Wibrator dla par We Vibe 4 – recenzja Alicji

3

Ach, wibratory!… Słowo, które kojarzy się z zakazanym owocem, chichotem panien chowających wielkie różdżki pod kołderką, grzeszną zabawką egoistycznych kobiet i jękiem zawodu dyskryminowanych mężczyzn – w końcu wibratory są najczęściej dedykowane Paniom. Dobrze wiecie, że wybierając erotyczne urozmaicenia, sięgamy raczej po sugestywną biżuterię erotyczną, jadalne farbki czy poczciwe kajdanki, dostarczające przyjemność i mnie, i mojemu Drwalowi. Wibratory natomiast, choć wystają z szuflady zaplątane w koronkowe staniki lub pończochy, pełnią u nas rolę urozmaiceń na specjalne okazje, gdy Drwal z bólem serca opuszcza nasze mieszkanie lub… gdy fantazja ponosi nas w stronę seksu totalnego, na przykład na tak zwane dwa baty ;)

Wibrator dla par We Vibe 4 - recenzja Alicji

Rozumiemy po części smutek niektórych Panów, którym wibrator brutalnie odebrał status Pana domu, ale cóż – życie jest brutalne. A z wibratorem się nie walczy, tylko się go wykorzystuje – tylko tak można z nim przetrwać pod jednym dachem ;) Mamy jednak szalenie dobrą wiadomość: istnieje magiczne urządzenie, które obu stronom daje tyle samo radości – i to dokładnie w tym samym czasie – wibrator dla par We Vibe 4, czyli orgazmiczne dzieło sztuki. A teraz przejdźmy do namiętnych szczegółów:

Co w nim takiego niezwykłego?

Otóż niezwykłe jest w nim to, że jest to produkt naprawdę zaprojektowany dla par. Sam wibrator, w swojej „podstawowej” funkcji powinien być włożony do cipki kobiety, by jedna jej część była w środku, a druga dodatkowo dociskała łechtaczkę. Pan normalnie wsuwa się wówczas w Panią i czuje doskonale te wewnętrzne wibracje, które po prostu są bardzo przyjemne. Nie ma mowy o egoistycznym seksie zachłannej kobiety, która cały wibrator zawłaszcza dla siebie ;)

To oczywiście tylko wstęp do niezwykłości. We Vibe 4 może być bowiem… sterowany przez telefon! Czy muszę mówić jak podniecające zabawy umożliwia zatem parom męczącym się w związkach na odległość? ;)

Co warto o nim wiedzieć?

We Vibe 4 jest nazywany najlepszym wibratorem dla par, a konkurencja jak wiecie jest spora. Jest piękny, ładuje się w specjalnej stacji, która wygląda jak podgrzewacz do butelek lub odświeżacz powietrza i… jest zaskakująco mały. Gdy pierwszy raz położyłam ten wibrator na swej małej dłoni, byłam trochę nieufna – bo jak takie maleństwo może mieć w sobie AŻ TAKĄ moc? Wątpliwości rozwiały się już przy pierwszym głębszym kontakcie – i niech wam wystarczy sugestia, że kobiecy wytrysk przy seksie z We Vibe to żaden wyczyn ;)

Wibrator ma 10 poziomów wibracji i 10 poziomów intensywności, co daje pełny pakiet przyjemności. Jest oczywiście wodoodporny i uwaga – można go sobie dowolnie odginać, co daje naprawdę duże pole manewru. Steruje się nim za pomocą przycisku umieszczonego na zewnętrznej stronie, za pomocą pilota lub po prostu telefonem.

Jakie ma zalety?

To zdecydowanie mój ulubiony punkt, choć i tak nie jestem w stanie wymienić wszystkiego :)

Po pierwsze – jest fajnym urozmaiceniem, bo seks z wibracjami jest nieco inny niż seks bez ich. Lubię to, że dzielimy się z Drwalem tym uczuciem, że to taka zabawka, która naprawdę nas łączy. Wibracje, które czuje facet są poza tym bardzo silne, bo jego penis leży bezpośrednio na wibratorze – nie ma więc obawy, że oskarży nas o egoizm ;)

Po drugie – pobudza wyobraźnię. Nie wiem, czy producent miał świadomość tego, że opcje które proponuje, nie są jedynymi jakie wchodzą tutaj w grę ;) Po tym jak zgodnie z instrukcją przerobiliśmy seks klasyczny, łyżeczki i seks od tyłu, zamarzyły nam się… zabawy analne. I wiecie co? Wystarczy wtedy obrócić wibrator w drugą stronę, by końcówka wsunęła się w damski tyłeczek lub – w tej najbardziej konkretnej wersji – wsuwamy do tyłka końcówkę razem z penisem. Najważniejsze to tylko pilnować, by toporek wsuwał się od tej płaskiej, gładkiej strony. Nie muszę chyba przypominać, że wsunięta w tyłek wibrująca końcówka przy każdym seksie działa jak turbodoładowanie? ;)

