, facet zadziera z całym damskim plemieniem. Wino działa, myśli szaleją, talerze fruwają, a na nas spływa łaska kolejnego stadium:

3. Targowanie

A może jakbym schudła albo zaskoczyła go jakimś głębokim gardłem, to by wrócił?

Targowanie jest w porządku, póki robisz to z przyjaciółką ;) Jeśli jednak wpadniesz na pomysł zadzwonienia do byłego i próby przekupstwa to profilaktycznie przeczytaj to, co napiszę po dwukropku: Na litość boską, dziewczyno! Mamy swoją godność! Nie dzwonimy, jak nas rzucają – niech to oni próbują targować się z nami! ;)

Wiem, że czujesz się paskudnie i masz ochotę łapać się brzytwy, ale łapanie brzytwy ZAWSZE kończy się odcięciem palców. Zły pomysł.

A teraz każ przyjaciółce nocować u Ciebie, bo czeka nas najlepsze:

4. Depresja

Płaczemy. Płaczemy dużo i rzewnie. Wyciągamy albumy, oglądamy wspólne zdjęcia, czytamy najczulsze esemesy. Wybielamy wszystko i wymazujemy gumką złe wspomnienia. Nasz były jest bogiem absolutnym. Tęsknimy za jego rozrzuconymi skarpetkami, płaczemy bo już nigdy nie zobaczymy jego kubka w zlewie, a lustro w łazience już nigdy nie będzie miało tych cudownych, niesymetrycznych mazaków pasty do zębów. Nic już nie będzie takie jak kiedyś. Już nigdy nie będziesz wieszała jego gaci na suszarce. Już nigdy nie potkniesz się o kapsel z jego piwa. Już nigdy nie zobaczysz jak cieszy się, gdy puści bąka w wannie. Ach te wspomnienia…

Płacz jest w gruncie rzeczy dobry, bo jak się wypłaczesz, to potem zwyczajnie Ci się już nie chce. Dochodzisz do momentu, w którym nie wiesz właściwie dlaczego miałabyś tak płakać. Odszedł, to odszedł, przecież to nie koniec świata. I gdy już wypijesz tę butelkę wina, obejrzysz Dziennik Bridget i pozwolisz się ugłaskać przyjaciółce, nagle przychodzi:

5. Akceptacja

Bo w sumie ile można się umartwiać, prawda?

Masz jedno życie. Jedno. Zasługujesz na to, by spędzić je z kimś kochanym i kochającym. Kimś, kto nigdy od Ciebie nie odejdzie i dla kogo Twoja miłość będzie przywilejem. To, że mogę kochać Drwala, że wybrał mnie na tę, która otula go swoją miłością, jest dla mnie przywilejem – a z przywilejów nie warto rezygnować. Ty też tego jeszcze doświadczysz.

I na koniec mam dla Ciebie prezent – posłuchaj Bonnie ;) To zawsze jest tylko heartache. I jak każdy ból, on zawsze mija :)

Komentarze73 komentarze

  1. Dobrze trafiony tekst,właśnie dzisiaj zostałam zostawiona, chyba się trochę załamałam… 😢😢😢

    • Kamila przytulam Cie najmocniej jak moge wirtualnie :-*
      Dzwon po przyjaciolke i zastosuj plan Alicji! Dziala. Przerabialam to kilkanascie lat temu z pierwsza „miloscia” zycia.
      A teraz jak widuje tego palanta to sama sie sobie dziwie czemu poswiecilam mu swoj czas. :-/
      Nie uciekl w strone zachodzacego slonca, tylko uciekl bo zaszla ;-)
      I dziekuje Bogu ze tak sie stalo.

      • „A teraz jak widuje tego palanta to sama sie sobie dziwie czemu poswiecilam mu swoj czas. :-/”

        Mam dokładnie takie same odczucia względem swojego byłego ;) Nie rozumiem, jak mogłam po nim rozpaczać, skoro był zwykłym frajerem. Jednak powinnam mu podziękować za to, że mnie zostawił, bo zaraz potem poznałam cudownego faceta, z którym jestem w poważnym związku, bardzo go kocham i co najważniejsze – on kocha mnie.
        Każdy kij ma dwa końce i nie ma co przejmować się zerwaniem. Skoro odszedł, to nie był to ten jedyny, a przecież wszystkie na takiego właśnie „jedynego” zasługujemy :)

  2. Zainspirowana

    Alicja,piekny poradnik. Ja z kolei jestem szcześliwą kobietą w związku,ale wiem że nie jednej pięknej kobiecie na ktorej twarzy jest niepotrzebny grymas smutku bardzo pomoże. Pamietajcie,nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! ;) ;* Pozdrawiam Ciepło

  3. Dosłownie wyłączyłam kolejny odcinek Seksu w Wielkim mieście gdy zobaczyłam ten nowy wpis : )
    Wpis bardzo na czasie…

  4. Tak wszystko to przerabialam😕myślałam że nie przeżyje ale się udało☺choć teraz jestem mocno opobijana i czasami trudno mi uwierzyć że będę w stanie znowu zaufać na tyle żeby wpuścić kogos do mojego umeczonego serducha😕

    • Nie martw się, też przez to przechodziłam i wiesz co? Jestem szczęśliwa z super mężczyzną! Daj sobie czas, nie szukaj nikogo na silę, nie załamuj się. Być może zanim spotkasz tego wymarzonego spotkasz wielu dupków,którzy zniechęcą Cię do związków, mężczyzn. Teraz jest Twój czas, rób coś dla siebie, spełniaj się, nie zamykaj się na ludzi, ale pamiętaj nie daj się wykorzystywać! powodzenia i głowa do góry. Twój facet już gdzieś na Ciebie czeka na pewno! :)

  5. Podpisuję się pod każdym jednym słowem rękami,nogami i cyckami jak trzeba to też! :)
    A każdą porzuconą dziewczynę mocno przytulam,nalewam lampkę wina i mówię jej,ze wszystko co najlepsze jest jeszcze przed Tobą :)

  6. Rozstaliśmy się z narzeczonym równy rok temu. My- bo ja przestałam się starać za dwóch.
    Dość długi, dla mnie całkiem poważny, związek. 6,5 roku.

    W ostatnich tygodniach powoli zaczęłam stawać na nogi, nawet udało mi się poznać mężczyznę (co prawda okazał się dupkiem ale dotychczas porozmawianie z osobnikiem płci męskiej było dla mnie zbyt dużym wyzwaniem, więc mały sukces jest),
    dziś dowiedziałam się że oświadczył się swojej nowej dziewczynie…
    Czuję się dokładnie tak samo jak rok temu.

  7. Łatwo mówić, ale dla osoby cierpiącej świeżo po rozstaniu (i nie tylko zaraz po rozstaniu), nie ma niestety żadnego lekarstwa na ukojenie bólu. To musi samo przejść z czasem. Trzeba to po prostu przeżyć i przecierpieć.

    PS ja mam taką chorą sytuację, że moja ukochana zostawiła mnie dla swojego byłego faceta (tzn. cały czas od 10 lat była z nim, a ja byłem, jak się później okazało, tylko takim Jej kochankiem/przyjacielem, który nic nie wiedział o Jej podwójnym życiu), ale nadal chce utrzymywać ze mną kontakt, przychodzi do mnie do pracy i telefonuje ukrywając to znów przed nim. Ja nie przestałem Jej jeszcze kochać, ciągle coś do Niej czuję i jest to dla mnie dość trudne, bo wiem, że jego nie zostawi, choć różnie między nimi bywa. Ciężko jest mi zapomnieć, gdy Ona cały czas gdzieś jest w moim życiu, w moich myślach, w moim sercu… A najgorsze jest to, że choć wiem, że to jest chora sytuacja, to nie kończę jej, bo tak bardzo Jej nadal pragnę…

    • I ja mam całkiem podobną sytuację, i w pełni Cię rozumiem
      Facet mnie zostawił dla koleżanki z pracy(okropnie to przeżyłam jak nigdy dotąd strasznie schudłam nie mogłam jeść i funkcjonować przez prawie 2 miesiące. A im nie wyszło i ostatnio odezwał się do mnie raz później drugi aż w końcu się spotkaliśmy oczywiście skończyło się seksem. To miało być zwykłe spotkanie chciałam po prostu zobaczyć mu oczy że to on wyszedł na idiotę a nie zrobił ze mnie (tak jak ciągle myślałam)
      I w tym momencie wszystko wróciło po wszystkim napisał jednego smsa. Po tygodniu znowu się spotkaliśmy i jak zawsze skonczyło się w łóżku. Tylko po tym chwilę pisaliśmy. Wczoraj napisałam mu że trzeba to jakoś rozwiązać bo spotaknia na seks mnie nie interesuje.Oczywiście nic nie odpisał.Minął tydzień od ostatniego spotkania i wreszcie wzięłam się na odwagę aby to zakończyć. Usunęłam wszystko co mi go przypominało. Jak się odezwie mam nadzieję że mu nie odpisze, tego się teraz trzymam, mimo tego że wciąż do niego coś czuję.
      Tobie radzę tak samo, to są chore sytuację które nas tylko męczą.
      Życzę Ci wszystkiego dobrego :)

  8. A ja za kilka dni zostawiona będę. Wg zapewnień, gróźb czy to być może obietnice. Przerbiałam te groźby tyle razy, tyle razy się wynosił z mojego życia, oczywiście tego ostatecznego kroku nigdy nie zrobił, że teraz po prostu to zlewam. Chyba.
    Chyba, bo tak naprawdę nie wiem co czuję już sama.

  9. Bardzo fajny tekst jak i cały blog,który śledzę od dłuższego czasu ;) Jednak pierwszy raz zdecydowałam się na komentarz. W moim życiu było paru mężczyzn i z każdym myślałam, ze to tak na zawsze, ale jednak to ja zawsze odchodziłam. Zawsze czułam się ograniczana przez zazdrość o moich znajomych, o moje pasje … raz się nawet zdarzyło, ze byłam skłócona z rodziną. I wiecie co? To nie ja po rozstaniach płakałam. To ja byłam tą silną i myslącą. Kiedy odchodziłam słyszałam: zabije się, skończę ze sobą itp. Więc tekst polece paru kolegom :p

  10. Alicjo kocham Cie!!! :-D
    Jakie to prawdziwe.
    Przezylam zdrade z tym, z ktorym mialam spedzic reszte zycia. Pilam wtedy z przyjaciolka chyba najtansze z mozliwych wino :-D
    Plakalam cztery dni, nawet mialam w planie sie nalykac tabletek bo nie chcialo mi sie zyc. :-/
    Pol roku mial laske na boku, dowiedzialam sie jak byla w 4 miesiacu. A cztery miesiace pozniej poznalam mojego meza.

  11. Przerobiłam to wszystko krok po kroku i dziś jestem szczęśliwą , pięknie wyglądającą kobietą. Żyję z całych sił i usmiecham sie do ludzi i wiem , że jestem z najważniejszą osobą na tym świecie – sama ze sobą .

  12. Przezylam nie jedno rozstanie… Byly wzloty i upadki… Myslalam ze trafil mi sie „Skarb” bylismy ze soba okolo 2lat. Niestety pewnego dnia przylapalam go jak masowal jakiegos faceta nago i ten koles go obmacywal… Myslalam , ze zawalu dostane 😭😖 to byl najgorszy dzien w moim zyciu… Jak mozna mowic komus ze sie go kocha , a potem obmacywac sie z kolesiem… Na szczescie mam Kochana Mame i rodzenstwo ktore pomoglo mi sie uwolnic od tej dzi..kur…szmaty… Przez ta sytuacje balam sie zaufac jakiemu kolwiek chlopakowi/mezczyznie… Zajelo mi to troche czasu, ale udalo sie i mam wspanialego Meza 😍😁juz zaraz bedzie nasz wspolny roczek po slubie… Dostalam dobrego kopa w „dupe” od zycia, ale pozbieralam sie, ogarnelam sie i jestem teraz szczesliwa 😁 my kobiety musimy byc silne i sie wspierac nawzajem!! Dziewczyno nie poddawaj sie znajdziesz lepszego od tamtego !! 😘

  13. Wspaniały tekst! Pewien czas temu też byłam w podobnej sytuacji, która została opisana w artykule. Pierwszy raz tak naprawdę się zakochałam i niestety miłość ta od początku jak teraz na to patrzę była trudna, za trudna. Myślałam że już nigdy w życiu nie spotkam tego Jedynego, tego Wspaniałego, którym dotychczas wydawał mi się On. Wtedy trafiłam na Wasz blog, zaczęłam czytać wspaniałe historie Alicji i Drwala i uświadomiłam sobie, że tak naprawdę to nie była miłość (przynajmniej z jego strony). Jesteście wspaniali! Pokazujecie, że istnieje miłość między dwojgiem ludzi, w dodatku piękna miłość, nie tylko fizyczna, ale przede wszystkim ta duchowa. Jesteście dla mnie wielką inspiracją i mam nadzieję, że ja również w końcu poznam mojego Drwala dla którego będę tą jedyną Alicją i w moim życiu zagości ten pierwiastek magii. Bo miłość to swego rodzaju magia, która odmienia nasze życie o 360 stopni, sprawia że chcemy żyć nie tylko dla siebie, ale już dla drugiego człowieka. Pozdrowienia dla Was!

  14. Droga Alicjo,
    świetny tekst (jak wszystkie z resztą ;)) i zdecydowanie trafiony. Ja również uwielbiam Chirurgów, płakałam jak bóbr, kiedy Derek umierał… A co do rozstania, to u mnie minęło już kilka miesięcy, potrafię już bez niego normalnie funkcjonować, choć nie ukrywam, że pojawiają się jeszcze czasem myśli o tęsknocie i „co by było gdyby”… Czasem się zastanawiam, czy to przypadkiem ze mną jest coś nie tak, skoro to już drugi mój facet, który okazał się zwykłym palantem. Chyba jakiś magnes na takich mam, teraz się boję w ogóle pomyśleć o kolejnym związku…

  15. No to ja niestety jestem w odwrotnej sytuacji bo mnie w najbliższym czasie czeka rozstanie gdyż zamierzam zakończyć związek który nie ma perspektyw. I jestem przekonana, że według mojego ‚jeszcze’ narzeczonego będę podłą suką i uosobieniem zła w najgorszych możliwych postaciach ale po 3 latach związku wiem, że to nie miłość tylko chwilowe zauroczenie z mojej strony, bo on mnie kocha, ciągle mi to okazuje. Ale ja nie potrafię darzyć go takim samym uczuciem, jedyne na co się zdobywam to przymus wobec niego. Jest mi przykro kiedy pomyślę, że będę musiała oddać mu pierścionek i powiedzieć, że to koniec, jednak na niechęci wobec drugiej osoby i związku z przymusu szczęścia nie zbudujemy, prawda? A moim marzeniem nie jest i nie była miłość na siłę i zmuszanie się do bycia z kimś tylko po to, żeby go nie ranić. Wiem, że on będzie zrozpaczony i ciężko będzie mu się po tym podnieść ale uważam, że dla nas tak będzie lepiej, zwłaszcza, że jestem pewna tej decyzji od kilku tygodni. Jedyne czego się boję to samotność, że nie ułożę sobie życia, że żaden facet mnie już nie zechce… Może to i bezpodstawne obawy ale gdzieś się się w głowie kołaczą.
    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że chciałabym mieć to już za sobą i najchętniej napisałabym mu, że to koniec ale uważam, że byłoby to nie fair i rozmowa w cztery oczy jest najlepszą opcją, zwłaszcza, że jesteśmy zaręczeni.
    Nie życzę takiej sytuacji żadnej z was dziewczyny, naprawdę. To najgorsze postanowić coś, ale męczyć się z tym żeby zakończyć to w odpowiednim momencie i z klasą (a wiem, że to rozstanie raczej nie przebiegnie w dobrej atmosferze). Ta sytuacja zżera mi nerwy z dnia na dzień i coraz bardziej obciążam sobie psychikę, bo to dla mnie męka.
    Mimo, że to ja wyjdę na wredną zołzę to też będę potrzebowała pocieszenia, Alicjo. :)

    • Patrycjo,
      jeśli jesteś pewna swojej decyzji, to nie zwlekaj z tą rozmową. Twój narzeczony może się zorientować, że coś jest nie tak i wtedy postawiona pod ścianą, nie będziesz mogła przeprowadzić tej rozmowy tak, jak byś chciała. Będzie tylko gorzej. Wiem co piszę, ja z zerwaniem po 4 latach związku nosiłam się pół roku i to był błąd. Byłam w takiej samej sytuacji, co Ty, wiem że to była najlepsza decyzja w moim życiu. Owszem nie obeszło się bez łez, wyrzutów itd. Przyjeżdzał do mnie prawie codziennie, pisał i prosił o powrót, ale to jest przejściowe. Dziś wiem, że dobrze zrobiłam, a on we wrześniu bierze ślub, mimo że to ja „byłam tą jedyną” i twierdził „że żadnej innej kobiety nie pokocha”.

      • Asiulek, on właśnie zorientował się, że coś jest nie tak. Nawet zapytał mnie kilkukrotnie wprost czy mam zamiar z nim zerwać i błagał mnie, żebym tego nie robiła. Chciałabym zrzucić z siebie ten ciężar i mieć to za sobą, ale muszę czekać do jego przyjazdu, żeby powiedzieć mu to prosto w oczy a to wyniszcza mnie psychicznie, bo ciągle zaprzątam sobie tym myśli. I odnoszę wrażenie, że on chyba bierze mnie na litość, ale może to wrażenie…

    • Patrycja, tez kiedys bylam w takiej sytuacji. Jedna z lepszych i najtrudniejszych decyzji w zyciu. Ale po co trwac w czyms, co sie na pewno nie rozwinie?
      Trzymam za Ciebie kciuki :)

    • Kochana! Miałam dwie równie ciężkie sytuacje zbliżone do Twojej.
      Pierwszym razem zdecydowałam się rozstać z facetem po prawie 5 latach. W zasadzie to on mnie zostawił a ja się na to zgodziłam, ale jak chciał wrócić to mu nie pozwoliłam. Mimo telefonów w środku nocy, mojego strachu, że coś sobie zrobi (dzisiaj wiem dlaczego się bałam, Kocham Go, Kochałam Go wtedy), wyczekiwania w nocy pod moim domem i proszenia, żebym wróciła, żebym wyszła za Niego, obietnic, że tym razem będzie inaczej. Mieliśmy ciężki związek i już nie miałam siły przeżywać czegokolwiek po raz kolejny.
      Przetrwałam to i szybko weszłam w inny związek, który na początku był na prawdę cudowny. Niestety szybko zaczęłam starać się za dwoje, tak jak Ty. Męczyłam się z tym prawie 2,5 roku. Związek na głowie jednej osoby jest naprawdę męczący. Po blisko 3 latach związku postanowiłam odejść. Chciałam porozmawiać, wytłumaczyć, miałam dobre intencje. Niestety – mój były już, a wtedy jeszcze obecny facet przyszedł do mnie do PRACY – rozmowa między klientami i zaczynanie zdania po kilka razy od początku zdenerwowały mnie okropnie, rozmowa nie przebiegła tak jak chciałam, na końcu usłyszałam tylko: „więc nie mamy chyba o czym rozmawiać”. No cóż. Zero proszenia, obietnic, zero zainteresowania. Żadnego telefonu, smsa, nic. Podobno bardzo to przeżył, ale sama nie wiem, tylko słyszałam.

      Aktualnie jestem zaręczona, z moim pierwszym Facetem. Pozwolił mi odejść w końcu bo chciał żebym była szczęśliwa, usunął się. Jednak mimo lat Miłość została, teraz wiem, że dlatego starał się mnie odzyskać do ostatniej chwili. A chłopak z którym byłam 3 lata nie odezwał się do dziś – chyba jest różnica ;)

      Nie przejmuj się że coś się kończy, skoro w związku czujesz się źle to on nie ma racji bytu. Pamiętaj, że najważniejszą osobą dla Ciebie powinnaś być Ty sama, a znajdzie się ktoś dla kogo będziesz cudem, zaufaj mi ;) Kto będzie Cię nosił na rękach, wspierał i pozwalał się wspierać, kto da Ci tyle samo uczucia co Ty jemu. Czasem jesteśmy bliżej takiej osoby niż nam się wydaje.
      Głowa do góry i czas zmierzyć się ze słabościami, trzymam kciuki, zasługujesz na wszystko co w życiu najlepsze, bo JESTEŚ WYJĄTKOWA! :*

  16. Ja też zostałam porzucona i jak teraz patrzę co wtedy wyrabiałam to się samej siebie wstydzę. Najpierw błagałam dupka żeby wrócił. Jak to nie pomogło sięgnęłam po alkohol. Za często. W alkoholowych majakach planowałam jak jego zabić, potem jak siebie. Kupiłam w internecie jakieś badziewie zwane „lek antydepresyjny”. Oczywiście jakaś podróbka, ale co tam, może być. Ryczałam jak bóbr przez dobre dwa – trzy tygodnie na pewno. Codziennie szłam do pracy ze spuchniętą gębą i wmawiałam wszystkim, że mam nadciśnienie i nie mogę spać. Bezradność, bezradność, bezradność i wściekłość. Trochę smutku. Wszystko co wtedy czułam.
    Po czasie ból po rozstaniu minął, a mi został wstyd po tym co odstawiałam.
    Nie popełniajcie tych samych błędów.

    • Hahaha chocbym ja pisala ten komentarz ;)
      Ja po moim pierwszym rozstaniu, po jakims czasie, w wieku 21 lat (!!) mialam zawal… jak karetka wiozla mnie ma sygnale do szpitala, to martwilam sie o mojego bylego…..
      Teraz jak widze, jak dziewczyny placza, bo jakis dupek je zostawil, to mam ochote dac im prawdziwy powod do placzu. Naprawde szkoda lez. Ale zeby do tego dojsc, to sama potrzebowalam „troche” czasu.

  17. PrawieBYłaŻona

    Też to przerabiam..po 9 latach związku, w tym 4,5roku małżeństwa, z 3 letnim synem… ale czułam że tak się to skończy. Nie czuje nic. Jedynie żal… do tego jak mnie teraz traktuje.
    Jestem mu wdzięczną za każdą piękną chwilę!

  18. Alicjo CZY TO TY? na zdjęciu *–*
    Pytam bo przecież masz taki sam kapelusz i rękawiczki, wrzucałaś na insta. Właśnie tak sobie Ciebie wyobrażałam :*

  19. Rozstanie to ciężki temat… Ja najbardziej cierpiałam kiedy, rozstawałam się z moim pierwszym chłopakiem, napisałam rozstawałam, bo to było kilkanaście razy . Do tego nie ja z nim, tylko on ze mną. On był zapatrzonym w siebie dupkiem, czyli PAN DOSKONAŁY, nieliczący się z uczuciami innych. Oczywiście tego nie widziałam i chyba nie chciałam. Za każdym razem po jakiejś kłótni zrywał ze mną, ja płakałam, ale po czasie wracał, a ja wybaczałam. i Myślałam, że to jest normalne. W końcu przyszedł czas, że przejrzałam na oczy i zakończyłam to „coś”. Było jakoś dziwnie, nieswojo, samotnie…Ale koleżanki, wino i imprezy pomagają zapomnieć. W tedy dopiero zrozumiałam ile traciłam dusząc się w tym związku. Robiłam co chciałam i nie tłumaczyłam się nikomu. Doszły jeszcze nowe znajomości, nowi faceci z którymi nie wiązałam się, po prostu luźne relacje, czysto koleżeńskie. Było dwóch, którym poświęciłam troszkę więcej czasu, ale to nie to. W końcu poznałam faceta który, pokazał mi, co to szacunek, zaufanie. Jestem z nim od 3 lat. Należy pamiętać, że KAŻDY KONIEC DAJE NOWY POCZĄTEK :))
    KONIEC ZWIĄZKU TO NIE KONIEC ŚWIATA. POZDRAWIAM :)

  20. Przeszłam przez wszystkie opisane przez Ciebie etapy… Dwa razy, z dwoma różnymi facetami. Z ostatnim wracam jeszcze do depresji, żeby za chwilę znów znaleźć się w fazie akceptacji. I tak pewnie jeszcze kilka razy… będę między tymi dwoma fazami krążyła, aż ktoś znów zawładnie moim życiem.

  21. Niekoniecznie trzeba zostać rzuconym aby czuć się porzuconym. Rzuciłam faceta na początku tego roku, kochałam mocno i szczerze, ale z typem po prostu nie dało się być, takie duże dziecko. Plus bardzo zniekształcił to, jakim jest człowiekiem na samym początku; potrafił udawać tak, żebym uwierzyła. Wyrywanie się z iluzji o kimś jest okropne – czasem samemu już się nie wie co jest ok, a co nie jest, kim jest ta druga osoba a kim nie jest. Kim się jest samemu? Tak naprawdę ponad rok byłam sama w związku. Nawet jeśli coś udało mi się odkryć, dlaczego relacja wygląda tak, a nie inaczej, przepracować kłopoty, robiłam to tylko ja. Ale kochałam go po prostu takiego. I ok, któregoś razu miałam dość. Rzuciłam, a czuję się tak, jakbym to ja została porzucona. Nie potrafię się znaleźć. A on…? Żyje swoim ‚nowym życiem’ z nową wersją swoich byłych.

  22. Stanęłam przed lustrem i napisałam „Elka jesteś najlepsza a ten dupek nie jest wart Ciebie”, i czytała to kilkanaście razy dziennie, tak długo aż poskutkowało.

  23. Co do jednej… No pamiętam niku… „Byłam w czwartym miesiącu ,pilam jedno z najtańszych win myslalam żeby nalykac się tabletek ” brawo ty! – to było ironiczne:) zenada kobieto! Nie ważne jak się czujesz ważne że masz w sobie nowe życie!!!! Dla niego powinnaś się szanować!! No ale cóż… Te co na to zasługują nie mogą mieć te co nie radzą sobie ze sobą rodzą na potęgę… Realia;) co do Ciebie Alicjo brawo! Super tekst :) nie jestem Twoją ulubienicą (Ty moją również) ale tym tekstem… Trafilas s w samo sedno!!! Brawo Ty!!!-to nie ironia;)

    • Nie dziw się, że nie jesteś niczyją ulubienicą, skoro piszesz takie bzdury. Najłatwiej oceniać innych, nie?
      I. napisała:
      „Przezylam zdrade z tym, z ktorym mialam spedzic reszte zycia. Pilam wtedy z przyjaciolka chyba najtansze z mozliwych wino :-D
      Plakalam cztery dni, nawet mialam w planie sie nalykac tabletek bo nie chcialo mi sie zyc. :-/
      Pol roku mial laske na boku, dowiedzialam sie jak byla w 4 miesiacu. A cztery miesiace pozniej poznalam mojego meza.”

      Wróć do szkoły i naucz się czytać ze zrozumieniem, a potem pisz o tym co jest żenujące.
      A Tobie Alicjo gratuluję, że nie jesteś „ulubienicą” takich jak Czytelniczka. To tylko potwierdza Twoją klasę :*

    • Źle przeczytałaś, to KOCHANKA była w 4 miesiącu jak Dziewczyna dowiedziała się, że facet ją zdradzał :P

    • Przychodzisz tutaj, obrażasz Bogu ducha winną dziewczynę i piszesz autorce bloga, że nie jest Twoją ulubienicą.
      Masz tupet, nie ma co.

  24. Mnie dwa tygodnie temu zostawił narzeczony 😢 A w przyszłym roku miał być ślub… był miłością mojego życia, a teraz jestem dla niego niczym. Mniej ważna od jego byłych, z którymi mógł mieć kontakt, a ja byłam narzeczona i nawet na tyle nie zasługuje… Owszem dużo ja też zawinilam, ale to tak bardzo boli… a teraz on robi te wszystkie rzeczy o które ja fo prosiłam. A jak byliśmy razem to nie byłam dla niego motywacja…

  25. I ja przez to „przechodziłam”…Dlaczego cudzysłów? Otóż, to ja zerwałam. Wiele razy próbowałam walczyć o swoje w tym związku, czyli najzwyczajniej w świecie o wpisanie na listę ważnych spraw, na której nigdy mnie nie było. Aż pewnego dnia powiedziałam dość. Dość- jemu, a sobie samej- zasługujesz na więcej. Pamiętam, że bardzo wtedy płakałam. Że nagle mój świat stał się kompletnie szary i bez sensu, że już nic nie miało znaczenia. Nie cierpi się tylko wtedy, gdy jest się porzuconym, tak jak nie odchodzi się tylko wtedy, gdy już się nie kocha. Mam na swoim koncie mnóstwo czarnych dni, ale ten był zdecydowanie najczarniejszy. A wtedy moja Przyjaciółka powiedziała zdanie,które postawiło mnie na nogi-„Świat będzie się walił tylko przez chwilę…”. Dziś co prawda jesteśmy razem- bo zawalczył, a ja znów zaufałam. Ale pamiętam to zdanie do dziś i się go trzymam nie tylko w sytuacji związku. Pomaga, naprawdę pomaga. I choć nieraz ta „chwila” trwa dłużej niż byśmy tego chciały, to przecież jest tylko chwilą i kiedyś się skończy.
    Skoro kończy się w życiu to, co dobre, to dlaczego ze złymi momentami miałoby być inaczej? :)

  26. Droga Alicjo.
    Od dość dawna czytam wasza stronę i uwielbiam wasze posty. Niestety z tym jednym nie potrafię się zgodzic. Uważam że podawanie alkoholu zrospaczinej kobiecie to blad. Po pierwsze to po nim właśnie chcę dzwonić do bylego, błagać o to żeby wrócił czy po prostu krzyczeć na niego czym tylko się pogrąża. Po drugie nawet jeżeli tego nie zrobi (jak w moim przypadku ) zaczyna go nadużywac coraz częściej. Ja np nie pamiętam prawie 3 miesięcy życia. I żadna przyjaciółka ani nikt inny nie pomógł mi pogodzić się z myślą że go już nie ma. A czasami fakt że facet odejdzie do innej nie koniecznie znaczy że Cię nie kocha. Czasami taka jest sytuacja. Czasami mam dziecko które chcą mu zabrać i przez błędy przeszlosci mogą to zrobić. Czasami ma bardzo chora matkę fizycznie jak i psychicznie (np depresja do ktorej się prayczynil). Czasami życie nie jest tak proste jak się wyjadę. Ja po tym jak zostałam sama miałam duże wsparcie od mojej przyjaciółki która wtedy znałam zaledwie 2 tyg. Zastosowalam się do tych rad które widzę wyzej. Alkohol po czasie już mi nie pomagal więc sięgnęłam po mocniejsze używki z których na szczęście dość szybko zrezygnowałam bo zorientowałam się co robię i zaczelam znowu pić. Ogromne ilości. Kazdego dnia coraz większe. Jedyne co robiłam to piłam, spalam i chodziłam do pracy (a to dzięki mojej przyjaciolce bo pracuje że mną i mnie tam ciagnela). A zapomniałam dodać że w pracy tez piłam (pracuje w pubie ) i po takiej probie przetrwania po rozstaniu jaka opisalAs nie polepszylo mi się a raczej popadlam w silniejsza depresię. Uważam że powyzszy plan zadziała tylko w wypadku jeżeli to nie była miłość Twojego życia. Bo jeżeli była nic nigdy jej nie przebije. I choć bylam miałam po tym innego faceta to i tak uwazam że to tamten był tym jedynym. Ale w życiu są czasem sytuację bez logicznego wyjscja i trzęba się z tym pogodzic.
    Nie potraktuj tylko mojej wypowiedzi jako jakiś atak bo naprawdę kocham czytać wasze posty. Po prostu to na moim przykladzie rada tego typu poniosła za sobą straszne skutki.
    Pozdrawiam cieplo, M.

    • No ja niestety nie mogę się zgodzić z tym, co tu piszesz, bo to brzmi jak: usuńcie alkohol ze sklepu, bo ktoś wpadnie w nałóg.
      5 tygodni temu zostawił mnie chłopak, byłam w bardzo złym stanie. Przyjechała do mnie moja siostra i pierwsze co zrobiła, to zrobiła nam drinka. Do dziś pamiętam jak weszła z butelką martini i powiedziała, że mamy dzień żałoby, poczułam się dosłownie jak Bridget :) Wypiłam 3 drinki, wyryczałam się i wstawiona zasnęłam. Na drugi dzień było już odrobinę lżej, a zamiast o byłym myślałam o bólu głowy. Przecież w tym tekście nie chodzi o picie na umór, tylko o jedną butelkę wina z przyjaciółką i wygadanie się jej. Jakie dzwonienie, skoro ta przyjaciółka ma nas pilnować właśnie żebyśmy nie dzwoniły?
      Przykro mi, że u Ciebie tak to się skończyło, ale chyba każda z nas ma swój rozum. Nie każdą z nas ciągnie do butelki, a wino – pite z umiarem i w dobrym towarzystwie – uleczyło niejeden dramat ;)

  27. Droga Alicjo, Twój tekst przypomina mnie sprzed 7 miesięcy. Z tym, że to ja odeszłam, po tym jak odkryłam zdrady, tak, było ich conajmniej kilka. Osoba z którą byłam 4 lata, okazała się osobą której kompletnie nie znam. Fakt, że dłuższy czas nam się nie układało, ciągle byłam dla niego i jego mamusi za mało idealna… Potrafiłam usłyszeć, że jestem beznadziejna, za gruba (choć jestem szczupłą osobą), za głupia (choć skończyłam studia prawnicze) i takich przykładów było mnóstwo. Nie obyło się również bez wyzwisk… Ale zawsze szukałam winy w sobie, pozwalałam na takie zachowanie, bo przecież był „miłością mojego życia”. Któregoś dnia odkryłam drugi telefon, chłopczyk poprostu po suto zakrapianym spotkaniu z kolegą zapomniał go schować. To co przeczytałam przyprawiło mnie o sprint do łazienki. Przez 2 dni zastanawiałam się, co dalej. Nie powiedziałam mu, że odkryłam wszystko. 3 dnia wiedziałam, że nie spędzę z nim ani minuty dłużej, wynajęłam mieszkanie, wróciłam do „naszego domu” i powiedziałam, że odchodzę. Widziałam go wtedy ostatni raz, jak wychodził do mamusi, bym mogła spokojnie się spakować i wyprowadzić. Nawet klucze odebrał jego kolega. I powiem Wam dziewczyny, tak z perspektywy czasu, że to był najlepszy dzień mojego życia. Wtedy myślałam, że moje życie się skończyło, że nic nie będzie w stanie uleczyć mojego złamanego serca. Były wszystkie fazy rozstania, akceptacja i depresja nawet po kilka razy ;-) Dzisiaj widzę, jak toksyczny był to związek i sama się sobie dziwię, że zgadzałam się na to wszystko.
    Więc Kochane dacie radę! Nawet z największego dna potrafimy wyjść i zobaczyć słońce w naszym życiu. Ja je teraz widzę codziennie :-)
    Przesyłam moc pozytywnej energii :-) i pamiętajcie:
    „Padłaś? Powstań! Popraw koronę i zasuwaj dalej” :-D

  28. Ja też nie dawno bo około miesiąca temu usłyszałam od jednego Drwala, że nie możemy być razem… jak argument podał, że to nie moja wina tylko Jego, bo wie jaki jest i uważa, że nie może zaoferować mi nic więcej niż przyjaźń… Banał prawda? … Sama faktycznie zaczęłam się nad tym zastanawiać czy to miało by faktycznie jakikolwiek sens… i nie wiem … po prostu nie wiem… Najgorsze chyba w tym wszystkich rozstaniach jest chyba utracenie wiary w siebie, poczucia własnej wartości, bo jednego dnia byłaś wszystkim czego potrzebował, a następnego to już nie miało sensu bez żadnego racjonalnego argumentu. najprościej powiedzieć nie bo nie, przepraszam…

  29. Pamiętam swoje rozstanie z byłym.. Zamiast w jeden dzień, próbowałam uporać się z tym przez 3 miesiące.. A to dlatego że nie miałam przyjaciólki i popełniłam kardynalny błąd: Zadzwoniłam. Przez 3 miesiące wracaliśmy do siebie a ja tylko bardziej cierpiałam. Nie popełniajcie tego błędu.

    Dziękuję Alicjo za ten wpis. Szkoda że nie wpadłam na Wasza stronę 1,5 roku temu i że nie było tu tego tekstu. Ale będę miała instrukcję na przyszłość (oby nie była potrzebna).

  30. Alicjo………..,,bardzo dobry i sensowny tekst!Przeczytalem wszystkie historie…….., i potwierdzam-SAMO ZYCIE!!……….,a ono kazdemu z nas ulozylo juz na samym poczatku osobisty scenariusz.Zaden czlowiek wchodzac w zwiazek nie jest w stanie przewidziec,jaki on bedzie i czy ten zwiazek bedzie trwaly!?Nie stety nikt nie jest w stanie tego przewidziec.Wiec czesto sie zdaza i nadal zdazac bedzie ze zwiazki dwojga ludzi nie beda trwale!Jest bardzo wiele przyczyn i powodow takich niepowodzen!Czlowiek liczy na uczciwosc drugiego czlowieka,ale czesto pozostaje jedynie poboznym zyczeniem.Rzeczywistosc czesto bywa wrecz okrötna.Coraz rzadziej znajdujemy prawdziwie uczciwych kandydatöw na zyciowego partnera.To smutna rzeczywistosc!!Czesto czytam Twoje artykuly i ciesze sie ze trafiasz do tak szerokiego gremium czytelniköw!!!Serdecznie pozdrawiam!!!

  31. Byłam wcześniej z chlopakiem 1,5 roku zdradziła mnie regularnie. Nie potrafił powstrzymać swojego penisa przez tydzień. Na zmianę dochodziła i wracałam. Krzyczała i wybaczalam. Az w koncu powiedzialam dosc, nie wroce wiecej. Zycie stracilo sens. Nic nie cieszyło. Płakałam, słuchałam dołuącej muzyki i znów płakałam. Nawet próbowałam znajomości na jedną noc (oczywiście zabezpieczenie-podstawa) próbowałam zrozumieć, jednak nie zrozumiałam i odpuscilam. Dziś mam cudownego faceta, który zycie by za mnie oddał ❤

  32. To naprawdę boli. Miesiąc temu on ze mną zerwał, utrzymujemy koleżeński kontakt, ale mimo wszystko nie mogę przestać o tym myśleć. Chciałabym zapomnieć o tej sprawie. A najgorsze jest to, że to był pierwszy facet w którym się serio zakochałam. Zazwyczaj było odwrotnie

  33. Nie sądziłam że kiedykolwiek będę miała podstawy aby przeczytać akurat ten wpis, a śledzę Waszego bloga w całości :( gratuluję pięknego związku, mnie się niestety nie udało :(

  34. A co w przypadku kiedy to ja go skrzywdziłam i dlatego odszedł? Nie zdradziłam, ale przekroczyłam granicę jego moralności. Zostawił mnie miesiąc temu, mówiąc, że kocha ale nie może ze mną być. Powtarzał niejednokrotnie, że zawsze będzie kochał, ale to nic nie zmienia. Po pewnym czasie spotkaliśmy się bo chciałam wszystko wyjaśnić, jego zachowanie zaprzeczało temu co mówił. Wiem, że mnie kocha, przytulił mnie na koniec tak mocno, że łzy mi w oczach stanęły. Co powinnam zrobić w tym przypadku? Czekać na jego ruch? Dać zupełnie spokój? Zaczęłam dążyć do tego, żeby się zmienić, żeby więcej go nie zawieść i on o tym wie. Czy miłość jest w stanie wygrać z męską dumą?

    • Mam tak samo… Tez popełniłam błąd… Definitywnie rozstalismy sie miesiąc temu…? Moze dwa. Nie wiem, nie liczę już. Zaczelam zyc jak robot. Łóżko, praca, dom. Czasami jedzenie i nieprzespane noce spędzone na ryczeniu w poduszke. Definitywnie bo kiedy powiedzial ze to koniec, ja glupia blagalam by został, ryczalam, by nie odchodzil. Zamiast zyc ze mna, wolal zyc z moja przeszłością wypominajac mi to, z kim bylam… Tez wiem ze mnie kocha, ale mimo to dalam sobie spokoj bo kazda rozmowa konczyla się skakaniem sobie do gardeł… Odpowiadajac na Twoje pytanie, milosc nie wygra z meska dumą… Niestety. 😭

  35. Dobry tekst. Wszystko pięknie gdyby nie to że ma się z takim palantem 3 dzieci a 4 w drodze. Ja się pogodziłam ale po domu biegają jego małe kopie które cały czas pytają o tate. 2 Latek koloruje serduszka na Dzień Ojca narysowane przez starszą siostre a on baluje z kolegami,przykry widok dla matki.

  36. Rownie dobrze mozna napisac Poradnik Porzuconego Faceta… Tylko czy ja jestem porzucony? Czy raczej pije piwo, ktorego nawarzylem?

  37. Ja przechodzę przez „żałobę” po zakończeniu związku, który trwał 13 lat… Jestem emocjonalnym wrakiem człowieka. Od rozstania minęły 3 miesiące. Pierwszy miesiąc to była jakaś masakra- ciągle płakałam, nie jadłam, nie spałam, zawaliłam pracę, nie byłam w stanie ogarnąć codzienności. Wraz z partnerem straciłam też dach nad głową, nasze wspólne psy i środki, które inwestowałam w jego mieszkanie, które wiele lat było naszym wspólnym domem. To brzmi, jakbym była jakąś potworną materialistką, ale w takich okolicznościach taki fakt też cholernie boli. W drugim miesiącu jakoś zaczęłam się zbierać, teraz jest trzeci miesiąc, przyszła wiosna, a do mnie jakby to wszystko trafiło na nowo- nie mogę normalnie funkcjonować, ciągle płaczę i myślę o nim. O tym, co robi, jak mu jest, dlaczego to się stało. Czy rzeczywiście jestem takim potworem, że musiał odejść. Czy zrobiłam wszystko, żeby związek uratować. Dlaczego to się stało. Nie mogę się z tym pogodzić.
    Miał być ślub, dziecko było w drodze, świeżo zakończony remont kuchni. Wiadomo, że między nami było różnie- było i cudownie, i były kłótnie, jak to w życiu. Przeszliśmy razem wiele- ciężkie czasy, wręcz biedę, bezrobocie, trudny dorabiania się, choroby i śmierć bliskich nam osób
    Dwa miesiące przed zaplanowanym ślubem partner oznajmił mi, że się zakochał w koleżance z pracy. Nie będę wchodzić w szczegóły całej historii, bo musiałabym tu napisać wypracowanie o objętości encyklopedii, ale po krótce opowiem, że przez miesiąc próbowałam go przekonać, że nie warto niszczyć naszego „ny”- tych wspólnych lat, planów, marzeń. Oczywiście dowiedziałam się jaka to jestem beznadziejna, nasz związek beznadziejny i tak dalej. Ale wtedy myślałam, że są to takie błahe powody, że nie warto dla nich kończyć związku. Jednak mój kochany uważał inaczej, ale żeby nie było, że on się nie starał – zrobił coś na kształt castingu- siadał sobie i rozważał, która z nas jest lepsza, ma bardziej odpowiadające mu cechy charakteru i wyglądu. Raz deklarował, że chce ze mną być, że mnie kocha i nie wyobraża sobie beze mnie życia, że przecież ja jestem jego całym światem i życiem a po 2-3 dniach totalnie zmieniał zdanie, że to nie ma sensu, nie ma czego ratować, że ta jego „przyjaciółka” jest taka wspaniała, cudowna, delikatna, że tak dobrze mu się z nią rozmawia, że nigdy się tak nie czuł. W w czasie dni, kiedy był „na tak” na mnie, zabrał mnie raz na kolację i uznał, że o wystarczający dowód na to, że mu zależy. Kontaktu z nią nie zamierzał zrywać, „bo będzie jej przykro, nie może jej zranić”. Byłam w takim stanie, że byłam gotowa zgodzić się na wszystko, byleby tylko ze mną został. Nawet, jakby mi kazał obie nogi odrąbać. W pewnej chwili dopiero zorientowałam się, że nie jestem w stanie spełnić wszystkich jego żądań- zmienić o 180 stopni swój charakter, zrezygnować ze wszystkiego co kocham i tolerować, że on i tak będzie się z nią spotykał, bo przecież razem pracują. O tym, że mam się wyprowadzić poinformował mnie przez telefon. Zabrałam rzeczy. Potem powiedział, że jestem głupia, że mogłam zostać, bo „on mnie w cale nie wyrzucał, jakbym sobie tak mieszkała z nim jeszcze ze 2-3 tygodnie, on by sobie tak na mnie popatrzył to może by zdanie zmienił”. Potem, że to wszystko moja wina, bo ja byłam… (i tu lista moich wszelkich przewinień), że od dawna się ze mną męczył i że nie jestem kobietą, której on potrzebuje. Że nie chce mieć związku z etykietą „po przejściach”, ale woli sobie zacząć nowe życie z młodszą kobietą, którą „on sobie ulepi tak, żeby jemu pasowała”. Że nie zostanie ze mną ze względu na dziecko, że mam sobie zrobić „z tym”, co uważam za stosowne (ostatecznie ze stresu i wyczerpania i tak poroniłam). I jeszcze że jestem materialistką, pragmatyczką i egoistką, bo przy rozstaniu zażądałam podziału wspólnie kupionych rzeczy. Potem jeszcze wydzwaniał w nocy, że siedzi w pustym mieszkaniu, że nie ma mnie, że on nie wie, jak będzie dalej żył, że mnie kocha i tak dalej. Myślałam, że się ocknął, że uda nam się uratować nasz związek. Rano już było inaczej- twierdził, że oczywiście kocha mnie, ale nie może ze mną być, bo za dużo złego się już stało, że on się zaangażował już w relację z tamtą i ona na niego czeka.
    Jestem wrakiem człowieka, nie mogę się pozbierać. Nie widzę teraz sensu niczego – życia, dbania o siebie, wychodzenia z domu. Nie mam totalnie ochoty spotykać się z facetami, mam ich dość na wieki. Nie zapomnę go nigdy, innemu już nie zaufam ani nie pokocham. Nie potrafię. Temu oddałam całą siebie. Wyrzuciłam zdjęcia, pamiątki, prezenty. Nie mogę się jeszcze przemóc przed pozbyciem się pierścionka zaręczynowego.
    Dostrzegłam rzeczy, które były złe między nami, co powinniśmy zmienić już dawno, ale olaliśmy to, bo brak czasu, ciągła pogoń za wszystkim. Ale mimo wszystko boli to, że on nie chciał zawalczyć, że wybrał tą łatwiejszą drogę, wymienił mnie „na lepszy model” jakbym była pralką. A ja uważałam, że on i nasz związek są warte każdego poświęcenia. Nie mogę się z tym pogodzić. Kocham go nadal i nie mogę normalnie żyć.

  38. Witam. Kochałem i chyba kocham nadal. Byłem z kobietą która tak jak ja jest po rozwodzie z tym że ona ma dziecko. Zostawiłem ją. Dlaczego? Powód był jeden. Nadmierny kontakt z byłym mężem. Czy trzeba codziennie ze sobą pisać jeżeli ma się razem dziecko? Czy nawet jak jesteśmy na wakacjach czy romantycznej kolacji ten kontakt musi być? Czułem cały czas oddech na ramieniu byłego mojej już byłej.
    Ona mnie nie zdradzała ale nie rozumiała jak bardzo mnie to złości. Mówiła że nie pisze a potem okazywało się jednak że pisze i tak prawie przez 3 lata. W końcu odszedłem.

  39. Witam. Zdecydowalam sie wylac tu swoje troski,moze ktos to przeczyta,moze ktos napisze kilka slow, moze mnie skrytykuje albo poradzi. Przeczytalam prawie wszystkie komentarze a temat „kochanka,porzucona kochanka”, jestem nia. Boli mnie zycie. Chce sie podzielic swoja historia. Postaram sie dobrac odpowiednie slowa,nie wiem czy dam rade bo pustka i postepujaca wewnetrzna agonia rozdzieraja mnie na kawalki.
    Kiedys bylam szczesliwa zona,matka,kobieta.
    Zylam w swoim swiecie wypelnionym codziennymi troskami,radosciami,ach..bylo normalnie,szczesliwie,z emocjamii bez emocji. Maz zajmujacy sie prowadzeniem interesu w Hiszpanii ( zyjemy w Niemczech), wyjezdzal wiecej jak czesto,jednakze rozstania te odswiezaly nasze malzenstwo,nie bylo mi przez to zle,nie narzekalam.
    Sama pracuje,czyli moje zycie jest (bylo) wypelnione i nie nudne.
    Pomimo ze przekroczylam czterdziesteke,bylam sponsorowana przez slynna drogerie znana na calym swiecie,gdzie dostawalam umowy jako modelka twarzy do zdjec reklamujacych powazne firmy kosmetyczne. Zawsze ” wychuchana”,elegancka, pachnaca,marzenie kazdej „po czterdziestce”.
    Wolny czas spedzalam na silowni,albo w klubie kolarskim, znajomosci z zaawansowanymi sportowcami,walka byc lepsza,treningi do upadlego-az krew z nosa ciekla. Oplacalo sie,swietna figura
    ( wtedy,dzis juz nie),swietna kondycja.
    Uwielbialam wracac z treningu i wykonczona padac na lozko,czulam sie szczesliwa . Moze moj opis mnie samej jest troche wygorowany,ale brak mi sily myslec nad konstruktywnym opisem siebie i mojego zycia.

    Pewnego dnia,po ciezkim wypadku narciarskim,lezalam w szpitalu gdzie z nudy dalam sie namowic na zalozenie profilu na jednym z portali spolecznosciowych.
    Nie trawalo dlugo,jak otworzylam wiadomsc od kogos,kogo znalam i kochalam zanim wyjechalam za granice. To byla krotka wiadomosc „jak Ci leci”?
    Zamarlam z wrazenia,wiadomosc byla od mojego pierwszego chlopaka,mojej wielkiej pierwszej milosci. Chlopaka z ktorym bylam cztery lata,z ktorym planowalismy slub,moja pierwsza prawdziawa milosc. Dodam,ze wyjechalam do Niemiec sama.
    On wtedy nie mogl,byl powolany do wojska. Nie chcial opuszczac kraju, ja nie chialam siedziec w kraju w biedzie,w miasteczku wymarlym od mlodych ludzi.
    Rozstalismy sie wtedy,a w sumie to ja zakonczylam ten zwiazek. On nie walczyl wtedy o mnie, nie walczyl o nas. Jakos pogodzilismy sie z tym rozstaniem,chociaz calkowita wina spadla tylko i wylacznie na mnie. Ja do dzis jestem swiadoma rozpadku naszego zwiazku,biore wine swiadomie na siebie,bo ja tez nie walczylam,nie potrafilam wtedy z czegos zrezygnowac. Nie potrafilam zrezygnowaac z okazji wyjazdu za granice i z oferty pracy ktora wtedy dostalam,jak rowniez ciekawosc czegos nowego i piecia sie dalej,bez wzgledu na straty,na strate mojego chlopaka.
    Egoizm nalozyl mi rozowe okulary. Zycie potoczylo sie dalej, ja wyszlam tam za maz ,on trzy lata po rozstaniu ozenil sie z dziewczyna ze swojego miasta. Kazdy z nas zyl w swoim gniazdku uslanym szczesciem,klopotami i codziennymi troskami. Az do tego szczegolnego dnia.
    To byl styczen 2011 roku. Dzien moich urodzin.
    Odpisalam na te wiadomosc,kilka suchych slow, kilka informacji,bez zadnych emocji,bez nadzieji czy odpisze,czy nie.Pisalam jak z obcym z dawnej szkoly albo miasta. Po kilku dnaich przyszla nastepna wiadomosc,poprosil o moj numet telefonu,chcial bardzo uslyszec moj glos. Za kilka dni zadzwonil do mnie. Rozmawialismy z soba jak kiedys,jak za dawnych czasow.
    On opowiadal mi o sobie,ja o mnie.Rozmowa mila,nic nie obiecujaca,nie wskazujaca na nic. Wszystko by sie moze dobrze potoczylo,gdyby na tym byl koniec. Ale los chyba zaplaonowal na mnie zemste,moze postawil mnie na szczeblu sprawdzenia mnie,jakim jestem czlowiekiem, czy wogole zasluguje na miano czlowieka.
    Dzis wmawiam sobie wine za to ze wogole chodze po tym swiecie..a chyba nie powinnam. Powinna bylam zabic sie na tych nartach,zaoszczedzila bym sobie tego umierania wewnetrznego,ktore rozklada moja dusze na male smierdzace kawalki.
    Po tej normalnej nic nie znaczacej rozmowie,( nazwe go K) K jechal w moje okolice. Dodam,ze on ma firme przewoznicza,czesto przejezdzal niedalko mnie.”Zawsze Ciebie czulem jak tu jezdzilem”-tak mi oznajmil. Umowilismy na spotkanie na parkingu niedaleko autostrady.
    Jechalam tam z sercem na ramieniu. Zadawalam sobie pytania kogo spotkam,jak przebiegnie nasza rozmowa, czy bedziemy w stanie rozmawiac patrzac sobie w oczy? Inaczej rozmawia sie przez kom,inaczej siedzac naprzeciwko. I to poczucie winy za moj czyn sprzed lat,za rozpad naszego zwiazku..to mnie obarczalo.
    Po przyjezdzie na umowione miejsce…….tak,nie wiem jak ubrac to w slowa.
    Stanelam naprzeciwko pieknego,przystojnego,wywazajacego slowa mezczyzny- z oczami i wzrokiem z tamtych lat.
    Powrocily wspomnienia,powrocily emocje. Podaczas spotkania zauwazylam ze K robil wszystko aby mnie przytulic,moze pocalowac. Przywiozl mi piekny bukiek czerwnych roz. Tak…czerowne roze. Przez cale spotkanie zauwazylam lzy w jego oczach,ale staralam sie zawracac temat,zmieniac pozycje siedzenia tak zeby nie byc za blisko niego. Niestety,kazde spotkanie dobiega konca,tamo tez. Rozstajac sie,K powiedzial mi ze mnie kocha,ze kochal mnie zawsze, ze co prawda zycie ,rodzina, klopoty,troski rowniez radosci przyslonily w pewnym sensie moja osobe,ale podswiadomosc robila swoje,dlatego mnie szukal az znalazl.
    Bylam przerazona,ale szczesliwa. To byl moj K sprzed lat,te oczy,ten wspanialy uspokajajacy glos, on w calej swej okazalosci. Troskliwy,czuly,no i te lzy w oczach. Wracalam do domu z bijacym sercem,nie bylam w stanie koncentrowac sie nad jazda. Nie wiem jak dojechalam do domu,ale dojechalam. On mnie kochal,to mozna bylo widziec i czuc. Ja jego tez.
    Z cala odpowiedzialnoscia moge powiedziec,ze zakochalam sie po raz drugi-albo moje uczucia sprzed lat obudzily sie z kilkunastoletniego snu. Chodzilam jak w transie. Nasz romans nabral dymensjonalnych rozmiarow. Niestety,nasze rodziny staly na pierwszym miejscu. Zadne z nas nie chcialo rozbijac swojego malzenstwa. Nie chcielismy budowac swojego szczescia na nieszczesciu innych. Zbudowalismy sobie nasz maly tajemniczy swiat,w ktorym bylismy tylko MY.
    Nie bede oszukiwac nikogo- siebie tez nie. Moje uczucia do meza wygasly. Samo to,ze jego ciagle wyjazdy ,czasem po pol roku poza domem doprowadzily do tego,ze nagle przestalam tesknic za jego powrotem. Na odwrot-nie moglam sie doczekac kiedy ponownie wyjedzie. Bylo mi dobrze z nim,ale jeszcze lepiej bez niego.Nie dawalam po sobie poznac ze jest w moim zyciu inny mezczyzna. Bylam szczesliwa, rozpromieniona, bez problemow rozwiazywalam codzienne klopty.
    Mialam sile zyc-mialam dla kogo zyc.
    Ta nasza milosc,ten moj potajemny swiat o nazwe MY,dawal mi sily,skrzydel. Spotykalismy sie regularnie,ja jezdzilam nawet 200km w jego kierunku,on tez. Spotykalismy sie na polmetku,czasem jak bywalam w Polsce,wiecej gdy on bywal niedaleko mnie.
    Minelo trzy piekne lata, przyozdobione w zapinanie klodeczki w Pradze na moscie,wyjazdami w gory,randkami gdzies w hotelach. Codzienne pisanie na portalu, wczesniej codzienne smsy. Rozstajac sie plakalismy. Nie bylo dnia zeby K nie przysylal mi czulych slow,podnosil na duchu kiedy mialam upadki i dolki. Pewnego dnia zmarl moj ojciec. Nie bylo przy mnie meza,byl K.
    Zmarl moj brat,maz jak zwykle za granica.Przy mnie byl K. Byl dla mnie zawsze, a ja staralam sie byc dla niego. Jego zycie nie bylo uslane rozami. Dreczyla go tez swiadomosc ze zdradza zone. Postanowil zakonczyc ten zwiazek. Nie dawal sobie rady z psychika. Przyjechal do mnie specjalnie aby mi to oswiadczyc.
    Plakalm,nie potrafilam sobie wyobrazic zycia bez nego. Kochalam go jak nikogo na swiecie. Postanowilismy zakonczyc ten piekny rozdzial. Niestety, dwa dni pozniej znow wiadomosc.”nie potrafie bez Ciebie zyc,jakos damy rade”. Dalismy. Znow bylo pieknie. Czulam ze on kocha mnie nie dla odskoczni od codziennosci,ona kochal mnie tak jak ja jego. Szalenie,goraco,jednak bez zobowiazan,bez narzucania swojej woli, swojego „ja”.
    Tak myslam…okazalo sie jednak inaczej.
    Po pewnym czasie zaczely sie akce zazdrosci. Nasz zwiazek zaczal sie chwiac. K zaczal byc coraz bardziej zaborczy, dochodzilo do tego ze zaczal mna manipulowac.Wszystko tlumaczyl swoja goraca miloscia, zazdroscia.Strachem ze oprocz niego moge miec jeszcze kogos innego. Czesto tlumaczylam sie jak dziecko, gdzie bylam,co robilam, posylalm mu nawet zdjecia z lokalizacja,ze nie jestem gdzies z „kims”,tylko np.z mezem w restauracji albo z synem gdzies tam.
    Nigdy mnie nie przeprosil za swoje glupie czyny,wrecz przeciwnie,ja zaczelam miec wyrzuty sumienia ze wogole wychodze z domu,patrze na innych ludzi. W miare jego manipulacji ja zaczelam sie bronic. Nigdy nie chcialam go urazic,ale czulam czasem potrzebe wywolania u niego czegos takiego,ze jesli chcesz abysmy byli z soba nadal w tym naszym swiecie ,to powinienes o nas walczyc inna bronia,a nie atakami zazdrosci albo pomowieniami i manipulacja.
    Stalam sie bardziej obojetna. Przestalam sie spowiadac gdzie jade,co dzis robilam,z kim i co.
    Zaczely sie awantury. Po pewnej awanturze zerwalismy z soba. Cierpialam okropnie.
    Z dnia na dzien popadalam w coraz gorszego dola. To nie byl dolek typu zamykanie sie w ciemnym pokoju i lzy..nie. Ja popadlam w jakis krater. Zachorowalam na nerwice serca. W glowie mnozyly mi sie setki mysli.Nie potrafilam sie od nich uwolnic. Kochalam go jak nikogo,kochalam go nadal-a od meza sie odzwyczalilam.Moj maz byl moim swietnym przyjacielem i kumplem-mezem nie. Zaczelam tracic nad soba kontrole. Nie wiem ile razy wsiadalam w auto i jechalam na miejsca w ktorych bywalismy razem.
    Jezdzilam tez do niego,chcialam go widziec.Ale nigdy nie podjechalam pod jego dom, ryzyko „wsypania” go bylo za duze,a ja pomimo tego ze szalenie go kochalam i pragnelam,nigdy nie zrobilabym czegos takiego zeby go”wsypac” albo mu zaszkodzic.
    Stalam na ulicy,czekalam kiedy on nadjedzie,po godzinach wracalam 400km i nadal plakalam w poduszke. Zaczelam palic . Zerwalam ze sportem,zerwalam ze stara grupa z ktora trenowalam. Przestalam chodzic do silowni,do sauny,dostalam na calym ciele takich dziwnych babli.
    Lekarz powiedzial ze to jest reakcja ciala na negatywna psychike. Wyjechalam na pare tygodni do meza do Hiszpanii.To byl horror. Nie potrafilam z mezem rozmawiac.Udawalam na kazdym kroku. Odrzucalam kazde jego zblizenie. Wymiotowalam po kryjomu na mysl ze musze z nim spac w jednym lozku.Ja pragnelam tylko zblizen i dotyku K,nikogo wecej. Budzilam sie z mysla o K,kladlam sie z ta mysla spac.
    Nie wytrzymalam,wrocilam do domu i od razu popedzilam do miasta gdzie mieszka K. Sprowokowalam spotkanie. To byla tragedia. Ponizylam sie do dna. Wracalam do domu zalewajac sie lzami.
    Nie prosilam K o nic,chcialm go tylko widziec, chcialam z nim porozmawiac.Nie dalo sie.Jego oczy nie byly te ktore znalam z kiedys,byly przepelnione nienawiscia i zloscia. To zlamalo mi serce.
    To pograzylo mnie jeszcze nizej,czulam ze osiagnelam dno. Ale gotowa bylam spasc ponizej dna, kochalam go nadal,chyba jeszcze mocniej..sama nie wiem.
    Po kilku dniach tego mojego nieszczesliwego wyjazdu do Sz. ,K zjawl sie niespodziewanie u mnie.Zaczelismy wszystko na nowo,ale to juz byl zwiazek ze skaza, tak jak pekniecie porcelany.Z malego pekniecia robi sie olbrzymia luka,a pozniej rozpada sie na dwie czesci ktorych nie mozna juz skleic.
    Jednakze staralismy sie powrocic do dawnych „nas”. Znowu bylo cudownie. Znowu spotkania, znowu rzezbienie serc na drzewach,wieszanie klodeczeki na molo w Miedzyzdrojach. Rozmowy,teskonota,porzadanie,spelnianie najskrytszych marzen.
    Znow nastepny zgon w mojej rodzinie,zmarla mi mama. Przy mnie byl znowu moj K. Maz jak zwykle w Hiszpanii, umowy,kontrakty,nie mozliwe bylo zdobyc bilet do Pl w ciagu 24 godzin. Nie mialam tego mezowi za zle,mialam przy sobie moja milosc,mojego K.
    Minely nastepne dwa lata pelne milosci,uczcuc ale rowniez coraz czestrzych powrotow do starych standartow.Manipulacje,zazdrosc i coraz gorsze slowa. Po pieciu latach padlo pierwsze slowo „rzygam toba”. „Jestes pojebana” ..Po tym oczywiscie przeprosiny : ” wiesz ze to bylo w nerwach..no wiesz,zazdrosc,a zazdrosc i milosc ida w parze”. Zamiast czuc gorycz,ja zaslepiona czulam satysfakcje. On byl o mnie zazdrosny,on mnie kochal…dlatego te cierpkie slowa.Rozumialam,ze jak sie kogos kocha,mozna go szybko slaleczyc.Nie kaleczy sie ludzi ktorzy sa nam obojetni,tak sobie to tlumaczylam. Ale nadal czulam jego milosc, jego troske.Miedzy nami byly cudowne dni,ale byly tez pelne lez. Zaczelam zyc w starchu,ze to co sie dzieje jest pierwszym krokiem do rozstania sie.
    Zaczelam nim manipulowac.Za wszelka cene chcialam sprawdzic,czy jego milosc to tylko puste slowa,czy moze wpadamy w pewna rutyne jak malzenstwo.W koncu bylismy z soba juz ponad piec lat.
    Piec lat naszego swiata w tajemnicy,swiata wypelnionego smutkiem i radoscia. Niestety,on byl silniejszy. Moje manipulacje wywarcia na mim jakichs czynow,wywalczenia sobie swiadomosci czy nasza milosc jeszcze istnieje-czy ja jestem tylko odskocznia od zony i domu polegly w gruzach. Osiagnelam odwrotnosc tego co chcialam.
    Zaczely sie zarzuty,ze jade do niego a on tego nie chce,bo akurat w tym momecie ma cos waznego do zalatwienia. Pokonalam 390km,po czym zawracalam,a on po chwili wydzwanial ze chce mnie natychmiast widziec.Chonor nie pozwalal mi aby ponownie zawrocic. Nie reagowalam na jego telefon,na jego krzyki „wracaj bo chce cie pocalowac albo usciskac”. Nie moglam sie dac ponizyc.
    A jednakze dawalam.
    Po tym jak nie zawrocilam i nie spelnilam jego rzadan,on zamykal sie w sobie,nie reagowal na moje wiadomosci,blokowal moj numer telefonu,szedl z zonka do lozka,a ja ryczalam dalej w poduszke albo wymiotowalam do toalety. Po kilku dniach przepraszalam go za wszystko i romans toczyl sie dalej. Ale coraz wolniej. Coraz wiecej przykrych slow,coraz mniej emocji z jego strony. Kochalam go tak mocno,ze nawet te slowa ktore czasem na mnie rzucal,zapominalam w kilka minut. Wybaczalam i kochalam dalej. Nie potrafilam inaczej,w kazdej chwili widzialam mojego K,tego sprzed lat,mojego przeznaczonego mi ukochanego ktory byl dla mnie w stu procentach mezczyzna i przyjacielem, jednakze moja chciwosc lepszego swiata zniszczyla nasz zwiazek.Nie chcialam,aby znowu go stracic. Wolala bym umrzec,niz obudzic sie ze swiadomoscia ze juz go nie mam i nigdy miec nie bede.
    Uzaleznilam sie od niego. Tak bardzo,ze pograzylam sie tak mocno,ze nie zauwazylam ze stracilam pozycje w pracy,stracilam prawo jazdy(na szczescie odzyskalam), stracilam przyjaciol,bo kazda chwile inwestowalam w K. Stracilam meza,bo w mojej psychice odgrywa sie cos tak dziwnego,nad czym nie jestem w stanie zapanowac.
    Pol roku temu moj ukochany jedyny dla mnie mezczyzna,moj K,oznajmil mi,ze dowiedzial sie ze na poczatku naszego zwiazku zrobilam cos,co wgryzlo sie w jego psychike,wiec z tego powodu nie chce mnie znac.
    Mam przestac go osaczac,mam przestac do niego pisac,mam sie od niego „od…”. To cos,co wgryzlo sie mu w psychike,to spotkanie na kawe z naszym wspolnym znajomym,ktoremu on nie ufal. Spotkanie mialo miejsce szesc lat temu,jak nasza milosc kwitla.Ne powinnam byla tego robic. To polozylo calkowita kreske pod naszym zwiazkiem.Zaczelam walczyc,tlumaczyc, pokazywac mu dowody ze spotkanie bylo czysto kolezenskie a nie w innym celu. Odpisal mi,ze mnie nienawidzi i kocha.Kocha mnie za wszystko co dalam mu pieknego,za siebie sama.A nienawidzi mnie za moje czyny ktore nie szly po jego mysli,a najbardziej za spotkanie z kolega. Nasz wspolny swiat zakonczyl sie tak bolesnie,jak kwieciscie i romantycznie sie zaczal.Od tego czasu,czasu calkowitego rozstania zablokowal moj numer tel i usunal sie calkowicie z „naszego” swiata.
    Kocham go nadal,pomimo tych calych przykrosci. Kocham go i wiem,ze nie potrafie juz pokochac kogos innego.Nie ma w moim sercu ani w mojej psychice miejsca dla kogos innego,nie ma miejsca dla meza-a tak bardzo bym chciala aby bylo inaczej.
    W tej chwili jestem po burout-wypalenie organizmu. Walcze sama z soba aby jakos trzymac sie na nogach. Jezdze do psychoanylityka,ale to mi nic nie pomaga,psycholog twierdzi ze moj problem nie lezy w rozsaniu tylko we mnie. Ale co jest tym probleme-nie wiem.
    Ta psychoterapia nie pomaga mi nic ,wracam zaplakana i wytracona z rownowagi.Za kilka dni wraca moj maz.Nie wiem co mam mu powiedziec dlaczego placze,dlaczego nie moge chodzic,dlaczego z kiedys eleganckiej kobiety zrobil sie wrak.
    Mecze sie okropnie,nie widze sensu zycia. Ja wiem,ze wczesniej czy pozniej doszlo by do rozstania z K,bo obydwoje nie jestesmy w wieku gimnazjalnym,kiedys nie bedziemy w stanie pokonywac takich odleglosci aby spojrzec sobie w oczy.
    Ale meczy mnie to,ze nasze rozstanie nastapilo w takiej nienawisci z jego strony. Czuje sie brudna,bo dwa dni przed ogloszeniem tego wyroku spalam z nim.Przepspalam sie z calym zasobem uczcuc-a on chyba tylko dla rozkoszy cielesnej. To mnie zabija.
    Zabijaja mnie obrazki sprzed oczu,ze moj K stal sie kims,pierwszym kims kto powiedzial mi „nienawidze cie”.Zabija mnie mysl,ze nie potrfaie na nowo zblizyc sie do meza. Nosze w sobie taki ogromny ciezar,zniszczylam swoje zycie,swoje zdrowie,zniszczylam zycie mojego meza ktory niby zone ma-ale jednak jej nie ma. Zniszczylam kiedys zycie mojemu K, a dzis odplacil mi dobrym za nagodne. Od pol roku nie potrafie sie smiac. Jestem wiecej chora niz aktywna.Narazam swoja prace,nie wiem co bedzie za tydzien,za miesiac. Probuje wychodzic z domu,ale nie daje rady. Nie jestem w stanie spotkac sie z ta ociupinka znajomych ktorzy mi jeszcze zostali.Nie potrafie kryc lez. Padaja pytania dlaczego placze.Co mam odpowiedziec? Mowie ze mam klopty.Pada odpowiedz :mow,podziel sie z nami. Jak mam opowiadac wspolnym znajomym historie swojego podwojnego zycia? Mam wrazenie ze na szyji mam zwiazana petle,ktora z dnia na dzien sie coraz bardziej zaciska. Klade sie spac z prozba do Boga,abym sie juz nie obudzila. Moje zycie nie ma sensu,nie jest nic warte. Nie moge zyc w swiadomosci,ze milosc sie skonczyla,nie moge zyc w swiadomosci ze ktos mnie odrzucil bo mnie nienawidzi. Nie moge poradzic sobie z tym,ze ta milosc ktorej juz nie ma,zrujnowala moje uczucia do meza…. nie chce mi sie nic. Nie wiem jak zyc dalej,jak odlozyc czterdziestego papierosa,jak wyjsc na ulice bez lez, jak przejezdzac obok drzew na ktorych wyrzezbione sa serduszka od K. Nie potrafie sobie dac rady ze swiadomoscia ze bylam kochanka..kiedys szczesliwa-dzis zrujnowana psychicznie kobieta. Najbardziej mecze sie z blyskami w swiadomosci gdzie widze mojego K,kochajacego,troskliwego,tamtego innego,brakuje mi jego dotyku,glosu,jego oczu -jego calego. Kocham go nad zycie,pomimo ze wiem na jakim wozku jade.
    Nie wiem co bedzie jutro,nie wiem co bedzie za rok. Dostalam dzis mocne srodki uspokajajace,mocne srodki nasenne.Moze uda mi sie przespac bez snu o nim. Ale boje sie isc spac,poniewaz on sni mi sie w kazda noc. Nie mam juz sily.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter