Smutna historia o związku

17

Opowiem wam pewną historię o smutnej dziewczynie i smutnym chłopaku. Będzie to historia bez happy endu, więc jeżeli liczycie na poprawę humoru – to nie dziś. Dziś pozwiedzamy pozamykane na głucho pokoje, w których delikatnie odkładamy najlepsze i wrzucamy nie patrząc najgorsze, w obu wypadkach z jednego tylko powodu. Bo bolą… pytacie – co? Odpowiem później… o ile będę musiał.

Ale wcześniej wrócimy do smutnej pary, choć w ich przypadku słowo para to daleko idące nadużycie. Powinniśmy nazywać ich obcymi sobie ludźmi płci przeciwnej, zupełnie przypadkiem znajdującymi się w jednym czasie i miejscu. Wyjaśnię też, że ten przypadek dotyczy miejsca, bo na obcość ciężko sobie zapracowali. Przypuszczam jednak, że zamiast moich grafomańskich poszukiwań sensu czekacie na historię. Zatem proszę:

Wszystko zaczęło się wiele lat temu. Poznali się przypadkiem, bo w życiem decydują przypadki. Wpadli na siebie w przelocie ważnych spraw. Nieoczekiwanie spojrzeli sobie w oczy, ich serca zatrzymały się, ale szczęśliwie potem ruszyły, więc obeszło się bez interwencji ambulansu. Krew ruszyła, szybciej, zawrzała w ich żyłach z przejęcia, powodując dreszcze zwiastujące przygodę niczym podróż na Marsa. Oboje wiedzieli co ich czeka. Stało się. Przepadli w sobie.

Byli nierozerwalni, przez kilka pierwszych chwil. Zachłyśnięcie sobą. Poświęceni sobie, nieśmiertelni i nietykalni. Świat toczył się gdzieś obok, a ich łączyło coś co było jak najmocniejsza stal, wzmacniana uściskami, przytuleniami, przypadkowymi muśnięciami, snami… i diamentami, a potem może nawet złotem. Wydawało im się, że to co ich łączy jest niezniszczalne.

Smutna historia o związku

Z czasem przyzwyczaili się, traktowali to jak nieziszczalny fundament. Ufali w tę podstawę wszystkiego dobrego co ich spotkało. Wierzyli, że nie ma niczego mocniejszego. Ich spojrzenia nie spotykały się już tak często, ale gdzieś z tyłu głowy zawsze zostawała myśl o tym niezniszczalnym łączniku. Fundamencie. Skoro był taki mocny to nie czuli potrzeby, aby zbytnio o niego dbać.

Pozwalali sobie na eksperymenty. Drobne naruszenia… przecież ta najmocniejsza stal zniesie wszystko. Zawsze można to naprawić. Kroczek po kroczku. Przypadkowo pojawiały się inne sprawy, rzeczy, osoby… ktoś chciał zobaczyć ten łącznik. Ktoś chciał coś więcej. Protestowali zbyt nieśmiało, a jednocześnie szukali dreszczyku emocji nie miedzy sobą, tylko gdzieś dalej. W niewinnych spojrzeniach… ponad ramieniem. Czasami zbyt długich. W samotnych rozmowach, gdzieś obok, ale nie miedzy sobą. Zawsze gdzieś z tyłu głowy funkcjonował ich fundament. Przecież był taki mocny, że takie drobiazgi są zawsze do wybaczenia. Głupotki, nieważne sprawy… nic o co warto walczyć i o czym warto mówić. Prywatne tajemnice.

Rozmawiali coraz mniej, nie było potrzeby. Nie musieli na siebie patrzeć, nie było potrzeby… przecież wiedzieli o sobie wszystko. Po co rozmawiać, po co osaczać, po co męczyć, po co mówić… po co być, po co być lojalnym… po co być razem. Przecież jest fundament.

Jednak każdego dnia, tymi małymi kroczkami oddalali się od fundamentu, na odległość uśmiechu, spojrzenia, ziarnka piasku, przypadkowego słowa, muśnięcia, zapachu kawy… aż zupełnie stracili orientację w przestrzeni, nie mieli mapy, wydawało im się że jej nie potrzebują. Byli ślepi i głusi na siebie i na wszystkie drobne wskazówki. Chcieli odnaleźć ten swój fundament, wspomnienie z tyłu głowy, ale jak? Gdzie on jest… nawet nie pamiętali jak to wyglądało. A jak można znaleźć coś, o czym się nie wie prawie nic? Po tych wszystkich małych kroczkach każde z nich miało inne wyobrażenie. Dla niej to była wiosenna łąka, dla niego ośnieżona góra. Dla niej to była słoneczna wyspa, dla niego mroźny półwysep. Szukali mostu, ale nie potrafili go odnaleźć wśród tysiąca innych przypadkowych mostów.

Świat nie chciał czekać, czas nie chciał się zatrzymać, wszystko było zwykłe, ten ktoś obok był obcy, coś przypominał, ale co? A przecież żadne z nich nie zrobiło nic strasznego. Kilka nieistotnych drobiazgów. Kilka drobnych kroczków. Ktoś ich oszukał, uwierzyli w niezniszczalny fundament… ale sami go zgubili.

Wiecie dlaczego to napisałem? Bo gdy pod poszczególne metafory podstawicie wybrane imiona, pod przypadkowe drobiazgi jakieś drobne sprawy, nagle się okaże, że tą jedną bajką opisałem historię wielu osób, które piszą do nas opisując problemy swojego związku. Których życie właśnie tak wygląda. Którzy się zgubili nie dbając o siebie, myśląc, że to co ich połączyło jest niezniszczalne.

Ale jest na to lekarstwo. Jedno bardzo proste – dbajcie nie o to co było kiedyś, nie o fundament, a o siebie na wzajem. Teraz.

Ten tekst napisałem, bo dziś „przypadkowo” Alicja wrzuciła do naszej playlisty piosenkę. Od której nie potrafię się oderwać, a która właściwie, gdy spojrzycie na nią z tej perspektywy stanie się metaforycznym remedium na fundament, o którym pisałem. A skoro Dylan dostał Nobla w dziedzinie literatury i wszyscy nagle uznali go za genialnego poetę, to ja uważam, że Marilynowi Mansonowi też się coś z tego splendoru należy.

I dodam coś jeszcze – ubóstwiam moją Dziewczynę, moją jedyną Alicję. Jestem każdego dnia zaskakiwany przez nią takimi drobiazgami… a potem się dziwi, że nie mogę się od niej odczepić, nawet jak idzie do łazienki oraz robię się smutny, gdy wychodzi z koleżankami… ja po prostu się martwię o to, kto mi będzie nakręcał nowe bity do playlisty.  ;) A tak poważnie, nie ma lepszego uczucia na świecie niż świadomość, że ktoś zna Cię lepiej niż Ty sam. Teraz, nie kiedyś.

A tymczasem posłuchajcie porad, przyszłego noblisty, co należy robić w imię miłości, aby ją ocalić:

 

PS. Chyba już wiecie o czym pisałem we wstępie… a jeżeli nie, przeczytajcie i posłuchajcie jeszcze raz.

Komentarze17 komentarzy

  1. Mogę Wam zadać pytanie, które mnie od dawna nurtuje?
    Czy Wasi znajomi albo ktokolwiek z Waszego otoczenia wiedzą, że Alicja i Drwal to Wy??

  2. Wczoraj nie mogłam oderwać się od tego utworu, a tekst napisany przez Ciebie Drwalu to o mnie i moim partnerze… Pozdrawiam…

    • Pamiętaj Asiu, że bardzo ważna jest rozmowa.Rozmowa dwojga kochających się osób rozwiewa wszelkie wątpliwości,problemy,rozterki.Ja o mało nie przekreśliłam naszego związku..A teraz jesteśmy bardzo szczęśliwi,oddani i świata poza sobą nie widzimy.Ale jesteśmy tylko MY!!!

  3. Piękny tekst dajacy do myślenia
    Dziękuję Drwalu :) !!Teraz wiem juz co zrobic aby ocalić to uczucie a raczej niedopuscic do stracenia tych cudownych chwil z moim Drwalem ;) Zaskakujmy siebie na wzajem i podsycajmy te iskry między sobą każdego dnia.

  4. Piekne slowa Drwalu. Ja zrozumialam to dopiero po stracie meza, lecz tego nie da sie juz naprawic. Zycie zdecydowalo jednak inaczej, 10 pieknych lat. Choc zostana w mojej pamieci :-)

    • Jakbym czytała swoją historię – przypadkowe spotkanie po latach, fajerwerki, motyle w brzuchu – BAJKA!!!! Po wielu latach poczułam, że żyję:-)
      I nagle – bum….. Nie ma nic…Nie ma Nas…. Tak ciężko jest wstać, podnieść się z kolan, iść dalej….

  5. Przedstawiona historia brzmi bardzo znajomo. To moja historia, o której Wam napisałem niedawno. Dziękuję Wam za to, że znaleźliście czas na zapoznanie się z nią i podzielenie się swoimi refleksjami na ten temat. Może pomoże to innym i zwrócą uwagę na to co ważne zanim okaże się, że jest na to za późno.

  6. Szkoda, że niektóre związki potrafią się nawet skończyć wizytą na komendzie z obawą o własne życie… i to z człowiekiem z którym ową resztę życia miało się spędzić…..nic tak nie podcina skrzydeł i nie zabiera nadzieji…

    • Bo mieć staje się ważniejsze niż być… Bo szacunek staje się tylko wyświechtanym słowem…. Bo przecież wszystko można wybaczyć – dlatego.

  7. Nidgy tego w taki sposób nie widziałem. Cały czas kocham moja byłą całym sercem. Po prostu stałem się ślepy na to, co ważne i zaniedbałem nasz związek.

  8. Bo przeważnie tak jest że niezauwazamy rzeczy oczywistych ważnych w związku
    Dopiero gdy tracimy miłość doceniamy niby kochamy więc to staje się jasne ze druga strona to widzi a jednak ten „fundament ” kruszeje,bo on /ona wybaczy bo tyle jej /jemu daje. A sami gonimy za Nowym lepszym pociagajacym i wyraźnie czego mamy bezpieczną furtkę do powrotu do niej /niego Tylko czasem się już nie da bo te”fundamenty ” się zawalily

  9. Kochana Alicjo i Drwalu, czy mogłabym baaaardzo bardzo prosić o odpisanie na moje pytanie,które ponaglam już chyba..3 raz? :(

    • Nie chcę Ci tego obiecywać, bo choć się staramy i poświęcamy na to niemal cały wolny czas – zaniedbując przez to między innymi nasz instagram, gdzie też czekacie i pisząc rzadziej teksty – to i tak giniemy pod ilością maili…

  10. A mnie się własnie wydaje że to zaczyna się dziać z nami Ja i moja Ukochana. Obawiam się ze ten fundament popęka i się rozkruszy !!!!!
    A do ostatnich linijek tekstu to podpisze się zarówno rękami i nogami bo mam takie same odczucia jak nie większe!!!!!

  11. A mnie się własnie wydaje że to zaczyna się dziać z nami Ja i moja Ukochana. Obawiam się ze ten fundament popęka i się rozkruszy !!!!!
    A do ostatnich linijek tekstu to podpisze się zarówno rękami i nogami bo mam takie same odczucia jak nie większe!!!!!

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter