Jak się wraca do Alicji?

8

Kiedyś, całe wieki temu, a może tylko dni, tuż po zachodzie słońca… a może trochę później, szliśmy sobie spokojnie pewna zaludnioną ulicą. Ludzie spieszyli się zupełnie niepotrzebnie. Echo ich kroków odbijało się od okolicznych budynków, w jednostajnym rytmie, trochę zbyt szybko, jak na przyspieszonym filmie, jakby nawet tym odgłosom kroków gdzieś się spieszyło.

Ona była ubrana w czerwony płaszczyk, opatulona białym szalem a na czoło miała zatkniętą aż po uszy wielka białą czapę, ozdobioną błyskotkami. Z profilu wystawał jej tylko mały nosek. Wysiadła z auta i była lekko zagubioną biało czerwona owieczką (to przez te wełniane szale) na środku rozpędzonej ulicy. Odwróciła się do mnie, widziałem jak błyszczą jej oczy… była szczęśliwa, że jestem i trochę smutna, jakimiś drobiazgami sprzed chwili. Patrzyła na mnie jak zamykam auto, nie mówiliśmy nic.

Podszedłem do niej, lekko przytuliłem. Wtuliła się we mnie, przytuliłem ją mocniej, lekko położyłem na swoim ramieniu i pocałowałem. Całowaliśmy się… nie wiem ile, bo a gdy całujesz tak naprawdę, nie czas ma znaczenie. Gdy ponownie postawiłem ją na nogach lekko podtrzymując, to co się zmieniło to czas, dźwięk i ludzie wokół. Przestali się spieszyć… a nawet zwolnili. Patrzyli na nas. Alicja jakiś czas potem, któreś wieczoru, gdy przypadkiem ten wieczór został wspomniany powiedziała… „pewnie wszystkie kobiety na tej ulicy wtedy mi zazdrościły”… nie wiedziałem wtedy co chciała powiedzieć. Pamiętam, jednak że tego wieczoru czekaliśmy na śnieg. Ale nie chciał spaść…

Jak się wraca do Alicji?

Daliśmy mu szansę kilka dni później, najpierw prosząc, potem naciskając, a na koniec zupełnie ignorując. Zlał nas…, nie przeszkadzało nam to bardzo. Ale gdzieś do zamknięcia nawiasu jednak zabrakło tego gwiezdnego pyłu…

Teraz pisząc ten tekst, jadąc rozpędzonym pociągiem, ze świadomością, że już za kilka godzin spotkam moją Alicję dociera do mnie znaczenie słów Alicji. I nie chodzi o mnie, a chodzi o to, że w tym tłumie umieliśmy kiedyś, dawno temu zatrzymać się… Zatrzymać się i znaleźć, a potem przetrwać wszystkie przypadki, odmiany i nierówności kolei losu, aby zamknąć nawias pocałunkiem. Choć nadal bez śniegu.

I pewnie dziwicie się o co chodzi z tym śniegiem… opowiem to tak jak jeden ze sławnych pisarzy (jest tak sławny, że jego nazwisko przeciążyłoby ten tekst, więc zgodnie z radą tym razem sławnego artysty, pozwolę sobie pominąć jego nazwisko)… otóż wyobraźmy sobie zmęczony życiem krajobraz, który jest pełny bruzd… możemy je nazwać koleinami (np. losu). A śnieg to takie idealne remedium. Świeży śnieg powoduje że świat jest… zwyczajnie piękny, nietykalny i nienaruszony. Chodzenie po świeżym śniegu jest jak odkrywanie świata na nowo, na tym śniegu nie stanęła nigdy ludzka stopa – więc to nasza może być pierwsza. Śnieg to nowa szansa, nowa karta, którą możesz zapisać tak jak tylko chcesz.

A co będzie gdy śnieg stopnieje? Odpowiem – nic… nas już tam nie będzie. Bo nie o zdeptany lub topniejący śnieg chodzi, a o chwilę. Dokładnie tak – znowu czas – bo chodzi o tę chwilę, gdy odkrywając świat na nowo, trafiacie na siebie. Spotykają się spojrzenia, przypadkowo zbyt długie, spotykają się dłonie, zbyt zmarznięte, aby można było je ponownie wypuścić – i gdy jesteście bardzo blisko, tuż przed zamknięciem oczu i chwilkę przed delikatnym pocałunkiem, spada mały płatek śniegu… mówiąc zupełnie przypadkiem – „czysta karta”.

Świat taki właśnie jest. Pełny magii. A cała sztuka to umieć tę magię znaleźć.

***

Gdy dojechałem , Alicja czekała na mnie na peronie, w tym samym lub bardzo podobnym czerwonym płaszczu, białym szalu i z lekko zaróżowionym noskiem, bo pociąg jak to pociąg, gdy jest chłodniej trochę się spóźnia (w końcu to kwestia klimatu). Gdy tylko wysiadłem, podbiegła do mnie i wtuliła się jak w pluszowego misia – i mimo temperatury, płaszczy i innych ubrań… to było bardzo bliskie przytulenie. Pocałowałem ją – bo tylko tyle brakowało nam do szczęścia.

Jak to stwierdziła ostatnio jakaś maruda pod jednym z komentarzy – podobno dojrzały związek to taki, o którym nie pisze się na Facebooku… cóż, nasz zatem jest zupełnie niedojrzały. Ale nie dlatego, że piszemy o tym na Facebooku. Jest niedojrzały, bo nie rzucamy sobie na powitanie „cześć”, a rzucamy się sobie w ramiona, bo cieszymy się chwilą i tamujemy tłum na środku ulicy, gdy chcemy się pocałować. Bo gdy jesteśmy razem, nie musimy nikomu mówić, że jesteśmy razem… jak na początku. I zupełnie szczerze, raczej nie pozwolimy sobie na dojrzałość… jesteśmy na to już zbyt dorośli.

I żeby nie zapomnieć, odpowiem na tytułowe pytanie – do Alicji wraca się szybko…

Komentarze8 komentarzy

  1. Idealny związek. Szkoda tylko, że nie każdy ma szansę takowy przeżyć… Niestety życie jest o wiele brutalniejsze…

  2. Witajcie :) Mój Drwal też akurat jest w delegacji i wraca dopiero (a może już, ale tęsknię jak wariatka więc ciężko to racjonalnie ocenić) jutro, przed chwilą pisał mi jak tęskni i że już jutro się spotkamy… Za tydzień ja w delegację wyjeżdżam i to on będzie czekał na mnie. Czytając Twój wpis, robi mi się cieplej na sercu, że takich zakochanych facetów, mimo upływu czasu, jest więcej niż tylko ten Mój :) A te marudy z fejsbuczka niech sobie marudzą, i wyładowują frustracje spowodowane wypaleniem w związku lub zwykłą zazdrością. Zawsze, ale to zawsze należy chwalić się swoim związkiem, i swoim szczęściem. Przecież życie jest takie ulotne i krótkie, celebrujmy to co piękne i wartościowe, a nie tylko złe emocje, wpadki i skandale.
    PS. No i te powitania, które czekają nas gdy już do siebie wrócimy… :D Mokro robi się na samą myśl ;)
    Pozdrawiam ciepło :)

  3. Życzę tyle samo powrotów. Równie pięknych…

    Dobrze, że Alicje doceniasz.

    Mam nadzieje, ze i ja poznam w swym nowym życiu Drwala ;)

  4. Kiedy tak was czytam to aż chce się żyć i czekać aż druga połówka powróci z daleka :* niestety jeszcze tylko dwa tygodnie, 2000km i znowu będziemy razem <3 tak się zastanawiam… Nie czytam was od samego początku, tyyyyle tego macie, że nie nadazam za wami czasami. Jak długo się znacie ? W sensie… Czy znaliscie się wcześniej zanim zostaliście para i w ogóle… Wszystkie moje koleżanki dziwią mi się że jestem z facetem w sumie z tzw podwórka. 18 lat znajomości trochę daje. Ale miłość która potem łączy po takiej przyjaźni jest czymś magicznym czymś nierozerwalnym.
    Pozdrawiam was cieplutko i cieszcie się sobą Robaczki <3

  5. Dobrze znam ten temat, bo zdarzały nam się kiedyś nawet miesiące rozłąki i dzieliły nas tysiące kilometrów, a do tego byliśmy na innych kontynentach :P Ale to na szczęście już za nami.

  6. little_workout_monster

    Piękny tekst <3 Mój Drwal jest ode mnie prawie 400km … Niestety. Nie spotykałam go ponad 1,5 miesiąca. Z każdym dniem czuję jednak, że nam zależy na sobie i żadna odległość tego nie zmieni ponieważ łączy nas uczucie. Połączenie przyjaźni i miłości. Wszystkim życzę czegoś takiego <3

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter