Słowa, które są sexy

5

Oglądaliście może film Czas na miłość? Taka lekka komedia obyczajowo-romantyczna, w której chłopak podróżuje w czasie, by zdobyć ukochaną dziewczynę i mieć z nią szczęśliwe życie. Uwielbiam piosenkę z tego filmu (dokładnie TĘ PIOSENKĘ) i za każdym razem, gdy ją słyszę sprawdzam, skąd dobiega jej obłędny dźwięk.

Tak samo było kilka dni temu – usłyszałam znajome dźwięki, okazało się, że płyną po prostu z radia, ale zapętlona w głowie melodia domagała się, by włączać ją kilkakrotnie na youtubie. Wtedy właśnie usłyszały ją moje koleżanki z pracy, od razu dopytały z jakiego filmu są wyświetlane sceny, a zaczęłyśmy rozmawiać o występujących w Czasie na miłość aktorach, a konkretnie o jednym: Billu Nighy. I cóż się okazało? Że mimo bardzo przeciętnej aparycji i dość zaawansowanego wieku Billa wszystkie zgodnie uznałyśmy, iż jest on absolutnie magnetyczny, pociągający i seksowny – głównie za sprawą nonszalanckiego luzu i dystansu – do siebie, do świata, do tego co się dzieje wokół. 

I wtedy właśnie pomyślałam o tych wszystkich dyskusjach, w których mężczyźni dopytują co właściwie czyni faceta seksownym i interesującym – i dlaczego wcale nie chodzi o zasobność portfela czy wytrenowane ciało. Za każdym razem, gdy rozmowy schodzą na ten temat, pojawia się grupa frustratów pokrzykujących, że nie można być sexy, nie będąc milionerem, bo przecież w ostatecznym rozrachunku jedynie portfel się liczy. Otóż muszę was zmartwić, moi drodzy maruderzy: najseksowniejsze atrybuty mężczyzny naprawdę są za darmo. Wymagają jedynie odrobinę waszej dobrej woli.

Słowa, które są sexy

Zabawy słowem, czyli snucie opowieści

W jednym ze znanych badań na temat tego, co pociąga kobiety w mężczyznach dr Vinity Mehty, psycholog kliniczna i dziennikarka udowodniła, że najseksowniejszą cechą faceta jest… umiejętność snucia opowieści. Uwodzenie głosem, zaczarowywanie rzeczywistości i mimowolne demonstrowanie, że nie jest się troglodytą znającym wyłącznie dwuwyrazowe zdania pojedyncze – czyż nie brzmi to zachęcająco? ;) Gdy przeczytałam artykuł dr Mehty, a potem pomyślałam o naszych początkach z Drwalem, zdałam sobie sprawę, że jest w tym więcej sensu, niż bym kiedykolwiek przypuszczała. Przecież Drwal uwiódł mnie właśnie słowami! Kilkugodzinne rozmowy o wszystkim i o niczym, nocne spacery, podczas których słuchałam go jak oczarowana, a on opowiadał mi o magicznych pięciozłotówkach znalezionych na ulicy, wreszcie: szeptane niskim głosem komplementy, od których różowiły się nawet czubki moich palców u stóp. Słowa, słowa, słowa.

Nieważne było jednak tylko to CO mówił, ale także to JAK wypowiadał każde zdanie. Z seksowną pewnością siebie, ze świadomością tego, że wie co, do kogo i po co mówi. Z dystansem, w którym mogłam znaleźć spokój i poczucie bezpieczeństwa. Drwal jest takim facetem, który największy mój dramat potrafi rozbroić jednym słowem. Przychodziłam po ciężkim dniu w pracy, załamana, że coś mi nie wyszło, a on całował mnie w czoło, pośmiał się trochę ze mnie – i nagle okazywało się, że moich smutków już właściwie nie ma. Mówiłam mu rano, że nie mogłam się obudzić, bo śniło mi się, że było powstanie i że wszyscy moi bliscy w nim zaginęli, a on podsuwał mi kawę i nie kryjąc śmiechu wtrącał: ojej, jak przy tym tyle spać? Dystans. Dystans i luz.

I zdradzę wam sekret, moi Panowie. My nie przepadamy za złośliwościami, obietnicami bez pokrycia, opowieściami, które mają nam mydlić oczy ani ciągłym podkreślaniem, jak to się z nami męczycie. Lubimy za to świadome uwodzenie każdym słowem, ostudzanie naszych kobiecych histerii i dawanie nam siły waszą pewnością siebie. Wtedy możecie nawet wyglądać jak Bill Nighy, a my i tak będziemy kochać was po grób. Albo nawet dłużej.

 

 

Komentarze5 komentarzy

  1. Słowa to magia.Jeśli wiedzieć,jak ich używać.A mój Połówek to potrafi.Czasami w zupełnie trywialnych okolicznościach.Kiedy góra prańska do poprasowania szczerzy na mnie kły w środku nocy,przychodzi z flaszeczką pioruńsko mocnej śliwowicy,siada na podłodze i zachęcając mnie od czasu do czasu do degustacji z gwinta,opowiada różne absurdalne historyjki.Turlając się ze śmiechu po podłodze,zapominam,że mam żelazko w ręce,a po jakimś czasie rzeczona góra prania niezauważalnie zamienia się w schludny,poprasowany stosik. :) Oprócz odjechanych Połówkowych opowieści istnieją również słowa- pełne- słów,które znajduję rano na ekranie cinema boxu i nagle okazuje się,że tradycyjny kofeinowy kop nie jest już tak koniecznie potrzebny.Albo też słowa-klucze,którymi potrafi w trzy sekundy rozbroić tę tykającą bombę,w którą zamieniam się pod wpływem ekstremalnych,życiowych okoliczności.Ewentualnie słowa-zaklęcia,w wyniku których przysłowiowe motylki zamieniają się w całe zoo,przewalające się dzikim galopem po moim brzuchu. :) I chociaż czasami jedynym komentarzem,który ciśnie mi się na usta, jest słowo „Głupol!” ,to jednak jest to najukochańszy „Głupol” na świecie.A że nie wygląda przy tym jak Bill Nighy? Cóż,przyjmuję to jako miły bonus w tym pakiecie. ;)

  2. Mój prywatny Nighy powiedział ostatnio coś, za co chciałam urwać mu… ucho ;) ale gdy po chwili dodał do tego „Grzybku” no to nie mogłam się dłużej gniewać :)))

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter