Tabletka dzień po, czyli antykoncepcja awaryjna

45

Tabletka dzień po jest bez wątpienia najbardziej kontrowersyjnym tematem z zakresu antykoncepcji, choć raz jeszcze podkreślę, że jest to antykoncepcja awaryjna, ratunkowa i incydentalna. Żadna inna metoda zapobiegania ciąży nie generuje tak wielkich przekłamań, manipulacji i zwykłych kłamstw – a wiem co mówię, bo dzień w dzień widzę te przekłamania w strumieniu Facebookowych newsów. To wszystko sprawia, że z prawdziwą przyjemnością zabieram się za ten temat – nie tylko dlatego, że chciałabym zbiorowo odpowiedzieć na wszystkie wasze mailowe pytania, ale przede wszystkim dlatego, że liczę na waszą otwartość i kulturalne spory. W końcu wspólnie tworzymy najseksowniejszą społeczność internetów ;)

Tabletka dzień po, czyli antykoncepcja awaryjna

Zanim zaczniemy, jedno wyjaśnienie, by uporządkować to, co się dzieje w komentarzach. Celowo piszę o tabletce EllaOne ponieważ to o nią toczy się medialny bój. Escapelle, która jest ok. 3 razy tańsza zawsze była na receptę. Nie ma więc najmniejszego sensu, bym to jej poświęcała całą swoją uwagę, bo skoro wypisuje ją lekarz, to ma obowiązek poinformować o tym ja ta tabletka działa i czy może być przez kobietę stosowana.

A teraz po kolei, według naszego standardowego klucza:

Czym jest pigułka dzień po i w jakich wypadkach się ją stosuje

Pigułka dzień po jest antykoncepcją awaryjną. Oznacza to dokładnie tyle, że nie powinna być stosowana jako antykoncepcja regularna, więc nie ma mowy o wprowadzaniu jej na stałe do naszej tabletkowej diety. W praktyce pigułka jest po prostu lekiem hormonalnym, którego podstawowym zadaniem jest opóźnienie lub zahamowanie owulacji – i jak każdy lek powinna być stosowana zgodnie z zaleceniami.

Co więcej, zahamowanie czy też przesunięcie owulacji wyraźnie zaznacza, na jakim polu działa ta tabletka i dlaczego nie ma nic wspólnego ze środkami (wczesno)poronnymi. Jeśli jesteś więc jedną z osób, która z lubością wykrzykuje, że stosowanie tabletki dzień po jest zabijaniem nienarodzonych dzieci, to albo naciśnij teraz krzyżyk w prawym górnym rogu ekranu, albo po prostu daj sobie wytłumaczyć prostą rzecz. W momencie, gdy facet strzeli swoimi plemnikami, to plemnik jest tylko plemnikiem. Żeby był czymś więcej niż plemnikiem musi z powodzeniem dobiec do komórki jajowej, która jest uwalniana w trakcie owulacji. Skoro więc pigułka dzień po przesuwa jajeczkowanie, jej działanie jest co najwyżej zamachem na życie plemnika – bo pozwalamy mu umrzeć takiemu niezapłodnionemu. Plemnik umiera w spokoju, my żyjemy dalej, a potem komórka zostaje uwolniona – ale nie ma już czego zapładniać. To jest arcyproste i logiczne, więc uprzejmie wszystkich proszę o niewypisywanie rzeczy w stylu: pigułka uniemożliwia zagnieżdżenie zarodka. Tu nie ma zarodka. Jest skołowany plemnik bez komórki, nic więcej.

Przesuwanie owulacji jest natomiast dla organizmu nie lada wyczynem, dlatego nie ma co ukrywać: pigułka zawiera dużą dawkę hormonów. I właśnie dlatego powinna być stosowana wyłącznie w sytuacjach, gdy coś pójdzie nie po naszej myśli (czyli np. pęknie gumka, zwymiotujemy tabletkę antykoncepcyjną) lub w sytuacjach wymuszonego seksu.

Przyjemność podczas stosowania

Umieszczam ten akapit wyłącznie dlatego, że taki mamy już zwyczaj w naszym antykoncepcyjnym cyklu. Otóż przyjemność połykania tabletki jest identyczna jak w przypadku np. witaminy C. Tak naprawdę nie czuje się po niej nic, bo nawet możliwe działania uboczne (bardziej bolesna miesiączka, nudności, bóle brzucha, zawroty głowy itd), które mogą, ale nie muszą występować, pojawiają się dopiero podczas owulacji lub okresu. Nie jest natomiast prawdą to, że połknięcie takiej pigułki z miejsca rozbraja nasz organizm.

Wpływ na zdrowie oraz wpływ na płodność

Tabletki dzień po mogą wywoływać skutki uboczne, ale pamiętajmy o tym, że one dotyczą tylko jednego cyklu. Jeśli więc dzisiaj przyjmę taką tabletkę, to do okresu mogę odczuwać np. bóle brzucha (choć wiele kobiet przyznaje, że nie ma żadnych skutków ubocznych!), ale już w następnym cyklu wszystko będzie normalnie. Przeciwnicy pigułki dzień po często straszą nas bezpłodnością albo „rozwaleniem całego organizmu”. I owszem, jeśli ktoś będzie łykał te pigułki regularnie, jakby były witaminą C, to z pewnością może doprowadzić do takich powikłań – tak samo zresztą możemy zrobić sobie krzywdę przedawkowaniem każdego jednego leku o silnym działaniu. Jeśli jednak przyjmujemy tabletkę zgodnie z jej przeznaczeniem, to nie ma mowy o żadnej bezpłodności. A jeśli nie wierzycie, to porównajcie sobie ulotki pigułki (np. EllaOne) z Viagrą lub jej odpowiednikiem – ilość efektów ubocznych przy Viagrze jest jakieś 10 razy większa i bardziej efektowna niż przy pigułce, ale jakoś nikomu do głowy nie przyjdzie, by wycofać ją ze sprzedaży albo umoralniać mężczyzn. A przecież skoro ciąża jest wolą boską, to sflaczały penis też powinien nią być ;)

Plusy, minusy i przeciwwskazania

Podstawowym plusem powinien być powszechny dostęp do tej tabletki, jednak wszyscy wiemy w jakim kraju żyjemy i jak to z tą dostępnością jest. Nie będę was zamęczać moją oceną tego, co wyprawiają politycy z prawami kobiet (już raz wypowiedziałam się dość jasno), przejdę do dwóch istotnych zalet, jakimi są:

  • wysoka skuteczność – pod warunkiem szybkiego przyjęcia (maksymalnie do 72 godzin po stosunku, choć jeśli owulacja przyjdzie już następnego dnia, to tabletka oczywiście nie zadziała),
  • wysoka cena – wiem, że wiele z was nie podziela mojego zdania, jednak ja się szczerze cieszę, że np. EllaOne kosztuje ok. 100-130 zł – nie wierzę bowiem, że przy takiej cenie, ktokolwiek porywałby się na stosowanie pigułki dzień po zamiast tradycyjnej antykoncepcji.

Z drugiej strony rozumiem sytuację kobiet, których nie stać na tego typu wydatek, a z różnych powodów tabletki potrzebują, więc tak jak zaznaczałam wyżej – cena może być i plusem, i minusem.

I żeby włożyć kij w ideologiczne mrowisko: więcej minusów nie widzę ;) Akceptuję to, że pigułka nie jest obojętna dla organizmu kobiety, bo byłoby ignorancją oczekiwać, że przesunięcie owulacji jest możliwe bez zaburzenia hormonów – tyle tylko, że to chwilowe zaburzenie ma jasno określony cel.

Być może jednak minusów jest znacznie więcej? Czekam na wasze komentarze! :)

 

Komentarze45 komentarzy

    • Alicja

      Gabi, oczywiście są tańsze odpowiedniki tabletek EllaOne (chociażby Escapelle za ok. 50 zł, a podobno można je kupić już za 35 zł), ale jeśli chodzi o Ellę to najtańszą widziałam za ok. 90 zł i to już była „mega promocja” :) A co do samej recepty, to nasz wspaniały rząd chce aby każda tabletka tego typu była na receptę, więc to może być konieczność, a nie wybór – niestety.

    • Gorzej jak za wizytę u ginekologa trzeba będzie zapłacić 100 zł bo na NFZ się kobieta nie dostanie (no chyba, że za miesiac…). To nagle cena awaryjnej antykoncepcji wzrasta do ponad 200 zł. Nie widzę tutaj obniżki ;) raczej wzrost poziomu stresu (niepotrzebnego).

    • Niestety byłam u ginekolog na ubezpieczenie i Pani jak tylko dowiedziała się że chodzi o tabletkę dzień po nazwała mnie morderczy nią. Więc musiałam jechać 50 km do prywatnej przychodni koszt 100 plus dojazd już nie wspomnę o minie baby z apteki jak zobaczyła receptę.

  1. Łykałam, zero skutków ubocznych, okres normalny i bez odchyleń. A najważniejsze – święty spokój w głowie. Jak najbardziej za.

  2. Moja koleżanka lat 20 już cztery razy użyła tej opcji tzw awaryjne jaka jest tabletka , mówiła ze źle sie czuła ale ze ma pewno nie raz jeszcze weźmie .. Tego nie potrafię pojąć .

    • Alicja

      Olu, no cóż – takie osoby też się zdarzają. Szkoda mi dziewczyn, które robią sobie krzywdę na własne życzenie, a częste przyjmowanie tej tabletki jest właśnie taką krzywdą, jednak jedyne co możemy zrobić w takiej sytuacji (i Ty, i ja) to tłumaczyć, edukować i pokazywać inne rozwiązania.

  3. Podpisuje się pod tym całą sobą :)) Bardziej logicznie się chyba nie da, a teksty o nastolatkach jedzących te tabsy jak tic tac… szczerze?
    Patrząc ile koleżanek latało po ginekologach i dawało sobie kontakty do takich którzy chętnie przepiszą coś „w razie wpadki” a potem te tygodnie nieobecności na skutek efektów ubocznych… to wolę dostęp do takiej awaryjnej tabletki niż ginekologów przepisujących środki jak leci nie patrząc na skutki ale na kasę albo szukanie samej sposobów jak nie dopuścić do ciąży bo np. gumka niestety zawiodła

  4. Jestem osoba po studiach medycznych, ktora nie tylko zna sie na antykoncepcji hormonalnej bo sie o niej uczyla ale i ja wiele lat ja stosowala. Znam tez tabletke dzien po oczywiscie i to nie tylko w teorii. Mimo, ze z wielima rzeczami, ktore tu na blogu przeczytalam sie nie do konca zgadzam i mimo, moze powinnam to nie zabieram glosu to tym razem moge sie w koncu w 100 procentach zgodzic z tym co tekst zawiera. Ciesze sie, ze jest tu zawarta prawdziwa informacja bez jakis religijnych podtekstow , poniewaz z tego co obserwuje to wiele osob ceni sobie bardzo co tu przeczyta. Gratuluje i ciesze sie, ze ten temat zostal tu podjety.

    • Alicja

      Angel, w takim razie dziękuję, że tym razem się odezwałaś!
      Ps. Z nami nie trzeba się zawsze zgadzać, chętnie słuchamy innych punktów widzenia – o ile są kulturalne i rzeczowe, bo jak być może wiesz mamy alergię na złośliwości i obrażanie innych. Ty możesz więc pisać śmiało ;)

  5. Antykoncepcję dzień po zdarzyło nam się zastosować, kiedy byliśmy z moim jeszcze wtedy nie mężem młodymi szczylami na studiach. Ja wróciłam z 3-miesięcznych praktyk w Holandii, stęsknieni byliśmy niesamowicie za sobą, nawet nie zauważyliśmy kiedy gumka się zsunęła. Prawie dwa dni szukałam lekarza w Krakowie, który przepisze mi tabletkę dzień po – każdy zasłaniał się klauzulą sumienia. W końcu znalazłam lekarza, który mnie zbadał i przepisał pigułkę. Wtedy zapłaciłam za nią coś ok 200 zł. Wzięłam ją wg zaleceń, skutków ubocznych nie było absolutnie żadnych, w ciążę też nie zaszłam. Kolejne cykle nie rozregulowały się. Kiedy dostałam okres, kamień spadł mi z serca. Miałam wtedy 20 lat i ani trochę nie byłam gotowa na ciążę, mój przyszły mąż też. Teraz, po 6 latach od tej sytuacji, mamy dwójkę planowanych ancymonów :). Nie wiem dlaczego ludzie tak demonizują tabletkę dzień po, ponieważ własnie w takich sytuacjach awaryjnych jak moja ma sens jej stosowanie. Mamy prawo decydować, w którym momencie życia chcemy być matkami, nawet po głupiej chwili zapomnienia.

  6. A co w momecie kiedy jajeczko już jest w okresie owulacji podczas stosunku? Tylko tej części nie rozumiem.

    4 razy niestety musiałam ją wziąć, pierwsza dała mi tygodniowe niemiesiaczkowe krwawienie- bezbolesne. Pozostałe 3 nawet nie rozregulowaly cyklu. Także szczerze polecam, oczywiście tylko i wyłącznie w ostateczności.

    • Alicja

      Olu, tabletka nie wpływa na zapłodnioną już komórkę – działa tylko w przypadku, gdy jesteśmy przed owulacją. To antykoncepcja, a nie środek poronny, więc jeśli w momencie zażywania będziesz już w ciąży, to tabletka tego nie zmieni. Dlatego tak ważny jest moment przyjmowania.

      • Alicja uwielbiam cię ale Tabletka wpływa na zaplodnioną komórkę!!
        Nawet w ulotce jest jasno napisane że utrudnia zagnieżdżenie sie zarodka/ zapłodnionego jajeczka w macicy!! Pytanie tylko dla kogo zapłodnione jajeczko to dziecko
        Temat kontrowersyjny

          • Alicja, swietny tekst, dzięki.
            Co do zagnieżdżania – owszem, nie ma takiej informacji na EllaOne (i pewnie dlatego jest taka droga), jest natomiast na ulotce Escapelle:
            http://www.gabinetginekologiczny.pl/pdf/escapelle.pdf

            Nie zmienia to faktu, że jest również wyraźnie napisane, że lek nie działa kiedy już jest się w ciąży, a to zdanie oznacza właśnie, że nie jest wczesnoporonny. Problem w przypadku naszej „władzy” jest taki, że chcą przeforsować zmianę definicji zajścia w ciążę, która obecnie oznacza zagnieżdżenie się w macicy komórki jajowej połączonej z tym nieszczęsnym plemnikiem. Władza natomiast chce przeforsować, aby nowe życie było określane przez połączenie dwóch komórek, przed zagnieżdżeniem. To jednocześnie oznacza, że ciąża pozamaciczna też wg nich jest „cudem Bożym” :/

          • Alicja

            Escapelle i EllaOne mają różne składy. Poza tym zgadzam się z tym, co napisałaś.
            Ps. Błogosławione zaśniady groniaste ;)

          • oczywiście :) dlatego Twój tekst dotyczący EllaOne jest jak najbardziej prawdziwy. Sęk w tym, że to nie jedyna „tabletka po” i taki konserwatysta jak juz gdzies cos „zaslyszal” to tak bedzie klepal i klepal :) mimo, że nawet jak dochodzi do hamowania zagnieżdżenia to i tak nie jest to działanie wczesnoporonne i mam nadzieję, że ta definicja się nie zmieni.

            Ale wiadomo czyją matką jest nadzieja… ;)

          • Alicja

            Angelo, ale to nie było do Ciebie personalnie – ja domyśliłam się, że Ty wiesz ;) po prostu kilka komentarzy temu – nie wspominając już o tym, co się dzieje na Facebooku i naszych mailach – padło uogólniające że „taka tabletka” ma to na ulotce. A ja po prostu nie lubię nieprawdziwych uogólnień ;)

          • nie chcę żeby zabrzmiało, że się czepiam ;)) ale podałaś EllaOne tylko jako przykład i dopiero gdzieś w połowie artykułu, który dotyczy „tabletki po” i „antykoncepcji awaryjnej”, a Escapelle też jest taką tabletką i to właśnie ona ma to w ulotce. Jakby ktoś chciał być czepliwy (nie ja, nie ja! ;) ) to Tobie również mógłby zarzucić uogólnienie, że artykuł o „tabletce po” dotyczy tylko jednej marki, podczas gdy inne markimają inne składy i ulotki ;)
            Poza tym poprosiłaś Martę o wskazanie („Tutaj jest link do ulotki EllaOne – bardzo proszę wskaż, gdzie są słowa, które cytujesz na temat „takiej tabletki”, chętnie się zapoznam”) i ja Ci to właśnie wskazałam dostarczając poniekąd dowody, których nie dostarczyła koleżanka.

            Summa summarum ja się z Twoim podejściem całkowicie zgadzam przy uwzględnieniu faktu, że niektóre z tabletek „po” zapobiegają zagnieżdżeniu – co jak już podkreśliłam i tak nie jest działaniem poronnym, ale występuje w przyrodzie :)

          • Alicja

            Tak, czepiasz się. Nie, nie mam z tym problemu.
            Zastanawia mnie tylko jakim cudem osoby znające niemal na pamięć ulotki medyczne nie wyłapują kontekstu: przecież pisałam w wielu miejscach tego tekstu, że chodzi o pigułkę kontrowersyjną, o którą toczy się medialna – i rządowa – batalia. Tymczasem Escapelle zawsze było na receptę, więc to chyba dość jasne, że mowa głównie o EllaOne? Aż pokuszę się o dopisanie stosownego zdania na początku.

  7. Chciałabym zwrócić uwagę, że to nie plemnik zostaje zapłodniony tylko komórka jajowa :) najpierw zostaje zaplemiona kiedy dostanie się do niej plemnik a następnie zapłodniona. Pozdrawiam!

    • Alicja

      Hah, dopiero teraz zobaczyłam co napisałam :D tak, masz oczywiście rację – ja o tym plemniku pisałam prześmiewczo, bo po prostu notorycznie jest kłótnia o to, że EllaOna (lub inne pigułki dzień po) „zabijają zarodki” – a tu mamy tylko niespełnione plemniki ;)

  8. Mimo,ze jestem facetem i nigdy moja partnerka nie musiala braç takiej tabletki to jestem jak najbardziej za. Kazdy powinien móc sam decydowac o sobie. A jesli ktos jest przeciwny tym tabletkom to poprostu niech ich nie bierze.

  9. Wzięłam Ellę półtora miesiąca temu.
    Po przyjęciu tabletki nie miałam żadnych objawów tj. mdłości czy wymioty.
    Jednak po 2 tygodniach dostałam wysypki na twarzy. Ropa z wodą. Podobnie na plecach. Czułam się jak 16latka. Do tego bardzo zmienił się zapach mojego potu. Jest…. po prostu śmierdzący mimo stosowania naprawdę dobrych antyperspirantów i dezodorantów.
    Sytuacja powoli się normuje. Czekam na drugą miesiączkę po tabletce. Zobaczymy co będzie dalej.

    • Alicja

      Dorinka – może jesteś uczulona na jakiś składnik tej tabletki? Czytałaś ulotkę przed zastosowaniem? To nie są „normalne” objawy wzięcia tabletki – powiedz proszę co na to dermatolog?

  10. ja stosowałam tylko raz ta tabletkę i nie chce juz więcej razy. bóle brzucha, nudności, wahania nastroju i pewnie jeszcze kilka by sie znalazło. jednak, że trochę w farmacji, wiec przeczytałam cala ulotke od początku do konca i nie bylo pozniej zadnego zaskoczenia o skutki uboczne. ciazy nie bylo, a kolejny okres byl normalny :)

  11. Mi i mojemu facetowi taka pigułka uratowała kiedyś tyłki. Miałam 20 lat, on 22. Zaczynałam studia, on rozkręcał firmę. Standardowa sytuacja, gumka pękła (pierwszy i ostatni raz, teraz biorę pigułki i szczerze mam jak najgorsze zdanie o prezerwatywach). Przeżyłam wtedy chyba największy stres w swoim życiu. Nie spałam prawie tej nocy, a następnego poranka (sobota) dzwoniłam spanikowana do ginekologa mojej mamy, żeby przyjął mnie jak najszybciej. Tylko do niego miałam namiary, przyjmował niedaleko miejscowości, w której mieszkałam. To była moja pierwsza wizyta u ginekologa w życiu i chyba najgorsza, jaką można sobie wyobrazić. K. pojechał ze mną, ale poprosiłam, żeby został w aucie. Cała sparaliżowana weszłam do przychodni, a pan doktor od progu gabinetu powitał mnie jakże zabawnym „I co? Pękła?”. Później podczas badania nie omieszkał skomentować otarć, które miałam w tamtych okolicach (sex był długi i wytęskniony, K. wrócił z delegacji, więc same rozumiecie :). Jedyne za co mogę mu podziękować, to że zrobił mi naprawdę pouczający wykład o antykoncepcji i wypisał receptę. Wizyta 150 zł+ tabletka 100 zł było dla nas wtedy sporym wydatkiem. Ale ulga, którą poczułam, kiedy dostałam okres – bezcenna.
    No i jeszcze słowa mojego kochanego po tym, jak zorientowaliśmy się co się stało i widział moje ogromne przerażenie” „Kochanie nie martw się, nawet jeśli okaże się, że będziesz w ciąży to będzie to przecież najpiękniejsze, co mogłoby nas spotkać”.
    Teraz mamy o 5 lat więcej i nawet trochę czekamy na podobną sytuację :) :)

  12. Ja też stosowałam tabletkę po ,skutków ubocznych,ani ciąży nie było.Mój lekarz rodzinny ,kiedy poszłam po receptę pytał mnie,co to za tabletka,bo on o takiej nie słyszał.Kiedy podałam nazwę ,wyjaśniłam do czego służy,sprawdził coś w komputerze i bez problemu wypisał.Było to 8 lat temu.Ja byłam 3 miesiace po poronieniu,lekarz w szpitalu kazał odczekać z następna ciąża chociaż pół roku,żeby kolejna nie skonczyla się promieniem,bo organizm jeszcze osłabiony.Jak najbardziej jestem za tabletka „po”,ale przyjmowana z głowa,kiedy naprawdę nie ma innego wyjscja.🤗

  13. Ja jestem przeciw….nie będę krzyczała haślę „mordercy” etc. Faktem jest ,że do zapłodnienia dochodzi w ciagu 24h, zazwyczaj…Więc jeśli panna łyka taka tabletkę to może „zniszczyć” zarodek, nie musi, ale może. Może dochodzić jeszcze do „biegu” plemników, ale może też już powstać dziecko…nie jestem zwolenniczką aborcji, tabletki dzień po. I mam nadzieję, że zostanie to uszanowane. Sądzę, że do seksu podchodzę o tyle dojrzałe, rozsądne i odpowiedzialne osoby, która potrafią jego konsekwencji przyjąć „na klatę”. Wiemy czym może skończyć się stosunek i wiemy również, że nie każda antykoncepcja zapewnia 100% pewności. Liczę, jakby co, na miła dyskusję, a nie tryskanie jadem :) nie jestem zasciankowym katolem, mam w domu kajdanki i kulki gejszy (from you Alicja:)), ale jak się bzykam, to wiem co może z tego wyjść i przyjmuje to…peace :D

    • Alicja

      Dobra – ale wiesz, że tabletka dzień po nie wpływa na powstający się zarodek? Jeśli do zapłodnienia doszło, to ciąża rozwija się normalnie. Tabletka zapobiega połączeniu komórek poprzez przesunięcie owulacji, ale nie działa, gdy do ciąży już doszło. Więc nie wiem jak można pisać tutaj o aborcji. Mam nadzieję, że to co piszesz wynika po prostu z niewiedzy.

    • Ok.rozumiem Twoje przekonanie,ale czy tak samo byś mówiła,gdyby kto Cię zgwałcił?Też nie chciałabyś tej tabletki?Przypadki są różne i nie zawsze jest tak ,że biorą ja nieodpowiedzialne małolaty.Ja musiałam zażyć po pęknięciu prezerwatywy ,jeżeli czytałaś mój komentarz,to wiesz,że było to po poronieniu (lekarz kazał odczekać z kolejna ciąża 6 mcy.)Uwierz gdybyś przechodziła,to co ja po stracie ciąży nie wiem czy nie chciałabyś tej tabletki.Ja na kolejna ciążę zdecydowałam się po 10 latach z obawy,że mogę znów stracić.

    • Też byłabym przeciw, gdyby tabletka wpływała na zarodek, ale potrafię czytać. Na ulotce jak byk jest napisane, że tabletka działa TYLKO, jeśli do zapłodnienia jeszcze NIE doszło.

    • Jeśli już jest się przeciwko czemuś, to warto mieć w temacie kompletną wiedzę.
      Po pierwsze, naprawdę trudno uznać sam moment zapłodnienia za powstanie „dziecka”. Równie dobrze może się z tego rozwinąć zaśniad, potworniak albo puste jajo płodowe. Nawet spośród zdrowych komórek połowa nigdy nie doczeka implantacji, zostaną wydalone jako blastocysty. Po drugie, zagnieżdżenie to kwestia około tygodnia, a nie pierwszych 72 godzin. Zapłodniona komórka musi najpierw pokonać całą długość jajowodu. Antykoncepcja awaryjna w żaden sposób nie zagraża „dzieciom napoczętym”.

      A hasełka z rodziny „bzykasz się – jesteś gotów na dziecko!!!” uważam za aroganckie. Wiemy skąd się biorą dzieci. Dlatego stosujemy antykoncepcję. Gdyby zawiodła, wiemy gdzie zdobyć tabletki awaryjne. A gdyby i one jakimś cudem spaliły, mamy zaskórniaki na słowacką klinikę. Seksualność jest integralną częścią związków i ludzkiego życia; odmawianie komuś praw do niej, bo nie udźwignąłby ciężaru ciąży i potomstwa (ze względów finansowych, zdrowotnych czy psychicznych) to po prostu pogarda podszyta ignorancją. Czy takie pary mają się już do menopauzy obywać samym pettingiem i miłością francuską?

      • Nie znam Cie ale juz Cie lubie ( oczywiscie bez podtekstow :) ) i w 100 procentach zgadzam sie z Twoim zdaniem. Swietnie ujete :). Zycze wszystkim mieszkania w panstwie swieckim, tolerancyjnym i dajacym wszystkim bez wyjatku prawo wyboru i wolnosc.
        Pozdr z emigracji ( mnie na szczescie nikt tu gdzie teraz mieszkam nie mowi jak mam zyc ).

      • Och idealnie w punkt opisane moje podejście do tekstu że seks to tylko byleby dzidziuś był a przyjemności z tego ma nie być…
        To chyba najbardziej mechaniczne jak dla mnie podejście do seksu w ogóle, jeśli ktoś rozważa jakąkolwiek formę antykoncepcji bo – nie chce mieć dzieci (tak, są tacy ludzie) i to z różnych powodów czy zdrowotnych czy własnych wewnętrznych – to czy należy się gadanie im że są nierozważni i niedojrzali bo nie chcą „przyjąć na klate” dziecka? No jesli idzie temat antykoncepcji to na pewno wiedzą skąd się biorą dzieci i nie jest to kapusta

  14. Chyba lepiej nie dało się tego wytłumaczyć! Sama musiałam iść kiedyś po taką receptę i to, jak zostałam potraktowana przez lekarkę daje wiele do życzenia. Przepisała ją, ale najpierw musiałam się nasłuchać. I nie, nie o skutkach ubocznych czy innych stricte medycznych rzeczach, a o tym, jaka ze mnie nieodpowiedzialna gówniara. Nie chciałabym, żeby jakakolwiek kobieta musiała przechodzić przez to samo, a wiem, że niestety wciąż takie rzeczy się dzieją. Brakuje w tym kraju szacunku do seksualności kobiet.

    • I grzecznie słuchałaś, pozwalając sobie na niemiłe słowa?
      Lekarze nie mają nic do gadania odnośnie tabletki PO.

      Ale bezmyślny rząd PiSu postanowił znowu ją wprowadzić na receptę.

      • Alicja

        Prosimy bardzo: nie róbmy tu politycznych afer. Wszyscy wiemy jak wygląda sytuacja z rządem, ale nie chcemy, by to on stał się u nas tematem przewodnim.

  15. Mieliśmy raz z moim drwalem (obenie juz 3lata ślubnym) sytuacje po mocniejszej imprezie gdzie nas najzwyczajniej w świecie poniosło-on miał „zdążyć wyjąć” no i mu nie poszło ;) mieliśmy po lat 19… Okropnym wstydem było dla mnie pójście do szpitala na ginekologie (ukochany mi towarzyszł lecz to ja weszłam do gabinetu),szukanie dyżurująceo w te senną letnią niedzielę lekarza i tłumaczenie „co też się wydarzyło”, dość długo potem miałam stresa przed ginekologami,bo spojrzenia tej lekarki nie zapomnę nigdy….ale udało się wypisała receptę i wydaliśmy prawie 100zł na tą tabletkę. Na tamten moment,choć byliśmy kochającą sie parą nie wyobrażałam sobie zajść w ciąże,było by to nie do udźwignięcia nie tyle finansowo co psychicznie,i jestem pewna że nasz dwuletni wtedy związek nie ochodził by w tym roku 12lat bycia razem, i nie oczekiwałabym właśnie pierwszego, zaplanowanego i wyczekanego dziecka,które w sierpniu urodzę,bo miałabym już 1,wychowane w rozwalonej niedojrzałej rodzince… Świetny tekst dla wszystkich ignorantów, z którymi nie raz nie dwa dyskutuje się (zwłaszcza teraz) o tej metodzie. Pozdrawiam Was :)

  16. Dziękuję za ten rzetelny wpis, Alicjo.

    Nie stosowałam, ale podpisuję się obiema rączkami pod tym postem.
    Nie umiem pojąć jak dziewczyny zasłaniające się względami finansowymi („nie biorę antykoncepcji hormonalnej zwykłej, bo mnie nie stać”) mogą sobie pozwolić na kilka(naście) tabletek „dzień po”. Jeśli stać Cię na kilka takich pigułek, to jakim cudem brakuje na opakowanie Diany, Novynette, Harmonetu, Qlairy, Yaz, Yasminelle czy innych?

    Nie rozumiem jeszcze dlaczego kobieta musi pokazać się lekarzowi przed wzięciem takiej pigułki, a facet nie musi po swoje tabletki iść do doktora…
    Czytaliście kiedyś ulotkę preparatów na wzwód? Stosuje się je WYŁĄCZNIE u mężczyzn, u których MEDYCZNIE STWIERDZONO zaburzenia erekcji (!!!). Czyli jakby wizyta u lekarza jest niezbędna.
    Tymczasem dostępność leków na potencję nie jest w żaden sposób regulowana i łykają je także całkiem zdrowi mężczyźni, bez problemów z potencją.
    I jak tu mówić o nieodpowiedzialnym braniu tabletki „dzień po”?!? Czy to nie hipokryzja?!?

    I jeszcze inna sprawa: ile kosztuje opakowanie (2 tabletki!!) środków na potencję, a ile 1 TABLETKA ELLA ONE?!?
    Maxon ok. 13 zł
    Maxigra ok. 10 zł
    Inventum ok. 6 zł…

    EllaOne 100-130 zł…

    No, właśnie… Ponawiam pytanie: co z tym nieodpowiedzialnym braniu tabletki „dzień po”?!?

    Pozdrawiam serdecznie. :)

    lilo

    • Ja tam uważam, że każdy ma swój rozum, więc czy to kobieta biorąca tabletkę „dzień po” czy mężczyzna biorący coś na erekcję, może sam zdecydować czy jest im to potrzebne czy nie. Problemy z erekcją stwierdzone medycznie czy nie są faktem, więc jak facet chce się wspomóc raz na jakiś czas to ja nie widzę w tym nic złego. Sądzę też, że cena w tym przypadku nie jest wyznacznikiem, bo ważne, żeby lek po prostu działał.

  17. Życie napisało mi scenariusz przyjęcia takiej tabletki. Jednak zanim ja zazylam bardzo dużo o niej przeczytałam. Po pierwsze nie jest to tabletka wczesnoporonna, a po drugie nawet jak dojdzie do zapłodnienia to tabletka wręcz nawet pomaga przy utrzymaniu ciąży. Tylko dlatego zdecydowałam się ja zażyć. Przyjęłam ja w pierwszej dobie po stosunku. Niestety ja należę do osób które źle zareagowaly na tabletkę ( może nie tak ja jak mój organizm) przez prawie 2 miesiące miałam rozregulowany cykl. Ale potem wszystko wróciło do normy. Jak najbardziej jestem za tą tabletka za jej bezproblemowy dostępem.

  18. Chwała komukolwiek, kto taką tabletkę wymyślił! boli mnie jedynie podejście do tego tematu w naszym kraju… Kiedy potrzebowałam, w żadnej aptece nie było mowy o tym, żeby dostać tabletki bez recepty, spanikowana chodziłam od lekarza do lekarza, ale dopiero trzeci zgodził się wypisać mi receptę- w prywatnym szpitalu położniczym- koszt wizyty 200zł.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter