Rozstanie z klasą. Część I: jak być porzucaną

21

Gdy po raz pierwszy pomyślałam o tym, by podejść do tematu: „jak się rozstać z klasą”, zaczęłam śmiać się z samej siebie. Bo przecież wszyscy wiemy, że można mieć w głowie najbardziej kulturalny scenariusz, przewidujący poprawną wymianę zdań, niby obojętną wymianę spojrzeń czy uśmiechów oraz obowiązkowe życzenia: mam nadzieję, że będziesz szczęśliwy, ale gdy przychodzi co do czego i gdy miłość naszego życia oznajmia, że oto zrozumiał, że nie jesteśmy tą jedną jedyną, to początkowy szok szybko ustępuje miejsca potrzebie, by w najgłośniejszy i najbardziej lodowaty sposób wykrzyczeć mu prosto w twarz: jak mogłeś mi to zrobić, ty ch@&^…. (to ostatnie słowo możecie sobie wybrać sami).

Mimo wszystko spróbuję się z tym zmierzyć, przyjmując za punkt widzenia osobę porzucaną (bez znaczenia, czy jest się kobietą czy facetem). Innymi słowy spróbuję określić, jak dać porzucić się z klasą – i czy w ogóle warto próbować.

Idealny scenariusz kulturalnego rozstania można chyba wdrożyć wyłącznie wtedy, gdy żadnej ze stron już nie zależy. Gdy nie ma ognia, nie ma miłości, nie ma obsesyjnej potrzeby oddychania tym samym powietrzem. Gdy wszystko jest letnie, obojętne, byle jakie. Wtedy można rozstać się na chłodno, nie dramatyzować, nie szukać odpowiedzi na niezadane pytania. Gdy jednak jednej ze stron wciąż zależy, to rozstanie z klasą zamienia się w operację na otwartym sercu – i nie wiadomo, czy pod wpływem niewłaściwie wypowiedzianej kwestii ta operacja w ogóle się powiedzie. Na nasze nieszczęście w tym wariancie zależy właśnie nam.

WHITE RVBBIT - koronkowa bielizna, pasy do pończoch, sukienki

Zacznijmy jednak od początku, czyli od symptomów.

Gdy po rozstaniu z partnerem szukamy przyczyn rozpadu związku, to zwykle przychodzi nam na myśl dość typowy schemat: coraz rzadziej ze sobą sypialiśmy, coraz mniej się dotykaliśmy, coraz częściej kłóciliśmy, coraz rzadziej ze sobą rozmawialiśmy. Jest jednak taki symptom, który zwykle już zwiastuje kłopoty, a który w porę wychwycony daje szansę na jakąkolwiek reakcję. To zniecierpliwienie i idąca za nim irytacja. Bo na pewno był taki dzień, w którym nagle okazało się, że jego zdaniem za długo szukałaś kluczy w torebce. Że dwa razy zadałaś to samo pytanie. Że nie doczytałaś jakiejś wiadomości i to jest już jest powód do dwudniowej awantury. Zwykle tłumaczymy to rozdrażnieniem, chwilowym pogorszeniem nastroju albo efektem stresu czy brzydkiej pogody. W końcu każdy ma prawo mieć gorszy dzień, prawda? Ale to nie jest gorszy dzień. To deficyt miłości. Bo dopóki kogoś kochamy to mamy do niego ogromną cierpliwość – i choćby szukał kluczy w torebce przez kwadrans, trzy razy pytał o to, czy kupiłeś makaron i nie doczytał dwóch wiadomości z rzędu, to nawet jeśli przewrócimy kilka razy oczami to nie podniesiemy głosu i nie zrównamy go z ziemią.

Pamiętam taki dzień, w którym nie opłaciłam rachunku za telefon. Nie stało się w sumie nic wielkiego, a rachunek mogliśmy opłacić w dowolnej chwili. Zadzwoniłam do Niego, a może on zadzwonił do mnie i jedyne, co od razu poczułam, to narastającą w nim irytację, choć tak szczerze mówiąc to trudno było wskazać w tamtej sytuacji winnych. Ten telefon był inny niż zwykle, bo już po kilku sekundach rozmowy, zakończonej zresztą jego rzutem słuchawką, padło lodowate: to trzeba było ku*wa czytać maile. Choć to było już wieki temu, to doskonale pamiętam dziwne uczucie przejmującego chłodu i obcości, jakby to jedno zdanie wyrzuciło mnie na inną planetę. Wtedy oczywiście nie byłam tak mądra jak teraz, bo aby zdobyć kobiecą mądrość, trzeba wiele transplantować własne serce, więc choć czułam, że coś jest nie tak, to za bardzo nie wiedziałam co. A przecież to było tak czytelne. Irytacja i zniecierpliwienie.