Po trzecie – jest ciaśniej. Bez obaw jednak, nawet hojnych rozmiarów toporek nie będzie odczuwał dyskomfortu. To ciasność z tych przyjemnych ciasności ;)

Po czwarte – możesz bawić się tym samodzielnie, co jest świetną opcją dla kobiet (chwilowo) samotnych. Można bawić się wibratorem klasycznie, czyli wkładać do cipki i na łechtaczkę, można złożyć go zupełnie i wsunąć obie części do środka, można kombinować analnie albo trenować mięśnie Kegla… Można bawić się w wannie, bo We Vibe jest wodoodporny albo dyskretnie wsunąć w majtki i udać się na namiętny spacer. Opcji jest tyle, ile podpowie nam wyobraźnia.

Po piąte – bawić się może nie tylko kobieta – i wcale nie mówimy teraz o wsuwaniu ;) We Vibe można z powodzeniem wykorzystać przy seksie oralnym, otulając wibratorem jajka naszego faceta. Czyż nie brzmi to kusząco? ;)

Po szóste – sterowanie telefonem naprawdę działa, bez względu na to, gdzie jesteś. Wystarczy ściągnąć aplikację, zapamiętać ustawienia i… uzyskać zgodę partnerki ;) Uwielbiam to, że gdy Drwal wyśle mi zaproszenie do zabawy na odległość (to możliwe tylko przy telefonach sparowanych z danym wibratorem, więc bez obaw – nikt nam się nie wetnie), to ja, jak na damę przystało, muszę powiedzieć mu: TAK. Dopiero tym starodawnym gestem oddaję mu władzę nad moją cipką ;) Polecamy przy tym odpalenie kamerki typu skype, by Pan wiedział, czy podwyższyć Pani parametry ;)

Po siódme – wibrator jest mały, lekki i anatomicznie wyprofilowany, dzięki czemu nie sprawia problemów – i łatwo go utrzymać we właściwym miejscu. Przetestowaliśmy wiele pozycji i wysuwał się tylko przy ostrym seksie na ścianie – ale pozycje stojące mają te swoje prawa…

Po ósme – jeśli przypadkiem byłoby wam mało, We Vibe świetnie dogaduje się z innymi wibratorami, masażerami lub zabawkami. Jest bardzo tolerancyjny, więc nie pogniewa się na Ciebie, jeśli użyjesz przy okazji zatyczki analnej lub smagniesz swojego Pana skórzanym pejczykiem ;)

Po dziewiąte – silikon. Zawsze mówimy o tym, by wybierać zabawki wykonane z bezpiecznego silikonu medycznego, jednak wierzcie nam – silikon silikonowi nierówny. W akcesoriach z „wyższej półki”, a taki bez wątpienia jest We Vibe, silikon jest wręcz jedwabiście gładki – aż chce się go dotykać, i dotykać, i dotykać… To wpływa także na nasze wspólne życie z danym przedmiotem, bo im lepszy silikon, tym wolniej się starzeje, mniej niszczy i przede wszystkim – sprawia więcej radości.

Po dziesiąte – przepiękne opakowanie. We Vibe jest zapakowany w minimalistyczny, sugestywny karton, dzięki czemu już od pierwszej chwili kradnie nasze serca.

Jakie ma wady?

Wadę ma tylko jedną: pilot ma swoje humorki. O ile w przewidzianych instrukcjami pozycjach bez trudu wyłapywał nasze polecenia, o tyle w namiętnych zawijaskach nie zawsze chciał nas słuchać ;) To jednak nie jest wielki problem, skoro mamy jeszcze sterowanie telefonem… ;)

Komu poleciłabym ten wibrator dla par?

Wszystkim! :)

Parom i singielkom, parom mieszkającym razem i związkom na odległość, parom zaczynającym przygodę z zabawkami i tym, którzy po prostu chcą mieć jeden porządny sprzęt. We Vibe ma w sobie tyle mocy, że aż szkoda, by jej nie wykorzystać. A jeśli macie wątpliwości zerknijcie jeszcze raz na zalety…. – czy teraz wiecie, że warto? ;)

Komentarze3 komentarze

  1. A wiecie, że przeglądałam kilka tygodni podobne zabawki he Nie wiedziałam jednak, że Pan może się wtedy wsunąć do środka bez problemów hmmm Do wypróbowania, dzięki :)

  2. Hej,

    Ciut odbiegnę od tematu ale mam do Ciebie ważne pytanie. Po Twoich postach o kulkach gejszy postanowiłam zamówić najcięższą ( 136 g ) mimo, że nigdy nie ćwiczyłam ( 26 lat bez dzieci :P ) no i myślałam, że będzie ciężko a tu praktycznie nie czuje, że ćwiczę… mogę ją nosić 2 godziny i wyciągam bo już nie wypada dłużej…
    Powinnam kupić cięższą, żeby czuć, że ćwiczę ? bo teraz dla mnie to żaden wysiłek ją utrzymać w sobie…
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter