Świąteczne napięcia i mikołajkowe wypięcia

0

Od kilku dni w naszym domu panuje podniosła, prawie świąteczna atmosfera. To znaczy, że oboje jesteśmy podminowani i poirytowani, nie tyle sobą lub na siebie, co generalnie wszystkim wokół. Na szczęście Alicja znalazła doskonały sposób na rozładowanie napięcia – i jest to plan, który odważna i pewna siebie Pani może wdrożyć nawet dziś, nawet za chwilę… albo poczekać do jutra, o ile jest aż tak cierpliwa ;)

Kilka dni temu, gdy wracałem wieczorem do domu w wyjątkowo paskudnym świątecznym nastroju, Alicja wysłała mi delikatną sugestię, abym po drodze wpadł i zrobił skromne zakupy na święta bo ona właśnie robi pierniczki i zabrakło jej czegoś, a przy okazji to mogę kupić to czy tamto. Sam. Po 18-tej. W miejscu, gdzie pół Warszawy dokopuje coś na ostatnią chwilę przed świętami…

Gdy przeczytałem wiadomość wsiadając do auta, dałem sobie chwilkę, dłuższą chwilkę na przygotowanie odpowiedzi. Opracowałem zgrabną formułkę i już chciałem wysłać, ale przyszedł mi do głowy inny plan. Plan na słodką, wyrafinowaną i powolną zemstę… Odpisałem tylko „Ok <3” i z „radością” oraz „zapałem” udałem się powoli w stronę rzeczonej galerii. Oszczędzę wam pełnych ciepła i radości opisów aury, miłych słów oraz spokoju ducha jakimi raczą się wzajemnie ludzie w tym czasie, bo pewnie opis byłby krótszy, niż zdanie które właśnie kończycie czytać, a reszty nie warto cytować.

Po kilku godzinach radosnych świątecznych zakupów, rozpoznając każdą wersję kolędy po 1 nutce, oraz bogatszy o kilka nowych przekleństw (wszystkie autorskie) wszedłem, a raczej, ze względu na wielkość taszczonych „dodatkowych” zakupów, wtoczyłem się do mieszkania. Pierwszym, co mnie uderzyło był… zapach pierniczków (chociaż przypuszczam, że część osób obstawiało wałek?). Uderzenie na tyle silne, że plan zemsty, która planowałem od kilku godzin, gdzieś delikatnie zaczął się sypać. Słyszałem, że Alicja krząta się gdzieś w kuchni. Nie zdejmowałem butów, nie zdejmowałem płaszcza, z całym majdanem wparowałem do kuchni, a tam Alicja… w czerwonej czapce Mikołaja, czerwonej krótkiej sukience, jasnych pończochach i czerwonych szpilkach. Ślicznie umalowana, z podkreślonymi krwistą czerwienią ustami, w lekko przybrudzonej mąką  sukience odwraca się i patrzy na mnie swoimi uśmiechniętymi oczami…

Musiałem wyglądać jak idiota z udawaną zaciętością na twarzy (bo przecież jeszcze chwilę temu planowałem zemstę). Alicja starała się zachować powagę. Oczywiście wiedziała, że jestem, a raczej byłem zły i desperacko staram się trzymać tych emocji. Popatrzyła mi głęboko w oczy, starając się nie uśmiechać, ale te starania były równie bezcelowe co moje złoszczenie się. Kąciki jej ślicznych ust lekko drżały w powstrzymywanym śmiechu.

O czerwonej czapce

Odstawiłem torby delikatniej niż pierwotnie zamierzałem. Alicja sięgnęła po kieliszek czerwonego wina, upiła jeden większy łyk zostawiajac czerwony ślad szminki na brzegu kieliszka. Swoją drogą taki ślad to strasznie seksowny przekaz, bo oznacza, że starała się, że słysząc jak wchodzę do mieszkania prawdopodobnie jeszcze poprawiała makijaż. To oznacza, że to był jakiś plan, a ja jestem aktorem w jej sztuce.

Nie myliłem się… podeszła do mnie, ostrożnie przytuliła się, wkładając ręce pod gruby płaszcz. Delikatnie pocałowała mnie w usta. Spojrzała w oczy i pocałowała mocniej. Smakowała winem, półsłodkim, mandarynką i pierniczkami…

Słowa jakie miałem jeszcze kilka chwil temu w głowie i plan zemsty był już czymś tak odległym jak wczorajszy sen. Stałem lekko zaskoczony, nadal ciesząc się przyjemnym wrażeniem pocałunku sprzed chwili.

„Chodź ze mną” szepnęła mi do ucha, przeciskając się zgrabnie przez wejście, które tarasowałem. Podążyłem jak w amoku za stukotem jej szpilek, które prowadziły do sypialni. Światło w sypialni było przygaszone, ale delikatna poświata zdradzała, że to nie koniec niespodzianek. Na przeciw łóżka stał fotel, który rzadko bywa w sypialni, a jego noszenie nawet mi sprawia problemy. Wielki nieporęczny klamot, chociaż bardzo wygodny ;)

W kilku miejscach w sypialni paliły się czerwone świece. Alicja stała przed łóżkiem. Wzięła mnie za rękę i poprowadziła do fotela. Miałem wielką ochotę przyciągnąć ją do siebie i jeszcze pocałować, a potem rozegrać ten wieczór wg własnego planu, który właśnie pojawiał mi się w głowie. Jednak ilość wysiłku jaki włożyła w przygotowanie i to jak wyglądała kazało mi poczekać, zobaczyć co dalej. Chciałem zrzucić płaszcz, bo robiło mi się już trochę gorąco, nie tyle od świec co od tego co może za chwilę się wydarzyć. Pomogła mi go zdjąć i rzuciła w kąt sypialni, a potem mocno popchnęła na fotel. Wbiłem się w niego, a Alicja pochyliła się, lekko pocałowała mnie w policzek i… przedstawienie się zaczęło…

Alicja wyprostowała się,  włączyła się muzyka, którą po jednej nutce od razu rozpoznałem jako „jingle bells” w jakiejś wyjątkowo plumkającej wersji… (galeryjno-zakupowe doświadczenie Drwala nie idzie w las :P) i zaczęła bardzo apetycznie i sugestywnie poruszać biodrami. Taniec się lekko rozwijał, Alicja odsłaniała drobne szczegóły, w czym bardzo pomagała krótka czerwona sukienka. W pewnym momencie jej bucik wylądował idealnie między moimi nogami. Lekko nacisnęła butem, doskonale zdając sobie sprawę co poczuje. Biłem się w myślach po łapach, aby się na nią nie rzucić, ale na zewnątrz starałem się zachować kamienną twarz. Popatrzyła na mnie z góry, lekko pochyliła się do przodu, tak, że kolano w delikatniej pończoszce otarło się o mój policzek. Odepchnęła się obróciła do mnie tyłkiem i mocno go wypięła. Miała czerwone koronkowe majteczki, idealnie dobrane do stroju. Wyprostowała się, ale trzymała ręce pod spódniczką, co pięknie pokazało jej nogi w tym sugestywnym świetle. Następnie znowu się schyliła zsuwając powoli swoje majteczki. Wyskoczyła z nich, podniosła i z zadziornym spojrzeniem rzuciła mi nimi w twarz, mówiąc… „jeszcze nie wstawaj”. Nawet nie wiecie jak trudno mi było spełnić tą prośbę…

Alicja wspięła się na czworaka na łóżko , a jej krótka sukienka, mimo wysiłków niewiele zasłaniała. Obróciła energicznie i usiadła naprzeciw mnie na łóżku. Pompon jej mikołajkowej czapki śmiesznie zawirował, ale nawet to było bardzo seksowne. Popatrzyła mi w oczy, ale nie oczy były teraz najważniejsze. Złączyła nogi i powoli podciągnęła kolana do siebie. Oparła się rękoma za plecami podniosła obie złączone stopy do góry i wyprostowała nogi wysoko w powietrzu, a potem powoli, bardzo powoli je rozłączyła i opuszczała. Cały czas patrzyła mi w oczy. To było magnetyczne, ale najbardziej magnetyczna była jej cipka, która właśnie powoli odsłaniała się przede mną w pełni…

Nagle jednym zgrabnym ruchem złączyła i podciągnęła do siebie nogi, patrząc z zadziornością na mnie. „A wiesz gdzie mam oczy?” zapytała… Nic nie odpowiedziałem, tylko spróbowałem wstać. Błyskawicznie skoczyła do mnie, wpakowała mi się na kolana i zaczęła mnie drapieżnie i namiętnie całować. Poczułem jej palce, jak rozpina mi guziki koszuli, potem sięgnęła do spodni. Pocałowała mnie mocniej, przygryzając dolną wargę i zsunęła się z kolan na podłogę. Rozpięła rozporek, sięgnęła dłonią i…

i resztę musicie sobie już wyobrazić.

Pozostawię was jednak z pytaniem na koniec. Czy na takie prezenty warto czekać do wigilii, czy może dzień wcześniej wykonać próbę generalną? :P

Napisz komentarz