Pytania i odpowiedzi… czyli co u nas?

4

Nowe miejsce, stare nawyki i tak… to będzie trochę o tęsknieniu, ale zadaliście nam tyle pytań w mailach i w wiadomościach prywatnych, że postanowiliśmy odpowiedzieć na wszystkie hurtem. W końcu nie mamy zbyt wiele do ukrycia, prawda? ;)

Zanim przejdę do rzeczy, najpierw krótki sentymentalny wstęp. A znacie mnie chyba na tyle, że nawet punktując lubię, gdy to punktowanie ma dobry wstęp i jeszcze lepsze zakończenie. A to wszystko jest trochę zabawne, bo w pewnym sensie zaczynamy od nowa, znając się doskonale. I choć przeżyliśmy wiele przeprowadzek, to ta ostatnia, w takim stylu jest naszą pierwszą – i jak na razie całkiem udaną.

Przeprowadzki mają to do siebie, że zabierasz cały swój świat i ustawiasz go w nowym porządku. Jak dobrze trafisz to nawet niewiele się zmienia, poza kolorem ścian, światłem i zapachem. Wszystko co lubiłeś masz pod ręką, bo nie popełniasz błędów z poprzednich przeprowadzek. To trochę jak z szukaniem tej jedynej… ta ostatnia powinna być idealna.

Inaczej jest, gdy z kilkoma walizkami, które pakujesz w dużym pośpiechu, lądujesz w nowym miejscu. To nie przeprowadzka, to start od początku bo największym bagażem okazuje się nie być stary fotel czy za duże biurko, tylko siła przyzwyczajeń. I to jest chyba najbardziej pasjonująca cześć tej przygody, że znając się tak dobrze, zaczynamy z Alicją trochę od początku. Ciesząc się wspólnie z takich drobiazgów jak zakup czajnika, wycieraczki, czy wieszaka na ręczniki…  nawet nie przypuszczacie jak bardzo żywiołowe dyskusje mogą wzbudzić tak zwykłe przedmioty ;)

Nie chodzi jednak o zakupy rzeczy, a o to, że widzisz, tak z perspektywy jak wiele was łączy, jak myślicie w podobny sposób i jak mimo wszystko różnicie się, i jak to różnienie się można ze wzajemnym szacunkiem przekuć w świadomość, że to wszystko działa…, abstrahuję oczywiście od drobnych przyjemności związanych z bardziej namiętnymi dyskusjami w jakie przeradzają się decyzje o kolorze czajnika. Nie o czajniku jednak przecież chcecie czytać… zatem do rzeczy.

Pytania i odpowiedzi

Gdzie jesteśmy?

Jesteśmy w sumie niedaleko, około 2h od naszego rodzinnego miasta. Oczywiście nie powiemy wprost, choć większość was poprawnie obstawia naszą wyspiarską lokalizację.

Co robimy?

Oczywiście tęsknimy :D Poza tym pracujemy, mieszkamy, jemy i pijemy… czasami nawet więcej niż powinniśmy. W wolnym czasie szwendamy się po okolicy, poznajemy lokalne smaki, zakamarki i przyjemności te dla duszy i dla ciała. Gdy już nam się znudzi, zdarza nam się pomyśleć o zakupie czajnika czy specjalnej patelni do steków (przepis niedługo). Niestety mamy też smutną wiadomość, ta pierwsza część, tuż po tęsknieniu jest dominująca jeżeli chodzi o czas, więc czasu na inne rzeczy poza pracą nie mamy aż tak dużo jak chcielibyśmy…  stąd jak trafnie podejrzewacie dużo mniejsza nasza obecność tutaj. Może gdy już kupimy wszystkie czajniki, zabierzemy się za opisywanie tych zakupów, ale nie chcę przedwcześnie obiecywać. Pytacie co z Robakiem, ma się dobrze, mieszka gdzieś na dnie któregoś z kartonów, może go niedługo odkopiemy.

Czy wrócimy?

Tak… ale nie wiemy kiedy. To trochę przygoda i tak ją traktujemy. Zobaczymy co przyniesie przyszłość i jakie niespodzianki spłata nam los, który uwielbia nas ostatnio testować bardzo skrupulatnie. Po tym całym zamieszaniu wiem jednak jedno, możemy na siebie liczyć w naprawdę każdej sytuacji, co oznacza, że raczej nie będziemy tej przygody zatrzymywać. Kiedyś, gdy będziemy już starzy i nikt nie będzie już czytał naszych wypocin, usiądziemy sobie gdzieś na końcu świata, odpalimy wino albo whisky i powiemy – było warto. Dlatego czy wrócimy – na pewno, ale nie wiemy na jak długo ;)

Czy tęsknimy?

Bardzo. Tęsknimy za naszym przyciasnym mieszkaniem, za pseudofrancuską restauracją w okolicy, w której Alicja w kawie i innych napojach topiła swoje smutki lub czekała na mnie, gdy wracałem z dłuższych wojaży. Za szwendaniem się po ulicach, na których znamy każdy kamień, ławeczkę i ciemne miejsce. Tak, tęsknimy… i zdradzę wam mały sekret – wracamy tu dość regularnie, więc nadal przypadkiem gdzieś na ulicy mijacie nas myśląc, że nas już tu nie ma.

Wracając jednak do rzeczywistości, brutalna prawda na koniec. Bardzo lubimy ten portal, ale poza pisaniem musimy zadbać też o to, aby mieć za co żyć, chodzić do pracy, realizować się w tym co lubimy poza pisaniem, a potem, albo bardziej przede wszystkim dbać też o siebie i swój czas. Dlatego gdy, kiedyś czas nam bardziej na to pozwalał, pisaliśmy częściej, teraz robimy to rzadziej. Wszyscy mamy codziennie tyle samo godzin do dyspozycji, my nasze 24 czasami wykorzystujemy do skraju możliwości – i przepłacamy to potem sennością okupując ekspresy do kawy ;) Pracujemy nad tym, aby to trochę zmienić… czas pokaże na ile jesteśmy skuteczni.

Swoją drogą pisanie w liczbie mnogiej, zupełnie mi nie pasuje… taże wracam do siebie, a Alicja napisze pewnie jak ona to widzi, kiedyś, później, jak już nacieszy się Harrodsem, z którego już dwa razy musiałem wyciągać ją prawie siłą i wielkim lamentem :P

PS. Mamy (to ostania liczba mnoga) też nową kuchnię i co ważniejsze, znajduję czas aby z niej korzystać, a wiecie co to znaczy? ;)

Komentarze4 komentarze

  1. Ja mialam ten Sam problem… W Polsce jakos wiecej tego czasu mialam.a w Londynie Czas jakby biegl szybciej…. Pozdrawiam P. S. Harrods jest przereklamowany- niech Alicja odwiedzic Liberty😁

Napisz komentarz