Poranny spektakl

26

Pobudka, pozornie powolne poranki, poranne wstawanie, poranny spektakl… a każdy Drwal lubi patrzeć i długo wspominać to, co widział. To jak dobra kawa i papieros… uzależnia, ale jest zdrowsze i lepiej ładuje energią na resztę dnia.

Mam pełną świadomość, że widzę ją śliczną rano… a potem zobaczę ją dopiero wieczorem. Lekko zmęczoną. A nie ma nic piękniejszego niż te kobiece gesty, gdy powoli się budzi. Gdy szeptem mówię jej do ucha, że musi już wstać, próbuje odpowiadać lekką złością, ale nie potrafi opanować uśmiechu. Gdy mówi mi to, co zawsze rano (nie martwcie się, nie będę Was tym zanudzał… ) Potem gdy wkłada swoją śliczną bieliznę, gdy wciąga pończochy na swoje nieziemskie nogi… Patrzę, gdy się maluje – czasami tego nie widzi, staję dalej od drzwi. Patrzę jak nakłada swoje szpilki, jak zdejmuje jakiś niewidzialny pyłek z sukienki… Takie obrazki noszę potem cały dzień.

Spogląda na mnie czasami, półświadomie, czasami może nawet mnie nie widząc. Jestem o to zazdrosny. O to że nie będzie mnie przy niej przez jakiś czas. Nie będę mógł patrzeć na nią. Nie będę mógł z nią rozmawiać patrząc jej w oczy, nie będę czuł zapachu jej perfum….

Poranny spektakl

Przyznam, że podkradam czasami jej jakiś drobiazg, ona o tym wie… wiem, że wie. Czasami to jakaś wsuwka, czasami to coś innego. Coś, co noszę w kieszeni marynarki jak amulet i świadomie lub nie, bawię się nim. Czasami oddaję, czasami zapominam, stąd też kieszenie moich marynarek przypominają zalążek damskich torebek, a Alicja denerwuje się, że znowu nie ma czym spiąć włosów… A ona tak ślicznie się denerwuje ;)

Wracając do samego ubierania… to coś, na co uwielbiam patrzeć i nie potrafię się nasycić. Ona też dobrze wie, jak lubię na nią patrzeć. Prowokuje mnie. Czasami docieramy w tym ubraniu do “zapniesz mi sukienkę”… częściej wymiękam już na tym seksownym ruchu, gdy wciąga na siebie pierwszą lub drugą pończochę… Bo Alicja jest w tym perfekcyjnie seksowna.

I potem… to jak potem zrywam z niej bieliznę i jest trochę zła, że musi ubierać się jeszcze raz… tak przez chwilkę. A przynajmniej stara się takie zrobić na mnie wrażenie… żebym sobie nie myślał. Oboje jednak uwielbiamy ten moment, gdy mamy tylko kilka sekund. I nieważne, co wtedy się dzieje. Ważne, że jesteśmy od siebie uzależnieni…

Ja jestem uzależniony. Moim narkotykiem jest Alicja.

Komentarze26 komentarzy

  1. Jak ja bym chciała, żeby mój mąż tak na mnie patrzył i mnie pożądał.. nie minął rok od ślubu, a o kochaniu czy pieprzeniu mogę zapomnieć. Ciągle tylko dziecko i dom, bardziej czuję się jak jego służąca, bo nawet rozmawiać nie chce. Kiedy już dojdzie do zbliżenia to nawet mnie nie pocałuje tylko wykona swoje w 3 minuty i obraca się plecami. Nawet nie wiecie jak Wam zazdroszczę. Przed ślubem był kimś innym, teraz nie wiem gdzie jest osoba którą kocham..

    • pierwsze 2-3 lata są najgorsze. Ja ślub brałam w ciąży (nie była to wpadka, bardziej świadome niż niechciane) więc pierwszy rok ślubu super… bo w ciąży bo spokój… później dziecko wszystko na mojej głowie. ja tabletki libido spadło, mąż pretensje bo ja nie chcę, kłótnie itp. Ale uwierz mi… to jest chwilowe. Zmieniłam hormony na wkładkę, libido wróciło do normy, my się dotarliśmy i chociaż jak mocno go kocham tak mocno mnie wku***a nie wyobrażam sobie życia z innym. Jestem uzależniona od jego zapachu, od przytulania jego pleców przed zaśnięciem, od tego, że na zły humor wie, że wolę zimne piwo niż kwiatki:P zawsze było super z wyjątkiem tej przerwy i teraz po 6 latach małżeństwa stwierdzam, że jest coraz lepiej. Minął jakikolwiek wstyd, odnośnie sfery łóżkowej, sprośności, które lubimy, które ja w sobie odkryłam, które razem wypracowaliśmy:) Być może u Ciebie tez przyjdzie poi czasie 3mam kciuki:*

      • Masz całkowita racje pierwsze dwa lata są najgorsze. Dom dziecko wszystko na Twojej głowie nie czujesz się kobieta. Zmęczenie całym dniem powoduje ze nie masz siły na zbliżenia. Teraz 6 lat po slubie dwoje dzieci obowiązków jeszcze więcej a my zakochalismy się w sobie od nowa. Odkrylismy nasze ciała na nowo seks nigdy nie był przyjemniejszy. I pomimo wiecznego zmęczenia wystarczy że szepnie jedno słówko do ucha a ja mam gęsią skórke na całym ciele. To wszystko mija wystarczy dużo rozmawiać i mówić otwarcie o swoich problemach i oczekiwaniach. Będzie dobrze zobaczysz głowa do góry 😊

    • Moj maz tez taki jest ;( przed slubem w czerwcu rok temu byl prawdziwym kochankiem kiedy w lozKu go potrzebowałam to był, kiedy porozmawiać byl, a teraz juz nie. Rok minął, zaczela sie rozmowa o drugim dziecku i cisza od dwuch miesięcy nawet nie dotyka mnie… Ja pracuje na dwa etaty wracam padnieta ale jeat ok. Tylko brakuje mi mojego bezwzględnego Drwala ktory brał mnie w roznych pozycjach i uwielbial moje eksoerymenty:(

      • Popatrz na siebie, a nie na niego. Nikogo nie zmienisz na siłę, możesz popracować tylko na sobą. Piszesz, że pracujesz na dwa etaty i jesteś padnięta. On to na pewno widzi, pewnie go to denerwuje, że jesteś ciągle wykończona, jestem pewien, że Twoje zachowanie też jest inne niż rok temu. Podejrzewam, że Twoje wkurzenie na obecną sytuację też jest przez niego widoczne, a to raczej nie sprzyja dobrej atmosferze w łóżku.
        Poza tym zamiast pisać tutaj, powinnaś szczerze porozmawiać z mężem – ale bez nerwów, tylko na spokojnie i naprawdę słuchając, co ma do powiedzenia.

    • …uważam,że zawsze wina leży po obu stronach;((…Spóbuj go zaskoczyć-załóż seksowną bieliznę,szpilki i Ty przejmij “pałeczkę”w łóżku:))Chwilę się z nim pobaw,drocz się.Popchnij go na pościel,narzuć swoje tempo,mów co ma robić:-wykorzystaj go))Życzę powodzenia!

    • My jesteśmy bez ślubu ale mamy dziecko i podobna sytuację… ale mam na to swoje sposoby. Do spania warto ubrać się w coś seksownego i go olać trochę , u mnie działa😉

  2. Uwielbiam patrzeć rano na moją kicie, jak się budzi i często nawet perfidnie chodzę za nią do łazienki i dalej ją oglądam jak się maluje…a jak już nie mogę wytrzymać to podchodzę obejmuje i zaczynam całować po karku…

  3. Ten tekst ma w sobie wiele prawdy.
    Uwielbiam, gdy mój Drwal budzi się rano i pyta dlaczego ja nie śpię . Albo gdy gdzieś wychodzimy i on żegna się z naszym kotem: “Pa synu, bądź grzeczny”,
    gdy przeszukuje kieszenie w poszukiwaniu kluczy i portfela, a gdy je znajduje stwierdza: “Resztę się kupi”, albo gdy tańczy i śpiewa w kuchni robiąc dla nas obiad…
    Jest wiele takich rzeczy, które mogę nazwać spektaklem, i które obserwuję w ciągu całego dnia. I są powodem do uśmiech gdy go nie widzę :)

  4. U nas jest po podobnie ja lubie patrzeć jak on się ubiera i czasami pyta co robisz??? Ja odpowiadam. Patrzę na Ciebie i widzę jak ukradkiem się uśmiecha. On też patrzy na mnie szczególnie gdy zakładam biustonosz flurtuje z nim wtedy i odwracam się do niego plecami i najczęściej wtedy nie wytrzymuje i musi podejść przytulić,pieścić…Niestety nie mamy czasu rano na nic więcej gdyż chwilę później budzi się nasza mała pociecha i trupta do naszego pokóju, ale mimo to cieszę się że nie zapominamy kim dla siebie jesteśmy i wracamy do reszty wieczorem.

  5. Ale to wszystko jest pięknie napisane…można się zainspirować.
    Ja aktualnie jestem singielką z bagażem doświadczeń po ostatniej relacji i otwierają mi się oczy ze zdumienia, że mężczyzna może być tak zakochany, oddany i przede wszystkim CZUŁY, bo przez ostatni czas miałam do czynienia z facetem, dla którego czułość nie istniała. Jednak każda relacja nas czegoś uczy.
    Mam ogromną nadzieję, że mój następny mężczyzna będzie z temperamemtu jak Drwal (tak,w tej kwestii też był problem :)) i że będzie tak zakochany jak Drwal w Alicji :)
    Trzymajcie się ciepło, uwielbiam czytac Wasze przemyślenia ♡

  6. Czytam ten tekst i mam świadomość że mój Ukochany uwielbia patrzeć na mnie o poranku tak samo jak Ty na swoją Alicję, Drwalu. Zachwyca się naszą codziennością każdego dnia na nowo, ja jestem Jego amfetaminą, on dla mnie heroiną.
    Takich mężczyzn ze świeczką szukać!
    PS. Obydwoje Was uwielbiamy, jesteście dla nas inspiracją :))

  7. Ja jestem z mężem 9 lat po ślubie i meczy mnie to jego uwielbienie. Zdarza isc mi sie przebierać do łazienki zeby go nie prowokować. :/
    Uważam ze wszystko w nadmiarze szkodzi.

  8. Niedawno stuknęło nam z żoną 7 lat po ślubie. Mamy trójkę dzieci więc sporo się w tym czasie działo. Żona była… nad wyraz spokojna, była zupełnym przeciwieństwem mnie w kwestiach intymnych. Kiedy zorientowałem się, że brakuje Jej fantazji, zaangażowania było mi ciężko bo przed sobą miałem perspektywę całego życia z Nią. Stwierdziłem, ze się nie poddam i choć szło wszystko dość opornie to teraz jest już mnóstwo sukcesów. Rzeczy które na początku w ogóle nie mieściły się Jej w głowie (anal, oral) dziś są już normą i sprawiają Jej niesamowitą przyjemność. Co najlepsze sama to coraz częściej inicjuje. Na początku brakowało mi spontaniczności, szaleństwa, seksu poza łóżkiem. Ale były w tym wszystkim 2 najważniejsze rzeczy: rozmawiałem z Nią nieustannie, ciągle mówiłem o swoich fantazjach i delikatnie wprowadzałem swoje niecne plany. Zaczęło się od “ważnej sprawy” na imprezie rodzinnej, poprosiłem bliskich o zajęcie się dziećmi i wyskoczyliśmy samochodem do lasu, potem były co jakiś czas ataki w łazience, szybka akcja podczas porządków na strychu, wynajęcie na godzinę pokoju na górze podczas wesela znajomych. Drugą rzeczą jest to, że nauczyłem ją eksponować swoje walory – jest śliczną kobietą o bardzo proporcjonalnych kształtach ale mi czegoś brakowało. Powolnym sugestiami, komplementami wyleczyłem ją z wiecznie obecnych jeansów, polarów. Coraz częściej mogłem ją oglądać w spódnicy, w rajstopach (które ubóstiwam), na obcasach. Kiedy przychodzi z pracy a jakimś cudem nie ma dzieci, to już wiadomo, ze raczej nie zdąży rozebrać się sama. Kończąc powiem Wam, że zanim do tego doszliśmy poniosłem mnóstwo porażek, wiele razy mi się odechciewało, pytałem siebie czy warto, może tego się nie da zmienić. Jednocześnie cały czas towarzyszyła mi myśl, że jeśli się poddam to będę do śmierci nieszczęśliwy i żona pewnie też.

Napisz komentarz