Jeśli jednak w porę wychwycimy ten moment, to mamy jeszcze szansę na próby naprawy. Na rozmowę, na wyjaśnienia, na rozbrajanie kolejnych min. Drwal powiedział mi kiedyś, że gdy mam naprawdę zły czas to życie ze mną jest jak spacer po polu minowym – i by w ogóle go przeżyć trzeba dużo sprytu, cierpliwości i ciepła. I teraz, gdy piszę dla was ten tekst, metafora pola minowego wydaje mi się idealną ilustracją tych pierwszych kryzysów przed rozstaniem. Po pierwsze – musisz się w porę zorientować, że jesteś na tym polu (dlatego łowimy symptomy). Po drugie – musisz uzmysłowić sobie, że ten, kto to pole przed Tobą zaminował, też ma tu coś do powiedzenia. I że choćbyś była najlepszym saperem i radziła sobie wyśmienicie z minami, to w najmniej oczekiwanym momencie możesz dostać kulkę z karabinu. Wreszcie po trzecie – musisz brać pod uwagę, że czasem te próby są tylko etapem rozstania – bo choć nikt jeszcze nikogo nie rzucił, to decyzja już dawno zapadła. Ty jednak dobrze wiesz, że każdy człowiek, który naprawdę kogoś kocha, nigdy nie powinien odpuścić związku bez walki.

Rozstanie z klasa

I wreszcie dochodzimy do sedna – lub raczej: finałowego aktu tej tragedii. Ponieważ to nas tu rzucają, tak naprawdę musimy skoncentrować się jedynie na tym, by albo pohamować swoją histerię – albo wyładować ją raz, a dobrze – a potem już do niej nie wracać. Gdy próbuję sobie wyobrazić jak miałabym się zachować, gdyby Drwal oznajmił mi, że z nami koniec, to widzę dwa scenariusze:

– w pierwszym starałabym się nie rozpłakać, tylko maksymalnie opanowanym głosem spróbowałabym się dowiedzieć co jest przyczyną jego decyzji – a dopiero po jakimś kwadransie prawdopodobnie rzuciłabym mu się do gardła i kolejny kwadrans zamieniłabym w piekło,

– w drugim – przeszłabym od razu do rzucania talerzami ;)

I oczywiście rozumiem, że skoro fantazjuję o rozstaniu z klasą, to powinnam dawać wskazówki bazujące na stoickim spokoju, ale bądźmy szczerzy – jak zachować spokój, gdy ktoś bierze nasze serce, wsadza do maszynki do mięsa i patrzy, czy jest równo zmielone? No bez jaj. Ten jeden raz możemy sobie pozwolić na wyrzucenie wszystkich emocji, bo lepiej zrobić to teraz, niż potem nękać naszego ex telefonami w środku nocy.

Wiele zależy zresztą od niego i o tym jak poprowadzi tę najtrudniejszą rozmowę, bo szczerze mówiąc obowiązek zachowania się z klasą spoczywa w większej mierze na tym, który nas właśnie porzuca. Jeśli facet zachowa się jak facet i powie nam, że coś się po prostu skończyło, że się starał i bardzo żałuje, ale mimo prób męczy się w tej relacji i nie chce, by tak wyglądało jego życie – albo jeśli uczciwie przyzna, że na horyzoncie pojawiła się inna kobieta i choć do niczego z nią nie doszło, to chce się zachować uczciwie – to mimo kalibru takiego wyznania łatwiej zachować spokój i jakąkolwiek godność. Jeśli jednak facet wyskoczy z tekstem, że w sumie to woli jednak chudsze kobiety, przypadkiem przespał się z trzema koleżankami z pracy albo – co uważam za chyba najgorsze – będzie zwalał całą winę na Ciebie, mówiąc, że jesteś taka albo owaka i że to wszystko jest tylko przez Ciebie – to spójrz na niego z litością i daj sobie po prostu spokój. Bo nawet jeśli chciałabyś mu odciąć jaja, to w takim tchórzu ich po prostu nie znajdziesz.

I pamiętaj: Ty masz trochę łatwiej. To porzucający musi myśleć, jak w tej decydującej rozmowie nie dać Ci fałszywych nadziei, nie powiedzieć o dwa słowa za dużo, nie skracać powstałego dystansu i przede wszystkim: znaleźć w sobie pewność o słuszności podjętej decyzji. Ty musisz „tylko” to przeżyć – i spróbować nie popełnić niczego, za co trafia się z miejsca do aresztu. O tym przeżywaniu pisałam już kiedyś w tekście: Poradnik kobiety porzuconej, który sądząc po ilości wyświetleń przydaje się wam nader często ;)

I teraz kluczowe pytanie: z czym się nie zgadzacie? Co chcielibyście dodać? O jakim swoim ex nam opowiecie, by złamanym sercom zrobiło się na chwilę weselej? Czekamy na was w komentarzach!

 

Avatar

Komentarze21 komentarzy

  1. Avatar

    Ja mam w sumie pytanie. Czy miałaś „rozstania” z Drwalem? W sensie po okropne kłótni padało „z nami koniec”, ale oczywiście nigdy na dobre ten koniec nie nastał. Przepraszam jeśli pytanie zbyt prywatne :)

    • Avatar
      Alicja

      Nie mieliśmy prawdziwych rozstań. Nawet nasze najbardziej „okropne kłótnie” opierają się na pewności, że krzyczymy na siebie trochę bez sensu i że przed snem się pogodzimy :)

      • Avatar

        Kurde jak ja tego zazdroszczę :( (nie w negatywnym sensie, życzę Wam jak najlepiej❤️) bardzo bym chciała zawsze pogodzić się przed snem, ale mój partner jest zbyt dumny

    • Avatar

      Usłyszałam kiedyś „chcę spróbować z chudszą” po dwóch latach. Do teraz mam spaczony obraz siebie.
      Jestem w nowym związku, jestem narzeczoną, po dwóch latach nadal jestem traktowana jak w pierwszym (zazwyczaj najlepszym) miesiącu znajomości, wiem, że jestem dla niego najlepsza, najpiękniejsza, najwspanialsza, i wcale nie gruba – nawet moje BMI tego nie wskazuje a i tak tamte słowa odbijają się echem w mojej głowie i nie potrafię siebie zaakceptować. Smutne ile krzywdy potrafi wyrządzić parę słów za dużo.
      Z klasą trzeba jeszcze potrafić „rzucić”.

  2. Avatar

    Myślę, że znacznie łatwiej jest zostawić niż być zostawionym. Odeszłam od męża, mając synka i będąc w drugiej ciąży. To był toksyczny związek, w którym było dużo psychicznego znęcania się i innych nieciekawych rzeczy. Mocno to przeżyłam, po drodze spotykając wiele niedogodności związanych z naszym chorym systemem w kraju. Rozwód, alimenty, skarbówka. Jednak myślę, że znacznie łatwiej jest odejść, niż być zostawionym. Minęły trzy lata od rozstania, dwa od prawomocnego rozwodu. Układam sobie życie na nowo, rozwijam się zawodowo, jestem z mężczyzną, który mnie szanuje i kocha mnie. A były mąż do tej pory nie może się pogodzić z tym, ciąga mnie po sądach za byle głupotę i nęka, wypisuje smsy i śledzi pod blokiem. Myślę, że do tej pory nie może tego przetrawić.
    Choć z jednej strony czuję do niego ogromny żal za to, jak wyglądał nasz związek i za to, co robił, to z drugiej strony po prostu mi go szkoda, że nie może ułożyć sobie życia i odpuścić.

    • Avatar
      Alicja

      Inez, dziękuję za ten komentarz. Masz rację, choć wiele tu zależy od charakteru. Są przecież takie przypadki, gdy osoba porzucająca sama nie wie czego chce i po kilku tygodniach proponuje powroty, bawi się uczuciami albo po prostu traktuje swoją/ swojego ex jako bezpieczną opcję, do której zawsze w razie czego można wrócić. Będziemy mierzyć się z tym w kolejnych tekstach.
      Ps. Tu pisząc o „łatwości” miałam na myśli moment samej rozmowy, przekazania decyzji o rozstaniu, a nie tego co następuje potem.

      • Avatar

        W momencie w którym już się pakowalam, bo po raz kolejny usłyszałam że z nami koniec i mam wypierdalac usłyszałam, że jestem zwykłą maszkarą, której nikt nie zechce. No cóż… Odpowiedziałam co myślę, czyli, że się myli po moich słowach nie wytrzymał i podniósł na mnie rękę. Wtedy wiedziałam, że podjęłam najlepsza decyzję w życiu zostawiając za sobą kogoś dla kogo piwo i pieniądze były najważniejsze a mnie uważał za zero i nieudacznika. Od tamtego czasu minęło pół roku, spotkałam faceta, który się we mnie zakochał cztery lata temu. Jestem z nim w trzecim miesiącu ciąży i mimo tego że wiem że wcale nie jestem taka cudowna, on cały czas mnie traktuje jak pępek świata.

  3. Avatar

    Skłaniasz do refleksji. Czy zawsze byłem taki niecierpliwy, czy może jednak coś we mnie zgasło? I choć w moim przypadku znam odpowiedź, to Twój artykuł pozwolił mi spojrzeć na sprawę jeszcze z innej perspektywy. Dziękuję.

  4. Avatar

    Mój były dawał mi właśnie takie symptomy, miałam wrażenie, że robi wszystko, żebym to ja go rzuciła, jawnie olewał, był chłodny itp. No ale postanowiłam go złapać za jaja i porządnie przycisnąć, żeby w końcu się że mną spotkał i powiedział mi w twarz, że nie chce już ze mną być. W końcu po kilku tygodniach od pierwszej wiadomości na Facebooku „no bo ja się boję, że to (związek) w końcu pier*olnie”) udało mi się go przycisnąć o spotkanie. Bolało i mnie, i jego, namęczył się biedak, ale w końcu wydukał prawdę („kocham cię, ale jak przyjaciółkę”, „tu nie chodzi o ciebie, tylko o mnie”, klasyki). Nawet nie płakałam, jakoś wytrzymałam. Poszło lawiną dopiero, jak odprowadził mnie do domu. Czy tę historię można uznać za rozstanie z klasą? :)

  5. Avatar

    Moje najgorsze rozstanie? Facet w grudniu opowiadający do znajomych że ze ślubem zwlekać nie będziemy po to by w styczniu NAPISAĆ MI Sms że to koniec. Koleś po 30 i po przejściach wszystkie mi go zazdrościly bo przystojny bo zaradny bo taki czuły. …mistrz PR a w rzeczywistości tchórz i zwykły dupek. Minęło już ładnych parę lat jestem w szczęśliwym związku ale gdybym tamtego na ulicy przypadkiem spotkała to nie wiem co bym zrobiła. Bo tak się składa że po tym smsie nigdy go już nie spotkałam…i tkwi we mnie utajona potrzeba dania mu w twarz. ..

  6. Avatar

    Co w sytuacji, go On nie wykazuje żadnych symptomów? Wszystko wydaje się jak zawsze, On stara się niczego nie pokazywać, po czym nagle przychodzi ten moment gdy mówi magiczne „to jednak nie wyjdzie, nie kocham Cię”. Jak sobie z tym poradzić? Drążyć temat czy może doszukiwać się problemu w sobie?

    • Avatar

      Kurcze! Tekst ukazał się jeden dzień za późno. Jeden dzień po rozstaniu. I kilka miesięcy za późno, kilka miesięcy temu były symptomy których nie zauważyłam. Nie zauważyłam z miłości i faktycznie ‚a może miał zły dzień’ no ale z drugiej strony nie mozna tego porownywac do zlego dnia u kobiet bo takie bywaja. Siłą rzeczy hormony buzują. Uważam że trzeba wyczuć te dni w miesiącu kupić kwiaty, przytulić, zadbać a będzie pięknie. A potem sie odwdzięczy. a teraz… teraz sie wyprowadzam. Muszę kupić butelke wina! Tak się cieszę że jesteście! Pozdrawiam

  7. Avatar

    Mój były po 6 latach po prostu któregoś dnia nie odebrał ode mnie telefonu, po kilku dniach napisał wiadomość ze a kłopoty ale wierzy ze któregoś dnia znów będziemy razem bo jesteśmy sobie przeznaczeni. Nie miałam na kogo krzyczeć, na kim się wyżyć…. minęło kilka miesięcy i choć myśle o nim, to nie próbuje go szukać i wyjaśniać. To po prostu jest przykre…. jednak wiem ze nie warto tego roztrząsać.

  8. Avatar

    Co w przypadku kiedy dowiadujesz się, że facet przez cały czas związku oszukiwał, że nie kocha byłej i to właśnie z Tobą chce być a po jakimś czasie (mimo, że było wszystko w porządku i nie dało się niczego wyczuć) jak grom z jasnego nieba strzela informacja, że do niej wrócił? Jak w takiej sytuacji zachować godność?

  9. Avatar

    Mnie dwa razy zostawiano, bo ‚próbowałem się zakochać, ale się nie zakochałem i na pewno się to nie stanie’. Tyle, że żaden z moich ex nie potrafił od razu odejść. Jeden siedział ze mną dwie godziny, gdy już dałam cały upust różnym emocjom (ah, pierwsze miłości), a drugi siedział na klatce schodowej po tym jak wyszedł ode mnie. Wiem to, bo po rozstaniu po prostu poszłam się upic z przyjaciółmi. Czasem jak go gdzieś spotykam, to robi wszystko, bym go zauważyła. (oczywiście sam nie podejdzie, nie odezwie się). Wyjaśni mi ktoś, po cholere?

  10. Avatar

    Po pierwsze: tęskniłam! :D A po drugie, to moje najgorsze rozstanie, to gdy dowiedziałam się, że zostawił mnie dla mojej „przyjaciółki”. Było to dawno i prawie nie prawda, a teraz jestem w szczęśliwym związku, choć wtedy świat się dla mnie kończył ;) Trzeba mieć nadzieję i otwarte serce, bo niewiadomą kiedy zajrzy do niego prawdziwa miłość.

  11. Avatar

    Dobry wieczór, na początek zacznę od komplementu, który wiąże się z tym, dlaczego piszę to właśnie tutaj. Są różne portale, blogi, kanały youtubowe i inne tego typu opcje, ale wasza strona wydała mi się najlepsza z prostego powodu – nie owijacie w bawełnę i mówicie to, co myślicie, nawet jeśli miałoby to być niepoprawne, bez zbędnych banałów. Okej, ale do rzeczy.
    Nie znam żadnego sensownego sposobu na odmówienie kobiecie jakiejś bliższej relacji. Zupełnie nie mam pomysłu, jak to zrobić, żeby nie dotknęło to kobiety, bo – jakkolwiek infantylnie by to nie zabrzmiało – byłoby mi najzwyczajniej w świecie przykro. Problem właśnie w tym, że nie potrafię tak sobie nie odpowiedzieć na wiadomość, nie odebrać telefonu, nie chcę też szukać wymówek, żeby nie umówić się na kawę, z resztą zaproponowanie zwykłej, koleżeńskiej relacji to nie oszukujmy się, też swego rodzaju cios i wie o tym każdy, kto choć raz w życiu śnił o kimś po nocach, by za chwilę usłyszeć „zostańmy przyjaciółmi”. Problem, z czego zdaję sobie sprawę, jest po mojej stronie, wiem to i nawet nie mam zamiaru zaprzeczać. Nie chcę związku, nie chcę żadnej partnerki, nie chcę bliskości, nie mam nawet w zasadzie potrzeb, jeśli chodzi o seks. Przyznaję, że akurat w tej sferze życia jestem całkowicie zimny. Niestety, takie tłumaczenia też zazwyczaj nie są dobrze odbierane, bo wygląda to tak, jakbym był nieszczery. Jeżeli macie jakiś pomysł, to podpowiedzcie, jak można z klasą i bezboleśnie, ale jednocześnie jasno przedstawić kobiecie swoje nastawienie wobec niej.

  12. Avatar

    Rozstałam się w lutym tego roku. A może i w styczniu…? Po powrocie z sylwestra w górach rozchorowałam się – zapalenie oskrzeli. Napisałam do (wtedy ukochanego) że jestem chora L4, antybiotyk… Na co dostałam odpowiedź jaką? Że po cholerę jechałam w góry na sylwestra skoro już przed wyjazdem kaszlałam. No tak. Nie wiem czego się w ogóle spodziewałam. Potem było tylko gorzej. Przestał dzwonić, przestał pisać… Nie przychodził do mnie, bo „przecież chora jesteś!”. Po chorobie nie było czasu na spotkanie z jego strony bo była praca. Dopiero w lutym przejeżdżając akurat przez jego osiedle napadła mnie myśl, żeby sprawdzić czy jest w domu. Był. Na wszelkie moje pytania dlaczego nie może mi poświęcić kilku minut na rozmowę padała odpowiedź że to ja mam jakiś problem.
    Po prostu bez słowa oddałam mu klucze do mieszkania i już nigdy więcej nie widziałam go na oczy. Czasem tęsknię, wciąż mam żal. Nie umiem znaleźć nikogo do związku, mam dość, nie chce już nigdy tego przeżywać…

  13. Avatar

    Szkoda, że w czerwcu nie wiedziałam tyle co teraz. Biegałam za nim, straciłam poczucie własnej wartości i przede wszystkim godność… Stałam się jego zabawką do zaspokajania potrzeb. Jednocześnie chciałam go za to zastrzelić, ale jednocześnie zasłoniłabym go sobą. Teraz jest już dobrze, ale jednak niesmak pozostał. No i przede wszystkim pogarda, że dałam się tak poniżyć

Napisz komentarz