Seksowny zdobywca czy kanapowy miś?

15

Uwielbiam te momenty, w których Drwal mocno przyciska mnie do ściany i patrząc głęboko w oczy po prostu bierze, co chce. Uwielbiam podpatrywać go jak pracuje, jak twardo stawia na swoim, jak zupełnie nieświadomie błyska mankietami koszulami, a mi dosłownie miękną od tego kolana. Uwielbiam jego naprężone mięśnie, zupełny brak skrępowania, gdy chodzi przede mną nago i te precyzyjne, ultramęskie gesty, którymi doprowadza mnie na skraj obłędu.

Ale gdy myślę o nim – takim moim prywatnym Drwalu – to wcale nie mam w głowie tych mocnych, władczych obrazków. Myślę o Drwalu, który jest tak wykończony, że zasypia podczas moich seksownych wygibasów z żelazkiem, gdy ubrana w czarne koronki i szpilki „prasowałam” mu jakąś koszulę. On patrzył na mnie i choć tak bardzo chciał opanować zmęczenie, to wiedziałam, że przegra ze snem. Tamtej nocy przez godzinę, dwie albo może pięć patrzyłam na niego – jak śpi. I nie potrafię nawet opisać tego ogromu miłości, które pulsowało w moim sercu, w głowie, w całym moim świecie – choć świat spał przecież przede mną.

Gdy myślę o moim Drwalu to myślę o momentach jego bezbronności. O naszych małych problemach, o chwilach gdy był wyczerpany, o przerażeniu i bezsilności, jakimi czasem raczyła nas rzeczywistość. Myślę o tych fragmentach czasu, w których leżeliśmy oboje pod kocem, zaśmiecaliśmy pościel okruszkami paprykowych chipsów i piliśmy śliwkowe wino – prosto z butelki. Myślę o chwilach, w których On wcale nie był władczym zdobywcą, tylko moją niezawodną przytulanką, głaszczącą mnie po włosach nieprzerwanie przez trzy godziny.

I im dłużej o tym wszystkim myślę, tym bardziej mam wrażenie, że niepotrzebnie stwarzamy presję. My – kobiety marzące o supermanach. Szukające supermanów. I „wychowujące” supermanów.

Sekswony zdobywca czy kanapowy miś

I myślę też o tym, że to cholernie niesprawiedliwe, gdy zakładanie piżamki w jednorożce uznajemy za supersłodkie, gdy przed okresem fantazjujemy o kocyku, czekoladzie i serialu na dvd, gdy szlochamy po raz piętnasty na To tylko jest miłość – a facetom nie pozwalamy nawet porządnie opatulić się kocykiem. Pół biedy w stałych związkach, w których życie weryfikuje wszystkie nasze pragnienia (i często okazuje się, że kocyk i herbatka obu stronom pasują bardziej niż ośmiogodzinny seks), ale pomyślmy o tych facetach, którzy właśnie próbują nas zdobyć.

Kilka dni temu dostaliśmy maila od blisko trzydziestoletniej dziewczyny. Pisała o tym, że jest całkiem ładna, zadbana, wysportowana i ogólnie rzecz ujmując: atrakcyjna. Że chodzi na zumbę, jeździ konno, ma fajną pracę, ładne mieszkanie i można z nią porozmawiać praktycznie o wszystkim. Że interesuje się sztuką, zna cztery języki obce, chodzi regularnie do kina, teatru, opery. Że szuka zadbanego, wysportowanego faceta, który będzie odpowiedzialny, opiekuńczy, namiętny, elegancki, nieco szalony i nie będzie kanapowym misiem pijącym herbatkę pod kocem.  I że za każdym razem, gdy ktoś wpadnie jej w oko i pomyślnie przejdzie jej wstępne, dość wymagające testy, to okazuje się, że on jednak nie jest aż tak zainteresowany, bo… na następne spotkanie nie przychodzi.

Przeczytałam tego maila, spojrzałam na Drwala, po czym zrobiłam dwie herbaty i zaciągnęłam go pod mój ulubiony koc. A ponieważ nie odpisaliśmy na tę wiadomość, a jest spora szansa, że właśnie nas czytasz, odpowiemy Ci wspólnie teraz:

Czy pomyślałaś o tym, że te wymagania są jak bycie w wiecznej gotowości? Zawsze pod krawatem, zawsze z błyskotliwą ripostą, zawsze w pełnej formie i na posterunku, by spełniać zachcianki i marzenia. Czy pomyślałaś o tym, że mówiąc o swoich oczekiwaniach w taki sposób, jak opisałaś to w mailu do nas, prawdopodobnie odstraszasz większość facetów – także tych, którzy zrobiliby dla Ciebie naprawdę wiele? Czy pomyślałaś jak byś się czuła, gdy facet, na którym Ci zależy powiedział, że szuka kobiety zawsze eleganckiej, chodzącej w szpilkach i sukienkach, kobiety, która lubi być na bieżąco z modą, ekonomią i sztuką, kobiety ceniącej sport i dobry seks, która nie ma w zwyczaju leżenie na kanapie lub wieczory z Bridget Jones? Czy pomyślałaś o tym, że wszyscy żyjemy pod presją, tłukącą nas po głowach z każdej strony – i że tworzenie związku jest trochę jak budowanie schronu, w której można przed tą presją uciec – i schować się choćby pod kocyk?

Wyluzujmy czasem dziewczyny. Nie szukajmy herosów, tylko facetów z krwi i kości. Którzy będą nas uwodzić i zdobywać, a gdy trzeba podadzą chusteczkę. Którzy pokażą nam porządny seks, chociaż potem zasną ze zmęczenia. Którzy zaciągną nas czasem pod kocyk, bo tam przecież jest tak miękko i miło… i można zrobić znacznie więcej, niż tylko niewinnie spać.

Wyluzujmy, bo nie można szukać książąt, gdy nie chcemy być tylko księżniczkami.

Komentarze15 komentarzy

  1. W punkt jak zawsze. Ja chyba też ostatnio tak zrobiłam, bo aż zapytał: „a jak facet jest zmęczony po pracy i ma ochotę poleżeć i nic nie robić, to co wtedy?” Myślę, że boimy się kanapowców bardzo, ale związek nie może polegać na ciągłym wymaganiu i to tylko od drugiej strony,bo to jak w jakimś wojsku./ Właśnie leżę i umierałam z bólu menstruacyjnego od godziny i szczerze jakby ktoś mi teraz kazał albo wymagał zrobić cokolwiek w tym czasie to chyba bym zastrzeliła. I kocham te momenty jak facet wtedy nie pytając o nic idzie zrobić mi miętę, a potem po prostu jest. I ja również mam (miałam) zbyt wygórowane oczekiwania, a to na pewno nie klucz do zaczęcia fajnego i trwałego związku.. Trzeba odpuścić,ale czasem kiedy za bardzo nam zależy jest to ciężkie.

    • Szanowna Pani A.
      Ja odrobinę nie w temacie. ale jednak napiszę, bo trzeba sobie pomagać. A propos „umierania z bólu menstruacyjnego” – moja żona miała podobnie przez kilka lat, w czasie okresu łykała kilka tabletek przeciwbólowych, żeby „jakoś” funkcjonować. Chodziliśmy do różnych ginekologów, robiliśmy badania i ciągle słyszeliśmy, żę „wszystko jest w pożądku” i że „jak urodzi Pani dziecko, to przejdzie”. Aż wreszcie zobaczyliśmy w telewizji program, gdzie ginekolog mówił o endometriozie i jej różnych objawach i że jeśli pacjentka ocenia ból menstruacyjny na 5 i więcej w skali od 1 do 10, to nie jest to normalne! Po jakimś czasie i dalszych nieskutecznych badaniach, trafiliśmy nieco przez przypadek na lekarza, który właśnie w owym programie się wypowiadał. Jedno badanie, lekarz nacisnąłe tu i tam i moja żona rozpłakała się z bólu na fotelu. Diagnoza – endometrioza, która rozwija się od kilkunastu lat! I trzeba robić operację (na szczęście laparoskopowo). Wszystko się udało – pierwsza miesiączka i żona więła tylko jedną tabletkę przeciwbólową w pierwszy dzień (i to jeszcze wszystko nie było wygojone po operacji)! Różnica ogromna i ogromna radość. Teraz już wcale nie musi brać tabletek w czasie okresu. Oprócz tego jest duża szansa, że będziemy mogli mieć dzieci.
      Jedna ważna kwestia – jest w Polsce tylko kilku lekarzy, którzy się endometriozą zajmuja profesjonalnie. Jak się trafi na „konowała”, to tylko zrobi pacjentce krzywdę. My „bujaliśmy się” ok 1,5 roku zanim trafiliśmy na fachowca.

    • A ja podpowiem trochę niestandardowo – masaże. Ale nie jakieśtam masaże, tylko masaże piersi w odpowiednim kierunku, czyli ćwiczenie jelenia. Tradycyjna chińska metoda z medycyny ludowej. Przysięgam, że umierałam z bólu podczas okresu, pierwszy dzień tragiczny, biegunka, wymioty… Zaczęłam robić masaże, bo co to jest poświęcić dwie minuty rano i dwie wieczorem? Dwa nurofeny forte nie pomagały, a ketanolu brać przecież nie będę, to silny lek… Przyszedł pierwszy okres po rozpoczęciu masaży… Halo, gdzie jest ból ja się pytam?! Trwałam w tych masażach przez jakiś czas, aż w końcu odstawiłam. I po jakimś czasie (bodajże przy trzecim cyklu od odstawienia) bóle wróciły. Polecam poczytać zanim umrze Pani z bólu i obskoczy wszystkich lekarzy w Polsce, naprawdę nie jestem jakaś szurnięta, przy okazji ćwiczy się mięśnie kegla. Jeśli nie pomoże, to oczywiście lekarz. Pozdrawiam serdecznie ;)

  2. Tego tekstu mi brakowało dziś jak dobrej herbaty i koca właśnie. Życzę tej Pani takiego zakochania, żeby patrzyła na swojego faceta z pożądaniem, gdy rzuca ją na ścianę, z czułością, gdy przytulony i z gorączką leży na jej piersi i po prostu walczy o życie (no może przesadzam :D), by podziwiała go nie tylko gdy załatwi w firmie wiele ważnych spraw, czy porąbie pół lasu, ale gdy tylko wyniesie śmieci i zrobi jej śniadanie, bo wie, że ona chce w tym czasie zrobić makijaż. Nieraz przez Wasze posty myślę, czy za bardzo w moim związku się nie lenimy, czy może ta częsta pizza i serial to nie krok w stronę jakiegoś zamarcia, czy może nie lepiej zamiast padać ze zmęczenia po bardzo ciężkim dniu w swoje ramiona, pójść wbić się w koronki podczas gdy on otworzy wino i zapali świece, ale teraz już wiem, raz na jakiś czas zasiedzenie kanapowo-piżamkowe to też jakaś forma bliskości, spędzania czasu, a odpoczynek przed wyczerpującym seksem zawsze się przyda. :D Brakowało mi Was tu :D a na instagramie jeszcze bardziej. :D Alicjo niedługo (znowu przesadzam) wiosna, pomyśl o wyzwaniu dla Nas. :D Grzecznie proszę. :D

    • DOKŁADNIE! :) Myślę, że każda miłość prędzej czy później osiąga ten etap kanapowo-kocykowy, i jest on absolutnie cudowny, przynajmniej w moim przypadku. Kocham ten czas, kiedy jesteśmy tylko my, nasza przestrzeń, nasze wino/piwo pod naszym kocem, bez reszty niepotrzebnego świata. Seks, choćby najlepszy, nie może się z tym równać. To zupełnie inny wymiar bycia razem. Być może trzeba na to czasu, być może trzeba się tego uczyć latami bycia w związku, ale wiem, że naprawdę warto. I nie mam tutaj na myśli tego, czego wszyscy się boimy, czyli nudy i monotonii, z którą często takie stany można pomylić. Po ośmiu latach z jednym facetem doceniam takie chwile jeszcze bardziej niż kiedyś i wiem, że właśnie wtedy czuję się najzwyczajniej na świecie szczęśliwa, kochana, zaopiekowana. A z kanapy do sypialni mamy przecież tylko kilka kroków ;)

  3. A ja życzę tej Pani, żeby jeszcze pobyła w tej swojej skorupie trochę. I niech sama odcina sobie tlen, a potem niech walczy o siebie, aż sama się przebije przez tę skorupę. I może kiedyś, ale to jeszcze trochę potrwa, coś ją tam dotknie i może się zakocha w zwyczajnym facecie. Ale tej samotności jej szczerze życzę. Bo nie może się nic normalnego narodzić bez bólu w takiej sytuacji.

  4. Dziękuję Alicjo! Już myślałam że coś ze mną nie tak, bo jakoś mnie zawsze odrzuciło od facetów, którzy zawsze pod krawatem, zawsze drogie wino i restauracja z klasą, zawsze spod igły. Niby wszystko pięknie, ale to jakieś takie nieautentyczne. Ładne, ale nieprawdziwe.

  5. Piękny tekst, słowa potwierdzające ostatnie moje przemyślenia. A ileż w tym ,,luzie” kobiecości! Dziękuję za wasze posty, są niezwykle inspirujące i po prostu, chyba tak najzwyczajniej, przyjemne w odczytaniu. Naprawdę, czasami niektóre mają magiczną funkcje poprawiania humoru zmęczonej przyszłej studentce psychoseksuologii ;) Pozdrawiam ciepło, Drwalu i Alicjo. Czekam na więcej :)

    • Alicja

      Dziewczyny Kochane – odpowiem wam wszystkim razem: nie ma za co! Ps. Czytamy wszystkie komentarze i maile, więc śmiało dzielcie się swoimi doświadczeniami – to nas inspiruje, by pisać więcej tekstów! :)

  6. Takiego wpisu dzisiaj potrzebowałam. Dziękuję Wam. Czasami za bardzo się skupiamy na sobie i za dużo wymagamy od innych.

  7. Uwielbiam do Was zaglądać, jesteście normalni, realni i bardzo pozytywni, pięknie piszecie o rzeczach na pozór oczywistych, ale jakże zaskakujących, a dodatkowo uświadamiacie mi jaką jestem szczęściarą i jak fantastycznego mam męża. Pozdrawiamy spod koca ;)

  8. Trafiłam TU szukając inspiracji do tańca tylko dla Niego… Tak jak pisałaś Alicjo. Robiłam to pierwszy raz i nawet jeśli byłam nieco niezdarna to nie ważne! Dla Niego przecież uroczo wspaniała i cudownie później doceniona….

    Jesteście NIESAMOWICI!!! Prawdziwi i tacy „moi”… Czułość, bijące ciepło, wzajemne zrozumienie i jeszcze to szaleństwo! O tak! Pikantnie i wszystko razem dobrze smakuje. Palce lizać! Długo by pisać… Niewymuszone, naturalne i w dobrym guście!

    A kocyk? Mmmmm… Ależ też mamy! Taki Nasz, jedyny, ulubiony i czasami nawet zabieramy go ze sobą na wyjazdy :) Te jesienno zimowe, bo wtedy jest jeszcze przyjemniej…

    „Bez fartuszka”… Cudownie przewrotne!
    Ja właśnie ukradkiem szyję takowy aby pewnego dnia (jak już się uporam, bo krawcowa ze mnie żadna) zrobić niespodziankę mojemu Ukochanemu i z bezwstydnie odsłoniętymi pośladkami podać śniadanie :) A co! Będzie oczarowany! A ja jaką będę miała radość!

    Alicjo i Drwalu…
    Znalazłam Was i już tu zostaję! ;)

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter