Seksowne łyżeczki

23

Seksowne łyżeczki to jedna z najbardziej popularnych pozycji seksualnych, sprawdzająca się nawet w warunkach ekstremalnych. Jedni ją uwielbiają, drudzy unikają jak ognia, a jeszcze inni uważają za szczyt nudy – bo jak tu rozwinąć skrzydła, gdy w grę wchodzi ruch raczej zachowawczy? ;)

Seksowne łyżeczkiJak wygląda ta pozycja?

Pani leży na boku, Pan leży za nią (też na boku) i rozmawiają sobie o niczym. Pan pyta Panią: śpisz?, Pani czuje twardniejący toporek i nagle robi się bardzo ciasno, duszno i… przyjemnie ;) A zupełnie poważnie – łyżeczki to klasyczna pozycja boczna, w której toporek wchodzi w Panią od tyłu. Podręczniki przekonują, że kobieta powinna mieć odchyloną głowę albo biodra od odpowiednim kątem, jednak nikt normalny nie bierze do łóżka kątomierza, by właściwie wyznaczyć układ rozpalonych ciał. Mam nadzieję ;) O wiele ważniejsze jest przecież to, by było nam wygodnie, przyjemnie i komfortowo.

Jakie są zalety seksownych łyżeczek?

Tu mogłabym wymieniać i wymieniać… niczym Szeherezada odraczająca swój marny koniec ;) Ograniczę się jednak zalet – moim zdaniem – najważniejszych.

Po pierwsze – jest wygodnie. Nie ma akrobacji, nóg uniesionych pod sam sufit czy pokazu stalowych mięśni, bo ma być przede wszystkim wygodnie. Z tego względu łyżeczki są idealne po ciężkim dniu, po maratonie seksualnym lub w ramach lekkiego seksu na piękne zakończenie doby :)

Po drugie – jest… blisko. Mam tu na myśli ten niezwykły rodzaj bliskości w seksie, gdy przytulamy się do siebie całym ciałem i możemy szeptać magiczne zaklęcia. Lubicie? Bo my bardzo…

Po trzecie – jest bezpiecznie – i mam tu na myśli seks podczas ciąży. Konsultowałam to dokładnie, jednak pamiętajcie, że ciąża jeszcze przede mną, więc jeśli macie własne obserwacje, podzielcie się koniecznie!

Po czwarte – jest cicho. Łyżeczki są zatem idealną opcją na seks u teściowej – chyba, że chcemy ją sobą zainspirować ;)

Po piąte – jest idealnie – pod względem dopasowania „nietypowych” parterów. Łyżeczki sprawdzą się u par, którym różnica wzrostu lub wagi przeszkadza chociażby w pozycjach stojących.

Co z wadami?

Pomijając ograniczone możliwości ruchowe (które dla niektórych są w zasadzie zaletą;) łyżeczki niestety nie sprawdzą się przy… małych toporkach. Facet z małym penisem może po prostu wypadać ze swojej Pani, co na dłuższą metę może prowadzić do frustracji. Przy dużych toporkach są za to idealne, bo mimo wszystko odpadają nam jakieś 3 cm z długości podstawowej – co dla mnie czasem bywa zbawieniem ;)

I nie, nie czepiam się, tylko lojalnie uprzedzam ;)

Za co kocham łyżeczki?

Za bliskość. Łyżeczki kojarzą mi się z sennymi, półprzytomnymi wieczorami z moim Drwalem oraz… seksem na zgodę. Za każdym razem, gdy idziemy spać na jakimś lekkim foszku, Drwal przytula się do mnie od tyłu, a potem… jakoś tak samo wychodzi :) Możemy być ekstremalnie zmęczeni, ekstremalnie zezłoszczeni i ekstremalnie zagubieni we własnym życiu, to właśnie te proste łyżeczki przywracają harmonię w naszym związku. Proste, magiczne i skuteczne.

A Ty? Jaki jest Twój stosunek… do łyżeczek? ;)

Komentarze23 komentarze

  1. Mój stosunek do nich – bardzo na tak :D nawet jeśli to forma pobudki o 5 rano bo facet akurat wypuszczał kota z pokoju :D

    jeszcze do zalet dodałabym duże pole do manewru dla Pana – odsłonięta szyja która czasem sama się nastawia, możlwość sięgnięcia dłonią tu i ówdzie :D a i pazurki Pani wbijane w udo mogą dyktować tempo ^^

  2. Uwielbiam te pozycje. W stanie błogosławionym faktycznie jest bardzo wygodna. Chociaż my nie ograniczamy się tylko do tej pozycji, na pieska też się sprawdza. Bez szaleństw oczywiście, na szalony seks przyjdzie pora po porodzie.

  3. U nas się nie sprawdzam. Tak jak pisałaś Alicjo panowie o okazałych długościach tak. Mój Drwal nie został aż tak obdarowany chojnie przez nature ale nadrabia innymi zdolnościami 😀 pozdrawiam Was gorąco!

  4. Mój stosunek do łyżeczek jest dokładnie taki, jak w Twoim ostatnim akapicie. ;) jest naszą ulubioną formą seksu na zgodę, i w sumie czasem.. (a nawet często :)) specjalnie kładę się tak, by niby przypadkiem gdzieś tam się otrzeć o męża ;)

  5. Ta pozycja jest jedną z ulubionych. Właśnie przez tą bliskość. Na zgodę, ale czasami chce dać delikatny znak „mam ochotę” i ocieram się niechcący o partnera…. co go pobudza i zapala się u niego lampeczka….
    U teściowej… Też się sprawdza!
    Ale fajnie też jest tak poleżeć, przytulić się i np. Obejrzeć film….

  6. ja zawsze uważałam łyżeczki za mega nudne i w sumie nic specjalnego, ale dzięki mojemu facetowi odkryłam je na nowo. teraz je uwielbiam – nie jako powolne przytulanki, ale jako brutalną, gwałtowną, intensywną rozkosz. ;) on potrafi przypiąć mnie kajdanki do łóżka, ja wyginam się pod nie naturalnym kątem (praktycznie się nie dotykamy), ponoszę nieco jedną nogę, on łapie mnie za szyję lub biodro, czuję jak mocno wbija mi palce, jak nadaje rytm… coraz bardziej się wyginam i czasem myślę, że gdyby nie ta przyjemność to chyba umarłabym z bólu. cóż, lubię mocny, „brzydki” seks a romantyczne czułości mają u mnie prawo bytu tylko w klasycznym, mocno wtulonym misjonarzu. takie pozycje są fajne do kochania, ale odczuwam w nich przyjemność bardziej z miłości, bliskości, czułości, spokoju, niż taką czysto fizyczną. do obezwładniających orgazmów potrzeba mi czegoś porządnego i sama jestem zdziwiona, że łyżeczka także może mieć taką alternatywę. z znielubianej pozycji wskoczyła do mojego top 3. ;) jestem ciekawa, czy jeszcze jakieś pozycje mają takie warianty…?

  7. A ja myślałam, że jesteście bezdzietni z wyboru :( Z drugiej strony para, która po narodzinach dziecka dalej szaleje na swoim punkcie i ma cudowne życie erotyczne to wzór do naśladowania dla innych rodziców.

    • Alicja

      Anno, nie bardzo rozumiem co masz na myśli, bo tak, decyzję o dziecku sami świadomie (z własnego wyboru) nieco odłożyliśmy w czasie :)

      • Miałam na myśli decyzję o pozostaniu bezdzietną parą do końca życia. Postrzegałam Was jako osoby ceniące możliwość spontanicznego wypadu na weekend i kochające ponad wszystko własne towarzystwo (we dwoje). Po prostu mylnie założyłam, że chcecie utrzymać taki stan beztroskiego życia :) W moim otoczeniu nikt z „dzieciatych” nie tryska miłością (a już na pewno nie taką piękną jak Wasza! ) do swojego partnera, co miało też swój drobny wpływ na mój wybór. Pozdrawia bezdzietna z wyboru Anna :)

        • Ja byłam bezdzietna i taka chciałam pozostać, ale mój mąż ma siłę przekonywania, zgodziliśmy się na jedno, bo stwierdziłam, że dwa razy nie dam rady – wszystkie kobiety źle znosiły ciąże w mojej rodzinie, ale chciał dwójkę, negocjacje przerwane stwierdził, że wrócimy do tego później, i sam będę chciał bo tak mi się spodobać. Czy mi się podobało trudno stwierdzić ale mamy bliźniaki chłopca i dziewczynkę.
          Więc z tym planowaniem średnio nieraz wychodzi ;)

          • Na szczęście mój Ukochany ma takie same poglądy jak ja w tej sprawie, a poza tym po sterylce to już raczej ciężko wpaść :)

  8. Oj tak ja również lubię tą pozycję przedewszystkim kiedy jesteśmy po sprzeczce to idealna pozycja na przeprosiny. Ale nie tylko. Lubię ja z tych samych powodów które opisuje je Pani Alicja. I podczas ciąży też jest idealna :)

  9. A my uwielbiamy też zasypiać w tej pozycji, blisko, wtuleni w siebie, uwielbiam, gdy ukochany jednym, zdecydowanym ruchem przyciąga mnie do siebie :) Pozdrawiam Ciebie Alicjo, oraz Drwala :)

  10. U nas łyżeczki są na ‚dzień dobry’ :) kiedy mój narzeczony obudzi się przede mną, zawsze zastaje moje mnie odwróconą plecami do siebie. Żal nie skorzystać :D
    Nie ma przyjemniejszej formy obudzenia w niedzielny poranek po intensywnej sobotniej nocy niż chwilowe pocałunki w szyję które zawsze zwiastują jedno. .:)
    Niekiedy jeszcze półprzytomna czuje się tak doskonale jakbym śniła . Po łyżeczkach zawsze wiem, że dzień musi być udany :)
    A bliskość w tej pozycji jest nieporównywalna .

  11. Do zalet zdecydowanie dopisuję możliwość Drwala do kąsania,podgryzania czy lizania szyi i pleców…
    Cudowne łyżeczki :)

  12. Napiszę z perspektywy faceta po małych przejściach.
    Pozycja do pewnego momentu raczej niedoceniana, ale do czasu. Po odejściu żony (ponad 10 lat związku) wiecie czego mi najbardziej brakowało?
    Nie, nie seksu! Ten był i to znacznie lepszy niż małżeński.
    Zabawne, ale brakowało mi zasypiania na łyżeczkę. Ta pozycja zbliża partnerów jak żadna inna. Zapach włosów kobiety, jej oddech i ta niczym nieograniczona bliskość dają ogromne poczucie bezpieczeństwa obydwu stronom. Otulając kobietę facet czuje się potrzebny i akceptowany.

    Przy okazji łyżeczka działa na zmysły. Świadomość słodkiego tyłeczka tak blisko toporka. Wystarczy kilka delikatnych ruchów partnerki, aby się zaczęła ostra akcja.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter