Seks w upały

0

Uwielbiam lato. Ciepłe, duszne powietrze przywołuje we mnie wspomnienia naszych letnich, nocnych spacerów i wszystkiego, co dla nas było pierwsze. Niemal za każdym razem, gdy stoję boso na balkonie myślę o chwili sprzed wielu lat, gdy na podobnym balkonie czekałam na telefon od Niego. Było nieprzyzwoicie wcześnie,  świat dopiero budził się ze snu, a my zaczynaliśmy najważniejszy rozdział naszych życiorysów, jeszcze nie zdając sobie nawet sprawy z tego, gdzie zaprowadzą nas te poranne, balkonowe rozmowy.

Gdy myślę o „letnich” Miłościach to widzę przede wszystkim tamto powolne odkrywanie, pełne niepewności, ulotnego czaru i zachłannej potrzeby bycia coraz bliżej. Myślę o zapachu opalonej skóry, o zatrzymaniu czasu tuż przed pierwszym pocałunkiem, o poszukiwaniu siebie gdzieś w zaułkach Starego Miasta. I tkwiłabym sobie na dobre w tych nostalgicznych, romantycznych wspomnieniach, gdyby nie wasze otrzeźwiające maile, sprowadzające się do prostego pytania: czułość czułością, ale jak sobie radzić z seksem w upały? ;)

Seks w upaly

Nie pozostaje mi więc nic innego jak z Romantycznej zmienić się znów w Rozważną i podzielić się z wami tym, co przez lata udało nam się wypracować. A zatem:

Po pierwsze – miejsce

Seks w upały jest problematyczny przede wszystkim z jednego powodu: jest gorąco, duszno i potencjalni kochankowie się praktycznie kleją (jak zresztą wszystko wokół), w związku z czym wizja łączenia się w zmysłowym uścisku wydaje się nieco… zniechęcająca. O wiele łatwiej realizować erotyczne fantazje w sytuacji, gdy każdy dotyk objawia się przyjemnym dreszczem, niż gdy dotyk oznacza ślizganie się po mokrej skórze ;) Do tego dochodzi jeszcze rozleniwienie, dopadające większość osób w czasie najwyższych upałów i o to mamy zapowiedź prawdziwej letniej abstynencji ;)

I co z tym można zrobić? Przede wszystkim zadbać o miejsce. Jeśli w naszej sypialni czujemy się jak w saunie, to warto pomyśleć na przykład o… łazience. Seks pod prysznicem lub nieco bardziej wymagający seks w wannie to idealny sposób na połączenie przyjemnego z pożytecznym – z jednej strony ochładzamy nasz organizm, z drugiej dajemy powód do rozpadania się na milion kawałków… w porządnym orgazmie oczywiście ;)

Warte rozważenia są też wycieczki krajoznawcze – na nasze tajemne odludzia, opuszczone zakątki plaży, leśne ścieżki i ciemne polany. Tu polecamy szczególnie wszystkie miejsca położone tuż nad wodą, bo nawet w największe upały dają przyjemne orzeźwienie, a przy tym gwarantują namiętnie bezcenne wspomnienia… prawda, Drwalu? ;)

Po drugie – pozycja

Gdy już wybierzemy sprzyjające miejsce, warto wybrać nieklejącą pozycję. I tu trzeba po prostu zadać sobie proste pytanie: czy więcej przyjemności da nam klasyczny misjonarz, w którym zlane potem ciała będą się po sobie miło ślizgać, czy może lepiej pomyśleć o seksie na stojąco lub niegrzecznych pieskach, gdzie nasze ciała nie splączą się ze sobą zupełnie? Zdradzę wam w sekrecie, że naszymi ulubieńcami w upały są właśnie te pozycje, w których nie sklejamy się ze sobą jak żelkowe misie, tylko możemy pozwolić sobie na odrobinę… rozdzielności – przynajmniej w niektórych miejscach ;)

Po trzecie – dekoracje

A gdy już mamy wybrane miejsce i pozycję, pozostaje ostatni aspekt – dekoracje. Czyli wszystko to, co uprzyjemni nam drogę do letniego orgazmu :) Polecamy szczególnie to, co chłodne i orzeźwiające – zabawy kostkami lodu, chłodzące żele i balsamy oraz… kreatywne wykorzystanie zamrażarki ;) Czy wiecie, że na przykład nieco zmrożone perły są wręcz idealnym dodatkiem do letniej perłowej minetki? A schłodzona zatyczka analna idealnie pasuje do rozgrzanego upałem tyłka? W ten sposób schłodzić możecie wszystko, a potem bawić się ze sobą w ciepło-zimno. Najważniejsza jest przecież nie temperatura powietrza, a temperatura tego, co jest między nami. I tego żaru wcale nie trzeba ostudzać.

Napisz komentarz