Jak przeżyć PMS – poradnik dla faceta

11

PMS, trzy literki oznaczające ścieżkę zdrowia dla każdego faceta, który miał okazję zderzyć się z czystą kobiecą furią wymierzoną prosto w jego zdziwioną twarz… czasami nie jest to tylko furia, czasami pojawia się też talerz, kanapka lub gorącą herbata… Panowie mówią, że mają refleks i trochę szczęścia… myślę, że owszem szczęście mają, tyle że jest to szczęście do wyrozumiałych kobiet, które nie chcą ich wcale trafić ;)

Moja Alicja jest taką Kobietą, która gdy się uśmiecha, to pięknieje, gdy się denerwuje, też pięknieje,… a gdy się złości, zmienia się w piękną rozzłoszczoną Alicję. Czasami potrafi zaleźć za skórę, jest precyzyjna i dokładna w swojej złości, ale robi to właśnie z takim delikatnym kobiecym pięknem, że czasami zwyczajnie patrzę na jej złość z zaciekawieniem, nie do końca rozumiejąc jak ona to robi, że gdy się złości pięknieje… co złości ją jeszcze bardziej, że ja nie złoszczę się razem z nią ;) No dobrze… przesadzam… ja też potrafię się pozłościć, czasami za bardzo… niestety daleko mi wtedy do uroku Alicji. Jesteśmy już ze sobą długo… wiec poznałem wiele odcieni i symptomów PMS… można powiedzieć, że jestem ekspertem od wywoływania PMS mojej Alicji… ;)

Ale do rzeczy, nie chcecie przecież słuchać tylko o nas, a bardziej zainteresował was – mam nadzieję – temat. Jak zatem przeżyć PMS i nadal posiadać wszystkie zęby, członki oraz mieć świadomość, że Twoja Pani po tych kilku dniach popatrzy na Ciebie jak na prawdziwego bohatera? To bardzo proste… czyli teraz trochę naukowego bełkotu ;)

Otóż postępujemy zgodnie z piramidą potrzeb Masłowa. Czyli najpierw zaspokajamy pierwotne potrzeby (jedzenie, sen itd), potem dajemy jej poczucie bezpieczeństwa, a w następnych etapach potrzeby przynależności, aby następnie pojawił się szacunek i uznanie – i by na końcu mogła zrealizować potrzeby samorealizacji… skomplikowane?  Tak myślałem. Dlatego przygotowałem wam piramidę Drwala. Prawie idealną i działa prawie zawsze, prawie… bo Alicja to bardzo nieprzewidywalna Kobieta, więc czasami muszę być przygotowany na specjalne niespodzianki.

Jak przetrwać PMS, poradnik dla faceta

Do rzeczy, od czego zacząć?

  1. Daj jej jeść

    I nie chodzi o kiełki, dietetyczne pieczywo i pomidorki. Zrób jej steka – krwistego albo dobrego podwójnego hamburgera. Kobieta w tym czasie jest jak wygłodniały wojownik. Szuka zaczepki…a zaczepek dużo trudniej szuka się z pełnym brzuchem.

    Alicja podobno nie przepadała za mięsem, ale przy mnie, gdy bywamy gdzieś razem, potrafi zjeść mi całego mojego steka, zostawiając mi w nagrodę swoją nietkniętą sałatkę szpinakową z ziarenkami słonecznika… ona jest potem spokojna,  a ja głodny… i potem to niby ja mam PMS?! ;)

  2. Daj jej poczucie bezpieczeństwa…

    Ale ostrożnie, najlepiej, przynieś jej kocyk, herbatę lub kawę, może jakieś owoce lub ciasteczko. Możesz pomyśleć o kwiatkach (Kwiatki dają +10% do przeżycia…) – trudno się złościć na kogoś kto daje kwiatki – prawda Alicjo?

    A na koniec, gdy mimo wszystko nadal czujesz się w jej towarzystwie… lekko niepożądany, włącz jej spokojną muzykę, powiedz co do niej czujesz (nie jaka jest dla Ciebie teraz) i rzuć w nią czekoladą, najlepiej gorzką i najlepiej z jagodami. A potem szybko zamknij drzwi i idź poczytać, albo może pozmywać? ;)

  3. Zabierz ją na zakupyWhite Rvbbit Bardotki

    Gdy Twoja Pani wyjdzie ze swojej norki – i gdy jest najedzona, zaproponuj jej zakupy. Mogą być nawet zakupy znaczków na poczcie, ważne aby w okolicy był sklep z sukienkami, butami, fajnymi kosmetykami, a może nawet biżuterią. Lubię chodzić z Alicją na zakupy. Tzn nie lubię chodzić na zakupy, ale lubię z nią… jak ma PMS to zachowuje się trochę jak ja. Jest konkretna, wie czego chce, wie gdzie to znajdzie, na szczęście przy kasie jej się zazwyczaj nic nie podoba… wtedy mam jeden tajny trik – kupuję jej po kryjomu jakiś drobiazg, przy którym zatrzymała się trochę dłużej. Czasami jest to jakiś pluszak, czasami jakiś drobiazg na biurko… a czasami nawet zwykły krem… jednak ten drobiazg warto potraktować jako broń ostateczną, gdy już nic innego nie działa ;)

  4. Pogadaj z nią…

    Tak zwyczajnie, gdy już wrócicie z zakupów, zbliża się wieczór, spróbuj znaleźć moment, aby przysiąść się i popytać, co ją tak smuci. Możesz zupełnie przypadkiem mieć przy sobie wino lub inny wspomagający zwierzenia napój. Usiądź obok, nie staraj się jej obejmować, na to może przyjdzie czas, zwyczajnie bądź przyjacielem. Posłuchaj, bądź poważny i wyrozumiały i za żadne skarby nie możesz się roześmiać, gdy zacznie Ci mówić co tak naprawdę ją smuci…  Zdradzę wam mała tajemnicę – są takie dni i wcale nie chodzi o PMS, tzn nazywamy to PMSem, ale oboje wiemy, że chodzi o pogadanie… gdy siadamy obok siebie, otwieramy wino, nie przejmujemy się kieliszkami, pijemy je z butelki (tak… Alicja potrafi ze mną pić z gwinta… pewnie mnie za to zabije, że zdradzam takie rzeczy) i rozmawiamy. Przejmujemy się dolą ludzi którzy kiedyś żyli, małymi myszkami w norkach – np. czy jest im teraz ciepło, gadamy z robakiem i zastanawiamy się jak uleczyć jego jedną nóżkę bardziej… wbrew pozorom to poważne sprawy, gdy ma się PMS – prawda Alicjo? ;)

  5. Kochaj się z nią

    Gdy wino zaszumi, zacznie się wtulać, ściągnie z kanapy Twój wyciągnięty sweter i przykryje się nim… mówiąc, że jej zimno… Własnie teraz ją przytul. Powoli pogłaskaj, pocałuj w policzek lub czoło… Strasznie trudno złościć się na kogoś kto całuje w czoło – prawda Alicjo? ;) A potem poczekaj, to ona zacznie się wtulać, wtul się w nią mocniej, ona to odwzajemni… a potem pocałuj ją delikatnie. Wszystko rób delikatnie i bardzo opiekuńczo. Niech czuje, że jesteś…  Tak na koniec dnia to Ty jesteś najlepszym lekarstwem na PMS… – jestem Twoim lekarstwem Alicjo?

A rano wstań wcześniej, zrób sobie mocną kawę, jej trochę łagodniejszą i przygotuj się na kolejny długi dzień… PMS kiedyś się skończy ;)

Komentarze11 komentarzy

  1. Oj, to facet na ze mną przechlapane. Ani jeden z tych punktów nie daje zadnych mozliwosci przeżycia faceta w trakcie mojego pms….no może, jak znajdzie dla mnie chwile na przytulanki ;)

  2. Dochodzę do wniosku, że albo ostatnio nie miewam solidnego PMS (sama sobie zazdroszczę, ale Wy też możecie! :P), albo mam tak cudowne warunki do jego przechodzenia, że aż nie zauważam, kiedy następuje. :D
    Tuż przed, czyli jakieś 3-4 dni wcześniej, dostaję szału robienia wszystkiego, szybko i na raz. Mogę wtedy biegać, umyć wszystkie okna, iść na całonocną imprezę, przytaszczyć niewiarygodnie ciężkie zakupy, a wszystko robić z energią, uśmiechem, bez marudzenia.
    Zaraz potem następuje dzień totalnego spadku formy: wszystko jest za ciężkie, za trudne, za przykre. Wtedy czasem polecą łzy, całkowicie bez powodu… Te smutne, bolesne, trudne…
    A dopiero potem następują „dni czerwonego ręcznika”. Mój Drwal sam podsuwa mi go zawczasu, gdy już wie… a on zawsze wie… ;)
    I odkąd jest przy mnie (Drwal, nie ręcznik :P), staję się w „te dni” może nie energiczna, nie tryskam optymizmem, ale też nie ciskam piorunami. Wie, że jest bezpieczny. Jestem łagodnością i cierpliwością. Dużo jem i ważne, by to było słodkie. :P Ale generalnie wydaję się być do zniesienia. Sam mówi, że jest zdumiony, bo krążą legendy o tym całym PMS, a on prawie go nie zauważa. :)

    Ściskam Was i gorąco pozdrawiam!

    lilo

  3. Ja jestem z tych nielicznych kobiet, które zakupy doprowadzają do furii i bez PMSu. Nienawidzę i unikam jak tylko mogę kupowania butów i ubrań. Jedyne zakupy jakie w miarę dzielnie [przez 15 min] znoszę, to te żywieniowe. Moje PMSy z wiekiem są coraz bardziej spektakularne. Budzę się już wściekła i płaczliwa i lepiej mi takiego dnia nie wejść w drogę, bo mówię często w złości to czego nie powinnam i czasem żałuję. To taki tydzień kiedy czuję się niekochana, brzydka, głupia, niepotrzebna, niedoceniana. Kwiatów nie dostaję więc nie wiem czy łagodzą, muzyka nie łagodzi, jedyne co łagodzi to MILCZĄCA OBECNOŚĆ i dużo frytek z prawdziwych ziemniaków, posolonych dużą ilością soli i polanych słodzonym mlekiem skondensowanym. Nie chcę rozmawiać, bo to czas kiedy pluję jadem, chcę żeby ktoś ze mną był mimo to i mimo tego, że się ciągle ciskam i wymyślam sobie od różnych.

  4. Czytam was już jakiś czas…zawsze z uśmiechem :) mam wrażenie, że różni nas tylko jedno – wy mieszkacie razem. W waszych opisach widzę mnie i mojego faceta… Zwierzę, wręcz bestię w seksie…niekiedy zamieniającego się w najczulszego na świecie pluszaka. Rozumiejącego jak nikt inny…będącego zawsze obok (nawet pomimo dzielących km)….troszczącego się i opie…… kiedy potrzeba dać porządnego kopa! Jest motywacją, przyjacielem, kochankiem….ciągłym pragnieniem. Niekiedy mam wrażenie, że czyta w myślach…zaskakuje jak nikt nigdy dotąd…żaden seks nigdy nie był taki sam…żadna kawa nie była taka sama…. Może to zrozumienie też wypływa z różnicy wieku? dzieli nas sporo wiosen ;) Taka jego dojrzałość podszyta młodzieńczym szaleństwem, gdy jesteśmy razem…..

  5. Drwalu… dzięki… moje Słońce też jest nieprzewidywalna… ale za to ją kocham najbardziej na świecie… bo zawsze jest w stanie mnie zaskoczyć :)

  6. Tyle lat razem, a jeszcze NIGDY nie byłam w taki pełen zrozumienia sposób potraktowana przez męża :( Czytam i łzy same płyną…

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter